7
Cze

NEGOCJACJE POZASĄDOWE

Negocjacje pozasądowe

to duża część mojej pracy. Jeżeli wyobrażasz sobie, że albo przyjmuję Klientów w kancelarii lub online albo występuję przed sądem to się mylisz. Są też inne możliwości 🙂

Po co negocjacje?

Po to, żeby spędzić w sądzie mniej czasu, a nawet czasem w ogóle ominąć sąd. W czasach, kiedy postępowanie w sprawach rozwodowych trwa miesiącami, a nawet latami warto poszukiwać alternatywnych rozwiązań. Na pomoc mogą przyjść mediacje (można o mediacji poczytać tu), ale też negocjacje. Dzisiaj o negocjacjach między pełnomocnikami.

Sąd to stres i długi- albo bardzo długi okres oczekiwania na rozprawę. Można w tym czasie nie robić nic i zająć się samym czekaniem. Można przygotować wszystko tak, aby sprawa przed sądem była łatwiejsza, a przede wszystkim szybsza. Marzysz o jednej rozprawie? To negocjacje pozasądowe są dla Ciebie.

Czego mogą dotyczyć negocjacje?

Tak, jak mediacje – wszystkiego. Można uzgodnić wszystko od A do Z, można dojść do kompromisu jedynie częściowo. W tym ostatnim przypadku – zawsze to coś.

A po co do tego adwokat?

Małżonkowie nie potrafią ze sobą rozmawiać, błyskawicznie dochodzi do kłótni i wyzwisk? Wkraczamy my – pełnomocnicy. Emocje przeważają nad rozsądkiem – przydadzą się pełnomocnicy. Rozmawiamy za naszych Klientów bez emocji, ważąc interesy stron i rozważając za i przeciw. Oczywiście decyzje podejmuje Klient, ale łatwiej jest dojść do porozumienia ze współmałżonkiem jeżeli jest czas do namysłu. Można spokojnie porozmawiać z adwokatem o konsekwencjach określonych działań i spokojnie zastanowić się co dalej. Warto podkreślić, że w negocjacjach często można osiągnąć więcej niż przed sądem. Nic na to nie poradzę – tak jest. Pokładanie bezbrzeżnych nadziei w sądach potrafi być zgubne.

Czy warto?

Moim zdaniem tak, warto. W dłuższej perspektywie porozumienie daje stronom nadzieję na spokój i nudę pozasądową (to stan pożądany). Narzucone orzeczenie przez sąd często mobilizuje strony do dalszej walki przed sądami rejonowymi. Po wynegocjowaniu porozumienia:

  1. strony mogą przewidzieć co się będzie działo na rozprawie;
  2. sprawa ma szansę zakończyć się na najbliższej rozprawie;
  3. sędzia ograniczy się do najważniejszych pytań;
  4. sama rozprawa nie powinna długo trwać;
  5. po 7 dniach wyrok się uprawomocni

Często przy okazji negocjacji rozwodowych prowadzi się negocjacje majątkowe. To też jest plus negocjacji.

Bez negocjacji oczywiście osiągnięcie powyższych punktów też jest możliwe – jeżeli między stronami w ogóle nie ma sporu, albo potrafią ze sobą rozmawiać. Jeżeli jednak spór istnieje warto się zastanowić, czy nie skorzystać z pozasądowych sposobów na osiągnięcie porozumienia. Nie jesteś przekonana/przekonany? Zapytaj 🙂

19
Maj

ROZWÓD – PLANOWANE UTRUDNIENIA

Utrudnienia w postępowaniu rozwodowym – plany

Dzisiaj o świtaniu przywitała mnie wiadomość portalu fakt.pl – szykują się utrudnienia w postępowaniu rozwodowym. Tytuł artykułu głosi, że rozwodu nie dostaniesz tak łatwo (artykuł można przeczytać tu)

Zaznaczam, że dzisiejszy wpis opiera się wyłącznie o doniesienia prasowe, a nie sam projekt zmian.

Czy na pewno trudniej będzie uzyskać rozwód?

Zgodnie z treścią powołanego artykułu parom, które mają małoletnie dzieci będą stawiane wyższe wymagania przed udzieleniem rozwodu.

Przede wszystkim konieczne będzie rodzinne posiedzenie informacyjne. Ma to być spotkanie sędziego, mediatora i małżonków chcących się rozwieść. Dwa – obowiązkowa będzie mediacja (mediacja ma być bezpłatna).

Rodzinne posiedzenia informacyjne

Trzeba zaznaczyć, że już teraz kodeks postępowania cywilnego przewiduje spotkania informacyjne. Widziałam w kodeksie – nie widziałam na żywo.

Oczywiście, jeżeli rodzinne spotkanie informacyjne będzie obowiązkowe to będzie się odbywało. Celem spotkania ma być poinformowanie stron o mediacji (ok) oraz poinformowanie o społecznych i indywidualnych skutkach rozwodu. Temu nie mogę się nadziwić!

Mówimy o spotkaniu osób dorosłych, które nie chcą już dalej ze sobą żyć. Raczej mają świadomość skutków rozwodu. Pouczanie w tym zakresie osób dorosłych wydaje mi się pomysłem dziwnym. A jeżeli już, to sąd nie jest miejscem na takie “pouczanki”.

Mediacja obowiązkowa

Mediacja szkody nikomu nie zrobi, może natomiast pomóc.

Niepokoi mnie stwierdzenie, że będzie to mediacja bezpłatna. Na ten moment to strony rozliczają się bezpośrednio z mediatorem. Zakładam, że w takim przypadku za mediację będzie płacić Skarb Państwa.

Z przykrością powiem, że stawki za mediację rodzinną są bardzo skąpe. Jakie to ma skutki?

Przedłużenie postępowania

“Wiceminister Romanowski, w rozmowie z Prawo.pl, powiedział, że zmiany te nie wpłyną na przedłużenie spraw” (cytat z powołanego artykułu). Czy na pewno? Sama mediacja na pewno nie wpłynie na czas trwania postępowania.

W Krakowie na pierwszy termin rozprawy czeka się kilka miesięcy, więc w tym czasie spokojnie mogą się odbyć “w tle” mediacje.

Co jednak z rodzinnym posiedzeniem informacyjnym? Na pewno wpłynie na przedłużenie postępowania.

To dodatkowy czas dla i tak obłożonych obowiązkami sędziów. Czas nie jest z gumy i – moim zdaniem – można się spodziewać, że postępowania rozwodowe, i tak trwające straszliwie długo będą trwały jeszcze dłużej. Jak to wpływa na jakość życia rodziny? A to proszę sobie wyobrazić…

Posiedzenie pojednawcze

Autor artykułu powołał się na ocenę adw. Roberta Ofiary o bezsensowności posiedzeń pojednawczych (przy okazji odeślę czytelników do broszury, której współautorem jest Pan Mecenas – Standardy pomocy dziecku w sytuacji rozstania rodziców).

Zgadzam się z Panem Mecenasem. Też pamiętam te czasy. Ale postawienie znaku równości przez autora artykułu między mediacją a historycznym już (na szczęście) posiedzeniem pojednawczym nie jest uprawnione.

Zgadzam się też z Panem Mecenasem, że prawdziwą pomocą dla stron nie jest pouczanie o społecznych skutkach rozwodu, a realna pomoc w bieżącym życiu: miejsca zapewniające wsparcie dziecku i rodzicom, konsultacje diagnostyczne, psychologiczne, wychowawcze, a także miejsca na terapię indywidualną i terapię pary.

Tego dzisiaj nie ma, a małżonkowie w kryzysie są pozostawieni sami sobie. Nie każdy ma tyle hartu ducha, by czekać na terapię rok.

Marzyłoby mi się, aby ustawodawca zajął się praktycznym wymiarem zapobieganiu rozwodom. Tak jak posiedzenia pojednawcze, rodzinne posiedzenia informacyjne nie mają szansy zapobiegać rozpadom rodziny.

***

Po przeczytaniu: „ROZWÓD – PLANOWANE UTRUDNIENIA”, zapraszam również do lektury:

16
Kwi

KONTAKTY Z DZIECKIEM ONLINE

Kontakty online funkcjonowały już wcześniej, ale w dobie pandemii są – z konieczności – jeszcze bardziej popularne. Nikt nie będzie dyskutował z poglądem, że lepiej spotkać się z dzieckiem osobiście niż wirtualnie.

Co jednak, gdy rodzic i dziecko są daleko od siebie? Podróże w dobie pandemii są utrudnione, a nocleg w hotelu – często niemożliwy?

KONTAKTY Z DZIECKIEM ONLINERozmawiałam dzisiaj z Klientem, który opowiadał, że w czasie pobytu za granicą dziecko (lat 2) poznało jego rodzinę na odległość. Ciocia i babcia dziecka rozmawiały z małą przez internet. Rozmowy trwały krótko, ale były dość częste.

Po przyjeździe do Polski dziewczynka nawiązała od razu relacje z ciocią i babcia. Nie miała też oporu zostać sama, bez rodziców, pod opieką cioci. Mimo, że tak naprawdę spotkała ją pierwszy raz w życiu. Cud? Pewnie raczej magia internetu 🙂

Lepiej tak niż w ogóle

Dzieci dość szybko przystosowują się do nowych warunków. Przyzwyczajają się, że mieszkają z jednym rodzicem. Przyzwyczajają się do regularnych spotkań z drugim rodzicem. Mogą się przyzwyczaić się do opieki naprzemiennej. Mogą się też przyzwyczaić do tego, że tych relacji z drugim rodzicem w ogóle nie ma.

Uważam, że lepiej – zwłaszcza dla dziecka – żeby kontakty z rodzicem, który nie może zobaczyć się z dzieckiem bezpośrednio – odbywały się regularnie online. Nawet te kilka – kilkanaście minut. Kto nie wierzy, niech spyta psychologa dziecięcego. Ostatecznie ja jestem tylko prawnikiem 🙂

Wady kontaktów online

Czasem kontakt online nie jest to rozwiązaniem idealnym z przyczyn obiektywnych: słabsze łącze internetowe, brak odpowiedniego sprzętu. Te problemy na ogół znajdują proste rozwiązanie. Zwykle najsłabszy punkt to… drugi rodzic. Ile razy się nasłuchałam skarg od Klientów!

A ile nagrań się naoglądałam? Nagrań, na których widać rodzica wykazującego wyżyny inwencji twórczej byle by tylko odciągnąć dziecko od ekranu! Można gorąco współczuć dziecku, ale tu nie ma prostych rozwiązań… Mimo wszystko (chyba) warto, żeby dziecko miało okazję zobaczyć twarz ojca/matki trochę częściej niż na żywo, skoro bezpośrednie spotkania nie mogą się odbywać co kilka dni.

Wiek dziecka

Z całą pewnością inny jest kontakt online z nastolatkiem (teoretycznie powinien być łatwiejszy 😉 ) a inny – z dzieckiem np. lat 3. Nie jest łatwo utrzymać uwagę kilkuletniego dziecka i zatrzymać malucha przy komputerze.

Nie raz widziałam nagrania, na których rodzic siedział nieruchomo i starał się zagadać kilkulatka pytaniami (gadająca głowa)? Efekt – marny. Zawsze uważałam więc, że kilka minut uwagi małego dziecka to wyczyn. Życie pokazuje jednak, jak bardzo można się pomylić.

Mój Klient – rekordzista był w stanie utrzymać dzieci (kole 3 lat) przed komputerem przez ponad 40 minut! Muszę przyznać, że to co robił przed ekranem dla budowania relacji z dziećmi to było mistrzostwo świata! Sadził nasionka, uruchamiał piłę mechaniczną, czytał książeczki i wciągał dzieci do dyskusji. Jeżeli dzieci potrafią oglądać godzinami bajki to dlaczego nie miałyby interaktywnie bawić się z drugim rodzicem online? Wymaga wysiłku, ale nie jest niemożliwe.

Zanim zlekceważysz kontakt online z dzieckiem zastanów się, czy jednak nie warto pokazać się na ekranie chociaż na te kilka minut? Może za pierwszym razem nie będzie łatwo? Może będzie to orka na ugorze? Ale może jednak za kolejnym razem przyniesie jakieś efekty?

***

Po przeczytaniu: ,,Kontakty z dzieckiem online” zachęcam do przeczytania:

Photo by Dylan Ferreira on Unsplash

11
Mar

SYCHAR – BEZ WZGLĘDU NA KOSZTY

Plakaty Sychar

Cała Polska jest obklejona plakatami Stowarzyszenia SYCHAR – Kochajcie się mamo i tato. Zajmuję się sprawami rodzinnymi od lat i przyznam – patrzę na te plakaty z przykrością. Nie mam nic przeciwko, żeby rodzice się kochali, ale to nie takie proste

Natrafiłam dzisiaj na artykuł w portalu Onet, co świadczy o tym, że plakaty budzą żywe reakcje – raczej nie takie, jakich oczekiwaliby autorzy kampanii.

Nie wtrącam się do spraw wiary – każdy ma prawo do swojego światopoglądu.  Trudno mi jednak zaakceptować narzucanie własnego światopoglądu innym ludziom.

SYCHAR – odsłona pierwsza

Pierwszy raz zetknęłam się ze stowarzyszeniem SYCHAR lata temu. Prowadziłam sprawę rozwodową młodej, sympatycznej kobiety. Niedługo po rozpoczęciu sprawy zgłosiła mi, że członkowie stowarzyszenia SYCHAR piszą do niej listy o treści nawołującej do pozostania w małżeństwie, nawiązujących do wiary i obowiązków z tym związanych. Takie listy otrzymywali też członkowie najbliższej rodziny z apelem, aby zrobili wszystko, by Klientka pozostała w małżeństwie. SYCHAR nie ograniczył się do listów (w imponującej ilości i częstotliwości), ale członkowie stowarzyszenia dzwonili do Klientki i jej mamy przekazując treści, których obie panie sobie nie życzyły. Przekraczało to wszelkie granice i, co można przewidzieć, nie odniosło żadnego skutku. Małżeństwo zakończyło się rozwodem.

Rachunek zysków i strat

Gdybym  miała pokusić się o ocenę zjawiska na tym konkretnym przykładzie powiedziałabym, że wkroczenie Stowarzyszenia SYCHAR w życie Klientki kosztowało ją wiele negatywnych przeżyć (czuła się osaczona – rozważała nawet zawiadomienie Policji o nękaniu). Swoją cenę zapłaciła też matka Klientki – nerwy, cierpienie itd. Sądzę, że rachunek wypadł niezmiernie pozytywnie po stronie członków SYCHAR – poczucie czynienia dobra musi być dużą nagrodą. Sądzę też, że mają świadomość cierpień, które wywołują. Być może jednak jest to wypłata należna dla osoby, która chce się rozwieść?

Można promować życie rodzinne, ale mam wątpliwości, czy taką działalnością. Mimo, iż ktoś złośliwy powiedziałby, że żyję z rozwodów (i miał by częściowo rację), to nigdy nikogo do rozwodu nie namawiałam.

Może lepiej – zamiast inwestować w kolejne plakaty w przestrzeni publicznej krzywdzące rzesze ludzi (odsyłam ponownie do artykułu w Onecie). Może lepiej  zastanowić się – a tego oczekuję nieustannie od państwa polskiego – jak pomóc ludziom w kryzysie. Być może dostęp do rzetelnej i pozbawionej ideologii poradnictwa małżeńskiego, dostęp do niedrogiej terapii mógłby ludziom pomóc? Może warto zastanowić się jak zabezpieczyć dobro dzieci (równy dostęp rodziców do wychowania dzieci, do kontaktów), żeby mogły wyrosnąć na ludzi bez obciążeń wieloletnią walką rodziców.

Rozwody były, są i będą

Przewrotnie jednak, pomimo krytyki, jaką zaprezentowałam wyżej, uważam, że kampania SYCHAR może przynieść coś dobrego. Kontrowersyjne plakaty zwykle pobudzają ludzi do dyskusji i kształtowania nowych postaw społecznych. Tak pewnie będzie i w tym przypadku. Czy wnioski będą zbieżne z celami Stowarzyszenia SYCHAR? Nie wydaje mi się to możliwe. Być może rozpocznie to dyskusję, czy małżeństwo za wszelką cenę, czy też jak wolą niektórzy “dla dobra dziecka” są korzystne dla rozwoju dzieci. Zawsze w takich sytuacjach przypomina mi się Klientka, która już w podeszłym wieku skarżyła się u mnie w kancelarii. Jej córka po latach (wówczas dorosła kobieta) wykrzyczała jej w twarz, że zmarnowała jej życie, bo została z tatą, który krzywdził rodzinę. Klientce przez lata poświęceń przyświecała właśnie ta myśl, że dla dziecka wytrzyma. Można rzec – niestety wytrzymała

Dla równowagi i na koniec opowiem jeszcze jedną historię. Klientkę wysłał do adwokata zakonnik. Powiedział jej, że Bóg wcale nie chce , żeby cierpiała.

4
Mar

KONFLIKT

Konflikt w rozwodzie

Konflikt to nieodłączny element spraw rozwodowych, zwłaszcza kiedy strony mają wspólne dzieci. Piszę właśnie zarzuty do opinii OZSS i pomyślałam, że może warto przytoczyć fragment opinii, żeby uzmysłowić, jakie zdanie o konflikcie mają psychologowie. Jak konflikt między najukochańszymi dla dzieci osobami wpływa na dzieci? Przy okazji nawiążę do mojego wcześniejszego wpisu o wzywaniu Policji (wpis można znaleźć tu).

Cytat z opinii OZSS

Strony mają do siebie bardzo nieprzychylny, wręcz wrogi stosunek, czego nie starają się ukrywać wobec dzieci. Ich kłótnie w obecności małoletnich, interwencje policji, mają frustrujący wpływ na psychikę dzieci, powodują ich niepokój , poczucie zagrożenia.

To tylko przykład, ale takich opinii widziałam już dużo i wszystkie są w tym zakresie podobne.

Co robić?

Jestem zdania, że dzieci powinny być pod ochroną rodziców. Mam świadomość, że łatwo się mówi, a emocje między jeszcze małżonkami potrafią sięgnąć zenitu i czasem, nie są łatwe do opanowania. Często się zdarza, że strony prowokuję, albo są prowokowane do wybuchów złości, czy nawet agresji. Ok, ale przecież jesteśmy dorośli. Wczoraj rozmawiałam z Klientem, który usiłował swoje “kreatywne wybryki” w obecności dziecka wytłumaczyć na wiele różnych sposobów. Tylko, proszę mi odpowiedzieć na pytanie: jakie znaczenie dla dziecka  ma to, czy mama dała się sprowokować tacie i to on ponosi (przynajmniej część) odpowiedzialności za niewłaściwe zachowanie mamy przy dziecku? Moim zdaniem dziecku jest to obojętne.

Dziecko nie jest sędzią

Bardzo często zdarza się, że dzieci nie są w stanie ocenić winy rodzica, przyczynienia się do konfliktu itp. Co to ma zresztą za znaczenie dla dziecka? Trauma jest traumą. Nie traktujmy dziecka jako sekundanta, który ostatecznie ma nam przyznać rację w konflikcie. To zbyt duże oczekiwanie. Zresztą konsekwencje angażowania dzieci w konflikt najczęściej są widoczne albo od razu, albo po latach. Szkoda, że te negatywne konsekwencje konfliktu rodziców odbijają się na dziecku.

Marzy mi się – choć po tylu latach pracy wiem, że pozostanie to w sferze marzeń – żeby rodzice dostrzegali krzywdę, jaką mogą wyrządzić dziecku. I że to zrozumienie powstrzyma rodziców przed prowadzeniem sporów w obecności dziecka. Że rodzice zrozumieją, że rodzicielstwo to nie wyścig na najlepszego rodzica. Matka będzie zawsze matką, a ojciec – ojcem. Matka nie ma co się starać być lepszym ojcem niż ojciec, a ojciec nie będzie lepszą matką niż matka. Jak sobie już uświadomimy, że nie możemy zastąpić drugiego rodzica, to może przyjdzie refleksja, żeby nie mówić dziecku źle o drugim rodzicu? Nieważne jaka jest prawda.

Czy zawsze mówimy dziecku całą prawdę?

4
Lut

MEDIACJA W CZASIE SPRAWY ROZWODOWEJ

Mediacja w czasie rozwodu

Dostałam przez formularz kontaktowy z bloga pytanie o mediację w czasie sprawy rozwodowej:

proszę opisać mediację zleconą przez sąd podczas rozwodu. Proszę wskazać koszty, czas trwania oraz zasady prowadzenia mediacji. Czy mediator powinien zwracać uwagę na potrzeby dzieci w czasie trwania mediacji

Spełniam zatem życzenie 🙂

Zacznę od tego, że mediator powinien zwracać uwagę na dobro dziecka. Niestety “dobro dziecka” to pojęcie szerokie, nieprecyzyjne i często różnie rozumiane przez uczestników mediacji.

Zasady mediacji

Dobrowolność to podstawowa zasada mediacji. W praktyce najczęściej zdarza się, że sąd kieruje strony na mediację tylko wtedy, gdy taki wniosek wpłynął do sądu i obie strony wyraziły zgodę na mediację. Przepisy przewidują wprawdzie skierowanie stron do mediacji bez pytania stron, ale strona ma prawo odmówić uczestnictwa w mediacji w terminie tygodnia od dnia ogłoszenia lub doręczenia postanowienia o skierowaniu na mediację. Warto dodać, że strona ma prawo przerwać mediację na każdym etapie i nie musi się z tego tłumaczyć.

Mediator ma być bezstronny, neutralny (nie powinien narzucać swoich koncepcji) i akceptowalny dla stron (jeżeli mediator nam nie odpowiada możemy zwrócić się do sądu o zmianę mediatora).

Prawo gwarantuje poufność mediacji. Ma to zapewnić swobodę wypowiedzi w czasie mediacji bez ryzyka, że o treści rozmów dowie się sąd. Oczywiście może zdarzyć się, że uczestnik mediacji będzie chciał się powołać na oświadczenia złożone w trakcie mediacji, ale sąd nie może tego brać pod uwagę. Trudno zresztą będzie udowodnić, że coś takiego zostało powiedziane w czasie mediacji. Protokół mediacji nie obejmuje szczegółowego opisu stanowisk stron.

Mediacja w toku postępowania

Mediacja ze zlecenia sądu nie różni się od mediacji pozasądowej. Jedynie sposób zainicjowania postępowania mediacyjnego jest różny – w toku sprawy na mediację kieruje sąd. Sąd wyznacza też czas trwania mediacji (maksymalnie 3 miesiące).

Co jeżeli mediacja nie zakończyła się w wyznaczonym terminie, a strony chcą kontynuować rozmowy? W takim wypadku strony postępowania powinny złożyć wniosek do sądu o przedłużenie terminu mediacji. Nie powinno być problemu ze zgodą sądu, skoro strony chcą nadal rozmawiać.

Protokół mediacji

Protokół mediacji to dokument sporządzany po zakończeniu mediacji. Nazwa nieco wprowadza w błąd, gdyż w protokole mediacji ma być jedynie informacja o terminach spotkań mediacyjnych i dosłownie jedno zdanie o ugodzie lub braku ugody. Jestem przekonana, że w protokole powinna być jedynie sucha informacja, kiedy doszło do spotkań mediacyjnych i czy w efekcie strony zawarły ugodę, czy też nie. Niestety to czasem słaby element…

Bardzo negatywnie oceniam opisywanie w protokole mediacji kto zrezygnował z mediacji. Miałam w ręku taki protokół kilka razy. Rozumiem, że wszyscy jesteśmy ludźmi. Mediator ma prawo być zirytowany, czy niezadowolony, ale… powinien te emocje zostawić dla siebie. Informacja kto przerwał mediacje może mieć znaczenie na postrzeganie sprawy przez sąd i wpływać na pozycję strony w sprawie. W tym sensie takie działanie mediatorów szkodzi samym mediacjom.

Pamiętam, że lata temu bardzo namawiałam Klienta na rozmowę z matką dziecka z pomocą mediatora. Uważałam, że może to pomóc rodzicom w przyszłej współpracy dla dobra dziecka. Mediacja zakończyła się niepowodzeniem, a mediator napisał, że to mój Klient przerwał mediację. Rozczarowanie? To mało powiedziane. Od tego czasu nikogo nie namawiam, a jedynie sugeruję mediację. Staram się też unikać mediatorów, o których wiem, że mają zwyczaj informowania sądu o przyczynach zakończenie mediacji.

Koszty

Mediacja w sprawie rozwodowej ze skierowania sądu (bez rozmów o podziale majątku) to rozwiązanie tanie. Za pierwsze posiedzenie  mediator może pobrać 150 złotych, a za każde kolejne – 100 złotych, łącznie nie więcej niż 450 złotych. Do tych kwot mediator może dodać podatek VAT (jeżeli jest płatnikiem tego podatku) oraz koszty:

– przejazdów – w wysokości i na warunkach określonych w przepisach dotyczących wysokości oraz warunków ustalania należności przysługujących pracownikowi zatrudnionemu w państwowej lub samorządowej jednostce sfery budżetowej z tytułu podróży służbowej;
– wynajmu pomieszczenia niezbędnego do przeprowadzenia posiedzenia mediacyjnego, w wysokości nieprzekraczającej 70 złotych za jedno posiedzenie;
– korespondencji, w wysokości nieprzekraczającej 30 złotych.

Udział adwokata w mediacjach

Osobiście uważam, że adwokat nie powinien brać udziału w mediacjach. Ostatecznie nie chodzi o to, żeby przenosić dyskusje prawników z sali rozpraw do mediatora. Wartością mediacji jest bezpośrednia rozmowa stron. Kiedy adwokat jest potrzebny/konieczny? Na etapie pracy nad treścią ugody mediacyjnej. Zanim podpiszesz ugodę skonsultuj tekst z prawnikiem. To dokument, który ma poukładać Ci życie, ale finalnie ma być interpretowany przez prawników (sąd, adwokaci). Istotne jest zatem, aby przekaz był precyzyjny i nie pozostawiał miejsca na różne interpretacje. Warto, aby ktoś z zewnątrz obiektywnie popatrzył na spisane porozumienie i wskazał słabsze punkty, czy nieścisłości.

Czas

Trzeba mieć świadomość, że mediacje przedłużają postępowanie sądowe. Oczywiście mogą się przyczynić do znacznego skrócenia trwania postępowania, jeżeli strony osiągną porozumienie. Osobiście uważam, że warto rozmawiać – w sprawach rodzinnych zwłaszcza. Należy jednak zachować “czujność“. Zwłaszcza zwracać uwagę na przedłużanie mediacji przez drugą stroną. Czasem mediacja ma po prostu drugie dno, a strony podchodzą do mediacji nie po to, żeby się porozumieć, ale osiągnąć inny cel procesowy.

Jeżeli chcesz poczytać, co już wcześniej pisałam o mediacji zajrzyj do tych wpisów:

https://blogrozwod.pl/?s=mediacja 

 

19
Gru

DZIELONE ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA

Dzielone święta

Święta Bożego Narodzenia zbliżają się milowymi krokami. I chociaż nie będą to święta takie jak zwykle – czekają nas ograniczenia ze względu na pandemię – to dla dzieci to i tak będzie czas szczególny.

Pamiętam z dzieciństwa, że czekałam z napięciem aż Aniołek przyniesie prezenty pod choinkę. Tak, u mnie w domu prezenty przynosił Aniołek. W Twoim domu to może Gwiazdor, Dzieciątko, a może Mikołaj :-)?

Tak naprawdę dla dziecka nie ma to znaczenia. Liczy się konkret, czyli prezenty… Z potraw wigilijnych właściwie lubiłam tylko uszka, więc po barszczu od razu nudziłam, żeby można było rozdawać prezenty :-).

Druga wigilia

Po wigilii w domu z babcią I (moje babcie były ponumerowane) szliśmy z rodzicami na drugą wigilię do ciotki, gdzie była też babcia II z dziadkiem.

Na tej drugiej wigilii zwykle było bardzo dużo gości, ogromna choinka i atrakcyjne prezenty – część rodziny przyjeżdżała z zagranicy. Przypomnę tylko, że moje dzieciństwo przypadało na czasy komuny.

Te dzielone święta to było dla mnie coś absolutnie naturalnego i atrakcyjnego. Przecież dzięki temu dostawałam więcej prezentów.

Nie pamiętam, czy zadawałam sobie trud wyjaśnienia dlaczego ten Aniołek podrzucał część prezentów do naszego domu, a część gdzie indziej?

Podzielone święta

Dlaczego o tym wszystkim piszę?

Bo wiele z Was czytających blog ma podzielone święta – trochę z dzieckiem, trochę bez dziecka.

Fakt, że moje dzielone święta spędzałam na obu wigiliach z rodzicami. Chcę jednak pokazać, że nie najczęściej ma po co martwić się o to, czy dziecko nie jest smutne, czy tęskni za Tobą.

W większości przypadków będzie szczęśliwe i zaaferowane podwójnymi świętami. Dwoma choinkami i podwójną ilością prezentów.

To, jak minie Ci czas bez dziecka zależy też od Ciebie. Spróbuj założyć, że wszystko będzie dobrze. Staraj się nie pokazywać dziecku, że idealne święta to święta bez konieczności wydawania dziecka na kontakt z tym drugim rodzicem.

Tak się najczęściej nie da…

Święta naprzemienne

Jeżeli dzielisz święta naprzemiennie co drugi rok, to zakładam, że co drugi rok święta są dla Ciebie smutniejsze. Czy takie są dla Twojego dziecka?

Nie wiem, ale wiem, że od rodziców także zależy z jakim nastawieniem dziecko pojedzie do tego drugiego domu. Pomóż mu, żeby się o Ciebie nie martwiło i mogło się cieszyć tą drugą wigilią.

Łatwo się mówi

Pewnie pomyślicie, że łatwo mi pisać o dzielonych świętach, bo spędzałam święta z rodzicami.

Może tak… Choć z tych drugich świąt nawet nie pamiętam, gdzie siedzieli moi rodzice i co robili w czasie wieczerzy wigilijnej :-). Za dużo było atrakcji wokół.

Z perspektywy czasu dostrzegam jednak, że święta nie wyglądały tak różowo z punktu widzenia moich rodziców. Pod pozorami kryło się drugie, a może nawet trzecie dno.

Gdy byłam dzieckiem nic o tym nie wiedziałam i skupiałam się – jak większość dzieci – na “tu i teraz”. Nawet wolałam te święta u ciotki niż u mnie w domu :-).

Pewnie moim rodzicom nie było przyjemnie, jak im to wprost mówiłam. Chwała im za to, że nigdy nie zepsuli mojej radości i dzielnie znosili moje uwagi o wyższości choinki u ciotki (zaiste – choinka była żywa i ogromna) nad naszą łysą, plastikową namiastką choinki.

Czy przez to mniej kochałam moich rodziców? Czy wolałam zostać na stałe u ciotki?

Oczywiście nie. Po prostu dzielone święta były dla mnie normą i nie poświęcałam tej kwestii nawet chwili.

A może?

Nie wiem, czy to Ci pomoże w przeżywaniu świąt, ale może myśl, że Twoje dziecko ma szansę miło spędzić święta jednak jakoś osłodzi samotność przy stole?

Myśl, że dziecko  spędza wesoło czas może powinna być jakimś źródłem pocieszenia. Jeżeli Twoje dziecko wróci i z wypiekami na twarzy będzie opowiadało jak tam było fajnie to znaczy, że ci ufa. Dzieli się z Tobą swoimi przeżyciami.

Czy to samo w sobie nie jest powodem do Twojej radości i dumy?

Nie zazdrość, nie martw się, że dziecko zostało przekupione. Nie wątp w miłość dziecka do Ciebie. Jest bezgraniczna i bezinteresowna.

Pomóżcie sobie nawzajem przeżyć te święta tak, żeby Wasze dziecko było po dziecięcemu szczęśliwe. Wy rodzice nie musicie się kochać, ale już szanować – jak najbardziej.

Jeżeli nie przez wzgląd na Wasze dawne uczucie to przynajmniej dla Waszego dziecka, które (zwykle) kocha oboje rodziców. Traktujcie się dobrze, dla Waszego dziecka

Wesołych świąt, mimo wszystko!

23
Lis

KOMUNIKACJA – NIC TAK NIE PLAMI JAK ATRAMENT

Komunikacja między stronami w okresie okołorozwodowym

W mojej pracy czytam setki korespondencji między małżonkami, rodzicami dzieci. Przyznam, że niektóre są budujące, ale wiele wywołuje zaskoczenie, czy też zażenowanie. Zaskoczenie nie tylko treścią wiadomości (czasem trudno uwierzyć, w jaki sposób ludzie się komunikują, jakie obelgi potrafią wymyślić…), ale po prostu bezmyślnością autorów. Często muszę też odsłuchiwać nagrań rozmów, albo odczytywać transkrypcje takich nagrań… I tu spostrzeżenia są podobne.

O co chodzi z tym atramentem?

Tytuł wpisu “trąci myszką” – pochodzi z książki Tadeusza Dołęgi-Mostowicza – ale wymowa jest aktualna do dzisiaj. W czasach, w których technika ma prawie nieograniczone możliwości nietrudno chyba pamiętać, że wszystko co napiszemy, czy powiemy może być wykorzystane w sądzie. Jak na filmie amerykańskim – wszystko co powiesz, może być wykorzystane przeciwko tobie. Zrzuty z ekranu, filmy, ślady GPS, śledzenie konwersacji osób x i y w czasie rzeczywistym. Pewnie nawet brakuje mi wyobraźni (bo wiedzy na pewno), jakie jeszcze możliwości oferuje nam technika.

Trudności dowodowe

Jakiś czas temu przygotowywałam pismo do sądu i starałam się wybrać z przesłanych mi dowodów coś, co nie będzie równocześnie obciążało mojego Klienta, czy też przedstawiało Klienta w złym świetle. Nie było łatwo. Epitety kierowane do drugiej strony nie robią dobrego wrażenia. Tu przynajmniej miałam wpływ na to, co trafi na stół sędziowski. Gorzej, jak dowody przedstawi druga strona, żeby tymi epitetami coś udowodnić. Na to już nie mam wpływu, a przecież druga strona ma taki sam dostęp do tego, co mój Klient.

Krótka radość

Mogę po ludzku zrozumieć, że takie wyrzucenie z siebie emocji daje tymczasową, ale często krótkotrwałą satysfakcję i ulgę. Jeżeli druga strona wykorzysta ten moment zadowolenia, czy też słabości (jak zwał, tak zwał) przed sądem, to straty mogą być trudne do odrobienia. Nie jest to niemożliwe, ale po co sobie utrudniać życie? Po co pogarszać pozycję procesową? Jeżeli jesteśmy w sporze z drugą stroną i potraktujemy sprawę rozwodową jak wojnę, to warto podejść do problemu strategicznie i nie oddawać pola tam, gdzie nie potrzeba.

Prowokacje

Ok, rozumiem, że ktoś został sprowokowany i co mam z tym fantem zrobić przed sądem? A to coś tłumaczy? Na pewno źle świadczy o tym, kto dał się sprowokować. Nic na to nie poradzę. Nawet jeżeli “odpowiedzialność” rozmyje się na dwie osoby: i na prowokującego i na prowokowanego to jak mnie to ma pocieszyć, skoro jednak obciąża mojego Klienta?

Można bezpieczniej

Moja rada na komunikację w czasie wojny? Krótko, zwięźle i na temat. Nie musicie się lubić, ale możecie się potraktować, jak obcy ludzie. To i tak lepsze niż zażyłość dawniej bliskich, a teraz wrogo nastawionych do siebie osób. Obcym nikt by nie napisał tak szczerze i do bólu, co o nich myśli. Skoro chcecie się rozwieść, skoro jesteście właściwie sobie obcy, to komunikacja na tym “obcym” poziomie nie powinna być aż tak trudna. Warto spróbować zanim ten “piękny”, ale jednak alternatywny i nieprzynoszący chwały język polski trafi na salę sądową.

16
Lis

ROZPRAWA ROZWODOWA ONLINE

Rozprawa za oceanem

Uczestniczyłam dzisiaj w rozprawie online prowadzonej w USA (w charakterze “eksperta”). Wprawdzie ostatecznie ust nie otworzyłam (sędzia nie był zainteresowany wysłuchaniem informacji o prawie polskim), to jednak mogłam obserwować przebieg rozprawy online w innym kraju. To ciekawe doświadczenie, ale strona techniczna nie odbiegała od polskich rozpraw online .

Przyznam, że to nie pierwsza rozprawa online w jakiej brałam udział (o mojej pierwszej rozprawie online możesz przeczytać tu). Uczestniczyłam już w kilkunastu rozprawach online: dotyczących uprowadzenia rodzicielskiego, ale też w sprawach krajowych: rozwodach i sprawach rodzinnych. Nadal uważam, że to bardzo dobre rozwiązanie na czas pandemii, ale nie tylko.

Zalety rozpraw online

Obecnie nie ma tygodnia, żeby jakaś rozprawa, na którą czekam z Klientem miesiącami nie została odroczona z powodu choroby. Niedawno moja choroba była powodem odroczenia kilku rozpraw, w tym tygodniu – choroba sędziego. Chorują i pełnomocnicy i strony i pracownicy sądów. Zagrożenie epidemiologiczne nadal jest wysokie. Niewątpliwie rozprawy online są bezpieczniejsze dla zdrowia dla wszystkich zainteresowanych (stron, sędziów, pełnomocników, ale też ławników – zwykle jednak osób z grupy wyższego ryzyka). W sprawach, w których sędziowie zgodzili się na rozprawę online mogłam pracować z domu, bez ryzyka, że kogoś zarażę covidem (tak, mam to już za sobą i chwilę odporności przed sobą).

Nie uważam, że na czas po pandemii rozprawa online powinna zastąpić rozprawę na żywo, ale… nie powinniśmy zapominać o takiej możliwości.  Jeżeli strona ma jechać do sądu z innego, odległego od sądu miasta to dlaczego nie skorzystać z możliwości rozprawy online? Słuchanie świadków w drodze pomocy prawnej? Konstruowanie listy pytań do świadka zamiast połączenie online ze świadkiem i przesłuchanie w obecności wszystkich zainteresowanych stron i pełnomocników? Dlaczego? Rozprawa online to wg mnie idealne rozwiązanie na usprawnienie wymiaru sprawiedliwości i obniżenie kosztów postępowania dla stron. Jeżeli ktoś życzy sobie, żebym go reprezentowała w Szczecinie (zdarzyło mi się) to musi liczyć się z kosztami dojazdu, noclegu itp. Przy rozprawie online te koszty odpadają. A ile razy zdarzyło mi się jechać na rozprawę na drugi koniec Polski, żeby dowiedzieć się na miejscu, że rozprawa spadła?

Wady

Przyznam, że większych wad nie widzę. W pewien sposób ograniczona jest interpretacja mowy ciała (widzimy odciętą sylwetkę), co stanowi pewne ograniczenie. Mimo wszystko widzę więcej zalet niż wad.

Jakie widzę ograniczenia?

Problemy widzę dwa – niejako równoległe. Kwestia prozaiczna to możliwości techniczne. Nie znam się na tym, ale z jednego z sądów dostałam informację, że musimy poczekać dłużej na rozprawę, bo sala z możliwościami technicznymi do przeprowadzenia takiej rozprawy będzie dopiero wtedy wolna. Rozumiem z tego, że nie każda sala rozpraw daje możliwości techniczne do przeprowadzenia rozprawy online. Nie zależy to ani ode mnie, ani od sędziów, więc warto by zwrócić oczy wyżej z nadzieją na doposażenie techniczne sal sądowych :-).

Drugi problem to podejście sędziów. Po ludzku mogę zrozumieć, ale z drugiej strony? Czego się obawiać, skoro sędzia ma do pomocy informatyka sądowego? Wszystko jest podane na tacy (system obsługuje – o ile się orientuję – protokolant). Z moich obserwacji wynika, że niektórzy sędziowie, którzy odważyli się na rozprawę online wyznaczają rozprawy w innych sprawach także online. Da się? Trzeba się po prostu przełamać. Ostatnio udało mi się uzyskać akceptację rozprawy online w Sądzie Okręgowym w Tarnowie. Najpierw zostałam poinformowana, że nigdy tak nie przeprowadzali rozpraw, ale się nie przestraszyli :-). Rozprawa odbyła się sprawnie i co ważne – tydzień po odroczeniu rozprawy z powodu choroby pełnomocnika i konieczności kwarantanny.

Uwaga praktyczna

Z jednej z ostatnich rozpraw rozwodowych online mam następującą refleksję. Jeżeli pełnomocnik jest online to Klient też powinien być online. W drugą stronę (tj. Klient jest online, a pełnomocnik jest w sądzie) – niekoniecznie. Wydaje mi się jednak, że samotna wizyta Klienta w sądzie jest po prostu stresująca. Nie można w sytuacji rozprawy online dodać Klientowi otuchy, jeżeli jest sam w sądzie bez pełnomocnika. Z punktu widzenia prawnika nie ma specjalnej różnicy w wykonywaniu obowiązków, ale nasza rola nie ogranicza się wyłącznie do procesu.

Życzę nam wszystkim, żeby po pandemii rozprawy online nie odeszły do lamusa, ale były rozsądnie wykorzystywane.

Czego mi jeszcze w sądzie brak?

Skoro zdarzają się już rozprawy online to może jeszcze jakiś system komunikacji z sądem? Aktualnie mamy monopol Poczty Polskiej. Nie ma innej drogi wniesienia pisma zgodnej z kodeksem postępowania cywilnego (tych smutnych pudełek ustawionych przed sądami, bez możliwości uzyskania potwierdzenia złożenia pisma w ogóle nie biorę pod uwagę). Oznacza to, że w czasie kwarantanny, czy też izolacji nie ma możliwości wysłania pisma do sądu. Wprawdzie sądy przyjmują maile, ale nigdy nie ma gwarancji, że pismo zostanie uwzględnione. Niezależnie od tego konieczność codziennej wizyty na poczcie nie może uskrzydlać. Z mojego punktu widzenia usprawniłoby to pracę adwokata. Mam świadomość, że ta koncepcja ma wielu wrogów, ale dzielę się tu moimi przemyśleniami i zachęcam do dyskusji.

Kolejne marzenie – elektroniczne akta. Aktualnie w portalu sądu mogę widzieć jedynie pisma, które wyszły z sądu. Chciałabym też widzieć pisma, które wchodzą do sądu. Zakładam, że pracownicy sekretariatów czytający te moje przemyślenia spluwają przez lewe ramię, ale przy szybkim sprzęcie (marzenie…) per saldo mogłoby to jednak usprawnić pracę sekretariatów.

Ha! Rozmarzyłam się, ale kto wie? Skoro są już rozprawy online ;-)?

23
Wrz

OJCOSTWO NA CZAS OKREŚLONY

Ojcostwo

Ojcostwo w sprawach rodzinnych to temat, który mnie gniecie od dawna. Dzisiejszy wpis nie będzie długi – mam bardzo dużo pracy w ostatnim czasie.

Muszę też zastrzec na wstępie, że dostrzegam wyjątki od reguły – złe matki i złych ojców, piszę jednak o przeciętnej, a nie o patologii.

Co mnie skłoniło do pisania o ojcostwie dzisiaj?

Jak zwykle jechałam do pracy na rowerze i minęłam co najmniej 4 ojców odprowadzających dzieci do szkoły, czy przedszkola: jeden jechał z dzieckiem na rowerze (maluch dzielnie pedałował), drugi – szedł za synem pędzącym na hulajnodze, trzeci szedł za biegnącą uśmiechniętą dziewczynką, a czwarty po prostu szedł z dzieckiem.

Pisałam też już chyba kiedyś na blogu, że wracając do domu przejeżdżam przez plac zabaw. Tam bardzo często widzę ojców (matki oczywiście też 🙂 ) z małymi dziećmi.

Zastanawiam się i nie do końca potrafię to zrozumieć..

Wychodzi na to, że w czasie trwania związku (przecież niekoniecznie musi to być małżeństwo) ojcowie są traktowani po partnersku. Mają wszelkie kwalifikacje, żeby opiekować się dzieckiem. Matki z pełnym zaufaniem powierzają ojcom opiekę nad dziećmi.

Przy okazji rozstania/rozwodu włącza się jakiś atawizm: dziecko ma być z matką, a ojciec musi udowodnić, że potrafi się samodzielnie zając swoim własnym dzieckiem.

Dlaczego?

Prowadzę sprawę, w której matka nie miała problemów zostawiać ojcu pod opieką chore dziecko. Teraz – jeszcze nie mamy sądowego zabezpieczenia kontaktów – ma wydzielane kontakty (oczywiście rzadsze niż by chciał) pod nadzorem matki. W innej sprawie – to samo.

Grzech mojego Klienta polega na tym, że kiedyś krzyknął, może nie najładniej, na dziecko w momencie stresu. Ma ustanowione kontakty pod nadzorem w skandalicznych warunkach (to już wina matki).

Wina nas wszystkich

Jeżeli ktoś potrafi mi wyjaśnić co my mamy w głowach i dlaczego ojcostwo jest doceniane i traktowane naturalnie w czasie związku, a po już nie – będę wdzięczna.

Ostatecznie człowiek się uczy całe życie.

Smutna nadzieja

Przy okazji jakiegoś przyjęcia rozmawiałam kiedyś z przedstawicielem dyplomatycznym jednego z krajów europejskich. Z racji pełnionej funkcji był zawodowo zainteresowany międzynarodowymi sprawami rodzinnymi.

Moje opowieści skomentował tak: hmm, u nas tak było dwadzieścia lat temu.

Mogę przyjąć do wiadomości, że na zmiany w cywilizowanym kierunku przyjdzie poczekać te dwadzieścia lat. Osobiście chciałabym, żeby nadeszły szybciej, bo nie wiem, czy tego dożyję