12
Cze

O CZYM SĄD NIE MUSI DECYDOWAĆ W WYROKU ROZWODOWYM

Wczoraj rano wróciłam z Budapesztu. Pojechałam tam na warsztaty z mediacji transgranicznych. To była podróż trochę nostalgiczna – wybrałam pociąg. Potrafię spać w każdych warunkach, więc obecność 5 innych osób w przedziale w drodze do Budapesztu i jednej Koreanki w drodze powrotnej w żaden sposób nie przeszkodziła mi w odpoczynku :-). Dlaczego podróż nostalgiczna? Bo takie podróże wagonami sypialnymi na wakacje pamiętam z dzieciństwa. Było fajnie.

Po powrocie dopadła mnie niestety choroba, więc dopiero teraz siadłam do pisania. Wcześniej po prostu po ludzku trochę cierpiałam…

Co z tymi wyrokami rozwodowymi?

Dawno temu pisałam o elementach wyroku rozwodowego (wpis można znaleźć tu). A dzisiaj o tym, co sąd może, albo po prostu pomija. Oczywiście sąd nie może pominąć orzeczenia o rozwodzie z winą lub bez orzekania o winie. To podstawowa treść orzeczenia rozwodowego i musi być zawarta w wyroku :-).

Władza rodzicielska i kontakty

Sąd musi orzekać o władzy rodzicielskiej, ale już wcale nie musi orzekać o kontaktach. Jeżeli małżonkowie zgłoszą zgodny wniosek – sąd nie orzeka o kontaktach. Jeżeli chociaż jedna strona będzie się domagała uregulowania kontaktów (przypominam – w sposób bardzo szczegółowy: opis w jaki dzień i w jakich godzinach), to sąd ma obowiązek zamieścić takie uregulowanie w wyroku rozwodowym.

Alimenty na dzieci

Sąd ma obowiązek orzekać o alimentach na dzieci. Nie powiem, że nie znam orzeczeń, w których sądy obciążały oboje rodziców kosztami utrzymania dzieci. Kropka. Bez wskazania kwot. Ale takie sytuacje zdarzają się rzadko i należy je traktować, jako wyjątek od reguły. Dodatkowo trzeba pamiętać, że kwota alimentów jest ustalana w skali miesiąca, a kwoty są równe. Także w miesiącach wakacyjnych, jak dzieci znajdują się pod opieką rodzica “drugoplanowego”. Próbowałam kiedyś – obie strony się na to zgodziły – przekonać sąd do niższych alimentów w miesiącach wakacyjnych. Sąd nie dał się przekonać…

Sposób korzystania ze wspólnego mieszkania

Pisałam już nie raz, że nie chodzi o wspólne mieszkanie w sensie własności, a faktycznie wspólnie zajmowane mieszkanie. Niezależnie od tego sąd ma obowiązek orzekać o mieszkaniu, jeżeli małżonkowie w dacie rozwodu mieszkają razem. Czy orzeka? Coraz częściej zdarza mi się wysłuchiwać wyroku, w których “sąd nieorzeka o wspólnie zajmowanym mieszkaniu” także w sytuacji, gdy strony złożą zgodny wniosek w tym zakresie . Czy jest jakaś podstawa prawna dla takiego orzeczenia? Nie ma. Z drugiej strony nie wiem, jaki jest sens w obecnych czasach orzekać, że powód zajmuje pokój po prawej od wejścia o powierzchni 12 m2, a pozwana – na lewno od wejścia o powierzchni 15 m2? Żadnego prawa to nie tworzy, a celem jest uspokojenie relacji między zwaśnionymi stronami. Jeżeli mojemu Klientowi nie zależy na takim uregulowaniu to przyznam się :-): składam wniosek o nieorzekanie o wspólnie zajmowanym mieszkaniu nawet jeżeli małżonkowie mieszkają nadal razem. Od sędziego zależy, czy uwzględni mój wniosek, czy też podejdzie do tej kwestii formalnie i wyda orzeczenie szczegółowo opisujące, gdzie kto ma mieszkać. Zwykle nie ma to większego znaczenia dla stron.

 

 

 

22
Maj

CO SIĘ ZE MNĄ DZIAŁO, JAK MNIE TU NIE BYŁO

To nie będzie wpis o prawie, ale – wyjątkowo – o mnie i o kancelarii.

Po prostu uznałam, że tym, którzy tu zaglądają należą się wyjaśnienia. Zniknęłam już jakiś czas temu i na blogu zrobiła się niemiła (dla mnie) cisza…

Nowa siedziba

Na szczęście żyję i nic złego się nie wydarzyło. Wręcz przeciwnie: zmiany, zmiany, zmiany :-). Od początku maja 2018 r. kancelaria ma nową siedzibę. “Urzęduję” teraz w kancelarii przy ul. Starowiślnej 18/5 (nadal) w Krakowie. Mam bardzo ładne biuro, świetnych pracowników i – na szczęście – dużo pracy :-). Pracy nie tylko zawodowej, ale wciąż jeszcze organizacyjnej.

Brutalna rzeczywistość 🙂

Muszę się przyznać, że uwielbiam organizować remonty, ekipy, zakupy itp. Mam dużą satysfakcję, jak wszystko uda się poukładać i plan działa jak w zegarku. Tym razem mi się nie udało :-(. Dlaczego? Zderzyłam się z rzeczywistością i brakiem solidności różnych firm (na szczęście tylko niektórych). Okazuje się, że nie jest prostą sprawą wysłanie do  kupującego biurka z wszystkimi częściami do złożenia… Krzesła z pociętą tapicerką, czy krzesła bez śrub? Normalka… Dzięki temu, po dwukrotnych reklamacjach mam kilka dodatkowych części do biurka (jeszcze trochę, a mogłabym skręcić jeszcze jedno :-)), krzesła z pociętą tapicerką odesłałam (na razie nie dostałam zwrotu pieniędzy), a śruby do skręcenia innego krzesła szczęśliwie dotarły. Nie jest też problemem przyjęcie dużego zamówienia na wykonanie mebli i niedługo później rozpoczęcie remontu hali produkcyjnej :-). Przyznam, że teraz się z tego śmieję, ale przed długim weekendem byłam bliska załamania. “Przygody” z kurierami (dzisiaj zapomniał, dzisiaj nie wziął paczki z magazynu itp.)  też nie działały pozytywnie na moje samopoczucie…

Odpoczynek

Weekend majowy na szczęście przyczynił się do powrotu do równowagi psychicznej (green velo od Kielc do Przemyśla) i od maja z ogromną radością funkcjonujemy w nowym, choć jeszcze nie do końca urządzonym, biurze. Jeszcze trochę pracy organizacyjnej przed nami Tablice, wizytówki, strona www), ale mam nadzieję, że będę mogła już wrócić do rytmu blogowania, bo trochę mi tego brakuje.

25
Mar

ROZWÓD W UK PO BREXICIE

Brexit tuż tuż (o ile dobrze pamiętam ma być to pod koniec marca 2019 r.).

Prawnicy od dawna zastanawiają się, co to będzie z relacjami międzynarodowymi w aspekcie prawa po Brexicie? Przeczytałam dzisiaj krótki artykuł na portalu londynek.net: Zła wiadomość dla rozwodników w UK po Brexicie i przypomniałam sobie o dyskusji, jakiej wysłuchałam na ostatniej konferencji prawa rodzinnego w Trewirze (Annual Conference on European Family Law 2017). Dyskusja toczyła się między Giuseppe Calà a Timem Amos – dwoma adwokatami z Wielkiej Brytanii. Szczegółów rozmowy oczywiście dziś już nie pamiętam. Rozmowa była interesująca, ale wniosek był dość niesatysfakcjonujący dla uczestnika konferencji :-).

Co będzie po Brexicie według obu adwokatów?

Nie wiadomo :-). W takim samym tonie jest napisany wspomniany wcześniej artykuł. Sędzia brytyjska “Baronessa Butler-Sloss ostrzega, że sądy w Unii Europejskiej mogą ignorować orzeczenia wydane nad Tamizą, ponieważ wymogi “wzajemności” nie będą miały po Brexicie już zastosowania”. Jest to pewnie twierdzenie prawdziwe w przypadku wielu krajów europejskich, ale nie … Polski. Nie dziwię się brytyjskiej sędzi, gdyż my prawnicy znamy najczęściej przepisy swojego kraju oraz prawo międzynarodowe. Nie znamy natomiast wewnętrznych regulacji prawnych innych krajów.

Co będzie się w takim razie działo w Polsce z brytyjskimi wyrokami rozwodowymi po Bexicie?

To co teraz :-). Wyroki będą uznawane z mocy prawa, co oznacza, że nie trzeba będzie prowadzić postępowania o uznanie wyroku. Od tej zasady są – jak zawsze wyjątki. Orzeczenie nie jest uznawane z mocy prawa jeżeli:

Orzeczenie nie podlega uznaniu (art. 1146 k.p.c.), jeżeli:
 nie jest prawomocne w państwie, w którym zostało wydane;
  • nie jest prawomocne w państwie, w którym zostało wydane;
  • zapadło w sprawie należącej do wyłącznej jurysdykcji sądów polskich;
  • pozwanemu, który nie wdał się w spór co do istoty sprawy, nie doręczono należycie i w czasie umożliwiającym podjęcie obrony pisma wszczynającego postępowanie;
  • strona w toku postępowania była pozbawiona możności obrony;
  • sprawa o to samo roszczenie między tymi samymi stronami zawisła w Rzeczypospolitej Polskiej wcześniej niż przed sądem państwa obcego;
  • jest sprzeczne z wcześniej wydanym prawomocnym orzeczeniem sądu polskiego albo wcześniej wydanym prawomocnym orzeczeniem sądu państwa obcego, spełniającym przesłanki jego uznania w Rzeczypospolitej Polskiej, zapadłymi w sprawie o to samo roszczenie między tymi samymi stronami;
  • uznanie byłoby sprzeczne z podstawowymi zasadami porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej (klauzula porządku publicznego).

O uznawaniu wyroków pisałam tu. Teraz dodam jedynie, że skoro Brexit ma się dokonać w 2019 r., a Polska uznaje “z automatu” orzeczenia sądów innych krajów zapadłe od 2009 r. (czy takie rozszerzenie uznawania wyroków z sądów całego świata jest słuszne, czy nie, to temat na osobną i zapewne gorącą dyskusję) to zmiany nie będzie. Można zatem uspokoić Baronessę (cóż za piękny tytuł!) i wszystkich osobiście zainteresowanych rozwodem w Wielkiej Brytanii, że w Polsce także po Brexicie nie powinno być problemów z uznaniem wyroku.
Nie byłabym sobą, gdybym nie zapytała:

co będzie po Brexicie z polskimi wyrokami rozwodowymi w Wielkiej Brytanii ?

 

Muszę przyznać, że – nie znając brytyjskiego prawa międzynarodowego – mogę jedynie odpowiedzieć: nie wiem. Prawdę mówiąc problem może pojawić się niestety wcześniej (co za wstyd) na kanwie słynnej już decyzji sędzie irlandzkiej (o szczegółach można przeczytać tu).

 

9
Mar

ROZWÓD NIE JEST PILNĄ SPRAWĄ

Rozwód nie jest pilną sprawą.

Ciekawe, kto z zainteresowanych zgodzi się z takim twierdzeniem?

Znów mam lekki poślizg w pisaniu na blogu, ale w zeszły weekend z powodów bardzo osobistych nie byłam w stanie nic napisać na blogu. Teraz nadrabiam.

Tytuł dzisiejszego wpisu to wniosek z postanowienia Sądu Najwyższego z dnia 9 stycznia 2018 r., sygn. akt:  III SPP 55/17. Stan faktyczny (tak prawnicy mówią o faktach, czy też historii w sprawie) był następujący: w sprawie rozwodowej ojciec został obciążony obowiązkiem alimentacyjnym na dzieci (wrzesień 2016). W grudniu ojciec zachorował na chorobę Parkinsona, a następnie jego stan zdrowia się pogorszył. Ostatecznie chorobę Parkinsona potwierdzono w czerwcu 2017 r. Przez ten czas ojciec był na zasiłku chorobowym, a następnie rehabilitacyjnym jednak starał się płacić zasądzone alimenty (dzięki pożyczkom od własnego ojca). Efekt? Rosnące zadłużenie, znaczne pogorszenie warunków życia, zdrowia, brak możliwości założenia nowej rodziny, cierpienie. Nie będę wskazywać szczegółów historii skarżącego, gdyż ta jest dostępna w uzasadnieniu postanowienia.

Przez 13 miesięcy od wydania wyroku rozwodowego, a 11 miesięcy od wniesienia apelacji w sprawie nie działo się nic, co by pozwoliło merytorycznie zakończyć sprawę. We wrześniu 2017 r. ojciec zwrócił się o przyspieszenie sprawy. Termin został wyznaczony na październik 2017 r. Ale, jak ktoś ma pecha… Ze względu na chorobę jednego z sędziów rozprawę odroczono na grudzień 2017 r.

Ojciec złożył skargę na przewlekłość postępowania, która omawianym postanowieniem Sądu Najwyższego została oddalona.

Dlaczego?

Zdaniem Sądu Najwyższego:

  •  ustawa (ustawa o skardze na naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy w postępowaniu przygotowawczym prowadzonym lub nadzorowanym przez prokuratora i postępowaniu sądowym bez uzasadnionej zwłoki – gratulacje dla autora tytułu ustawy) nie określa konkretnego, bądź przeciętnego czasu oczekiwania na rozpoznanie sprawy;
  • w judykaturze przyjmuje się, że za przewlekłe można uznać postępowanie, w którym w danej instancji nie wyznaczono terminu rozprawy przez okres ponad 12 miesięcy
  • sprawy powinny być rozpoznawane według kolejności ich wpływu. W pozostałych sprawach podejmuje się tylko czynności niecierpiące zwłoki;
  • poza kolejnością  na terminy rozpraw lub posiedzeń należy kierować sprawy pilne, choć:
  • w szczególnie uzasadnionych przypadkach przewodniczący wydziału może
    zarządzić rozpoznanie sprawy  poza kolejnością;
  • z zestawienia spraw pilnych wynika, że sprawy o rozwód nie należą do kategorii spraw pilnych i, co do zasady (i to jest słowo – klucz) sprawy powinny być wyznaczone zgodnie z kolejnością wpływu, czyli tak jak miało to miejsce w przedmiotowym postępowaniu;
  • polski model rozstrzygania spraw rozwodowych nie jest ukierunkowany na maksymalnie szybkie zakończenie tych spraw, a raczej nastawiony jest na koncyliacyjne działania Sądu i dążenie do utrzymania trwałości małżeństwa;
  • pełnomocnik strony w sprawie o rozwód, który nie składa wniosku o skierowanie sprawy na termin rozprawy apelacyjnej poza kolejnością wpływu, ze wskazaniem, że występuje szczególnie uzasadniony przypadek, nie może skutecznie domagać się stwierdzenia przewlekłości postępowania nawet w przypadku, gdy rozprawa apelacyjna została wyznaczona po roku oczekiwania, zgodnie z kolejnością wpływu.

No to teraz czas na mój komentarz.

Od razu zaznaczę, że konkretna sprawa jest jedynie tłem dla moich rozważań (nie znam szczegółowo sprawy).

Prawdą jest, że ustawa o skardze na naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy (…) nie określa konkretnego, bądź przeciętnego czasu oczekiwania na rozpoznanie sprawy. Tak, ale bozia dała nam rozum, poczucie przyzwoitości, serce i  co tam jeszcze ktoś sobie dopisze w to miejsce. Sędzia nie ma być maszynką do stosowania prawa, ale właśnie na do takich sytuacji pasuje jak ulał uznanie sędziowskie.

Rzeczywiście judykatura przyjmuje, że przewlekłości nie ma, jeżeli nie minęło 12 miesięcy. Gratuluję judykaturze. Osobiście staram się uzyskać egzekucję kontaktów ojca z dzieckiem. Sprawa pilna? Nie. No to od początku kwietnia 2017 r. w sprawie nic się specjalnego nie dzieje (przewlekłości nie ma. Mam to już na piśmie. Bo nie minęło 12 miesięcy.).

Prawdą jest, że regulamin sądów powszechnych ustala kolejność prowadzenia spraw. I dobrze. Bez tego panowałoby bezhołowie (nota bene dowiedziałam się ostatnio od znajomej sędzi z wydziału karnego, że koleżanka z wydziału ma w drodze losowania przyznane 3 razy więcej spraw niż ona. Cóż… maszyna losująca. Nikt nie wie, jak to działa). Ale ten sam regulamin przewiduje, że w szczególnie uzasadnionych przypadkach przewodniczący wydziału może zarządzić rozpoznanie sprawy  poza kolejnością. Czy to była taka sprawa? Nie mnie decydować, ale stawiam orzechy przeciw kasztanom, że nikt tego nie rozważył.

Czy sprawy rozwodowe są sprawami pilnymi? Powiedziałabym, że jako rodzaj spraw – rzeczywiście – nie. Ale sprawa sprawie nierówna. Do tego należy pamiętać, że w sprawie rozwodowej małżeństwa z dziećmi w skład postępowania wchodzą też kwestie dotyczące dziecka. Te potrafią być pilne same w sobie, ale właśnie na zasadzie oceny konkretnej sytuacji przez sędziego.

Uwaga do pełnomocników

Piszmy ponaglenia do sądu o przyspieszenie sprawy. W innym przypadku okaże się, że to adwokat jest winny. Nieważne ile trwała bezczynność sądu. Skoro adwokat się nie upominał, to sędzia ręce ma czyste. To sarkazm, ale uwaga ma wymiar praktyczny. Dla wyjaśnienia podam, jaki jest efekt pisania przez nas ponagleń do sądu. ŻADEN. Sędziowie nic sobie nie robią z naszych ponagleń, bo też i nie zawsze mają jak (o tym zaraz) sobie coś z tego robić. Ale skoro Sąd Najwyższy uważa, że wina za bezczynność sądu w postępowaniu leży po stronie adwokata, bo nie napisał ponaglenia, to koledzy i koleżanki – do roboty!

Nie byłabym sobą, gdybym do głośnego narzekania na wymiar sprawiedliwości nie dołożyła kilku uwag dla równowagi. Jestem adwokatem “sądowym”. Prowadzę postępowania przed sądem i widzę, co się dzieje. Wczoraj sąd chciał odroczyć moją sprawę rozwodową na czerwiec, ale od początku roku skład ławniczy ma być stały, więc teraz 3 osoby uzgadniają terminy. Ostatecznie udało się ustalić termin na wrzesień 2018.

Warunki pracy sędziów są okropne. Brakuje sędziów (ostatnio przeczytałam, że w całej Polsce jest prawie 500 nieobsadzonych stanowisk sędziów ), co przekłada się na ilość spraw przydzielonych do jednego sędziego (posłużę się przykładem np. w sądzie rejonowym w Krakowie 450 spraw na głowę i nie jest to rekord ogólnopolski).

Brakuje asystentów sędziego (w tym samym sądzie – 2 asystentów na ponad 20 sędziów). Zaczyna brakować szeregowych pracowników. Wynagrodzenia są mizerne (najniższa krajowa), odpowiedzialność duża, nieopłacane nadgodziny itd. Żeby się nie rozpisywać, bo ktoś już to zrobił lepiej ode mnie: polecam wpis na blogu r.pr. Jolanty Budzowskiej (znajdziesz wpis tu).

Optymizmu brak…

 

18
Lut

SKARGA KASACYJNA OD WYROKU ROZWODOWEGO

Zanim zacznę pisać o skardze kasacyjnej, kilka słów o blogu. Miałam chwilę przerwy, bo najpierw pracy było bardzo dużo, a potem była chwila odpoczynku. Tym wpisem – z dużą przyjemnością – wracam do regularnego (w miarę możliwości) zamieszczania wpisów na blogu.

Czy skarga kasacyjna od wyroku rozwodowego jest dopuszczalna?

Mogę udzielić mojej ulubionej odpowiedzi 🙂 – to zależy. Wyrok rozwodowy w swojej części pierwszej (i ostatniej, jeżeli strony nie mają małoletnich dzieci) zawiera orzeczenie rozwodu z winą lub bez, albo oddalenie powództwa o rozwód. Jeżeli strony mają dzieci to druga część orzeczenia w sprawie rozwodowej – tylko jeżeli sąd orzekł rozwód – dotyczy małoletnich dzieci: władzy rodzicielskiej, kontaktów i alimentów. Jeżeli sąd oddalił powództwo o rozwód to w ogóle nie orzeka o władzy rodzicielskiej, kontaktach i alimentach. Jeżeli strony w dacie rozwodu mieszkają razem to – teoretycznie – sąd ma obowiązek orzec o wspólnie zajmowanym mieszkaniu, ale w obecnych czasach ma to znaczenie, powiedziałabym, marginalne (z tego względu strony często wnoszą, żeby sąd nie orzekał o wspólnie zajmowanym mieszkaniu). Dodatkowo – jeżeli strony są zgodne w tej kwestii – sąd może dokonać podziału majątku wspólnego.

Część dotycząca rozwodu

W tej kwestii nie ma wątpliwości. Jeżeli sąd uwzględni powództwo i orzeknie rozwód lub też oddali powództwo – skarga kasacyjna nie przysługuje. Wynika to wprost z art. 398(2) § 2 pkt 1 k.p.c.:

Skarga kasacyjna jest niedopuszczalna [także] w sprawach o rozwód, o separację, o alimenty”
Nie ma na to rady. Nawet nie ma co próbować pisać skargi kasacyjnej w przypadku niezadowolenia z treści wyroku rozwodowego Sądu II instancji. Orzeczenie sądu odwoławczego jest ostateczne.

Co z częścią wyroku dotyczącą dzieci?

W powołanym wyżej przepisie częściowo zawiera się odpowiedź na to pytanie. Skarga kasacyjna nie przysługuje w części dotyczącej alimentów.

Zostaje nam jeszcze władza rodzicielska i kontakty. I znów zła wiadomość:

art. 519(1) § 2 k.p.c.: W sprawach z zakresu prawa rodzinnego, opiekuńczego i kurateli skarga kasacyjna przysługuje tylko w sprawach o przysposobienie oraz o podział majątku wspólnego po ustaniu wspólności majątkowej między małżonkami, chyba że wartość przedmiotu zaskarżenia jest niższa niż sto pięćdziesiąt tysięcy złotych.

Co to oznacza? Także w zakresie władzy rodzicielskiej i kontaktów skarga kasacyjna nie przysługuje. 

Podział majątku w wyroku rozwodowym

Tu nareszcie jest dobra wiadomość. Na podstawie wyżej powołanego art. 519(2) § 2 k.p.c. ta część wyroku – nieobowiązkowa i obwarowana w toku postępowania rozwodowego zgodnym stanowiskiem stron (co w praktyce zmniejsza prawdopodobieństwo skargi kasacyjnej, skoro strony się zgadzały na wskazany sądowi podział majątku) może być zaskarżona skargą kasacyjną. Jeden warunek – o ile wartość przedmiotu zaskarżenia jest wyższa niż 150.000 zł.

Rozczarowanie

Trzeba przyjąć do wiadomości, że tak w samej sprawie rozwodowej, jak i objętych wyrokiem rozwodowym “orzeczeniach cząstkowych” dotyczących małoletnich dzieci skarga kasacyjna nie przysługuje. Wszystkie siły i starania w przekonaniu sądu do swoich racji trzeba wykorzystać w toku dwóch instancji, bo więcej nie jest nam dane.

7
Sty

PLAGA ROZWODÓW

“Plaga rozwodów” to obecnie chyba jedno z częściej używanych haseł w kontekście rozwodu. Co rusz czytam o pladze rozwodów i pomysłach, co zrobić, żeby ograniczyć liczbę rozwodów. Niedawno zaczął się nowy rok, więc tak na dobry początek trochę statystyki (źródło GUS). Danych za 2017 r. jeszcze nie ma więc sięgnęłam po dane z trzech poprzednich lat.

Skala “plagi”

W 2016 r. orzeczono w Polsce 62.497 rozwodów i 1.612 separacji, w 2015 r. – 67.296 rozwodów i 1.700 separacji, a w 2014 r. – 65.761 rozwodów i 1.918 separacji. Co do liczby rozwodów – niemało, w przeciwieństwie do liczby separacji (na marginesie – separacja została wprowadzona do prawa polskiego głównie dla osób, które z przyczyn światopoglądowych nie akceptują rozwodu. Widać, że w Polsce tego typu dylematy dotykają niewielką część zainteresowanych).

Czy to jest plaga rozwodów?

Raczej nazwałabym to kryzysem w rodzinie, czyli zjawiskiem, które było, jest i będzie … niestety. Jakoś nikt nie chce pamiętać o tym, że rozwód (zostawmy w spokoju separację…) to skutek, a nie przyczyna. Ludzie nie rozwodzą się dla kaprysu. To zwykle przemyślana i trudna decyzja. Decyzja często obciążona ogromnym lękiem także po stronie inicjującej procedurę sądową. Jak czytam o pladze rozwodów, to sobie sama zadaję pytanie: o co chodzi? Czy o statystyki, czy o realną pomoc rodzinie? Chciałabym się mylić, ale odnoszę wrażenie, że jednak o statystyki. Jedyne, co w ostatnim czasie próbowano zmienić to opłatę sądową od rozwodów , co w znaczny sposób utrudniło by drogę do rozwodów (po szumie medialnym władza wycofała się z tego pomysłu. Pisałam o ym tu i tu). Nie słyszałam o zwiększeniu środków finansowych dla poradnictwa małżeńskiego, czy jakiejś nowatorskiej koncepcji pomocy rodzinie. Nie ma pomysłu na poprawę jakości życia i nie chodzi mi o dobra materialne, a organizację dnia codziennego, czas dla rodziny itp.

Więcej separacji?

Ograniczenie dostępności rozwodów ewidentnie wpłynie na statystyki, ale nie pomoże rodzinom i nie sprawi, że formalne małzeństwa zaczną darzyć się ciepłym uczuciem. Zwiększy się wtedy pewnie ilość separacji, ale nie wiem, czy można będzie to odtrąbić jako sukces?

Co nam funduje nowy rok w rozwodach i separacjach?

W dniu 1 stycznia b.r. weszła w życie nowelizacja regulaminu urzędowania sądów powszechnych – składy sędziowskie (i sędzia i ławnicy) będą losowane (według tajnego algorytmu – widocznie lepiej, żebyśmy nie mogli skontrolować działania genialnego narzędzia) i niezmienne do końca trwania sprawy. Może jestem pesymistką, ale trudno mi sobie wyobrazić ten bałagan, który nastąpi na początku, a potem wieszczę wydłużenie czasu oczekiwania na rozprawę. Znów – chciałabym się mylić. Pewnie mi nikt nie uwierzy, ale tempo pracy sądów (przyczyny są złożone) jest źródłem ogromnych frustracji adwokata. Niejednokrotnie czuję się bezsilna i już tylko dla sportu piszę ponaglenia rozpoznania sprawy, czy też – to już w wielkiej desperacji, gdyż powoduje to jeszcze większe opóźnienie w rozpoznaniu sprawy – skargi na przewlekłość postępowania. Dla sportu, bo efektów tych rozpaczliwych działani nie ma żadnych.

I tym optymistycznym akcentem… witam na blogu w nowym roku. Oby był dla nas wszystkich dobry.

 

 

1
Gru

NIE ZAPŁACISZ WIĘCEJ ZA ROZWÓD – PRAWDOPODOBNIE

Chyba jednak nie zapłacisz więcej za rozwód :-). Dopiero co pisałam o planowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości podwyżkach opłat sądowych w sprawach rozwodowych. Minęły 4 dni i… podwyżki jednak nie będzie. Skąd taka informacja? Dzisiaj na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości pojawiło się oświadczenie:

“Ministerstwo Sprawiedliwości informuje, że zmiany dotyczące opłat, zawarte w projekcie reformy Kodeksu postępowania cywilnego, miały charakter propozycji i jak cała reforma zostały poddane szerokim konsultacjom społecznym. Z uwagi na negatywne opinie w kwestii opłat Ministerstwo Sprawiedliwości nie będzie podtrzymywać tych propozycji.”

Całość oświadczenia dostępna tu.

Nie wiem, gdzie i z kim były szeroko konsultowane propozycje podwyżek, ale cieszę się, że te właśnie “konsultacje” plus wiele niepochlebnych ocen w mediach przyczyniło się do odstąpienia od wcielania w życie proponowanych zmian.

Od razu podkreślę, że nie jestem wrogiem podwyżek opłat sądowych, jako takich. Warto jednak kwestię przemyśleć i zachować umiar – nie można w ten sposób odbierać ludziom prawa do sądu. Póki co wydaje się, że prawo do rozwodu (to realne, a nie to zapisane w ustawach) jest niezagrożone.

28
Lis

ZAPŁACISZ WIĘCEJ ZA ROZWÓD – PRAWDOPODOBNIE

Pesymistyczna podwyżka

Dlaczego twierdzę, że niedługo zapłacisz więcej za rozwód? Dzięki dyskusji na facebooku natrafiłam na projekt nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw, a tam na art. 5 pkt 15 (s. 60 na samym dole). Ze wspomnianego artykułu wynika, że jeżeli  ustawa zostanie przyjęta przez sejm (co w obecnych czasach jest niemalże równoznaczne z pewnością, kwestią otwartą jest tylko odpowiedź na pytanie: od kiedy?) opłata sądowa umożliwiająca wszczęcie sprawy rozwodowej wynosić będzie 2000 zł. Dzisiaj opłata ta wynosi 600 zł, więc podwyżka jest – że tak zażartuję – zauważalna.

Skazani na separację

Co ciekawe, bez zmian pozostaje opłata sądowa od wszczęcia sprawy o separację. Nadal będzie to 600 zł. Dlaczego ciekawe? Bo w istocie rzeczy postępowania różni jedynie skutek, natomiast sam przebieg postępowania o separację i rozwód jest niezwykle podobny. Oznacza to, że osoby mniej majętne będą mogły sobie pozwolić na separację, ale już niekoniecznie na rozwód. Nadal oczywiście istnieje możliwość uzyskania zwolnienia od kosztów, ale – obym nie była złym prorokiem – żebyśmy nie oglądali masowo orzeczeń, że “strona planując rozwód powinna się byłą liczyć z wydatkiem i zaoszczędzić odpowiednią kwotę na opłatę sądową”. Gdybym się nie myliła (niestety) to osoby biedniejsze będą żyły albo nadal w małżeństwie, albo w separacji.

Bonus dla zgodnych małżonków? Zapomnij

Zacznę od tego, jak jest. Teraz małżonkowie, którzy rozwiodą się bez orzekania o winie (lub uzyskają separację) ponoszą połowę kosztów sądowych (sąd zwraca powodowi połowę opłaty sądowej, czyli 300 zł, a pozostałą kwotę rozdziela między strony po połowie, czyli 150 zł). Jak będzie po uchwaleniu omawianej nowelizacji ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych? Otóż w przypadku rozwodu takiego zwrotu nie będzie. Chcesz się rozwieść – płacisz 2.000 zł i kropka. W przypadku separacji możliwość zwrotu połowy opłaty przy zgodnym wniosku stron (obecnie zgodnym bez orzekania o winie, po ewentualnej zmianie – każdego zgodnego wniosku) zostaje utrzymana.

Ideologia

Jestem krótkowidzem i to z całą pewnością dlatego nie potrafię dopatrzyć się innej przyczyny proponowanych zmian, jak ideologia :-(. Rozwody są “be”, w przeciwieństwie – jeżeli już jest to konieczne – do separacji. Liczba orzekanych separacji w stosunku do rozwodów jest obecnie po prostu nikła. W tej sposób proporcje mają szanse się zmienić.

Brakuje mi w tej dyskusji o rozwodach dyskusji o pomocy rodzinie w kryzysie. Gdzie tacy ludzie mają szukać pomocy? Na terapię psychologiczną czeka się miesiącami.  No chyba, że ktoś podejmie terapię prywatnie. Wszędzie możemy usłyszeć o darmowych poradach prawnych, ale czy ktoś słyszał o kampanii darmowych terapii rodzinnych? “Psy” wieszane na adwokatach wyglądają bardziej spektakularnie niż na terapeutach 🙂 (od razu, gdyby ktoś nie zrozumiał wyjaśniam – uważam, że terapeutom należą się ciężko zarobione pieniądze). No to zadajmy sobie pytanie, czy komuś zależy na tym, żeby rodzinie w rozpadzie pomóc? Nie jednostkom, ale systemowo. Nie zauważyłam. O wiele łatwiej zatamować dostęp do rozwodów barierą finansową.

Trochę więcej nieszczęść

Z całą pewnością proponowana zmiana wysokości opłaty dotknie jakąś część społeczeństwa. Jak zwykle – tę biedniejszą… Czy utrzymanie na siłę małżeństwa przyczyni się do czyjegoś szczęścia? Śmiem wątpić. Czy o to komukolwiek chodzi? Śmiem wątpić. Czy wpłynie to w jakikolwiek sposób na poprawę jakości życia rodzin w Polsce? To pozostawię bez komentarza. Wygląda na to, że rodzina zostanie bez pomocy tak, jak to ma miejsce w wielu przypadkach teraz. Jaki efekt może przynieść proponowana zmiana? Zauważam kilka (znów ta krótkowzroczność):

  1. większe wpływy do budżetu;
  2. lepsze statystyki rozwodowe (tj. mniej rozwodów);
  3. zmniejszenie liczby zawieranych małżeństw, bo trudniej będzie ewentualne małżeństwo rozwiązać.

Póki co nic innego nie przyszło mi do głowy. Będę wdzięczna za wskazanie innych plusów.

Czy jestem zaskoczona?

Nie. Jakiś czas temu pisałam o narodowej debacie o rodzinie (można przeczytać tu). Ta planowana zmiana wpisuje się w ten sam nurt.

Trudno powiedzieć kiedy, ale raczej niedługo zapłacisz za rozwód dużo więcej.

9
Lis

ROZWÓD KOŚCIELNY

“Rozwód kościelny” w tytule to jawna prowokacja 🙂 .

Trochę osobistej historii później, ale już tu napiszę, że nie ma rozwodu w kościele :-).

Niejednokrotnie zdarza mi się, że moi Klienci pytają mnie właśnie o rozwód kościelny po przeprowadzeniu rozwodu przed sądem okręgowym. Cóż… nie jestem w stanie pomóc. Muszę się do tego przyznać – nie mam odpowiednich kwalifikacji, żeby reprezentować strony przed sądami kościelnymi. Kto może Cię reprezentować przed takimi sądami? Możesz dowiedzieć się tu.

Wprawdzie miałam w zamierzchłych czasach pomysł, żeby uzupełnić swoje kwalifikacje i zostać adwokatem kościelnym, ale ostatecznie nigdy do tego nie doszło. Nie czułam się na siłach podjąć kolejnych studiów (tym razem prawa kanonicznego), choć  Papieską Akademię Teologiczna, czyli w skrócie PAT (obecnie Uniwersytet Papieski Jana Pawła II) miałam na wyciągnięcie ręki :-). Potoczyło się wszystko tak, że zostałam wyłącznie przy prawie świeckim, a swoje zainteresowania prawem rodzinnym rozszerzyłam też na prawo międzynarodowe (ze szczególnym uwzględnieniem uprowadzeń rodzicielskich). Uzupełnienie studiów w zakresie prawa kanonicznego wpisałam na listę niezrealizowanych planów (co gorsze ta lista w miarę mojego starzenia się coraz bardziej się wydłuża 🙂 ).

Jak sobie zatem radzę, gdy ktoś mnie pyta o “rozwód kościelny”?

Bez głębszego zastanowienia odsyłam Klientów do bloga adwokata i adwokata kościelnego Bartłomieja Barańczaka. Pan Mecenas od lat prowadzi bloga o wymownym tytule ” niemarozwoduwkosciele.pl“. Na blogu Mecenasa Barańczaka można znaleźć rzetelne – i do tego przystępnie napisane – informacje o postępowaniu przed sądami kościelnymi. Osoby, które myślą o stwierdzeniu nieważności małżeństwa kościelnego zdecydowanie powinny zajrzeć na tego bloga. W internecie jest masę informacji. Problem w tym, żeby były to informacje pewne, sprawdzone i aktualne. Nie zdarzyło mi się, żeby któryś z moich Klientów odesłanych do niemarozwoduwkosciele.pl miał jakieś krytyczne uwagi do treści bloga. Sama  czytam od czasu do czasu bloga Pana Mecenasa – dla przyjemności i poszerzenia horyzontów. Wprawdzie codex Iuris canonici, czyli kodeks prawa kanonicznego (skrót kpk – nie mylić z kodeksem postępowania karnego :-)) stoi u mnie w domu na półce, ale – jak już wyjaśniłam wyżej – brak mi umiejętności i uprawnień, żeby zrobić z tego kodeksu użytek i podejmować się pomocy w “rozwodach kościelnych”.

18
Paź

UTAJNIENIE ZEZNAŃ

Ten wpis o utajnieniu zeznań powstał na zamówienie.

Napisała do mnie Pani zatroskana losem dzieci, w sprawie których (władza rodzicielska) ma zeznawać. Pani zadała mi pytanie, czy można utajnić zeznania świadka dla dobra dzieci? Chodzi nie tylko o to, żeby strony nie były obecne podczas zeznań, ale o utajnienie zeznań w taki sposób, żeby rodzice dzieci nie mogli zapoznać się z treścią zeznań świadka później z protokołu rozprawy.

Muszę przyznać, że rozumiem intencje czytelniczki bloga.

Rozumiem, też jej obawy, aby dzieci nie ucierpiały ze strony rodzica niezadowolonego z zeznań świadka . Ale…

Nie mam dobrych wiadomości.

Nie ma w ogóle możliwości zatajenia zeznań w postępowaniu cywilnym dla stron postępowania.

Świadek może odmówić zeznań lub odpowiedzi na poszczególne pytania. Artykuł 261 k.p.c. (kodeksu postępowania cywilnego) brzmi tak:

§ 1. Nikt nie ma prawa odmówić zeznań w charakterze świadka, z wyjątkiem małżonków stron, ich wstępnych (dziadkowie), zstępnych (dzieci, wnuki) i rodzeństwa oraz powinowatych (rodzina męża/żony) w tej samej linii lub stopniu, jak również osób pozostających ze stronami w stosunku przysposobienia. Prawo odmowy zeznań trwa po ustaniu małżeństwa lub rozwiązaniu stosunku przysposobienia. Jednakże odmowa zeznań nie jest dopuszczalna w sprawach o prawa stanu, z wyjątkiem spraw o rozwód.
§ 2. Świadek może odmówić odpowiedzi na zadane mu pytanie, jeżeli zeznanie mogłoby narazić jego lub jego bliskich, wymienionych w paragrafie poprzedzającym, na odpowiedzialność karną, hańbę lub dotkliwą i bezpośrednią szkodę majątkową albo jeżeli zeznanie miałoby być połączone z pogwałceniem istotnej tajemnicy zawodowej. Duchowny może odmówić zeznań co do faktów powierzonych mu na spowiedzi.

Sytuacja opisana przez czytelniczkę nie mieści się w żadnym z wyżej opisanych przypadków.

Ta możliwość zapoznania się z zeznaniami świadka przez strony wynika z zasady jawności postępowania cywilnego (art. 9 k.p.c.). Strony i uczestnicy postępowania mają prawo przeglądać akta sprawy i otrzymywać odpisy, kopie lub wyciągi z tych akt. Jednym słowem nawet, jeżeli któraś ze stron nie jest obecna na rozprawie podczas zeznań świadka i tak może się z łatwością dowiedzieć kto i co powiedział w czasie rozprawy. A nawet wysłuchać, bo protokół jest nagrywany.