Długo już pracuję jako adwokat w sprawach rodzinnych. To już ponad 23 lata. I nadal nie rozumiem skąd w ludziach taka wiara w sąd, czy szeroko pojęty wymiar sprawiedliwości?
Tak, Klienci wynajmują mnie do prowadzenia sprawy przed sądem, ale… Może warto zauważyć, że zakres działania sądu jest mocno ograniczony. Nie mam tu na myśli orzeczenia dotyczącego rozwodu z winą, czy bez. Tak, tu nic innego nie wymyślimy. Chodzi mi o orzeczenia dotyczące małoletnich dzieci stron: władzę rodzicielską, kontakty, a także alimenty.
Czasem mam wrażenie, że ojciec lub matka traktują sędziego jak nadczłowieka, który zmusi drugą stronę do zaakceptowania jego prawdy i wizji na wychowanie dziecka. Tymczasem sędzia najczęściej nie ma okazji poznania Krzysia czy Dorotki. A Stasiu, Piotruś, czy Marcelinka to jedne z setek dzieci, jakie są podmiotami orzekania sędziego. Kompetencje sędziego obejmują podjęcie decyzji za zwaśnionych rodziców, ale na tym się kończy. I to oczywiście więcej niż nic, ale biorąc pod uwagę codzienne problemy i potrzeby dziecka to żałośnie mało.
Zdjęcie: Justin Luebke z Unsplash
W co ja wierzę?
Niezmiennie i bezgranicznie wierzę w miłość rodziców do dziecka.
Tak, wiem, że rodzic, który do mnie trafia ma najczęściej wizję odmienną od wizji drugiego rodzica. Ale uważam, że ta właśnie miłość rodzicielska ma szansę przełożyć się na ustalenie przez samych rodziców zasad opieki, podejmowania decyzji, komunikacji itp.
Dlaczego jako adwokat procesowy „nudzę” o rozmowach, współpracy, szacunku itp.? Bo ci konkretni rodzice konkretnego dziecka to jedyne osoby, które najlepiej to dziecko znają.











