30
maj

KOGO KOCHA MOJE DZIECKO

Nordic walking

Dzisiejszy wpis będzie wielopiętrowy i refleksyjny. Każdego dnia o świcie zabieram kijki do nordic walking, psa i idę na krótki i szybki spacer. Jak już sobie tak maszeruję to myślę. Myślę nie do końca w sposób kontrolowany. Tak sobie te moje myśli płyną, a czasem przystają. A ponieważ jestem adwokatem to często płyną sobie wokół spraw, które prowadzę. Tak było też dzisiaj. Sprawa może nie wyróżniająca się nadmiernie przebiegiem, ale akuratnie na bazie tej sprawy naszła mnie refleksja.

Taka krótka historia

Małżeństwo, dzieci, alimenty. Alimenty całkiem godne, ustalone dobrowolnie przed sądem rejonowym. Małżeństwo nie wytrzymało próby czasu i oto jesteśmy w trakcie sprawy rozwodowej. Nie chcemy wyższych alimentów, tylko tych, które kilka lat temu zostały ustalone między małżonkami. Pozwany odebrał pozew, odpowiedział, że chce płacić mniej i… przestał płacić w ogóle. I jak mawiał ponoć generał Wieniawa-Długoszowski: zaczęły się schody. W tle mamy jeszcze niefajne sytuacje między rodzicami w obecności dzieci. Myślę, że takie streszczenie wystarczy dla zrozumienia tła moich porannych rozmyślań.

Wasal mojego wasala

W zamierzchłych czasach, gdy chodziłam do liceum (I LO im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie) historii uczył mnie słynny Grisza (prof. Jastrzębski – ile teraz wspomnień napłynęło do głowy! Kto jest zainteresowany niech poszuka w internecie. Nie notki w wikipedii, bo nie oddaje ćwierci tego, jakim nauczycielem był Grisza, ale artykułów o Nim. Nowodworczycy zrozumieją to, co teraz napiszę: Salve Magister!). I dzisiaj po tylu latach nie wiem, czy to on wpoił mi zasadę „wasal mojego wasala jest moim wasalem”? Ale na pewno wszystko, co ma związek z historią kojarzy mi się właśnie z Griszą. Drabina Feudalna (wasal mojego wasala…) to średniowiecze, ale pomyślałam sobie maszerując o poranku, że świat byłby może trochę lepszy, gdyby obowiązywało dzisiaj coś co można by nazwać „drabiną rodzinną”.

Drabina rodzinna

Czy zasada, że „osoby, które kocha moje dziecko są kochane przeze mnie” jest w ogóle do zaakceptowania? Oczywiście słowo „kocham” jest mocno umowne. Pewnie bardziej do przyjęcia byłoby zdanie: osoby ważne dla mojego dziecka są ważne dla mnie.

Pracuję już naprawdę długo i mam możliwość obserwowania rywalizacji rodziców na co dzień. Nadal jednak wydaje mi się, że gdybyśmy sobie uświadomili ból, jaki jest zadawany przez rodzica dziecku tylko przez to, że nie szanuje lub wręcz krzywdzi drugiego rodzica to może udało by się powstrzymać chociaż część tych walk. Albo udałoby się przenieść te walki na ring, gdzie na widowni nie zasiadałyby dzieci? Dzieci nie powielają naszych uczuć i emocji. Owszem, świetnie je wyczuwają, ale mają swoje emocje – najczęściej miłość bezgraniczną i bezwarunkową do obojga rodziców. Mają marzenia o dobrze funkcjonującej rodzinie, w której panuje spokój i – to już moje słowa – wzajemny szacunek.

Zdaję sobie sprawę, że rozstanie jest trudne, często burzliwe. Mimo wszystko krzywdzenie się nawzajem, zwłaszcza przy dziecku, dla samego krzywdzenia tj. przede wszystkim ulżeniu swoim emocjom, wprowadza zamęt i nieszczęście w życie dziecka. Może warto to przemyśleć zanim wypowie się tę jakże przyjemną dla ucha i ducha kąśliwą uwagę pod adresem eks.

I wychodzi na to, że nordic walking nie jest tak bezpiecznym sportem, za jaki uchodzi :-).

 

27
kw.

WYRZUTY SUMIENIA – EMOCJE DO ZAGOSPODAROWANIA

Chyba jeszcze o tym nigdy nie napisałam wprost, bo to dla mnie całkowita oczywistość. Z tego powodu zresztą wielu prawników nie lubi spraw rodzinnych, a ja je „kocham”. Sprawy rodzinne są pełne emocji.

Dzisiaj rozmawiałam z panem, który na fali emocji podjął szereg niekorzystnych dla siebie decyzji. Jakie to uczucia? Przede wszystkim wyrzuty sumienia. Na tej fali Klienci „płyną” bez hamulców. A potem…

Zawsze później przychodzi czas otrzeźwienia. Moment, kiedy okazało się, że majątek został przekazany bez namysłu i przygotowania od strony prawnej. Kiedy okazuje się, że dżentelmeńskie umowy z drugą stroną nie są przestrzegane. Albo po prostu żal nieprzemyślanych decyzji. Tyle, że jest za późno

Adwokat

Wielu z nas zna się na wszystkim. Sami się leczymy, sami piszemy pisma procesowe, sami doktoryzujemy się w wielu dziedzinach. Dobre jest mieć ogólne pojęcie w sprawach, które nas dotyczą, ale dr google nie zastąpi wiedzy i doświadczenia. Czasem adwokat się naprawdę przydaje. Ostatecznie latami się uczymy, a potem stosujemy zdobytą wiedzę w praktyce. Co możemy zaoferować? Spojrzenie z boku pozbawione emocji. Ja w skrócie opisuję swoją rolę w takich sytuacjach jako: hamulcolwa. Nigdy nie mówię Klientom co mają robić, ale pokazuję inną perspektywę i przede wszystkim konsekwencje prawne planowanych decyzji. Jeżeli Klient mimo wszystko chce „odkupić swoje winy” (nie wiem skąd poczucie, że się da?) nie komentuję. Staram się jedynie, aby czynność prawna została dokonana z maksimum bezpieczeństwa dla mojego Klienta. Często da się to zrobić pod jednym warunkiem – Klient zgłosi się przed dokonaniem czynności. Jeżeli umowa jest już podpisana to rzadko udaje się cokolwiek zmienić. Choć nie mogę powiedzieć kategorycznie, że nigdy się to nie udaje.

Wracając do wyrzutów sumienia – warto zastanowić się przed podpisaniem jakiejkolwiek umowy, co z niej wynika dla obu stron. W wielu przypadkach mam okazję czytać w takich przypadkach umowy korzystne tylko dla jednej strony. Nie musi tak być. Zanim podejmiesz decyzję i podpiszesz umowę skonsultuj się z prawnikiem. Godzinna rozmowa może po prostu zaoszczędzić kłopotów na przyszłość.

Wyrzuty sumienia od drugiej strony

Jeżeli się jest po tej pokrzywdzonej stronie to warto pamiętać, że w miarę upływu czasu wyrzuty sumienia bledną. Jeżeli mamy korzystną ofertę, to w miarę upływu czasu będzie coraz mniej korzystna. Pewnie jest na to jakieś psychologiczne wytłumaczenie – ja piszę o tym, co niejednokrotnie obserwuję w sprawach. To taka okazja, którą albo wykorzystasz albo stracisz. Decyzja należy do Ciebie. Trudność polega na tym, że do kalkulacji wchodzą też inne aspekty np. długość i koszty trwania postępowania sądowego. Znów do znudzenia napiszę, że po tej stronie też przydaje się prawnik.

12
kw.

OZSS – KILKA UWAG

OZSS-y, czyli Opiniodawcze Zespoły Specjalistów Sądowych dobrej prasy nie mają. Można powiedzieć, że złą sławę odziedziczyły po Rodzinnych Ośrodkach Diagnostyczno-Konsultacyjnych (RODK – wpisy na ten temat można znaleźć tu). W internecie można przeczytać masę krytycznych opinii na temat działania OZSS. Przyznam, że oceniam OZSS odmiennie. Czytam opinie RODK i teraz OZSS od lat i – chociaż nie zawsze się zgadzam w 100% – uważam potrafią dość trafnie postawić diagnozę relacji rodzinnych i samych członków rodziny.

OZSS a Klient

Chyba wszyscy moi Klienci mają dużo obaw przed wizytą w OZSS. Nie ma się co dziwić, od tej opinii dużo zależy. Zawsze przed terminem badania OZSS spotykam się z Klientem i wyjaśniam na czym polega badanie, jak może wyglądać. Z moich obserwacji takie spotkanie pomaga Klientom podejść do badania z mniejszym lękiem i większym zrozumieniem celu i możliwości jakie daje badanie. Po samym badaniu w OZSS wszyscy oczekują wyników z ogromnym niepokojem. Zdarzyło mi się nawet, że jeden z Klientów domagał się ode mnie zaskarżenia przebiegu badania mimo, iż nawet nie znał wyników. W efekcie końcowym okazało się, że opinia była dla Klienta pozytywna, ale emocje robią swoje.

Dzieci w OZSS

Dzieci są badane w OZSS od wczesnego wieku dziecięcego, nawet dzieci kilkumiesięczne. Rodzice zawsze się denerwują. Bo dziecko będzie przeżywać, bo zobaczy ojca/mamę po bardzo długim czasie, bo powie coś nie tak, bo zostanie nauczony co mówić itd., itp. Nie mogę tu prezentować moich teorii na ten temat, bo ta jest zarezerwowana dla moich Klientów. Napiszę tylko, że dzieci zwykle sobie świetnie radzą w OZSS. Żyją tu i teraz i reagują na bieżąco na rozgrywające się wokół wydarzenia. Przykład? Dziecko, które miało po wielu latach zobaczyć tatę nie rozpoznało go i powiedziało, że myślało, że ten pan jest urzędnikiem. Wymowne?

Babiniec

Tak, większość specjalistów OZSS jest płci żeńskiej. Nie zwracałam na to uwagi (może dlatego, że też jestem kobietą), aż do dzisiaj. Mój Klient, który otrzymał niezwykle pozytywną opinię OZSS przyznał, że bardzo się bał, że w sprawie biorą udział same kobiety: sędzia, adwokaci (przepraszam, ale słowo adwokatka jeszcze mi nie przechodzi przez klawiaturę), no i panie z OZSS. I on sam – rodzynek płci męskiej. Opinia była dla niego miłym zaskoczeniem. Okazało się, że płeć nie ma wpływu na treść opinii.

Testy dla obcokrajowców

Zwykle strony i dzieci wypełniają w czasie badania testy. W przypadku, kiedy jeden z rodziców jest obcokrajowcem testy nie są elementem badań. Po prostu nie ma skalibrowanych testów dla obcokrajowców. Nie wystarczy przetłumaczyć test z jęz. polskiego na obcy. Oprócz bariery językowej jest też bariera kulturowa. Tej ostatniej nie można pokonać zwykłym tłumaczeniem. Dla równowagi zatem specjaliści zwykle w ogóle rezygnują z tej formy badań. Nie zauważyłam, żeby wyniki badań na tym ucierpiały.

Zarzuty do opinii

Strona ma prawo złożyć zarzuty do opinii. Zawsze sobie jednak warto zadać pytanie, czy warto? Szansa na zmianę opinii nie jest duża. Przecież dopiero co została wydana.  Zresztą dyskusja ze specjalistami, czy biegłymi zawsze jest trudna. To oni są fachowcami. Czasem kto pyta, ten się dopyta i niekorzystne dla Klienta opinie są w krakow@ukraincy.org pogłębiane i doprecyzowane. Nie mówię też, że należy rezygnować z zarzutów. Jak zwykle należy dopasować decyzję do swojej sprawy, ale warto pamiętać też o tej drugiej stronie medalu. Że może się zdarzyć, że specjaliści nie podzielą naszych zapatrywań. I wreszcie do sądu należy decyzja, czy zwróci się do specjalistów o opinię uzupełniającą. Jeżeli uzna, że zarzuty nie mają znaczenia dla postępowania, czy też zajdzie inna przesłanka do pominięcia dowodu to takiej opinii uzupełniającej po prostu nie będzie.

Moc wiążąca opinii

Opinia OZSS jest jednym z dowodów w sprawie. Sąd nie jest związany wnioskami opinii. Ma prawo wywieść inne wnioski. Dlatego mimo opinii OZSS można, a czasem należy konsekwentnie popierać swoje żądania. Warto jednak przeczytać opinię krytycznie i wyciągnąć z treści wnioski, które mogą pomóc rodzinie nie tylko doraźnie w postępowaniu, ale też w dalszym życiu. Rzadko mamy taki wgląd w psychikę swojego dziecka. Dziecko często nie powie rodzicom, co mu w duszy gra. Albo jest za małe, albo chroni rodziców przed przykrą prawdą, gdyż jest między młotem a kowadłem. Warto przeczytać opinię i zastanowić się, czy nie ma tam ziarna prawdy. Specjaliści OZSS nie są oczywiście nieomylni. Widzą rodzinę przez kilka godzin i potem wydają opinię. Nie należy jednak z tego powodu z marszu odrzucać obserwacji specjalistów. Spojrzenie na rodzinę z zewnątrz jest cenne. Skoro już musimy poddać się badaniom OZSS to warto z tego skorzystać.

17
mar

JAK WSPÓŁPRACOWAĆ Z ADWOKATEM

Dzisiejszy wpis to garść moich refleksji na temat współpracy Klienta z adwokatem w sposób harmonijny i z największym pożytkiem dla Klienta.

Współpraca

To może bzdurne, co napiszę, ale adwokat też ma życie prywatne. Co mnie skłoniło do tak „głębokiej” refleksji? Ostatnio zdarzyło mi się, że dostałam kilka wiadomości E-mail od Klienta. Zamierzeniem autora wiadomości było udzielenie mi dodatkowych informacji na temat świadków i ostatnich wydarzeń między Klientem a jego żoną. Problem w tym, że wiadomości zostały wysłane do mnie po g. 22.00 a rozprawa była o g. 8.30 dnia następnego. Przeczytałam wiadomości dopiero po rozprawie. Po prostu nie było innej możliwości. Adwokat też musi kiedyś odpocząć, a poranek przeznaczyć na przygotowanie się do wyjścia i dojazd na rozprawę. Gdyby rozprawa była później dnia następnego też mogłoby się zdarzyć, że maile musiałyby poczekać. Przecież nie czekamy z założonymi rękami na rozprawę Klienta. Mamy inne rozprawy, spotkania w kancelarii. I czasem po prostu nie ma kiedy przeczytać maili wysłanych niedawno przez Klienta.

Wysyłanie wiadomości, czy nowych dowodów „za pięć dwunasta” jest po prostu niebezpieczne dla Klienta. Jeżeli mam wyjazdową rozprawę to proszę mi wierzyć, że po kilku godzinach jazdy samochodem tam i z powrotem, po kilku godzinach napiętej uwagi na rozprawie nie jestem często w stanie otworzyć skrzynki mailowej wieczorem i zapoznać się z wiadomościami. Zwłaszcza, że po całym dniu nieotwierania poczty wieczorem potrafi być w skrzynce kilka dziesiątek wiadomości.

Nadmiar dowodów

Kolejny problem na styku adwokat – Klient to nadmiar dowodów. Ostatnio znajoma adwokat otrzymała ponad 500 plików do przeczytania i odsłuchania. Ok. Możemy to zrobić, ale nie można oczekiwać, że na drugi dzień powstanie pismo z wnioskami dowodowymi. Prawdę mówiąc przygotowanie wniosków dowodowych bez wstępnej selekcji dowodów dokonanej przez Klienta może przy takiej liczbie plików zająć nam kilka tygodni. Jeżeli adwokat wskazał w rozmowie z Klientem co go interesuje, co i jak powinno zostać udowodnione, to w interesie Klienta jest dokonanie wstępnej selekcji. Dalsza selekcja należy już do adwokata. Nadmiar dowodów powoduje znaczne spowolnienie prac i myślę, że jest to dość oczywiste i zrozumiałe.

Mniej znaczy więcej

Przedstawienie sądowi ogromu dowodów niestety niesie też za sobą ryzyko, że sąd nie będzie w stanie zapoznać się z zaoferowanymi materiałami w sposób oczekiwany przez stronę. Lepiej wybrać kilka znaczących dowodów, które będą w stanie przekonać sąd do przedstawionych twierdzeń, niż zarzucać sąd wieloma różnymi dowodami. Może z tego wyjść dla sędziego obraz niezgodny z tezą dowodową. Poddaję to pod rozwagę. Krótkie pismo z rozsądnie dobranymi dowodami może zdziałać więcej niż 20 stron tekstu z kilkucentymetrowym plikiem załączników.

Piszę o tym wszystkim nie, żeby się skarżyć, ale pokazać, że dobra współpraca między adwokatem i Klientem procentuje. Jeżeli adwokat napotyka na utrudnienia ze strony Klienta to też da radę. Będzie na pewno wolniej, a czasem – z powodu braku współpracy – części dowodów nie da się przedstawić.

Jeżeli zastanawiasz się w jakich godzinach pracuje adwokat możesz bezpiecznie założyć, że w takich jak Ty. Chyba, że pracujesz na nocną zmianę :-). Większość adwokatów w nocy śpi. Zakładając jednak, że pracujesz w zwykłych godzinach, proponowane uogólnienie jest rozsądne. W ten sposób w prosty sposób można założyć, czy adwokat ma szansę zapoznać się z przesłanymi materiałami i jak dużo czasu potrzebuje, żeby to zrobić.

5
sty

TO NIE ROZWÓD ROZBIJA RODZINY

Co rozbija rodzinę?

Przeczytałam dzisiaj wywiad z ekspertem Ordo Iuris na temat ograniczenia liczby rozwodów. Wysiłki w tym kierunku nie ustają… Rozwód – samo zło… Patrzę na to z boku i zastanawiam się dlaczego jesteśmy traktowani jak idioci? Z jakiegoś powodu niektórzy uważają, że są mądrzejsi od tych, którzy podjęli decyzję o formalnym zakończeniu małżeństwa. Podkreślam „formalnym„. To nie rozwód rozbija rodziny.

Brak zwrotu połowy opłaty sądowej? I tak trzeba wyłożyć na starcie 600 zł. Nie zwrócą? Trudno. Nawet, gdyby kosztował 2.000 zł to nie powstrzyma to spraw rozwodowych. A zwłaszcza nie spowoduje powrotu do małżeństwa. Kolejne kłody pod nogi? A czemu nie? Tyle, że życie w rodzinie, która się nie kocha jest NIEZNOŚNE.

Po głębokim namyśle

Poza kilkoma wyjątkami nie przypominam sobie, żeby moi Klienci podjęli decyzję o rozwodzie bez głębokiego namysłu. Z wątpliwościami i lękiem. Tak, lękiem o przyszłość, o zmiany, o nieznane. Dlaczego ktoś uważa, że kilka przeszkód na drodze do lepszej jakości życia zniechęci nieszczęśliwych ludzi do dokonania zmian w ich życiu? Czemu ktoś uważa, że uczucie, które odnalazło się poza małżeństwem będzie niewarte wysiłków i kosztów? Skąd pomysł, że można stłumić pociąg seksualny i tak sobie nadal żyć w rodzinie, która szczęścia nie daje? Fakt, można prowadzić podwójne życie, a małżeństwo nadal trwa. To też jakieś rozwiązanie, ale – uwaga – działa do czasu. Nie znam wiele osób, które świadomie godzą się na trójkąt.

Żeby nie było wątpliwości, zauważam, że po tych szukających szczęścia ktoś pozostaje bez poczucia szczęścia. Dostrzegam dzieci, które kochają oboje rodziców i chcą, aby rodzina była pełna i szczęśliwa. Tylko, nie zawsze jest to możliwe i warto zadać sobie pytanie, czy dzieciom służy życie w dysfunkcyjnej rodzinie? Czy takie dzieci są szczęśliwe? Czego mogą się nauczyć od rodziców, którzy się nienawidzą, kłócą, albo co gorsza stosują przemoc w obecności dzieci, albo wobec dzieci? Jakie wzorce rodziny wyniosą te dzieci na przyszłość?

Zdaniem rzeczonego eksperta nawet państwo komunistyczne dostrzegało rolę rodziny i wprowadziło posiedzenia pojednawcze. Nie wspomina tylko, jak wyglądały te posiedzenia. I jak był skutreczne? Pisałam już o tym na blogu, więc tu krótko – to było 5 minut formalności. Po zmianach – jeżeli wejdą w życie – to też będzie formalność. O planowanych zmianach pisałam tu.

A może od innej strony?

Rozwód nie jest przyczyną wszelkiego zła. To konsekwencja rozpadu rodziny. Niech Ci, którzy krzyczą o trwałości rodziny (nie chcę wchodzić w kwestie świętości rodziny) zastanowią się, jaką pomoc może aktualnie uzyskać rodzina w kryzysie. Jaką pomoc oferuje Państwo w tym zakresie? Według mnie żadną, albo – jeżeli już – niewystarczającą. A może zastanowić się nad pomocą tym dzieciom, których rodzice się rozwiedli, albo po prostu rozstali? Może zainwestować w edukację, że rodzice po rozwodzie powinni ze sobą współpracować, a nie walczyć?

Trochę przeze mnie przemawia gorycz, ale chciałabym, żeby ktoś zaczął rozmawiać nie o ograniczaniu liczby rozwodów, ale realnej pomocy rodzinie. Pomocy psychologicznej, pomocy w codziennym życiu, pomocy w aktywizowaniu zawodowym rodziców (a nie zniechęcaniu do pracy przez kolejne świadczenia nie rozwiązujące problemów, a wręcz generujących nowe). Wtedy może przy okazji liczba rozwodów spadnie.

Na razie informacja o możliwych ograniczeniach zmobilizowały tych czekających do szybszego złożenia pozwu. To też jakiś efekt, choć chyba niezamierzony.

A tak dla pokazania drugiej strony medalu taki wpis na blogu, który dzisiaj przypadkowo znalazłam. Bardzo na temat: https://mamwatpliwosc.pl/dziecko-podziekuje-ci-ze-sie-rozwodzisz/

 

22
lis

ROZWÓD – ALARM!

W ostatnich dniach czytamy w mediach alarmujące wiadomości dotyczące zmian w sprawach rozwodowych. Ma być drożej i dłużej!!! Nie lubię opierać się na doniesieniach prasowych, więc poszperałam w internecie w poszukiwaniu samego projektu.

Projekt znajdziesz tu:

projekt zmiany kro

To popatrzmy co i jak ma się (teoretycznie – bo to nadal tylko projekt) zmienić?

Czy będzie drożej? Tak, ale dotyczy to wyłącznie rozwodów bez orzekania o winie. Aktualnie w razie orzeczenia rozwodu bez orzekania o winie sąd zwraca połowę opłaty sądowej tj. 300 zł. Od wejścia w życie zmiany (6 miesięcy od daty opublikowania w Dzienniku Ustaw, a więc droga daleka) zwracać nie będzie.

Czy będzie dłużej? Będzie, ale biorąc pod uwagę aktualne tempo pracy sądów  (coraz dłuższe, niestety) nie podejrzewam, żeby to była aż tak znaczna zmiana. Miesiąc w te, dwa miesiące w tamte… I tak trzeba nastawić się na długi dystans.

Rodzinne postępowanie informacyjne

Projekt wprowadza obowiązkowe dodatkowe postępowanie poprzedzające wniesienie pozwu rozwodowego (lub o separację) do sądu tj. rodzinne postępowanie informacyjne. Nie wchodząc w szczegóły to osobny wniosek do sądu obowiązkowy dla małżonków – rodziców małoletnich dzieci.

Chyba, że mamy do czynienia z przemocą w rodzinie. Postępowanie ma być zwolnione od kosztów sądowych.

Po wniesieniu wniosku (razem lub osobno) sąd wzywa strony na spotkanie informacyjne plus doręcza informacje o indywidualnych i społecznych skutkach rozpadu małżeństwa. Wzór „informacji” przygotuje Minister Sprawiedliwości i obawiam się, że będzie to kolejny druk na kilka stron, na którym nikt oka nie zawiesi.

Co ciekawe Minister Sprawiedliwości ma też określić rozporządzeniem „podstawowe elementy ugody uwzględniając możliwość jej wykonania w sposób zgodny z dobrem dziecka oraz możliwość zrozumienia treści ugody również przez osoby niekorzystające z pomocy pełnomocnika”.

Z wypiekami na twarzy czekam na te wytyczne – jakby co to odszczekam, ale moim zdaniem wystarczy pozwolić mediatorom wykonywać dobrze ich pracę. Przekonanie, że wszystko musi być ustalone odgórnie jest moim zdaniem błędne, ale to rzecz gustu.

ROZWÓD - ALARM!Za to – i to zmiana na plus – równocześnie z wyznaczeniem terminu spotkania sąd ma wyznaczyć mediatora. Teraz dzieje się to na raty, zatem zajmuje więcej czasu. Postępowanie mediacyjne ma trwać miesiąc (teraz do 3 miesięcy) z możliwością przedłużenia. Znów teoretycznie powinno być szybciej.

Co ciekawe, spotkanie informacyjne może prowadzić sędzia, referendarz sądowy, asystent sędziego, urzędnik sądowy lub stały mediator. Poza sędzią i mediatorem pomysł wydaje się nieco ekstrawagancki. Za mediację ma płacić Skarb Państwa i jest to z punktu widzenia strony zmiana na plus.

Postępowanie kończy się umorzeniem i ten dokument o umorzeniu postępowania należy dołączyć obowiązkowo do pozwu rozwodowego. Bez tego małżonkowie – rodzice małoletnich dzieci nie zaczną skutecznie procedury rozwodowej.

Są gorsze problemy niż 300 zł więcej

W toku rodzinnego postępowania informacyjnego nie będzie można złożyć wniosku o zabezpieczenie. Bez rodzinnego postępowania informacyjnego nie będzie można złożyć pozwu o rozwód lub separację.

Co to oznacza dla strony? A to, że w razie potrzeby zabezpieczenia będzie musiała wytoczyć osobne powództwo przed Sądem Rejonowym. Bardzo mi przykro, ale oznacza to dodatkowe koszty dla strony.

Przeczytałam w doniesieniach prasowych, że Skarb Państwa ma zaoszczędzić na zatrzymaniu tych 300 zł od pozwu rozwodowego. Pewnie tak, tylko pytanie ile zapłaci za dodatkowe, niepotrzebne postępowania wszczęte po to tylko, żeby uzyskać zabezpieczenie powództwa przed rozpoczęciem sprawy rozwodowej? Myślę, że koszty Skarbu Państwa będą przewyższały oszczędności i to znacznie.

Zabezpieczenia roszczenia ciąg dalszy – i tu się martw

Bardzo mi przykro, ale projekt wprowadza zmiany, które ograniczają prawo do sądu rodziców dzieci.

Po pierwsze – wniosek o zabezpieczenie można będzie złożyć w ciągu miesiąca od złożenia pisma wszczynającego postępowania lub powstania przyczyn złożenia wniosku. Wnioski spóźnione sąd odrzuci, chyba, że miałoby spowodować „bezpośrednie zagrożenie dobra małoletniego”.

Po drugie zmiana zabezpieczenia w toku postępowania rodzinnego będzie mocno ograniczona. Jedynym uzasadnieniem zmiany może być „bezpośrednie zagrożenie dobra małoletniego”.

Jeżeli sąd uzna, że takiego „bezpośredniego zagrożenia dobra małoletniego” nie ma to odrzuci wniosek o zmianę, na co nie będzie przysługiwało zażalenie. Smutne to po prostu i należy mieć tylko nadzieję, że zmiany nie przejdą w sejmie.

Prawdą jest, że ograniczenie możliwości składania wniosków o zabezpieczenie lub zmianę zabezpieczenia wpłynie pozytywnie na tempo postępowania. Nikt sądowi głowy nie będzie zawracał, ale mam wątpliwości, czy po drodze nie gubimy innych wartości. Rodzi mi się też w głowie niewygodne pytanie, czy nie ma innych sposobów na usprawnienie wymiaru sprawiedliwości…

***

Po przeczytaniu: „ROZWÓD – ALARM!”, zapraszam również do lektury:

Photo by Markus Spiske on Unsplash

18
paź

ALIENACJA RODZICIELSKA

Kampania społeczna przeciw alienacji rodzicielskiej

Staram się czytać komentarze pod wpisami czy na blogu, na FB, czy Instagramie. Przyznam, że często zdarza mi się czytać komentarze dużo po czasie ich zamieszczenia.

Codzienne życie: praca i dom pochłania tyle czasu, że nie nadążam z bieżącym czytaniem. Zdarza się, że komentujący podrzucają linki do innych stron albo do filmów.

Dzisiaj dotarłam do kampanii społecznej Fundacji Kocham Cię Tato. Ze strony wiem, ze kampania ruszyła 1 czerwca, więc mam lekkie opóźnienie.

Piszę o alienacji rodzicielskiej, bo uważam, że należy upowszechniać problem, który jest udziałem wielu rodziców, a w Polsce – w przewadze dotyczy ojców. Moja ocena nie jest oparta o badania, a obserwacje z praktyki adwokackiej.

Brak egzekucji

Dzieci zwykle mieszkają z mamami, a ojcowie – w razie problemów ze strony matki – mają duże trudności w uzyskaniu kontaktu z dzieckiem. Wrogiem nie jest samo prawo, a ogromna przewlekłość postępowań rodzinnych i absolutny brak realnych środków egzekucji orzeczeń.

W cywilizowanym kraju, za jaki się uważamy, to po prostu wstyd i powód do szukania pilnych rozwiązań. Z przykrością muszę stwierdzić, że nie zauważam żadnej woli do wprowadzania zmian w tym zakresie… Problem trwa lata, a na horyzoncie pustka.

Kampania społeczna

Temat alienacji rodzicielskiej (podobno termin nie używany w psychologii w Polsce – będę wdzięczna za komentarz osoby lepiej ode mnie zorientowanej) jest mi bardzo bliski.

Bardzo często reprezentuję ojców w postępowaniach przed sądami rodzinnymi. Dzielę z nimi frustracje i nadzieje. Przeżywam radości i smutki. Niestety frustracji i smutku jest więcej niż radości i nadziei…

Gniewasz się, że kocham tatę?

Dzisiaj obejrzałam film z kampanii Fundacji Kocham Cię Tato i przyznam, że ujął mnie za serce.

Obejrzyj proszę – zapewniam, że jest bardzo prawdziwy w warstwie emocjonalnej. Jeżeli sytuacja może dotyczyć Twojego dziecka – zastanów się. Dziecko ma dwoje rodziców i ma prawo kochać i mamę i tatę. Ma też prawo do relacji z obojgiem rodziców.

Mam świadomość, że nie jest to łatwe, ale skoro są rodzice, którzy potrafią ścierpieć relacje dziecka z tym niekochanym byłym partnerem to znaczy, że jest to do zrobienia. Znam takich rodziców.

***

Po przeczytaniu: „Alienacja rodzicielska”, zapraszam również do lektury:

4
paź

PODPISZĘ CI PAPIERY ROZWODOWE

KRÓTKIE WYJAŚNIENIE

Dawno mnie tu nie było 🙂 Dzisiaj jestem pierwszy dzień po urlopie i od razu wskoczyłam na bloga.

Uchylę rąbka prywatności i przyznam się, że bardzo lubię czytać książki. Staram się czytać literaturę wartościową, ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie zdarza mi się przeczytać coś lekkiego, miłego i przyjemnego.

Takie jest przynajmniej założenie, ale… Nie napiszę, co ostatnio czytałam, bo ani nie chcę robić reklamy, ani antyreklamy…

Dość powiedzieć, że złość mnie ogarnęła taka, że aż piszę ten wpis 🙂 o podpisywaniu papierów rozwodowych.

NIESZCZĘSNE PAPIERY ROZWODOWE

W książce, którą czytałam autorka martwiła się ustami swojej bohaterki, czy mąż „podpisze papiery rozwodowe„?

Nie wiem, jak Ty, ale ja miałam zawsze skojarzenie takie, że podpisanie papierów rozwodowych to podpis złożony na pozwie rozwodowym i warunek uzyskania orzeczenia rozwiązującego małżeństwa. Nadaje się temu taką moc, jakby bez tego rozwód nie był możliwy.

PODPISZĘ CI PAPIERY ROZWODOWEW istocie rzeczy to co podpisuje pozwany/pozwana to poświadczenie odbioru odpisu pozwu.

Jeżeli takiego potwierdzenia sąd nie otrzyma od strony pozwanej to wdrożone zostają inne metody doręczenia a ostatecznie przewidziane prawem rozwiązania takiej sytuacji.

Strona pozwana nie podpisuje pozwu (papierów rozwodowych).

Drugi mit, jaki wyczytałam w książce to powiązanie orzeczenia o winie z podziałem majątku. To dość powszechne, że ludziom wydaje się, że uzyskanie orzeczenia o wyłącznej winie powoduje podział majątku na korzyć osoby niewinnej.

Nic bardziej mylnego. Wina nie wpływa na sposób podziału majątku. Bardzo mi przykro 😉

ROZCZAROWANIE

Skąd ta moja irytacja przeczytaną lekturą? Oczekiwałabym odpowiedzialności po stronie autorów za pewną edukację odbiorców, a przynajmniej – jeżeli już nie edukację – to nie wprowadzanie w błąd.

Skoro już coś upubliczniamy to niech to będzie rzetelne, choćby na najbardziej podstawowym poziomie.

Mam świadomość, że procedura cywilna nie jest aż tak pasjonująca i nie wygląda zbyt atrakcyjnie w książce, czy filmie.

Wiem, że to wiedza niszowa, ale nie mogę z czystym sercem wysoko ocenić filmu Dług (skądinąd dobrego), bo przekazanie własności nieruchomości nie mogło się odbyć na budowie na kartce papieru spisanej na kolanie.

Doceniam natomiast Wesele Smarzowskiego za postać notariusza obecnego na tytułowym weselu. Faktycznie notariusz może sporządzić akt notarialny poza biurem notarialnym. Da się? Da się, ale wymaga uwagi i pracy po stronie autora.

***

Po przeczytaniu: „Podpiszę ci papiery rozwodowe”, zapraszam również do lektury:

Photo by Romain Dancre on Unsplash

15
lip

POMINIĘCIE PRZESŁUCHANIA JEDNEJ ZE STRON

Przesłuchanie stron to obowiązkowy dowód w sprawie rozwodowej. Tak jest co do zasady.

Ale… Jak zwykle w życiu – jest wyjątek. Pomyślałam, że napiszę o tym wyjątku, gdyż dzisiaj udało się dzięki temu zakończyć sprawę rozwodową trwająca 3 lata.

Kombinowanie nie popłaca

Dożyłyśmy z Klientką rozprawy przeznaczonej na przesłuchanie stron, ale nasz przeciwnik nie stawił się na rozprawę, mimo wezwania do osobistego stawiennictwa.

Nie powiem, że się zdziwiłyśmy… To nie pierwsze postępowanie między stronami i pan zaprezentował już duży talent w przewlekaniu spraw sądowych. Dzisiaj nie mógł się stawić z powodów rodzinnych.

Jeden problem – sędzia nie usprawiedliwiła nieobecności. Sposobem na skuteczne usprawiedliwienie nieobecności jest zaświadczenie lekarza sądowego. Kropka. Inne powody nie wchodzą w grę.

Jeżeli strona nie stawia się mimo braku takiego zaświadczenia – ryzykuje, że sąd będzie kontynuował sprawę mimo wszystko. Czy warto ryzykować? Moim zdaniem nie, ale każdy jest kowalem swojego losu…

Wniosek o pominięcie przesłuchania

Wobec nieusprawiedliwionej nieobecności pozwanego złożyłam wniosek o pominięcie przesłuchania jednej strony.

Można? Można. Zaraz napiszę dlaczego. Ważne, że sąd uwzględnił mój wniosek, przesłuchał powódkę i zamknął rozprawę.

Jakim cudem można pominąć przesłuchanie strony?

Zasada jest taka, że w każdej sprawie o rozwód lub o separację sąd zarządza przeprowadzenie dowodu z przesłuchania stron. Ale art. 432 k.p.c., z którego wynika potrzeba przesłuchania stron w sprawie rozwodowej odwołuje się jeszcze do art. 302 § 1 k.p.c.

Przepis ten natomiast przewiduje możliwość przesłuchania jednej tylko strony, jeżeli z przyczyn natury faktycznej lub prawnej nie można przesłuchać obu stron.

Kiedy stosować?

Przyznam, że do dzisiaj wnioskowałam o pominięcie przesłuchania jednej ze stron w przypadku rozwodów zgodnych.

Jeżeli jedna ze stron miała trudności z dojazdem na rozprawę (np. mieszkała za granicą) to dla oszczędzenia czasu i kosztów taki wniosek był jak najbardziej celowy.

Działało. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby pominąć przesłuchanie strony, jeżeli strona stara się przedłużyć postępowanie i bez usprawiedliwienia nie stawia się w sądzie.

Dzisiejsza rozprawa pokazała, że jest to skuteczny środek na zakończenie postępowania. Sąd nie może zmusić strony do obecności na rozprawie. Jeżeli ktoś kombinuje, to może stać się ofiarą własnych kombinacji. Uważam, że to jest jak najbardziej w porządku.

***

Po przeczytaniu: „Pominięcie przesłuchania jednej ze stron”, zapraszam również do lektury:

5
lip

WALCZYĆ DO KOŃCA

Ja naprawdę wierzę, że należy walczyć do końca. Często mówię Klientom, że jestem niepoprawną optymistką i próbuję tak długo aż nie oberwę po głowie.

Dziś historia – dowód na zasadność twierdzenia” walcz do końca”

Tak się zaczęło

Sprawę zaczęliśmy w marcu 2017 r. Mój Klient – młody ojciec: zaangażowany, opiekujący się dzieckiem w świetnie funkcjonującej opiece naprzemiennej (uzgodnionej z matką dziecka), zorientowany w potrzebach dziecka.

Przeciwniczka – młoda matka, która znalazła innego życiowego partnera. Pierwszy problem? Matka chce się wyprowadzić z dzieckiem poza Kraków. Próba zapobieżenia samowolce matki – całkowicie nieudana.

Sąd oddalił nasz wniosek o zabezpieczenie i zaapelował (serio) do matki, żeby się nie wyprowadzała. Efekt? Chyba tydzień nie minął jak dziecko zamieszkało w innym mieście.

Niestety niczego innego się nie spodziewałam po „perswazji” sędzi… (a wystarczyło wydać postanowienie). Opieka naprzemienna siłą rzeczy przestała funkcjonować.

Kontakty

Oczywiście sąd zasądził kontakty i oczywiście ojciec realizował kontakty. Nie bez przeszkód i kłód rzucanych pod nogi przez matkę.

Zaskoczenie – Klient wynajął mieszkanie w mieście niedalekim od aktualnego miejsca zamieszkania dziecka. Dzięki temu stworzył warunki do wykonywania opieki naprzemiennej.

Prawda jest taka, że nigdy nie udało się nam powrócić do opieki naprzemiennej. Prawda jest taka, że udało się nam wywalczyć szerokie kontakty – co drugi tydzień od wtorku do niedzieli.

Skracając przydługą, bo trwającą ponad 3 lata historię rozwodu muszę napisać, że to była trudna walka. Wymagała dużo hartu ducha i zaangażowania od mojego Klienta. Ale dała przyzwoity efekt.

Tylko przyzwoity, bo nie udało się powrócić do równoważnej opieki (choć do zbliżonej już tak). Ale za to udało się zachować pełną władzę rodzicielską. Mimo konfliktów wywoływanych przez matkę, żeby pokazać jak to rodzice nie są w stanie się dogadać.

Strategia

Przyznam, że to słowo, którego szczerze nienawidzę. Użyłam go celowo bo w jakiś trudny dla mnie do zrozumienia sposób rozpala emocje Klientów.

Dyżurne pytanie: jaką Pani ma strategię? Moja strategia jest niezmiernie prosta. Proszę o wybaczenie, ale nie podzielę się nią na blogu :-).

Przejdę do kwestii kluczowej – w tej konkretnej sprawie mój Klient był niezmiernie zdyscyplinowany i fantastycznie współpracował.

Dzięki temu doszliśmy do mety w całkiem niezłej kondycji.

***

Po przeczytaniu: „WALCZYĆ DO KOŃCA”, zapraszam również do lektury: