Z Rocznika Demograficznego GUS 2012 wynika, że w 2011 r. w Polsce orzeczono 2.843 separacje i 64.594 rozwody. Z tych liczb widać, że sprawy o separację stanowiły w 2011 r. ok. 4,2% wszystkich spraw związanych z rozkładem pożycia małżeńskiego. Podparłam się oficjalnymi danymi, ale obserwuję to też w mojej kancelarii. Spraw o separację – jak na lekarstwo.
Przebieg postępowania o separację nie różni się zbytnio od sprawy rozwodowej. Mimo to spotykam się z opinią, że łatwiej uzyskać separację niż rozwód. Teoretycznie tak, bo sąd nie musi ustalać prognozy na przyszłość tj. czy istnieje szansa na powrót małżonków do siebie, czy nie. W dalszym ciągu sąd musi jednak ustalić, czy doszło do zupełnego rozkładu pożycia małżeńskiego, kto ponosi za to winę (chyba, że małżonkowie zwolnią sąd z tego obowiązku), czy nie ucierpi dobro małoletnich dzieci.
Z czym jest łatwiej? Można uzyskać orzeczenie separacji mimo, że jest się wyłącznie winnym rozkładu pożycia małżeńskiego. W przypadku rozwodu powództwo może być oddalone, gdy rozwodu żąda wyłącznie winny małżonek, a niewinny nie wyraża zgody na rozwód.
Czy separacja w ogóle jest potrzebna? Biorąc pod uwagę dane statystyczne, zainteresowanie jest nikłe, ale jest. Żałuję tylko, że dane statystyczne nie przedstawiają historii separowanych małżeństw. Doszukałam się jedynie informacji, że w tym samym roku 2011 sądy zniosły separację w 285 przypadkach (oczywiście dotyczy to separacji orzeczonych najprawdopodobniej przed 2011 r.). Reszta separowanych małżeństw albo pozostała w separacji, albo – co, jak przypuszczam, zdarza się częściej – zdecydowały się na rozwód.
Separacja to wcale nie łatwiejszy proces niż rozwód. I do jednego i do drugiego procesu trzeba się dobrze przygotować. Jeżeli docelowo chcemy rozwodu, to – moim zdaniem – szkoda czasu i pieniędzy na separację, ale ta decyzja należy do każdego zainteresowanego z osobna.


