22
lis

ROZWÓD – ALARM!

W ostatnich dniach czytamy w mediach alarmujące wiadomości dotyczące zmian w sprawach rozwodowych. Ma być drożej i dłużej!!! Nie lubię opierać się na doniesieniach prasowych, więc poszperałam w internecie w poszukiwaniu samego projektu.

Projekt znajdziesz tu:

projekt zmiany kro

To popatrzmy co i jak ma się (teoretycznie – bo to nadal tylko projekt) zmienić?

Czy będzie drożej? Tak, ale dotyczy to wyłącznie rozwodów bez orzekania o winie. Aktualnie w razie orzeczenia rozwodu bez orzekania o winie sąd zwraca połowę opłaty sądowej tj. 300 zł. Od wejścia w życie zmiany (6 miesięcy od daty opublikowania w Dzienniku Ustaw, a więc droga daleka) zwracać nie będzie.

Czy będzie dłużej? Będzie, ale biorąc pod uwagę aktualne tempo pracy sądów  (coraz dłuższe, niestety) nie podejrzewam, żeby to była aż tak znaczna zmiana. Miesiąc w te, dwa miesiące w tamte… I tak trzeba nastawić się na długi dystans.

Rodzinne postępowanie informacyjne

Projekt wprowadza obowiązkowe dodatkowe postępowanie poprzedzające wniesienie pozwu rozwodowego (lub o separację) do sądu tj. rodzinne postępowanie informacyjne. Nie wchodząc w szczegóły to osobny wniosek do sądu obowiązkowy dla małżonków – rodziców małoletnich dzieci.

Chyba, że mamy do czynienia z przemocą w rodzinie. Postępowanie ma być zwolnione od kosztów sądowych.

Po wniesieniu wniosku (razem lub osobno) sąd wzywa strony na spotkanie informacyjne plus doręcza informacje o indywidualnych i społecznych skutkach rozpadu małżeństwa. Wzór „informacji” przygotuje Minister Sprawiedliwości i obawiam się, że będzie to kolejny druk na kilka stron, na którym nikt oka nie zawiesi.

Co ciekawe Minister Sprawiedliwości ma też określić rozporządzeniem „podstawowe elementy ugody uwzględniając możliwość jej wykonania w sposób zgodny z dobrem dziecka oraz możliwość zrozumienia treści ugody również przez osoby niekorzystające z pomocy pełnomocnika”.

Z wypiekami na twarzy czekam na te wytyczne – jakby co to odszczekam, ale moim zdaniem wystarczy pozwolić mediatorom wykonywać dobrze ich pracę. Przekonanie, że wszystko musi być ustalone odgórnie jest moim zdaniem błędne, ale to rzecz gustu.

ROZWÓD - ALARM!Za to – i to zmiana na plus – równocześnie z wyznaczeniem terminu spotkania sąd ma wyznaczyć mediatora. Teraz dzieje się to na raty, zatem zajmuje więcej czasu. Postępowanie mediacyjne ma trwać miesiąc (teraz do 3 miesięcy) z możliwością przedłużenia. Znów teoretycznie powinno być szybciej.

Co ciekawe, spotkanie informacyjne może prowadzić sędzia, referendarz sądowy, asystent sędziego, urzędnik sądowy lub stały mediator. Poza sędzią i mediatorem pomysł wydaje się nieco ekstrawagancki. Za mediację ma płacić Skarb Państwa i jest to z punktu widzenia strony zmiana na plus.

Postępowanie kończy się umorzeniem i ten dokument o umorzeniu postępowania należy dołączyć obowiązkowo do pozwu rozwodowego. Bez tego małżonkowie – rodzice małoletnich dzieci nie zaczną skutecznie procedury rozwodowej.

Są gorsze problemy niż 300 zł więcej

W toku rodzinnego postępowania informacyjnego nie będzie można złożyć wniosku o zabezpieczenie. Bez rodzinnego postępowania informacyjnego nie będzie można złożyć pozwu o rozwód lub separację.

Co to oznacza dla strony? A to, że w razie potrzeby zabezpieczenia będzie musiała wytoczyć osobne powództwo przed Sądem Rejonowym. Bardzo mi przykro, ale oznacza to dodatkowe koszty dla strony.

Przeczytałam w doniesieniach prasowych, że Skarb Państwa ma zaoszczędzić na zatrzymaniu tych 300 zł od pozwu rozwodowego. Pewnie tak, tylko pytanie ile zapłaci za dodatkowe, niepotrzebne postępowania wszczęte po to tylko, żeby uzyskać zabezpieczenie powództwa przed rozpoczęciem sprawy rozwodowej? Myślę, że koszty Skarbu Państwa będą przewyższały oszczędności i to znacznie.

Zabezpieczenia roszczenia ciąg dalszy – i tu się martw

Bardzo mi przykro, ale projekt wprowadza zmiany, które ograniczają prawo do sądu rodziców dzieci.

Po pierwsze – wniosek o zabezpieczenie można będzie złożyć w ciągu miesiąca od złożenia pisma wszczynającego postępowania lub powstania przyczyn złożenia wniosku. Wnioski spóźnione sąd odrzuci, chyba, że miałoby spowodować „bezpośrednie zagrożenie dobra małoletniego”.

Po drugie zmiana zabezpieczenia w toku postępowania rodzinnego będzie mocno ograniczona. Jedynym uzasadnieniem zmiany może być „bezpośrednie zagrożenie dobra małoletniego”.

Jeżeli sąd uzna, że takiego „bezpośredniego zagrożenia dobra małoletniego” nie ma to odrzuci wniosek o zmianę, na co nie będzie przysługiwało zażalenie. Smutne to po prostu i należy mieć tylko nadzieję, że zmiany nie przejdą w sejmie.

Prawdą jest, że ograniczenie możliwości składania wniosków o zabezpieczenie lub zmianę zabezpieczenia wpłynie pozytywnie na tempo postępowania. Nikt sądowi głowy nie będzie zawracał, ale mam wątpliwości, czy po drodze nie gubimy innych wartości. Rodzi mi się też w głowie niewygodne pytanie, czy nie ma innych sposobów na usprawnienie wymiaru sprawiedliwości…

***

Po przeczytaniu: „ROZWÓD – ALARM!”, zapraszam również do lektury:

Photo by Markus Spiske on Unsplash

18
paź

ALIENACJA RODZICIELSKA

Kampania społeczna przeciw alienacji rodzicielskiej

Staram się czytać komentarze pod wpisami czy na blogu, na FB, czy Instagramie. Przyznam, że często zdarza mi się czytać komentarze dużo po czasie ich zamieszczenia.

Codzienne życie: praca i dom pochłania tyle czasu, że nie nadążam z bieżącym czytaniem. Zdarza się, że komentujący podrzucają linki do innych stron albo do filmów.

Dzisiaj dotarłam do kampanii społecznej Fundacji Kocham Cię Tato. Ze strony wiem, ze kampania ruszyła 1 czerwca, więc mam lekkie opóźnienie.

Piszę o alienacji rodzicielskiej, bo uważam, że należy upowszechniać problem, który jest udziałem wielu rodziców, a w Polsce – w przewadze dotyczy ojców. Moja ocena nie jest oparta o badania, a obserwacje z praktyki adwokackiej.

Brak egzekucji

Dzieci zwykle mieszkają z mamami, a ojcowie – w razie problemów ze strony matki – mają duże trudności w uzyskaniu kontaktu z dzieckiem. Wrogiem nie jest samo prawo, a ogromna przewlekłość postępowań rodzinnych i absolutny brak realnych środków egzekucji orzeczeń.

W cywilizowanym kraju, za jaki się uważamy, to po prostu wstyd i powód do szukania pilnych rozwiązań. Z przykrością muszę stwierdzić, że nie zauważam żadnej woli do wprowadzania zmian w tym zakresie… Problem trwa lata, a na horyzoncie pustka.

Kampania społeczna

Temat alienacji rodzicielskiej (podobno termin nie używany w psychologii w Polsce – będę wdzięczna za komentarz osoby lepiej ode mnie zorientowanej) jest mi bardzo bliski.

Bardzo często reprezentuję ojców w postępowaniach przed sądami rodzinnymi. Dzielę z nimi frustracje i nadzieje. Przeżywam radości i smutki. Niestety frustracji i smutku jest więcej niż radości i nadziei…

Gniewasz się, że kocham tatę?

Dzisiaj obejrzałam film z kampanii Fundacji Kocham Cię Tato i przyznam, że ujął mnie za serce.

Obejrzyj proszę – zapewniam, że jest bardzo prawdziwy w warstwie emocjonalnej. Jeżeli sytuacja może dotyczyć Twojego dziecka – zastanów się. Dziecko ma dwoje rodziców i ma prawo kochać i mamę i tatę. Ma też prawo do relacji z obojgiem rodziców.

Mam świadomość, że nie jest to łatwe, ale skoro są rodzice, którzy potrafią ścierpieć relacje dziecka z tym niekochanym byłym partnerem to znaczy, że jest to do zrobienia. Znam takich rodziców.

***

Po przeczytaniu: „Alienacja rodzicielska”, zapraszam również do lektury:

4
paź

PODPISZĘ CI PAPIERY ROZWODOWE

KRÓTKIE WYJAŚNIENIE

Dawno mnie tu nie było 🙂 Dzisiaj jestem pierwszy dzień po urlopie i od razu wskoczyłam na bloga.

Uchylę rąbka prywatności i przyznam się, że bardzo lubię czytać książki. Staram się czytać literaturę wartościową, ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie zdarza mi się przeczytać coś lekkiego, miłego i przyjemnego.

Takie jest przynajmniej założenie, ale… Nie napiszę, co ostatnio czytałam, bo ani nie chcę robić reklamy, ani antyreklamy…

Dość powiedzieć, że złość mnie ogarnęła taka, że aż piszę ten wpis 🙂 o podpisywaniu papierów rozwodowych.

NIESZCZĘSNE PAPIERY ROZWODOWE

W książce, którą czytałam autorka martwiła się ustami swojej bohaterki, czy mąż „podpisze papiery rozwodowe„?

Nie wiem, jak Ty, ale ja miałam zawsze skojarzenie takie, że podpisanie papierów rozwodowych to podpis złożony na pozwie rozwodowym i warunek uzyskania orzeczenia rozwiązującego małżeństwa. Nadaje się temu taką moc, jakby bez tego rozwód nie był możliwy.

PODPISZĘ CI PAPIERY ROZWODOWEW istocie rzeczy to co podpisuje pozwany/pozwana to poświadczenie odbioru odpisu pozwu.

Jeżeli takiego potwierdzenia sąd nie otrzyma od strony pozwanej to wdrożone zostają inne metody doręczenia a ostatecznie przewidziane prawem rozwiązania takiej sytuacji.

Strona pozwana nie podpisuje pozwu (papierów rozwodowych).

Drugi mit, jaki wyczytałam w książce to powiązanie orzeczenia o winie z podziałem majątku. To dość powszechne, że ludziom wydaje się, że uzyskanie orzeczenia o wyłącznej winie powoduje podział majątku na korzyć osoby niewinnej.

Nic bardziej mylnego. Wina nie wpływa na sposób podziału majątku. Bardzo mi przykro 😉

ROZCZAROWANIE

Skąd ta moja irytacja przeczytaną lekturą? Oczekiwałabym odpowiedzialności po stronie autorów za pewną edukację odbiorców, a przynajmniej – jeżeli już nie edukację – to nie wprowadzanie w błąd.

Skoro już coś upubliczniamy to niech to będzie rzetelne, choćby na najbardziej podstawowym poziomie.

Mam świadomość, że procedura cywilna nie jest aż tak pasjonująca i nie wygląda zbyt atrakcyjnie w książce, czy filmie.

Wiem, że to wiedza niszowa, ale nie mogę z czystym sercem wysoko ocenić filmu Dług (skądinąd dobrego), bo przekazanie własności nieruchomości nie mogło się odbyć na budowie na kartce papieru spisanej na kolanie.

Doceniam natomiast Wesele Smarzowskiego za postać notariusza obecnego na tytułowym weselu. Faktycznie notariusz może sporządzić akt notarialny poza biurem notarialnym. Da się? Da się, ale wymaga uwagi i pracy po stronie autora.

***

Po przeczytaniu: „Podpiszę ci papiery rozwodowe”, zapraszam również do lektury:

Photo by Romain Dancre on Unsplash

15
lip

POMINIĘCIE PRZESŁUCHANIA JEDNEJ ZE STRON

Przesłuchanie stron to obowiązkowy dowód w sprawie rozwodowej. Tak jest co do zasady.

Ale… Jak zwykle w życiu – jest wyjątek. Pomyślałam, że napiszę o tym wyjątku, gdyż dzisiaj udało się dzięki temu zakończyć sprawę rozwodową trwająca 3 lata.

Kombinowanie nie popłaca

Dożyłyśmy z Klientką rozprawy przeznaczonej na przesłuchanie stron, ale nasz przeciwnik nie stawił się na rozprawę, mimo wezwania do osobistego stawiennictwa.

Nie powiem, że się zdziwiłyśmy… To nie pierwsze postępowanie między stronami i pan zaprezentował już duży talent w przewlekaniu spraw sądowych. Dzisiaj nie mógł się stawić z powodów rodzinnych.

Jeden problem – sędzia nie usprawiedliwiła nieobecności. Sposobem na skuteczne usprawiedliwienie nieobecności jest zaświadczenie lekarza sądowego. Kropka. Inne powody nie wchodzą w grę.

Jeżeli strona nie stawia się mimo braku takiego zaświadczenia – ryzykuje, że sąd będzie kontynuował sprawę mimo wszystko. Czy warto ryzykować? Moim zdaniem nie, ale każdy jest kowalem swojego losu…

Wniosek o pominięcie przesłuchania

Wobec nieusprawiedliwionej nieobecności pozwanego złożyłam wniosek o pominięcie przesłuchania jednej strony.

Można? Można. Zaraz napiszę dlaczego. Ważne, że sąd uwzględnił mój wniosek, przesłuchał powódkę i zamknął rozprawę.

Jakim cudem można pominąć przesłuchanie strony?

Zasada jest taka, że w każdej sprawie o rozwód lub o separację sąd zarządza przeprowadzenie dowodu z przesłuchania stron. Ale art. 432 k.p.c., z którego wynika potrzeba przesłuchania stron w sprawie rozwodowej odwołuje się jeszcze do art. 302 § 1 k.p.c.

Przepis ten natomiast przewiduje możliwość przesłuchania jednej tylko strony, jeżeli z przyczyn natury faktycznej lub prawnej nie można przesłuchać obu stron.

Kiedy stosować?

Przyznam, że do dzisiaj wnioskowałam o pominięcie przesłuchania jednej ze stron w przypadku rozwodów zgodnych.

Jeżeli jedna ze stron miała trudności z dojazdem na rozprawę (np. mieszkała za granicą) to dla oszczędzenia czasu i kosztów taki wniosek był jak najbardziej celowy.

Działało. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby pominąć przesłuchanie strony, jeżeli strona stara się przedłużyć postępowanie i bez usprawiedliwienia nie stawia się w sądzie.

Dzisiejsza rozprawa pokazała, że jest to skuteczny środek na zakończenie postępowania. Sąd nie może zmusić strony do obecności na rozprawie. Jeżeli ktoś kombinuje, to może stać się ofiarą własnych kombinacji. Uważam, że to jest jak najbardziej w porządku.

***

Po przeczytaniu: „Pominięcie przesłuchania jednej ze stron”, zapraszam również do lektury:

5
lip

WALCZYĆ DO KOŃCA

Ja naprawdę wierzę, że należy walczyć do końca. Często mówię Klientom, że jestem niepoprawną optymistką i próbuję tak długo aż nie oberwę po głowie.

Dziś historia – dowód na zasadność twierdzenia” walcz do końca”

Tak się zaczęło

Sprawę zaczęliśmy w marcu 2017 r. Mój Klient – młody ojciec: zaangażowany, opiekujący się dzieckiem w świetnie funkcjonującej opiece naprzemiennej (uzgodnionej z matką dziecka), zorientowany w potrzebach dziecka.

Przeciwniczka – młoda matka, która znalazła innego życiowego partnera. Pierwszy problem? Matka chce się wyprowadzić z dzieckiem poza Kraków. Próba zapobieżenia samowolce matki – całkowicie nieudana.

Sąd oddalił nasz wniosek o zabezpieczenie i zaapelował (serio) do matki, żeby się nie wyprowadzała. Efekt? Chyba tydzień nie minął jak dziecko zamieszkało w innym mieście.

Niestety niczego innego się nie spodziewałam po „perswazji” sędzi… (a wystarczyło wydać postanowienie). Opieka naprzemienna siłą rzeczy przestała funkcjonować.

Kontakty

Oczywiście sąd zasądził kontakty i oczywiście ojciec realizował kontakty. Nie bez przeszkód i kłód rzucanych pod nogi przez matkę.

Zaskoczenie – Klient wynajął mieszkanie w mieście niedalekim od aktualnego miejsca zamieszkania dziecka. Dzięki temu stworzył warunki do wykonywania opieki naprzemiennej.

Prawda jest taka, że nigdy nie udało się nam powrócić do opieki naprzemiennej. Prawda jest taka, że udało się nam wywalczyć szerokie kontakty – co drugi tydzień od wtorku do niedzieli.

Skracając przydługą, bo trwającą ponad 3 lata historię rozwodu muszę napisać, że to była trudna walka. Wymagała dużo hartu ducha i zaangażowania od mojego Klienta. Ale dała przyzwoity efekt.

Tylko przyzwoity, bo nie udało się powrócić do równoważnej opieki (choć do zbliżonej już tak). Ale za to udało się zachować pełną władzę rodzicielską. Mimo konfliktów wywoływanych przez matkę, żeby pokazać jak to rodzice nie są w stanie się dogadać.

Strategia

Przyznam, że to słowo, którego szczerze nienawidzę. Użyłam go celowo bo w jakiś trudny dla mnie do zrozumienia sposób rozpala emocje Klientów.

Dyżurne pytanie: jaką Pani ma strategię? Moja strategia jest niezmiernie prosta. Proszę o wybaczenie, ale nie podzielę się nią na blogu :-).

Przejdę do kwestii kluczowej – w tej konkretnej sprawie mój Klient był niezmiernie zdyscyplinowany i fantastycznie współpracował.

Dzięki temu doszliśmy do mety w całkiem niezłej kondycji.

***

Po przeczytaniu: „WALCZYĆ DO KOŃCA”, zapraszam również do lektury:

7
cze

NEGOCJACJE POZASĄDOWE

Negocjacje pozasądowe

to duża część mojej pracy. Jeżeli wyobrażasz sobie, że albo przyjmuję Klientów w kancelarii lub online albo występuję przed sądem to się mylisz. Są też inne możliwości 🙂

Po co negocjacje?

Po to, żeby spędzić w sądzie mniej czasu, a nawet czasem w ogóle ominąć sąd. W czasach, kiedy postępowanie w sprawach rozwodowych trwa miesiącami, a nawet latami warto poszukiwać alternatywnych rozwiązań. Na pomoc mogą przyjść mediacje (można o mediacji poczytać tu), ale też negocjacje. Dzisiaj o negocjacjach między pełnomocnikami.

Sąd to stres i długi- albo bardzo długi okres oczekiwania na rozprawę. Można w tym czasie nie robić nic i zająć się samym czekaniem. Można przygotować wszystko tak, aby sprawa przed sądem była łatwiejsza, a przede wszystkim szybsza. Marzysz o jednej rozprawie? To negocjacje pozasądowe są dla Ciebie.

Czego mogą dotyczyć negocjacje?

Tak, jak mediacje – wszystkiego. Można uzgodnić wszystko od A do Z, można dojść do kompromisu jedynie częściowo. W tym ostatnim przypadku – zawsze to coś.

A po co do tego adwokat?

Małżonkowie nie potrafią ze sobą rozmawiać, błyskawicznie dochodzi do kłótni i wyzwisk? Wkraczamy my – pełnomocnicy. Emocje przeważają nad rozsądkiem – przydadzą się pełnomocnicy. Rozmawiamy za naszych Klientów bez emocji, ważąc interesy stron i rozważając za i przeciw. Oczywiście decyzje podejmuje Klient, ale łatwiej jest dojść do porozumienia ze współmałżonkiem jeżeli jest czas do namysłu. Można spokojnie porozmawiać z adwokatem o konsekwencjach określonych działań i spokojnie zastanowić się co dalej. Warto podkreślić, że w negocjacjach często można osiągnąć więcej niż przed sądem. Nic na to nie poradzę – tak jest. Pokładanie bezbrzeżnych nadziei w sądach potrafi być zgubne.

Czy warto?

Moim zdaniem tak, warto. W dłuższej perspektywie porozumienie daje stronom nadzieję na spokój i nudę pozasądową (to stan pożądany). Narzucone orzeczenie przez sąd często mobilizuje strony do dalszej walki przed sądami rejonowymi. Po wynegocjowaniu porozumienia:

  1. strony mogą przewidzieć co się będzie działo na rozprawie;
  2. sprawa ma szansę zakończyć się na najbliższej rozprawie;
  3. sędzia ograniczy się do najważniejszych pytań;
  4. sama rozprawa nie powinna długo trwać;
  5. po 7 dniach wyrok się uprawomocni

Często przy okazji negocjacji rozwodowych prowadzi się negocjacje majątkowe. To też jest plus negocjacji.

Bez negocjacji oczywiście osiągnięcie powyższych punktów też jest możliwe – jeżeli między stronami w ogóle nie ma sporu, albo potrafią ze sobą rozmawiać. Jeżeli jednak spór istnieje warto się zastanowić, czy nie skorzystać z pozasądowych sposobów na osiągnięcie porozumienia. Nie jesteś przekonana/przekonany? Zapytaj 🙂

19
maj

ROZWÓD – PLANOWANE UTRUDNIENIA

Utrudnienia w postępowaniu rozwodowym – plany

Dzisiaj o świtaniu przywitała mnie wiadomość portalu fakt.pl – szykują się utrudnienia w postępowaniu rozwodowym. Tytuł artykułu głosi, że rozwodu nie dostaniesz tak łatwo (artykuł można przeczytać tu)

Zaznaczam, że dzisiejszy wpis opiera się wyłącznie o doniesienia prasowe, a nie sam projekt zmian.

Czy na pewno trudniej będzie uzyskać rozwód?

Zgodnie z treścią powołanego artykułu parom, które mają małoletnie dzieci będą stawiane wyższe wymagania przed udzieleniem rozwodu.

Przede wszystkim konieczne będzie rodzinne posiedzenie informacyjne. Ma to być spotkanie sędziego, mediatora i małżonków chcących się rozwieść. Dwa – obowiązkowa będzie mediacja (mediacja ma być bezpłatna).

Rodzinne posiedzenia informacyjne

Trzeba zaznaczyć, że już teraz kodeks postępowania cywilnego przewiduje spotkania informacyjne. Widziałam w kodeksie – nie widziałam na żywo.

Oczywiście, jeżeli rodzinne spotkanie informacyjne będzie obowiązkowe to będzie się odbywało. Celem spotkania ma być poinformowanie stron o mediacji (ok) oraz poinformowanie o społecznych i indywidualnych skutkach rozwodu. Temu nie mogę się nadziwić!

Mówimy o spotkaniu osób dorosłych, które nie chcą już dalej ze sobą żyć. Raczej mają świadomość skutków rozwodu. Pouczanie w tym zakresie osób dorosłych wydaje mi się pomysłem dziwnym. A jeżeli już, to sąd nie jest miejscem na takie „pouczanki”.

Mediacja obowiązkowa

Mediacja szkody nikomu nie zrobi, może natomiast pomóc.

Niepokoi mnie stwierdzenie, że będzie to mediacja bezpłatna. Na ten moment to strony rozliczają się bezpośrednio z mediatorem. Zakładam, że w takim przypadku za mediację będzie płacić Skarb Państwa.

Z przykrością powiem, że stawki za mediację rodzinną są bardzo skąpe. Jakie to ma skutki?

Przedłużenie postępowania

„Wiceminister Romanowski, w rozmowie z Prawo.pl, powiedział, że zmiany te nie wpłyną na przedłużenie spraw” (cytat z powołanego artykułu). Czy na pewno? Sama mediacja na pewno nie wpłynie na czas trwania postępowania.

W Krakowie na pierwszy termin rozprawy czeka się kilka miesięcy, więc w tym czasie spokojnie mogą się odbyć „w tle” mediacje.

Co jednak z rodzinnym posiedzeniem informacyjnym? Na pewno wpłynie na przedłużenie postępowania.

To dodatkowy czas dla i tak obłożonych obowiązkami sędziów. Czas nie jest z gumy i – moim zdaniem – można się spodziewać, że postępowania rozwodowe, i tak trwające straszliwie długo będą trwały jeszcze dłużej. Jak to wpływa na jakość życia rodziny? A to proszę sobie wyobrazić…

Posiedzenie pojednawcze

Autor artykułu powołał się na ocenę adw. Roberta Ofiary o bezsensowności posiedzeń pojednawczych (przy okazji odeślę czytelników do broszury, której współautorem jest Pan Mecenas – Standardy pomocy dziecku w sytuacji rozstania rodziców).

Zgadzam się z Panem Mecenasem. Też pamiętam te czasy. Ale postawienie znaku równości przez autora artykułu między mediacją a historycznym już (na szczęście) posiedzeniem pojednawczym nie jest uprawnione.

Zgadzam się też z Panem Mecenasem, że prawdziwą pomocą dla stron nie jest pouczanie o społecznych skutkach rozwodu, a realna pomoc w bieżącym życiu: miejsca zapewniające wsparcie dziecku i rodzicom, konsultacje diagnostyczne, psychologiczne, wychowawcze, a także miejsca na terapię indywidualną i terapię pary.

Tego dzisiaj nie ma, a małżonkowie w kryzysie są pozostawieni sami sobie. Nie każdy ma tyle hartu ducha, by czekać na terapię rok.

Marzyłoby mi się, aby ustawodawca zajął się praktycznym wymiarem zapobieganiu rozwodom. Tak jak posiedzenia pojednawcze, rodzinne posiedzenia informacyjne nie mają szansy zapobiegać rozpadom rodziny.

***

Po przeczytaniu: „ROZWÓD – PLANOWANE UTRUDNIENIA”, zapraszam również do lektury:

16
kw.

KONTAKTY Z DZIECKIEM ONLINE

Kontakty online funkcjonowały już wcześniej, ale w dobie pandemii są – z konieczności – jeszcze bardziej popularne. Nikt nie będzie dyskutował z poglądem, że lepiej spotkać się z dzieckiem osobiście niż wirtualnie.

Co jednak, gdy rodzic i dziecko są daleko od siebie? Podróże w dobie pandemii są utrudnione, a nocleg w hotelu – często niemożliwy?

KONTAKTY Z DZIECKIEM ONLINERozmawiałam dzisiaj z Klientem, który opowiadał, że w czasie pobytu za granicą dziecko (lat 2) poznało jego rodzinę na odległość. Ciocia i babcia dziecka rozmawiały z małą przez internet. Rozmowy trwały krótko, ale były dość częste.

Po przyjeździe do Polski dziewczynka nawiązała od razu relacje z ciocią i babcia. Nie miała też oporu zostać sama, bez rodziców, pod opieką cioci. Mimo, że tak naprawdę spotkała ją pierwszy raz w życiu. Cud? Pewnie raczej magia internetu 🙂

Lepiej tak niż w ogóle

Dzieci dość szybko przystosowują się do nowych warunków. Przyzwyczajają się, że mieszkają z jednym rodzicem. Przyzwyczajają się do regularnych spotkań z drugim rodzicem. Mogą się przyzwyczaić się do opieki naprzemiennej. Mogą się też przyzwyczaić do tego, że tych relacji z drugim rodzicem w ogóle nie ma.

Uważam, że lepiej – zwłaszcza dla dziecka – żeby kontakty z rodzicem, który nie może zobaczyć się z dzieckiem bezpośrednio – odbywały się regularnie online. Nawet te kilka – kilkanaście minut. Kto nie wierzy, niech spyta psychologa dziecięcego. Ostatecznie ja jestem tylko prawnikiem 🙂

Wady kontaktów online

Czasem kontakt online nie jest to rozwiązaniem idealnym z przyczyn obiektywnych: słabsze łącze internetowe, brak odpowiedniego sprzętu. Te problemy na ogół znajdują proste rozwiązanie. Zwykle najsłabszy punkt to… drugi rodzic. Ile razy się nasłuchałam skarg od Klientów!

A ile nagrań się naoglądałam? Nagrań, na których widać rodzica wykazującego wyżyny inwencji twórczej byle by tylko odciągnąć dziecko od ekranu! Można gorąco współczuć dziecku, ale tu nie ma prostych rozwiązań… Mimo wszystko (chyba) warto, żeby dziecko miało okazję zobaczyć twarz ojca/matki trochę częściej niż na żywo, skoro bezpośrednie spotkania nie mogą się odbywać co kilka dni.

Wiek dziecka

Z całą pewnością inny jest kontakt online z nastolatkiem (teoretycznie powinien być łatwiejszy 😉 ) a inny – z dzieckiem np. lat 3. Nie jest łatwo utrzymać uwagę kilkuletniego dziecka i zatrzymać malucha przy komputerze.

Nie raz widziałam nagrania, na których rodzic siedział nieruchomo i starał się zagadać kilkulatka pytaniami (gadająca głowa)? Efekt – marny. Zawsze uważałam więc, że kilka minut uwagi małego dziecka to wyczyn. Życie pokazuje jednak, jak bardzo można się pomylić.

Mój Klient – rekordzista był w stanie utrzymać dzieci (kole 3 lat) przed komputerem przez ponad 40 minut! Muszę przyznać, że to co robił przed ekranem dla budowania relacji z dziećmi to było mistrzostwo świata! Sadził nasionka, uruchamiał piłę mechaniczną, czytał książeczki i wciągał dzieci do dyskusji. Jeżeli dzieci potrafią oglądać godzinami bajki to dlaczego nie miałyby interaktywnie bawić się z drugim rodzicem online? Wymaga wysiłku, ale nie jest niemożliwe.

Zanim zlekceważysz kontakt online z dzieckiem zastanów się, czy jednak nie warto pokazać się na ekranie chociaż na te kilka minut? Może za pierwszym razem nie będzie łatwo? Może będzie to orka na ugorze? Ale może jednak za kolejnym razem przyniesie jakieś efekty?

***

Po przeczytaniu: ,,Kontakty z dzieckiem online” zachęcam do przeczytania:

Photo by Dylan Ferreira on Unsplash

11
mar

SYCHAR – BEZ WZGLĘDU NA KOSZTY

Plakaty Sychar

Cała Polska jest obklejona plakatami Stowarzyszenia SYCHAR – Kochajcie się mamo i tato. Zajmuję się sprawami rodzinnymi od lat i przyznam – patrzę na te plakaty z przykrością. Nie mam nic przeciwko, żeby rodzice się kochali, ale to nie takie proste

Natrafiłam dzisiaj na artykuł w portalu Onet, co świadczy o tym, że plakaty budzą żywe reakcje – raczej nie takie, jakich oczekiwaliby autorzy kampanii.

Nie wtrącam się do spraw wiary – każdy ma prawo do swojego światopoglądu.  Trudno mi jednak zaakceptować narzucanie własnego światopoglądu innym ludziom.

SYCHAR – odsłona pierwsza

Pierwszy raz zetknęłam się ze stowarzyszeniem SYCHAR lata temu. Prowadziłam sprawę rozwodową młodej, sympatycznej kobiety. Niedługo po rozpoczęciu sprawy zgłosiła mi, że członkowie stowarzyszenia SYCHAR piszą do niej listy o treści nawołującej do pozostania w małżeństwie, nawiązujących do wiary i obowiązków z tym związanych. Takie listy otrzymywali też członkowie najbliższej rodziny z apelem, aby zrobili wszystko, by Klientka pozostała w małżeństwie. SYCHAR nie ograniczył się do listów (w imponującej ilości i częstotliwości), ale członkowie stowarzyszenia dzwonili do Klientki i jej mamy przekazując treści, których obie panie sobie nie życzyły. Przekraczało to wszelkie granice i, co można przewidzieć, nie odniosło żadnego skutku. Małżeństwo zakończyło się rozwodem.

Rachunek zysków i strat

Gdybym  miała pokusić się o ocenę zjawiska na tym konkretnym przykładzie powiedziałabym, że wkroczenie Stowarzyszenia SYCHAR w życie Klientki kosztowało ją wiele negatywnych przeżyć (czuła się osaczona – rozważała nawet zawiadomienie Policji o nękaniu). Swoją cenę zapłaciła też matka Klientki – nerwy, cierpienie itd. Sądzę, że rachunek wypadł niezmiernie pozytywnie po stronie członków SYCHAR – poczucie czynienia dobra musi być dużą nagrodą. Sądzę też, że mają świadomość cierpień, które wywołują. Być może jednak jest to wypłata należna dla osoby, która chce się rozwieść?

Można promować życie rodzinne, ale mam wątpliwości, czy taką działalnością. Mimo, iż ktoś złośliwy powiedziałby, że żyję z rozwodów (i miał by częściowo rację), to nigdy nikogo do rozwodu nie namawiałam.

Może lepiej – zamiast inwestować w kolejne plakaty w przestrzeni publicznej krzywdzące rzesze ludzi (odsyłam ponownie do artykułu w Onecie). Może lepiej  zastanowić się – a tego oczekuję nieustannie od państwa polskiego – jak pomóc ludziom w kryzysie. Być może dostęp do rzetelnej i pozbawionej ideologii poradnictwa małżeńskiego, dostęp do niedrogiej terapii mógłby ludziom pomóc? Może warto zastanowić się jak zabezpieczyć dobro dzieci (równy dostęp rodziców do wychowania dzieci, do kontaktów), żeby mogły wyrosnąć na ludzi bez obciążeń wieloletnią walką rodziców.

Rozwody były, są i będą

Przewrotnie jednak, pomimo krytyki, jaką zaprezentowałam wyżej, uważam, że kampania SYCHAR może przynieść coś dobrego. Kontrowersyjne plakaty zwykle pobudzają ludzi do dyskusji i kształtowania nowych postaw społecznych. Tak pewnie będzie i w tym przypadku. Czy wnioski będą zbieżne z celami Stowarzyszenia SYCHAR? Nie wydaje mi się to możliwe. Być może rozpocznie to dyskusję, czy małżeństwo za wszelką cenę, czy też jak wolą niektórzy „dla dobra dziecka” są korzystne dla rozwoju dzieci. Zawsze w takich sytuacjach przypomina mi się Klientka, która już w podeszłym wieku skarżyła się u mnie w kancelarii. Jej córka po latach (wówczas dorosła kobieta) wykrzyczała jej w twarz, że zmarnowała jej życie, bo została z tatą, który krzywdził rodzinę. Klientce przez lata poświęceń przyświecała właśnie ta myśl, że dla dziecka wytrzyma. Można rzec – niestety wytrzymała

Dla równowagi i na koniec opowiem jeszcze jedną historię. Klientkę wysłał do adwokata zakonnik. Powiedział jej, że Bóg wcale nie chce , żeby cierpiała.

4
mar

KONFLIKT

Konflikt w rozwodzie

Konflikt to nieodłączny element spraw rozwodowych, zwłaszcza kiedy strony mają wspólne dzieci. Piszę właśnie zarzuty do opinii OZSS i pomyślałam, że może warto przytoczyć fragment opinii, żeby uzmysłowić, jakie zdanie o konflikcie mają psychologowie. Jak konflikt między najukochańszymi dla dzieci osobami wpływa na dzieci? Przy okazji nawiążę do mojego wcześniejszego wpisu o wzywaniu Policji (wpis można znaleźć tu).

Cytat z opinii OZSS

Strony mają do siebie bardzo nieprzychylny, wręcz wrogi stosunek, czego nie starają się ukrywać wobec dzieci. Ich kłótnie w obecności małoletnich, interwencje policji, mają frustrujący wpływ na psychikę dzieci, powodują ich niepokój , poczucie zagrożenia.

To tylko przykład, ale takich opinii widziałam już dużo i wszystkie są w tym zakresie podobne.

Co robić?

Jestem zdania, że dzieci powinny być pod ochroną rodziców. Mam świadomość, że łatwo się mówi, a emocje między jeszcze małżonkami potrafią sięgnąć zenitu i czasem, nie są łatwe do opanowania. Często się zdarza, że strony prowokuję, albo są prowokowane do wybuchów złości, czy nawet agresji. Ok, ale przecież jesteśmy dorośli. Wczoraj rozmawiałam z Klientem, który usiłował swoje „kreatywne wybryki” w obecności dziecka wytłumaczyć na wiele różnych sposobów. Tylko, proszę mi odpowiedzieć na pytanie: jakie znaczenie dla dziecka  ma to, czy mama dała się sprowokować tacie i to on ponosi (przynajmniej część) odpowiedzialności za niewłaściwe zachowanie mamy przy dziecku? Moim zdaniem dziecku jest to obojętne.

Dziecko nie jest sędzią

Bardzo często zdarza się, że dzieci nie są w stanie ocenić winy rodzica, przyczynienia się do konfliktu itp. Co to ma zresztą za znaczenie dla dziecka? Trauma jest traumą. Nie traktujmy dziecka jako sekundanta, który ostatecznie ma nam przyznać rację w konflikcie. To zbyt duże oczekiwanie. Zresztą konsekwencje angażowania dzieci w konflikt najczęściej są widoczne albo od razu, albo po latach. Szkoda, że te negatywne konsekwencje konfliktu rodziców odbijają się na dziecku.

Marzy mi się – choć po tylu latach pracy wiem, że pozostanie to w sferze marzeń – żeby rodzice dostrzegali krzywdę, jaką mogą wyrządzić dziecku. I że to zrozumienie powstrzyma rodziców przed prowadzeniem sporów w obecności dziecka. Że rodzice zrozumieją, że rodzicielstwo to nie wyścig na najlepszego rodzica. Matka będzie zawsze matką, a ojciec – ojcem. Matka nie ma co się starać być lepszym ojcem niż ojciec, a ojciec nie będzie lepszą matką niż matka. Jak sobie już uświadomimy, że nie możemy zastąpić drugiego rodzica, to może przyjdzie refleksja, żeby nie mówić dziecku źle o drugim rodzicu? Nieważne jaka jest prawda.

Czy zawsze mówimy dziecku całą prawdę?