23
Lis

KOMUNIKACJA – NIC TAK NIE PLAMI JAK ATRAMENT

Komunikacja między stronami w okresie okołorozwodowym

W mojej pracy czytam setki korespondencji między małżonkami, rodzicami dzieci. Przyznam, że niektóre są budujące, ale wiele wywołuje zaskoczenie, czy też zażenowanie. Zaskoczenie nie tylko treścią wiadomości (czasem trudno uwierzyć, w jaki sposób ludzie się komunikują, jakie obelgi potrafią wymyślić…), ale po prostu bezmyślnością autorów. Często muszę też odsłuchiwać nagrań rozmów, albo odczytywać transkrypcje takich nagrań… I tu spostrzeżenia są podobne.

O co chodzi z tym atramentem?

Tytuł wpisu “trąci myszką” – pochodzi z książki Tadeusza Dołęgi-Mostowicza – ale wymowa jest aktualna do dzisiaj. W czasach, w których technika ma prawie nieograniczone możliwości nietrudno chyba pamiętać, że wszystko co napiszemy, czy powiemy może być wykorzystane w sądzie. Jak na filmie amerykańskim – wszystko co powiesz, może być wykorzystane przeciwko tobie. Zrzuty z ekranu, filmy, ślady GPS, śledzenie konwersacji osób x i y w czasie rzeczywistym. Pewnie nawet brakuje mi wyobraźni (bo wiedzy na pewno), jakie jeszcze możliwości oferuje nam technika.

Trudności dowodowe

Jakiś czas temu przygotowywałam pismo do sądu i starałam się wybrać z przesłanych mi dowodów coś, co nie będzie równocześnie obciążało mojego Klienta, czy też przedstawiało Klienta w złym świetle. Nie było łatwo. Epitety kierowane do drugiej strony nie robią dobrego wrażenia. Tu przynajmniej miałam wpływ na to, co trafi na stół sędziowski. Gorzej, jak dowody przedstawi druga strona, żeby tymi epitetami coś udowodnić. Na to już nie mam wpływu, a przecież druga strona ma taki sam dostęp do tego, co mój Klient.

Krótka radość

Mogę po ludzku zrozumieć, że takie wyrzucenie z siebie emocji daje tymczasową, ale często krótkotrwałą satysfakcję i ulgę. Jeżeli druga strona wykorzysta ten moment zadowolenia, czy też słabości (jak zwał, tak zwał) przed sądem, to straty mogą być trudne do odrobienia. Nie jest to niemożliwe, ale po co sobie utrudniać życie? Po co pogarszać pozycję procesową? Jeżeli jesteśmy w sporze z drugą stroną i potraktujemy sprawę rozwodową jak wojnę, to warto podejść do problemu strategicznie i nie oddawać pola tam, gdzie nie potrzeba.

Prowokacje

Ok, rozumiem, że ktoś został sprowokowany i co mam z tym fantem zrobić przed sądem? A to coś tłumaczy? Na pewno źle świadczy o tym, kto dał się sprowokować. Nic na to nie poradzę. Nawet jeżeli “odpowiedzialność” rozmyje się na dwie osoby: i na prowokującego i na prowokowanego to jak mnie to ma pocieszyć, skoro jednak obciąża mojego Klienta?

Można bezpieczniej

Moja rada na komunikację w czasie wojny? Krótko, zwięźle i na temat. Nie musicie się lubić, ale możecie się potraktować, jak obcy ludzie. To i tak lepsze niż zażyłość dawniej bliskich, a teraz wrogo nastawionych do siebie osób. Obcym nikt by nie napisał tak szczerze i do bólu, co o nich myśli. Skoro chcecie się rozwieść, skoro jesteście właściwie sobie obcy, to komunikacja na tym “obcym” poziomie nie powinna być aż tak trudna. Warto spróbować zanim ten “piękny”, ale jednak alternatywny i nieprzynoszący chwały język polski trafi na salę sądową.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 12 294 51 05e-mail: swaczyna@kancelariaswaczyna.pl

16
Lis

ROZPRAWA ROZWODOWA ONLINE

Rozprawa za oceanem

Uczestniczyłam dzisiaj w rozprawie online prowadzonej w USA (w charakterze “eksperta”). Wprawdzie ostatecznie ust nie otworzyłam (sędzia nie był zainteresowany wysłuchaniem informacji o prawie polskim), to jednak mogłam obserwować przebieg rozprawy online w innym kraju. To ciekawe doświadczenie, ale strona techniczna nie odbiegała od polskich rozpraw online .

Przyznam, że to nie pierwsza rozprawa online w jakiej brałam udział (o mojej pierwszej rozprawie online możesz przeczytać tu). Uczestniczyłam już w kilkunastu rozprawach online: dotyczących uprowadzenia rodzicielskiego, ale też w sprawach krajowych: rozwodach i sprawach rodzinnych. Nadal uważam, że to bardzo dobre rozwiązanie na czas pandemii, ale nie tylko.

Zalety rozpraw online

Obecnie nie ma tygodnia, żeby jakaś rozprawa, na którą czekam z Klientem miesiącami nie została odroczona z powodu choroby. Niedawno moja choroba była powodem odroczenia kilku rozpraw, w tym tygodniu – choroba sędziego. Chorują i pełnomocnicy i strony i pracownicy sądów. Zagrożenie epidemiologiczne nadal jest wysokie. Niewątpliwie rozprawy online są bezpieczniejsze dla zdrowia dla wszystkich zainteresowanych (stron, sędziów, pełnomocników, ale też ławników – zwykle jednak osób z grupy wyższego ryzyka). W sprawach, w których sędziowie zgodzili się na rozprawę online mogłam pracować z domu, bez ryzyka, że kogoś zarażę covidem (tak, mam to już za sobą i chwilę odporności przed sobą).

Nie uważam, że na czas po pandemii rozprawa online powinna zastąpić rozprawę na żywo, ale… nie powinniśmy zapominać o takiej możliwości.  Jeżeli strona ma jechać do sądu z innego, odległego od sądu miasta to dlaczego nie skorzystać z możliwości rozprawy online? Słuchanie świadków w drodze pomocy prawnej? Konstruowanie listy pytań do świadka zamiast połączenie online ze świadkiem i przesłuchanie w obecności wszystkich zainteresowanych stron i pełnomocników? Dlaczego? Rozprawa online to wg mnie idealne rozwiązanie na usprawnienie wymiaru sprawiedliwości i obniżenie kosztów postępowania dla stron. Jeżeli ktoś życzy sobie, żebym go reprezentowała w Szczecinie (zdarzyło mi się) to musi liczyć się z kosztami dojazdu, noclegu itp. Przy rozprawie online te koszty odpadają. A ile razy zdarzyło mi się jechać na rozprawę na drugi koniec Polski, żeby dowiedzieć się na miejscu, że rozprawa spadła?

Wady

Przyznam, że większych wad nie widzę. W pewien sposób ograniczona jest interpretacja mowy ciała (widzimy odciętą sylwetkę), co stanowi pewne ograniczenie. Mimo wszystko widzę więcej zalet niż wad.

Jakie widzę ograniczenia?

Problemy widzę dwa – niejako równoległe. Kwestia prozaiczna to możliwości techniczne. Nie znam się na tym, ale z jednego z sądów dostałam informację, że musimy poczekać dłużej na rozprawę, bo sala z możliwościami technicznymi do przeprowadzenia takiej rozprawy będzie dopiero wtedy wolna. Rozumiem z tego, że nie każda sala rozpraw daje możliwości techniczne do przeprowadzenia rozprawy online. Nie zależy to ani ode mnie, ani od sędziów, więc warto by zwrócić oczy wyżej z nadzieją na doposażenie techniczne sal sądowych :-).

Drugi problem to podejście sędziów. Po ludzku mogę zrozumieć, ale z drugiej strony? Czego się obawiać, skoro sędzia ma do pomocy informatyka sądowego? Wszystko jest podane na tacy (system obsługuje – o ile się orientuję – protokolant). Z moich obserwacji wynika, że niektórzy sędziowie, którzy odważyli się na rozprawę online wyznaczają rozprawy w innych sprawach także online. Da się? Trzeba się po prostu przełamać. Ostatnio udało mi się uzyskać akceptację rozprawy online w Sądzie Okręgowym w Tarnowie. Najpierw zostałam poinformowana, że nigdy tak nie przeprowadzali rozpraw, ale się nie przestraszyli :-). Rozprawa odbyła się sprawnie i co ważne – tydzień po odroczeniu rozprawy z powodu choroby pełnomocnika i konieczności kwarantanny.

Uwaga praktyczna

Z jednej z ostatnich rozpraw rozwodowych online mam następującą refleksję. Jeżeli pełnomocnik jest online to Klient też powinien być online. W drugą stronę (tj. Klient jest online, a pełnomocnik jest w sądzie) – niekoniecznie. Wydaje mi się jednak, że samotna wizyta Klienta w sądzie jest po prostu stresująca. Nie można w sytuacji rozprawy online dodać Klientowi otuchy, jeżeli jest sam w sądzie bez pełnomocnika. Z punktu widzenia prawnika nie ma specjalnej różnicy w wykonywaniu obowiązków, ale nasza rola nie ogranicza się wyłącznie do procesu.

Życzę nam wszystkim, żeby po pandemii rozprawy online nie odeszły do lamusa, ale były rozsądnie wykorzystywane.

Czego mi jeszcze w sądzie brak?

Skoro zdarzają się już rozprawy online to może jeszcze jakiś system komunikacji z sądem? Aktualnie mamy monopol Poczty Polskiej. Nie ma innej drogi wniesienia pisma zgodnej z kodeksem postępowania cywilnego (tych smutnych pudełek ustawionych przed sądami, bez możliwości uzyskania potwierdzenia złożenia pisma w ogóle nie biorę pod uwagę). Oznacza to, że w czasie kwarantanny, czy też izolacji nie ma możliwości wysłania pisma do sądu. Wprawdzie sądy przyjmują maile, ale nigdy nie ma gwarancji, że pismo zostanie uwzględnione. Niezależnie od tego konieczność codziennej wizyty na poczcie nie może uskrzydlać. Z mojego punktu widzenia usprawniłoby to pracę adwokata. Mam świadomość, że ta koncepcja ma wielu wrogów, ale dzielę się tu moimi przemyśleniami i zachęcam do dyskusji.

Kolejne marzenie – elektroniczne akta. Aktualnie w portalu sądu mogę widzieć jedynie pisma, które wyszły z sądu. Chciałabym też widzieć pisma, które wchodzą do sądu. Zakładam, że pracownicy sekretariatów czytający te moje przemyślenia spluwają przez lewe ramię, ale przy szybkim sprzęcie (marzenie…) per saldo mogłoby to jednak usprawnić pracę sekretariatów.

Ha! Rozmarzyłam się, ale kto wie? Skoro są już rozprawy online ;-)?

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 12 294 51 05e-mail: swaczyna@kancelariaswaczyna.pl

23
Wrz

OJCOSTWO NA CZAS OKREŚLONY

Ojcostwo

Ojcostwo w sprawach rodzinnych to temat, który mnie gniecie od dawna. Dzisiejszy wpis nie będzie długi – mam bardzo dużo pracy w ostatnim czasie.

Muszę też zastrzec na wstępie, że dostrzegam wyjątki od reguły – złe matki i złych ojców, piszę jednak o przeciętnej, a nie o patologii.

Co mnie skłoniło do pisania o ojcostwie dzisiaj?

Jak zwykle jechałam do pracy na rowerze i minęłam co najmniej 4 ojców odprowadzających dzieci do szkoły, czy przedszkola: jeden jechał z dzieckiem na rowerze (maluch dzielnie pedałował), drugi – szedł za synem pędzącym na hulajnodze, trzeci szedł za biegnącą uśmiechniętą dziewczynką, a czwarty po prostu szedł z dzieckiem.

Pisałam też już chyba kiedyś na blogu, że wracając do domu przejeżdżam przez plac zabaw. Tam bardzo często widzę ojców (matki oczywiście też 🙂 ) z małymi dziećmi.

Zastanawiam się i nie do końca potrafię to zrozumieć..

Wychodzi na to, że w czasie trwania związku (przecież niekoniecznie musi to być małżeństwo) ojcowie są traktowani po partnersku. Mają wszelkie kwalifikacje, żeby opiekować się dzieckiem. Matki z pełnym zaufaniem powierzają ojcom opiekę nad dziećmi.

Przy okazji rozstania/rozwodu włącza się jakiś atawizm: dziecko ma być z matką, a ojciec musi udowodnić, że potrafi się samodzielnie zając swoim własnym dzieckiem.

Dlaczego?

Prowadzę sprawę, w której matka nie miała problemów zostawiać ojcu pod opieką chore dziecko. Teraz – jeszcze nie mamy sądowego zabezpieczenia kontaktów – ma wydzielane kontakty (oczywiście rzadsze niż by chciał) pod nadzorem matki. W innej sprawie – to samo.

Grzech mojego Klienta polega na tym, że kiedyś krzyknął, może nie najładniej, na dziecko w momencie stresu. Ma ustanowione kontakty pod nadzorem w skandalicznych warunkach (to już wina matki).

Wina nas wszystkich

Jeżeli ktoś potrafi mi wyjaśnić co my mamy w głowach i dlaczego ojcostwo jest doceniane i traktowane naturalnie w czasie związku, a po już nie – będę wdzięczna.

Ostatecznie człowiek się uczy całe życie.

Smutna nadzieja

Przy okazji jakiegoś przyjęcia rozmawiałam kiedyś z przedstawicielem dyplomatycznym jednego z krajów europejskich. Z racji pełnionej funkcji był zawodowo zainteresowany międzynarodowymi sprawami rodzinnymi.

Moje opowieści skomentował tak: hmm, u nas tak było dwadzieścia lat temu.

Mogę przyjąć do wiadomości, że na zmiany w cywilizowanym kierunku przyjdzie poczekać te dwadzieścia lat. Osobiście chciałabym, żeby nadeszły szybciej, bo nie wiem, czy tego dożyję

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 12 294 51 05e-mail: swaczyna@kancelariaswaczyna.pl

9
Wrz

POKAŻ DZIECKU POLICJANTA

Jestem złośliwa

Przyznam, że ten tytuł z Policjantem jest częściowo złośliwy, a częściowo rozpaczliwy. Niby wiem, skąd się to bierze, ale trudno mi to zaakceptować – w sytuacjach kłopotów z kontaktami zdesperowany rodzic wzywa Policję. Nie wiem właściwie, jakie są oczekiwania? Podejrzewam, że żadne. To taki akt rozpaczy z powodu bezsilności wobec bezprawnych działań drugiego rodzica.

Podam przykład

Sąd zabezpieczył kontakty ojca z dzieckiem. Tato stawia się w dniu spotkania, puka do drzwi i dowiaduje się, że dziecko (np. lat 4) nie chce wyjść z domu. Żeby dodać sytuacji pikanterii – informację przekazuje matka, a dziecka nawet nie widać na horyzoncie. Co może zrobić ojciec dziecka? Na miejscu najczęściej przychodzi mu do głowy Policja.

Czego możesz oczekiwać w tej sytuacji od Policji?

Niewiele. Mogą sprawdzić, czy dziecku nie zagraża niebezpieczeństwo, pouczyć strony i na tym się kończy. O czym pouczyć? A np., że strony powinny rozstrzygnąć konflikt przed sądem. Jeżeli myślisz, że Policja odbierze dziecko i przekaże w ręce ojca to się grubo mylisz. Policja nie jest do takich działań uprawniona.

O czym zapomina zdesperowany rodzic? Przykro to powiedzieć, ale zapomina o dziecku. Dla latorośli interwencja Policji, urzędowe odpytywanie skonfliktowanych rodziców co się wydarzyło, wejście Policjantów do domu to najczęściej ogromne przeżycie. Niestety rzadko dziecko będzie wspominało takie wydarzenie z uśmiechem na twarzy.

Osobiście nie liczyłabym, że dziecko zrozumie motywy wezwania Policji. To idealna okazja dla rodzica mieszkającego z dzieckiem do wyjaśnienia np., że tato z naszego przykładu chciał aresztować mamusię. Orderu uśmiechu tato za to nie dostanie.

Jeżeli już zdarzy się tak, że spotkanie się nie odbędzie, bo matka/ojciec mieszkający z dzieckiem będzie miał inną wizję na ten czas, – jeżeli już musisz angażować Policję – podejdź na komendę Policji i zgłoś takie zdarzenie. Oszczędzisz dziecku “atrakcji”, a sam/sama nie stracisz w oczach sędziego. Jeszcze nie widziałam sędziego rodzinnego, który odniósłby się ze zrozumieniem do pomysłu zaangażowania Policji w sprawy dziecka. Może to coś znaczy?

Napisałam, że jestem w stanie zrozumieć dlaczego tak się dzieje… Poza górnolotnymi oświadczeniami, że Polska dba o swoje dzieci (to nie jest krytyka polityczna tego rządu, ale kolejnych) ja – jako adwokat rodzinny – niestety tego nie widzę. Obserwuję frustrację po jednej stronie i poczucie bezkarności po drugiej. Prawo nie pomaga.

Jakość życia

Może pomyślisz, że to nie ma związku z tym, o czym piszę, ale dziś jadąc do sądu poza Krakowem wysłuchałam rozmowy w radiu Nowy Świat o raporcie z badań UNICEF. Raport dotyczy jakości życia dzieci i wspomina o rodzicach wspierających dzieci. Jako istotny czynnik wskazano w raporcie nieobecność rodziców ze względu na pracę, ale wg mnie nieobecność rodzica ze względu na utrudnienia w kontaktach wpisuje się w ten sam problem. Ani izolacja dziecka od drugiego rodzica, ani konfrontacja dziecka z Policją nie wpłynie pozytywnie na życie dziecka.

O raporcie możesz przeczytać tu. Polska niestety nie wypada najlepiej na tle międzynarodowym.

Mam nadzieję, że następnym razem zanim zadzwonisz po Policję do dziecka zastanowisz się, czy to na prawdę jest sytuacja wymagająca interwencji. Mam na myśli faktyczną potrzebę działań Policji, a nie dowodu, że kontakty się nie odbyły. Ja gorąco polecam chwilę zastanowienia. Wyjdzie to dziecku tylko na zdrowie

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 12 294 51 05e-mail: swaczyna@kancelariaswaczyna.pl

8
Lip

NAGRYWANIE DZIECI

Nagrywanie dzieci

Tak się jakoś złożyło, że ciągu dosłownie kilku dni otrzymałam (w różnych sprawach) nagrania dzieci w celu przedstawienia Sądowi nagrań jako dowody. Nie zrobiłam tego (przykro mi, ale nie jestem adwokatem spełniającym życzenia Klientów 🙂 ). Dlaczego? Bo moim obowiązkiem, jako adwokata jest też chronienie Klientów przed nimi samymi. Ja tak na serio, to nie żart. Zaznaczę jeszcze, że to, co napiszę poniżej dotyczy większości sytuacji, ale oczywiście nie wszystkich. Zawsze są wyjątki.

Dlaczego nie nagrywać dziecka?

Bo uważam, że to nie fair. Nie wobec drugiego rodzica, co to to nie. Ostatecznie to mój przeciwnik procesowy, a ja przejmuję się interesem mojego Klienta. To nie fair wobec dziecka. Zastanów się przez chwilę co byś pomyślał/a, gdyby Twoja mama lub Twój tata nagrał Cię (nic o tym nie wiedziałeś) i wykorzystał przeciwko drugiemu rodzicowi, którego też przecież kochasz. Już też uważasz, że to nie fair? Mam taką nadzieję.

Zaufanie

Nasze dzieci nam ufają bezgranicznie. Czy nadal będą nam ufały i zwierzały się z problemów, jeżeli wykorzystamy dziecko w naszej wojnie rozwodowej? A skąd się dowie? A może od tego drugiego rodzica, przeciwko któremu skierowany był ten dowód? A może po latach się natknie na “radosne” nagranie? Różnie może być. Pamiętam sprawę, w której mój poprzednik (Klient zmienił pełnomocnika) złożył opinię psychologa (prywatnego), w której wprost było napisane, że dziecko upewniało się, że to, co mówi do psychologa nie dotrze do jednego z rodziców (dziecko myślało o rodzicu, żeby nie było mu przykro!!!). Do dzisiaj bardzo brzydko myślę o tym psychologu, któremu dziecko zaufało i brzydko myślę o adwokacie – moim poprzedniku, który tę opinię złożył. Nie myślę źle o rodzicu (o dziwo) bo adwokat go przekonał, że to bardzo ważny dowód. Cóż za rozczarowanie – nic a nic nie pomógł… O wartości nagrań pozwolę sobie napisać na końcu.

Wartość dowodowa

Jeżeli tylko nie mamy do czynienia z wyjątkami, o których wspominałam wyżej, np. sytuacji krzywdzenia dzieci, popełnienia przestępstwa itp. – jednym słowem ciężki kaliber –  to wartość dowodowa takich nagrań jest nikła, żadna lub odwrotna do oczekiwanej.

Nikła lub żadna wartość dowodowa

Nikłą lub żadną wartość dowodową mają nagrania, na których np. słyszymy prowokowane wypowiedzi (dużo też zależy od wieku dziecka). Pamiętam sprawę, w której babcia rozmawiała z dzieckiem sugerując kilkulatkowi, gdzie tato je dotykał. Było to obrzydliwe i tyleż nieskuteczne, że badania psychologiczne nie potwierdziły tych “rewelacji”.

Mądrość dzieci

Jeżeli rodzic pyta dziecko, czy chce iść do drugiego rodzica, a dziecko dobrze wie, że nie może pozwolić sobie na szczerość, bo mamie/tacie będzie przykro (znów zwracam uwagę, że dzieci myślą o rodzicach…) to może powie to, co rodzic chce usłyszeć? Czy czymś dziwnym jest, że to samo dziecko mówi do mamy, że nie chce iść do taty, a do taty, że nie chce iść do mamy? Jeżeli rodzice uczestniczą w “wyścigu na najlepszego rodzica” to oboje będą mieli satysfakcję. Jeżeli konflikt między rodzicami jest dla dziecka oczywisty, to takie zachowanie dziecka jest jak najbardziej normalne. Dlatego sądowi najczęściej jest obojętne (i to jest w sumie i tak dobry wariant), co tam sobie rodzic nagrał w kierowanej rozmowie z dzieckiem.

Skutek odwrotny od zamierzonego

Znów podam przykład. W jednej z prowadzonych przeze mnie spraw Klientka chciała mnie przekonać do złożenia nagrań wideo. Na jednym z pierwszych nagrań wyedukowana kilkulatka zapytała wskazując na kamerę: mamo, a to się nagrywa? Jaką odpowiedź usłyszałam na nagraniu? – nie, kruszynko, skąd… Nie złożyłam! Dlaczego? Bo byłam pewna, że jedyny skutek, jaki to odniesie to negatywna ocena sędziego postawy rodzicielskiej mojej Klientki. W sprawach rodzinnych nie warto iść po trupach do celu. To oczywiście moje prywatnezdanie.

Naprawdę?

Zapytam tak na podsumowanie: naprawdę myślisz, że to co mówi kilkulatek na nagraniu, albo dlatego, żeby zadowolić rodzica, albo dlatego, że zaufał jednemu z rodziców (np. dowiedział się od mamy, że ojciec ukradł mu samochodzik.. Nie widział, ale wierzy mamie… – to jedno ze świeższych doświadczeń w mojej pracy…) ma jakąkolwiek wartość dowodową? Uważasz, że warto zapłacić cenę utraty zaufania dziecka za – często złudną – nadzieję na przełom w sprawie dzięki nagraniu? Naprawdę uważasz, że masz prawo wykorzystywać dziecko, żeby udowodnić, że masz rację? Jeżeli masz rację to radź sobie bez pomocy Twojego dziecka. Jeżeli kochasz dziecko to trzymaj go daleko od walki i konfliktu. Rób to, co rodzic robić powinien – chroń dziecko.

Przypis

Jeszcze raz podkreślę, że są wyjątki i nie potępiam bezkrytycznie stosowania nagrań tam, gdzie sprawa jest naprawdę poważna. To Ty musisz ocenić, czy rzeczywiście warto nagrywać dziecko i bądź w tej ocenie po prostu uczciwy.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 12 294 51 05e-mail: swaczyna@kancelariaswaczyna.pl

25
Maj

TERMINY SĄDOWE

Ruszają terminy

To już. Ruszają terminy sądowe i procesowe wstrzymane przez jedną z ustaw osłonowych w związku z koronawirusem.

Co to oznacza?

Jeżeli od 31 marca 2020 r., w czasie epidemii, zostało Ci doręczone uzasadnienie orzeczenia albo postanowienie o zabezpieczeniu albo sąd wezwał o dokonanie określonej czynności we wskazanym terminie to do niedawna ten termin nie biegł. Jeżeli termin zaczął biec przed wprowadzeniem przepisu “zamrażającego terminy” to termin wstrzymywał bieg.

Co w takim razie od dzisiaj?

Od 23 maja terminy sądowe znów ruszyły. Jeżeli Twój termin miał rozpocząć bieg po 31 marca b.r. to zacznij liczyć ten termin od 23 maja. Jeżeli natomiast termin zaczął biec przed 31 marca to od 23 maja 2020 możesz liczyć dalej.

Najłatwiej na przykładach:

  1. 30 kwietnia dostałeś wezwanie z sądu o doręczenie oryginału aktu małżeństwa w terminie 7 dni pod rygorem zwrotu pozwu. Nie zrobiłeś tego, więc masz czas do 1 czerwca (7 dni od 23 maja to 30 maja)
  2. w dniu 26 marca dostałeś uzasadnienie wyroku rozwodowego. Termin do złożenia apelacji mijałby 9 kwietnia, ale 31 marca weszła w życiu ustawa wstrzymująca bieg terminów. Oznacza to, że termin do złożenia apelacji mija 1 czerwca. Po prostu liczymy dni do 31 marca, a potem kontynuujemy liczenie od 23 maja

Moja rada?

Nie czekaj na ostatni dzień. Nieważne, czy masz dostarczyć do sądu dokument na wezwanie sądu, czy masz złożyć apelację. Przygotuj wszystko wcześniej, na spokojnie.

Jeżeli masz wyznaczony termin i potrzebujesz pomocy adwokata zgłoś się jak najszybciej. Piszę tak dlatego, że zdarzają się Klienci, którzy z uzasadnieniem wyroku zjawiają się w kancelarii na dzień przed końcem terminu do złożenia apelacji, czy zażalenia. Oczywiście, że robimy co w naszej mocy. Mimo wszystko nie da się porównać spokojnej pracy z pracą pod presją czasu. Wbrew pozorom napisanie dobrego pisma zajmuje to dużo pracy. Po drugie nie jest tak, że bezczynnie czekamy aż ktoś się pojawi w kancelarii. Prowadzimy wiele spraw równolegle co oznacza, że nie zawsze możemy rzucić wszystko i usiąść do pisma “na wczoraj”

Uchylenie przepisu wstrzymującego terminy sądowej i procesowe to krok na drodze do normalności sądowej. Pamiętaj jednak, że na razie jedynym sposobem na doręczenie pisma do sądu jest wysłanie pisma pocztą. Wprawdzie przed sądami stoją pudełka, do których można wrzucać pisma, ale nie otrzymasz potwierdzenia złożenia. Z tego własnie powodu polecam Ci pocztę. Ja nie ryzykuję wrzucaniem pism bez potwierdzenia 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 12 294 51 05e-mail: swaczyna@kancelariaswaczyna.pl

8
Maj

ADWOKAT W “KORONIE” A SĄD

Adwokat w “koronie”

Przepraszam za tytuł, ale nie mogłam się powstrzymać od zastosowania tego skrótu bo ładnie brzmi i działa na moją wyobraźnię ;-). Trochę też oswaja rzeczywistość.

Dawno nie pisałam, bo co tu pisać? Sądy stanęły, a ja jestem adwokatem sądowym. Nie znaczy to, że od połowy marca nic nie robię. Pracuję zdalnie, udzielam porad, prowadzę sprawy. Jedynie nie chodzę do sądu, bo – z wyjątkami – sądy nie prowadziły rozpraw. Powoli będziemy wracać do nie-normalności (bo normalności to długo jeszcze nie będzie) także w kancelarii. Pewnie za jakiś tydzień/dwa po wprowadzeniu środków bezpieczeństwa zaczniemy pracować w kancelarii.

Dawno nie pisałam, więc garść refleksji za ten miniony dziwny czas.

Moje ogromne rozczarowanie? Marazm… W innych krajach sądy działają on line. U nas?  Nic. Dopiero teraz, na fali “luzowania” ograniczeń coś się zaczyna wolne i w tajemnicy dziać. Słyszałam o pleksi dzielącym sędziów od reszty sali, ale prac nad unowocześnieniem sądów jak nie było, tak nie ma. Niektóre sądy próbuję stosować rozprawy na odległość, ale bez odgórnych dyrektyw ci odważni starają się jak mogą z różnymi efektami. Pomysły na uruchomienie sądów spędzają mi sen z powiek: praca na zmiany od 8.30 do 21.00. Czemu się martwię? Bo ja, w przeciwieństwie do sędziów i pracowników sądów będę miała jedną zmianę :-): od 8.30 do 21.00. Słyszałam o szafach uginających się pod korespondencją nagromadzoną do wysyłki przez czas zamknięcia sądów. Już czekam na te tony listów i terminów… Trochę się użalam nad sobą, ale trzeba mieć świadomość, że to uderzy najpierw we mnie, a potem rykoszetem w Klientów.

Przez ten czas okazało się, że sąd się może z nami komunikować przez maila, ale my już nie :-). Plotka (to w ostatnich miesiącach podstawowe źródło informacji) głosi, że można wysyłać pisma do sądu przez ePUAP. Zabijcie mnie – nie wiem jak? Jak wchodzę na ePUAP to w zakładce “Sądownictwo” jest tylko mediacja. Jeżeli ktoś wie, jak to zrobić, będę wdzięczna za instrukcję. Jak się dowiem – dam znać.

Czy można było inaczej?

Na pewno. Ale ktoś by musiał chcieć. Żeby była jasność, winię nie tylko Ministerstwo, ale też sędziów, pracowników sądów i nas adwokatów i radców prawnych. Każdy mógł zrobić więcej. Oczywiście wygodnie jest się postawić w pozycji krytyki. Trudniej coś zrobić.

W moich sprawach sądy nie zrobiły przez dwa miesiące prawie nic. Żeby było weselej nie wiemy, czy rozprawy po 15  maja (a takie są PLOTKI!) odbędą się, czy nie? Na razie wiem na pewno, że jedna się odbędzie (mam 10 rozpraw w tygodniu 18-22 maja), ale z całej grupy świadków poproszono mnie o wybranie jednej osoby. Więcej osób na jednej rozprawie nie zostanie przesłuchanych, więc zastanawiam się ile lat jeszcze ten rozwód potrwa? Z jednym świadkiem na rozprawę. Już trwa dwa lata…

Czy jestem optymistką? W życiu prywatnym tak, w zawodowym – niestety nie. Nie widzę światełka w tunelu, choć nadal na to światełko czekam.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 12 294 51 05e-mail: swaczyna@kancelariaswaczyna.pl

25
Mar

KONTAKTY Z DZIEĆMI W CZASIE EPIDEMII KORONAWIRUSA

Do wpisu o kontaktach w dobie koronawirusa skłoniły mnie przede wszystkim telefony Klientów, ale też postanowienie, jakie w tym tygodniu ściągnęłam z portalu sądu w jednej z prowadzonych spraw.

Kontakty uregulowane

Jeżeli sprawa o rozwód, czy separację się zakończyła to prawdopodobnie masz uregulowane kontakty z dziećmi. Ale jeszcze w toku takiego postępowania sąd może – na wniosek strony – uregulować tymczasowo kontakty z dziećmi na czas trwania postępowania. Jeżeli w Twojej sprawie zostało wydane takie postanowienie (o orzeczeniach tymczasowych pisałam tu) to jest szansa, że realizowałeś kontakty zgodnie z tym postanowieniem Piszę, że jest szansa, bo niestety nie wszyscy mają takie szczęście i mimo postanowienia nadal dzieci nie widzą, albo napotykają różne trudności.

Cóż, do tej pory nie było takiej przeszkody jak koronawirus

i jest to przeszkoda dotykająca powiększającej się rzeszy rodziców. Coraz częściej otrzymuję telefony od Klientów z pytaniem co robić? Telefonów i od matek i od ojców. Jedni chcą się spotkać z dzieckiem drudzy boją się teraz wydać dziecko. Niestety nie ma mądrych na koronawirusa i każdy powinien odpowiedzieć sobie co jest bezpieczne dla dziecka i najbliższej rodziny obojga rodziców. Może się okazać, że kontakty w dotychczasowym kształcie nie są rozsądne, albo są wręcz niemożliwe. Konflikty narastają. Prawdę mówiąc – z pełną świadomością realiów – namawiam do szukania rozwiązań polubownych. Oczywiście, nie powinien być ten czas wykorzystywany jako wymówka do blokowania kontaktów. Jednak w miarę upływu czasu i trwania epidemii trudno bronić tezy, że to wyłącznie wymówka.

Co jeżeli nie masz uregulowanych kontaktów z dziećmi?

Zawsze oczywiście możesz złożyć wniosek do sądu o uregulowanie kontaktów, ale… Wobec zaleceń Ministerstwa Sprawiedliwości odwoływane są (na ten moment do końća kwietnia) wszystkie rozprawy z wyjątkiem spraw pilnych. Przyznam, że mam kłopot z definicją spraw pilnych. Zakładam, że chodzi o sprawy wymienione w rozporządzeniu Ministra Sprawiedliwości – Regulaminie urzędowania sądów powszechnych. W paragrafie 2 tego rozporządzenia jest definicja spraw pilnych. Wymienię tylko to co może nas interesować w tym wpisie: wnioski o udzielenie zabezpieczenia (paragraf 2 litera b). Problem polega na tym, że wnioski o zabezpieczenie kontaktów co do zasady mogą być rozpoznane po przeprowadzeniu rozprawy. Z art. 579 kodeksu postępowania cywilnego wynika, że postanowienia w sprawach o ustalenie, ograniczenie albo zakazanie kontaktów z dzieckiem mogą być wydane tylko po przeprowadzeniu rozprawy. Czy sąd w obecnej sytuacji wyznaczy rozprawę, żeby zabezpieczyć kontakty? Nie wiem.

Wniosek o uregulowanie kontaktów w czasie pandemii

Szczerze mówiąc nawet jak złożysz wniosek o uregulowanie kontaktów w obecnej sytuacji to powodzenie zależy – moim zdaniem – od tego o co wnosisz. Jeżeli domagasz się osobistych kontaktów? Uczciwie powiem – nie wiem. Nie dlatego, że nie zasługujesz, ale dlatego, że sytuacja jest wyjątkowa. Ludzie pozostają w kwarantannie, mamy siedzieć w domach, pracować zdalnie i unikać innych ludzi. Jak w tej sytuacji sąd ma orzec o kontaktach osobistych? Jeżeli wnosisz o ustalenie kontaktów na odległość (np. Skype, WhatsApp itp.) to oczywiście widzę realną szansę powodzenia.

Obiecałam, że napiszę o postanowieniu ściągniętym z portalu sądu. Sąd sam, bez wniosku zmienił zabezpieczenie kontaktów z osobistych (były z udziałem kuratora, stąd pewnie ingerencja sądu) na kontakty na odległość. Moim zdaniem – rozsądnie. Z dyskusji Koleżanek i Kolegów na FB wiem, że takie uregulowanie kontaktów w obecnej sytuacji nie należy do wyjątków.

Wiem, że jest trudno

Nie wątpię, że kochasz dziecko i chcesz się osobiście z dzieckiem spotykać. Zakładam, że jest to sytuacja przejściowa i za jakiś czas wszystko wróci do normy. Także kontakty z dzieckiem. Do tego czasu zachowajmy zdrowy rozsądek. I to jest apel do obojga rodziców! Jeżeli się da – staraj się z drugim rodzicem uzgodnić formę kontaktu. Dzieci siedzą w domu i tęsknią za drugim rodzicem. Rozmowa, czy nawet zabawa z dzieckiem przez internet (dlaczego nie?) to jednak jakaś namiastka spotkania. Lepiej tak niż w ogóle. Czasem nie chodzi nawet o bezpieczeństwo samego dziecka, ale starszego domownika (najczęściej domownika kochanego przez nasze dziecko).  Trudno… Babcia, czy dziadek – też człowiek. Czasem rodzic mieszkający z dzieckiem cierpi na jakieś choroby zwiększające ryzyko śmierci przy zakażeniu koronawirusem. Bywa różnie.

Bądźmy przede wszystkim ludźmi w tych trudnych czasach i rozsądnie oceniajmy ryzyko. Wiele kontaktów nadal się odbywa i rodzice stosują się do wcześniejszych ustaleń, czy orzeczeń.

Mamy w obecnej sytuacji dwa wyjścia: albo jeszcze bardziej się skonfliktujemy z drugim rodzicem, albo zaczniemy rozmawiać o swoim dziecku z uwagą i należytym zrozumieniem traktując bezpieczeństwo naszych rodzin. Osobiście życzę tego drugiego.

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 12 294 51 05e-mail: swaczyna@kancelariaswaczyna.pl

25
Lut

DOWÓD ZE ZDJĘCIA

Dziś niedługi i nieskomplikowany wpis o dowodzie ze zdjęcia. W sądzie obowiązuje określone reguły m.in. tzw. ciężar dowodu. Po prostu: obowiązkiem strony, która coś twierdzi jest udowodnienie tego twierdzenia. Postaram się pokazać na czym polega problem ze zdjęciem, jako dowodem.

Co widzi strona składająca zdjęcie, jako dowód w sprawie

To było tak Wysoki Sądzie: na tym zdjęciu widać, jak byliśmy z mężem na wakacjach na rowerach. Jechaliśmy już długo, słońce świeciło, było miło i nagle zobaczyliśmy jak dwoje ludzi – kobieta i mężczyzna – przepycha się na poboczu. Okropnie się kłócili. Mąż pobiegł ich rozdzielać, a ja chwyciłam za telefon i zadzwoniłam po pomoc. Potem okazało się, że mąż zna bardzo dobrze tę kobietę. A jej obecność przy drodze nie była przypadkowa…

Co widzi sędzia:

kobieta w średnim wieku (niestety to ja 😉 )rozmawia przez telefon. Rowery widoczne na zdjęciu sugerują wycieczkę rowerową w towarzystwie jeszcze jednej osoby (kropka).

Mam nadzieję, że widać różnicę.

Historyjka powyżej jest oczywiście zmyślona. Nie jest zmyślone to, jak Klienci opisują mi dostarczone zdjęcia, jako dowody w sprawie. Dokładnie tak. Do dzisiaj pamiętam zdjęcie imponującego krwiaka na tylnej, dolnej części ciała Klienta (do dzisiaj nie widziałam bardziej barwnego siniaka, a minęło wiele lat od tego czasu) z historią o pobiciu przez określone osoby. Moim zadaniem jest uświadomić Klientom, że ze zdjęcia nie wynika nic ponadto, co jest widoczne. Niestety zdjęcie jest statyczne. Nie widać ani tego, co dzieje się wcześniej, ani tego, co się dzieje później. Warto o tym pamiętać.

Nie chcę przez to powiedzieć, że zdjęcia nie nadają się w ogóle jako dowód. Absolutnie, nadają się, ale do pokazania tego, co jest na zdjęciu i niczego więcej. Ważne jest to, abyś oferując sądowi określony dowód nie oczekiwał więcej niż jest to możliwe. Sąd wysłucha Twojej historii i zobaczy to, co jest widoczne na zdjęciu. Nic więcej.

To naprawdę ma znaczenie jakie dowody składasz w sprawie na poparcie swojego stanowiska. Najlepsze są takie, które rzeczywiście stanowią dowód na poparcie Twoich twierdzeń.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 12 294 51 05e-mail: swaczyna@kancelariaswaczyna.pl

26
Sty

BIEGŁY PSYCHOLOG

Jakiś czas temu w regionalnej Gazecie Wyborczej (Łódź) ukazał się artykuł o biegłych psychologach. Artykuł straszny, ale wierzę w każde słowo. Link do artykułu przesłała mi znajoma psycholog, która jest świadoma moich “przygód” z biegłymi psychologami. Z treścią artykułu można zapoznać się – tu.

Po co biegły psycholog?

Zacznijmy od początku. Sędzia nie jest psychologiem, musi zatem posiłkować się opinią fachowca w ocenie np.:  więzi między rodzicami a dziećmi, oceny postawy rodzicielskiej, sugestii odnośnie do wyboru rodzica wiodącego itp. I to jest w porządku. Tak być powinno. Sąd ma do dyspozycji dwie możliwości:

  • Opiniodawczy Zespół Specjalistów Sądowych (OZSS) – opiniuje zespół. Najczęściej psycholog i pedagog. Zaleta: biegli mają możliwość kontroli swoich spostrzeżeń, razem sporządzają opinię. Wada: bardzo długo się czeka (w Krakowie to ok. 8 miesięcy. Są ośrodki “szybsze”);
  • biegły psycholog z listy biegłych prowadzonych przez sądy okręgowe. Zaleta – często znacznie szybciej niż OZSS. Wada – brak kontroli nad biegłymi, brak kontroli metod i jakiejkolwiek weryfikacji wiedzy biegłego. Nieważne też jaką specjalizacją legitymuje się biegły.

Kogo wybrać?

Nie ma rozwiązań idealnych. W internecie można przeczytać wiele uwag krytycznych pod adresem OZSS (dawniej RODK). Sama zgłaszam niejednokrotnie zarzuty do opinii. Muszę jednak przyznać, że biegli OZSS trzymają się pewnych zasad opiniowania, czego nie można powiedzieć o biegłych z listy. Przyznam, że – biorąc pod uwagę moje doświadczenia procesowe – biegłych z listy się po prostu boję.

Przykład

Pierwszy z brzegu. Borykam się z opinią biegłej dotyczącej 7-letniego dziecka. Rozmowa psychologa z dzieckiem trwała godzinę. Dziecko odmówiło narysowania rodziny (zamiast tego – tęcza). Biegły rozmawiał tylko z ojcem. Efekt – dziecko wg biegłej jest na tyle dojrzało i samodzielne, że może decydować o sobie i wybiera na opiekuna ojca, bo jest z nim bardziej związane niż z matką. Dodam tylko, że do niedawna dziecko było pod opieką matki (od urodzenia). Nie chodzi mi tutaj o to, czy ojciec może opiekować się dzieckiem. Abstrakcyjnie rzecz ujmując – może. Chodzi mi tylko o sposób opiniowania i wnioski końcowe.

Nie powinno zatem dziwić, że – jeżeli to możliwe –  staram się unikać biegłych z listy. Pomijam, że w Krakowie można odnieść wrażenie, że na liście biegłych jest jeden psycholog (co sprawa – mam tego samego biegłego). Nie wiem, jak jest w innych miastach… Dla wyjaśnienia – sprawdzałam listę krakowską. Psychologów nie brakuje. Tylko kilku psychologów wskazało specjalizację. Reszta – omnibusy…

Problem polega na tym, że sąd powołuje jednego biegłego. Los sprawy zależy więc od wrażeń i osądów jednej osoby. Bez żadnej zewnętrznej fachowej kontroli. Jeżeli się zdarzy, że biegła nie ma specjalności w zakresie psychologii dzieci? Tym gorzej dla dzieci :-(. Z jakiegoś powodu z problemami ortopedycznymi idziemy do ortopedy a nie do pulmunologa.

A więc kogo wybrać?

Cóż, może się zdarzyć, że opinia biegłego psychologa z listy biegłych akuratnie będzie dla Ciebie korzystna. Pytanie, czy będzie korzystna dla dziecka? Może się zdarzyć, że opinia będzie rzetelna i uzasadniona. Ale może się zdarzyć (i wg mnie, niestety prawdopodobieństwo jest większe), że opinia będzie dla Ciebie miażdżąca i będziesz musiał poświęcić wiele czasu, energii i pieniędzy (np. na adwokatów), żeby odrobić straty. Niekiedy nie będzie jak tych strat odrobić. Smutne? Smutne.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 12 294 51 05e-mail: swaczyna@kancelariaswaczyna.pl