10
Lis

OJCIEC POD SPECJALNYM NADZOREM

Ojciec pod specjanym nadzorem

to takie luźne nawiązanie do tytułu filmu czechosłowackiego (ale też książki Bohumila Hrabala). Na tym jednak podobieństwa się kończą.

Tak mnie dzisiaj naszła refleksja, że najgorsze co może być to przyzwyczajenie. Przyzwyczajenie nas znieczula, zniechęca do myślenia. Tak się robi i już. Tak jest i już. To, że działamy tak w życiu codziennym pewnie w jakimś stopniu ułatwia nam funcjonowanie. Gorzej, gdy zwalniamy się z obowiązku myślenia w sferze decydowania nie o swoim, a o cudzym życiu.

O co mi chodzi w tym przydługim wstępie?

Jakiś czas temu prowadziłam sprawę rodzinną wymagającą współpracy z adwokatem z Czech. Reprezentowaliśmy z czeskim adwokatem (każdy przed swoim sądem krajowym) ojca. Sprawy międzynarodowe otwierają czasem przed pełnomocnikami różne nowe możliwości, m. in. wyboru sądu i prawa stosowanego w różnych krajach do tej samej sytuacji. W tej konkretnej sprawie mogliśmy wybierać między prawem czeskim i polskim. Pewnie nigdy nie zapomnę rozmowy z kolegą z Czech o uregulowaniu kontaktów ojca z dzieckiem. Tłumaczyłam, że możemy wystąpić do sądu polskiego o takie kontakty, ale od razu sugerowałam złożenie wniosku o nadzór kuratora. Dziecko było małe i dłuższy czas już nie widziało taty.

Zdumienie

kolegi adwokata było bezgraniczne. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego OJCIEC ma mieć jakikolwiek nadzór nad swoimi kontaktami z dzieckiem? W pierwszej chwili ja też się zdziwiłam, dlaczegóż to pan mecenas się dziwi? A potem się zawstydziłam, bo… on miał rację. U nas jest tak, a za miedzą słowo ojciec nie tylko brzmi dumnie, ale niesie za sobą cały ładunek praw równych uprawnieniom matki. Praw, które w Polsce są na papierze, ale w społeczeństwie nadal tkwi w głowach przekonanie, że dziecko jest przede wszystkim matki. Mamy w głowach stereotyp, że ojcowie mają zarabiać na dzieci, a dziećmi mają zajmować się matki. Tak było jak ja byłam dzieckiem, a mam 44 lata. Przez ten czas trochę się rodzinne układy pozmieniały.

To niestety nie jest odosobniona historia. Prowadziłam kiedyś sprawę, w której – o dziwo – dzieckiem zajmował się ojciec. W toku sprawy rozwodowej kurator odwiedził najpierw ojca, z którym mieszkała córka. Wywiad środowiskowy był bardzo pozytywny dla mojego ojca. Potem kurator odwiedził mamę dziewczynki. Kobieta naopowiadała same najgorsze rzeczy na męża i kurator… zmienił zdanie o ojcu. Napisał w wywiadzie środowiskowym, że sąd powinien  jednak ustanowić nadzór kuratorski, co sąd skwapliwie zrobił. Przyznam, że mój ojciec zareagował na tę jawną niesprawiedliwość o niebo spokojniej niż ja. Może dlatego, że nie miał porównania i nie zdawał sobie sprawy z tego, że konfiguracja odwrotna tj. dziecko z matką i niepochlebne opinie z ust ojca, nie spowodowałyby jakiejkolwiek reakcji ze strony i kuratora i sądu. Po prostu nikomu nie przyszłoby do głowy, że potrzebny jest kurator.

Co trzeba zmienić?

Sposób myślenia. Nie tylko sądów, ale wszystkich: mój, Twój, sąsiadów i znajomych (mogę tak długo ciągnąć…). Sędziowie nie są inni niż całe społeczeństwo. Oni mają w głowach te same stereotypy, co my. Zgodzę się, że od sędziów należy więcej wymagać, ale zacznijmy od siebie. Rozejrzyjmy się po placach zabaw i zastanówmy się nad tym ile ojców zajmuje się dziećmi, asekuruje je na zjeżdżalni, czy huśtawce. Dużo, prawda? Wiecej, niż za naszego dzieciństwa? Wiem :-). To może zaczniemy dopuszczać tę myśl do głowy, że ojcowie potrafią zająć się dziećmi nie gorzej od matek? Że nie potrzebują obcej osoby (kuratora) sprawdzającego czy ojciec nie jest wielbłądem?

Od razu zastrzegam, że nie jestem za usunięciem nadzoru kuratora nad kontaktami w ogóle.  Niejednokrotnie jest to potrzebne z różnych powodów. W niejednej sprawie o to wnoszę i będę wnosić. Chodzi mi jedynie o to, by traktować rodziców w sposób jednakowy bez względu na to czy to matka, czy ojciec. Zdarzają się i źli ojcowie i złe matki. Mimo wszystko jest to zdecydowana mniejszość. Normą jest, że rodzice są dla swoich dzieci dobrzy. Jeżeli już ta myśl się zakorzeni w naszych głowach, dotrze także do sędziów. Nie chcę nikogo straszyć ;-), ale sędziowie żyją wśród nas

28
Paź

TERAPIA CZY ROZWÓD

Zastanawiasz się, czy już czas na rozwód, czy może jeszcze spróbować terapii? Jeżeli masz wątpliwości to spróbuj terapii. Nikt nie wie, czy terapia naprawi Wasze małżeństwo. Jest taka szansa. A może wręcz przeciwnie – przekona Cię, że nie ma już czego ratować… Mimo wszystko – moim zdaniem – warto spróbować.

Terapia

Muszę przyznać, że większości moich Klientów w czasie “okołorozwodowym” polecam wizytę u psychologa. Do psychologa należy decyzja, czy Klient wymaga terapii, czy może rozmów wspierających. To nie jest aż tak istotne. Uważam jednak, że w tak trudnym momencie życiowym, jakim jest decyzja o rozwodzie, rozmowa z psychologiem może pomóc. Po pierwsze można się podzielić swoimi problemami z kimś kto potrafi słuchać. Po drugie psycholog często potrafi ukazać problem w innym świetle. Po trzecie odbywa się to wszystko w bezpiecznych warunkach – psycholog jest zobowiązany do zachowania tajemnicy. Nasze problemy nie wrócą do nas rykoszetem w najmniej oczekiwanym momencie. Nie przyjdzie do nas przyjaciel z troską w głosie i pytaniem “jak sobie radzisz z tym wszystkim”. Nie każdy moment jest odpowiedni na takie rozmowy.

Wizyta u psychologa to nie wstyd

Wiem, że pytanie z wyszukiwarki dotyczyło terapii małżeńskiej, a ja wyżej pisałam o indywidualnej. Ale… wcześniejsze uwagi dotyczą też terapii małżeńskiej. Dopóki tli się pozytywne uczucie między małżonkami to warto próbować walczyć. Zwłaszcza wtedy, gdy małżonkowie mają dzieci. Od razu zastrzegam, że ta moja opinia blednie w świetle przemocy w rodzinie, nałogów i podobnych  problemów. Jeżeli małżonek otrzymywał już wiele szansi i ich nie wykorzystał, a życie toczy się ostatecznie tak jak wcześniej to sens terapii stoi pod dużym znakiem zapytania. W takim przypadku zacznij od siebie i indywidualnego spotkania z psychologiem.

On/ona nie chce iść do psychologa

Problem, który obserwuję od lat to brak – nazwijmy to – synchronizacji. Jak jeden z małżonków chce terapii to drugi uważa, że nie jest to potrzebne. Jak ten drugi już dojrzał to ten pierwszy uważa, że nie ma to już sensu. Takie mam obserwacje z rozmów z Klientami.

Inny częsty tekst: “jak tym masz problem to idź do psychologa. Ja nie potrzebuję”. Tyle, że małżeństwo to związek dwóch osób. Jak w systemie naczyń połączonych – jeżeli jedno jest nieszczęśliwe, to drugi nie powinien tego ignorować tylko rzucić się na pomoc. Bycie razem na terapii (nawet jeżeli się tego nie potrzebuje) to odpowiedź na problemy drugiego małżonka. Przejaw zainteresowania i uczucia.

Jeżeli nie ma uczucia, jeżeli nie ma argumentów racjonalnych za byciem razem w małżeństwie?

Zostaje rozwód albo trwanie w znanym i niesatysfakcjonującym układzie.

Jeżeli nie masz już siły na trwanie w związku i chcesz rozwodu – przygotuj się do tego dobrze. Sam rozwód to wierzchołek góry lodowej. Rozwód to formalność – ważniejsze jest życie. Sprawa rozwodowa nie poukłada relacji z byłym małżonkiem, tych międzyludzkich a nie prawnych. Rozwód nie sprawi, że będziemy lepszymi rodzicami tylko dlatego, że sąd uregulował nam kontakty. Relacje z byłym małżonkiem to praca pozasądowa nie mniej, a chyba znacznie bardziej istotna niż sam rozwód. Coraz częściej w skomplikowanych sprawach rozwodowych zdarza się, że sąd kieruje (lub sugeruje) strony na terapię “rodzicielską”. Terapię mającą na celu poprawę stosunków między rodzicami, poprawę komunikacji i wyczulenie na potrzeby dzieci. To też jest warte rozważenia.

Jeżeli jednak nie potrzebujesz terapii, nie chcesz “tracić czasu”, bo zdecydowałeś się na rozwód to po prostu daj sobie spokój. Zabierz się za przygotowanie do rozwodu i staraj się by “ofiar” było jak najmniej.

 

14
Paź

SPROSTOWANIE WYROKU

Tytuł alternatywny dla dzisiejszego wpisu: “sprostowanie wyroku albo końcówki żeńskie” 🙂

Nie tak dawno zakończyłam sprawę rozwodową z elementem zagranicznym. Mówiąc prościej – reprezentowałam Polkę, której mąż mojej Klientki był obywatelem kraju hiszpańskojęzycznego. Ta “hiszpańskojęzyczność” będzie miała znaczenie w dzisiejszej historii, bo moja niedawna sprawa posłuży nam jako przykład dla wyjaśnienia czym jest sprostowanie wyroku.

A oto nasza historia

Nazwijmy Klientkę p. Kowalską. Mąż p. Kowalskiej nosi nazwisko Perez. Nasi małżonkowie mają dziecko płci męskiej o miłym imieniu Juan, czyli Jan. Juan urodził się w kraju ojca i tam – zgodnie z prawem – otrzymał nazwisko po rodzicach, czyli nazwisko dwuczłonowe.

I teraz wracamy do rozwodu

Małżonkowie porozumieli się do warunków rozwodu i wydawałoby się, że problemu nie ma, ale… Ze względu na tempo rozwodu sędzia (brawo dla sędziego!) ściągnął bardzo szybko odpis skrócony aktu urodzenia dziecka z USC. Tempo było błyskawiczne, gdyż ze względu na wyjazd powoda, jego pełnomocnik złożyła wniosek o zabezpieczenie dowodu z przesłuchania strony. Z  “błogosławieństwem” sędziego wykorzystaliśmy termin na to, żeby się od razu rozwieść.

I tu niespodzianka.

Jak się nazywa nasz Janek? Juan Perez-Kowalski? Nic bardziej mylnego… Nazywa się Perez-Kowalska. Nie, nie pomyliłam się. To my Polacy kojarzymy, że są żeńskie i męskie końcówki nazwisk. Dla urzędnika z obcego kraju Kowalska i Kowalski to dwa różne nazwiska. Nie żartuję.  Jeżeli ktoś rejestruje w Polsce urodzenie dziecka na podstawie obcego aktu urodzenia to urzędnik USC przy transkrypcji aktu stanu cywilnego (tak fachowo nazywa się to przepisanie zagranicznego dokumentu do polskich ksiąg stanu cywilnego) nie może nic, dosłownie nic zmienić.

Zmiana nazwiska

Sędzia (płci męskiej :-)) wyraził swoje zdziwienie i współczucie, że biedny chłopiec nosi formę żeńską nazwiska matki. No trochę się poprzekomarzałam, bo żeńska forma też ładna 😉 (fakt, że nie dla chłopca). Pani Kowalska twierdziła cały czas, że razem z mężem zmienili nazwisko dziecka na męską formę jak rejestrowali akt urodzenia syna w USC, ale sędzia nie miał wyjścia – akt urodzenia nie kłamał – i musiał orzecz w wyroku rozwodowym o Juanie Perez-Kowalskiej (jak to dziwnie brzmi, prawda?).

A jednak kłamał!

Po ogłoszeniu wyroku poprosiłam p. Kowalską, żeby pojechała z “jeszcze mężem”, póki jest w Polsce do USC i zmieniła nazwisko syna na formę męską. Co się okazało? Klientka miała rację: zmienili nazwisko synowi kilka lat wcześniej, a w USC ktoś się po prostu pomylił i wysłał do sądu akt urodzenia w brzmieniu nazwiska sprzed zmiany.

Co teraz?

Trochę długo to trwało, ale w końcu doszłam do tego, o czym jest ten wpis – sprostowanie wyroku. Jeżeli w wyroku są błędy np. takie jak w naszej historii: w nazwisku, ale też w dacie, w numerze aktu małżeństwa itp. jest na to rada. Należy złożyć wniosek o sprostowanie wyroku. Sędzia też człowiek – może się pomylić, a w naszej historii to nawet nie sędzia, a urzędnik USC (też człowiek) popełnił błąd. Trzeba we wniosku wskazać na czym polega błąd i napisać jak ma wyglądać forma prawidłowa. Sąd bez problemu naprawi pomyłkę – wyda postanowienie o sprostowaniu orzeczenia. Następne odpisy wyroku będą już wydawane “na czysto”, bez błędów.

Po ogłoszeniu wyroku sprawdź, czy wszystko się zgadza

Warto sprawdzić wyrok – każdy, nie tylko rozwodowy. Wprawdzie wniosek o sprostowanie orzeczenia można złożyć w każdym czasie (nie ma określonego terminu na złożenie wniosku) to jednak wszystko trwa szybciej jak akta sprawy są jeszcze w wydziale. Jeżeli zauważyłeś błąd po dłuższym czasie to sąd sprowadzi akta z archiwum i zrobi to, co do niego należy. Siłą rzeczy zajmie to trochę więcej czasu.

30
Wrz

O CO PYTAJĄ W SĄDZIE

Inspiracją do wpisu “o co pytają w sądzie”

były komentarze Klientki do przesłanego przeze mnie projektu pozwu. W treści projektu kilka razy powtórzyłam, że dowodem na podane okoliczności jest dowód z przesłuchania stron. Pani chciała wiedzieć o co może być pytana w trakcie tego przesłuchania.

Przesłuchanie stron

to dowód obowiązkowo przeprowadzany przez sąd w toku sprawy rozwodowej lub o separację. Nieważne, czy chcecie rozwieść zgodnie, czy też walczycie o winę czy kwestie dotyczące dzieci. Sąd Was przesłucha. Niestety nie ma zamkniętego katalogu pytań. Sąd zadaje te pytania, które są w danej sprawie pomocne do wydania orzeczenia kończącego sprawę. Mogę się pokusić o sformułowanie przykładowej listy pytań w czasie przesłuchania stron, ale pamiętajcie – sąd może zadać też inne pytania.

Przykładowa lista:

  • jak długo znali się Państwo przed ślubem;
  • kiedy zawarli Państwo związek małżeński;
  • gdzie zamieszkali Państwo po ślubie;
  • czy zawierali Państwo umowy majątkowe małżeńskie;
  • czy ma Pan/Pani dzieci (w tym pozamałżeńskie);
  • jak się układało małżeństwo;
  • co spowodowało rozkład pożycia małżeńskiego;
  • czy kocha Pan/Pani małżonka;
  • czy widzi Pan/Pani szansę na powrót do pożycia małżeńskiego;
  • kiedy ostatni raz Państwo współżyli;
  • do kiedy prowadzili Państwo wspólne gospodarstwo domowe;
  • kiedy ostatni raz byli Państwo razem na wakacjach;
  • kiedy ostatni raz spędzali Państwo razem święta;
  • czy decyzja o rozwodzie jest ostateczna

Tak jak wspomniałam to jedynie przykłady. Zdarza się czasem, że pada pytanie, które po prostu nagle przyjdzie sędziemu do głowy np. na kanwie tego, co powiedziała przesłuchiwana strona. Raz w życiu słyszałam na sali rozpraw pytanie: “kiedy ostatnio zaprosił Pan żonę do kawiarni” i było to pytanie kluczowe. Pytanie, które obróciło tok wydarzeń o 180 stopni.

Jak się przygotować do przesłuchania?

Mówiąc potocznie – nijak. Zawsze mówię Klientom, że nie ma pytania, na które nie potrafiliby odpowiedzieć, bo to ich życie. Nie ma zatem potrzeby przygotowywania sobie gotowych odpowiedzi na pytania sądu. Jedyne co bardzo istotne – warto wiedzieć, jakie znaczenie dla sprawy ma odpowiedź na poszczególne pytania. Tu nie ma jednak prawd uniwersalnych. Poza kontaktem z prawnikiem i omówieniem swojej sytuacji procesowej nie potrafię niczego mądrego doradzić.

 

1
Wrz

DETEKTYW W SPRAWIE ROZWODOWEJ

Detektyw…

Świat się zmienia. Parę lat temu nikomu się nie śniło, że można wynająć detektywa do śledzenia małżonka. Teraz? Raport detektywa to coraz częstszy element postępowania dowodowego. Ograniczeniem jest cena, ale zanim zdecydujesz się na wynajęcie “ogona” dla małżonka warto się zastanowić, czy to rozwiązanie dla Ciebie?

Czy raport detektywa może pomóc w wygraniu sprawy?

Oczywiście może, ale … to zależy od kilku czynników.

Co tanio to drogo

Nie będę pisać o cenach wynajęcia detektywa, bo nie mam o tym zielonego pojęcia. Poza tym jestem przekonana (a przekonanie to buduję na rozmowach z Klientami), że każda firma detektywistyczna ma swój cennik. Cena to jednak nie jedyny czynnik jaki należy brać pod uwagę. Do dzisiaj pamiętam opowieść Klientki, która skorzystała z “taniego detektywa” (jej słowa) tyle, że jedynym efektem działań tego “specjalisty” było – zakładam, że niespocjalne – ostrzeżenie męża, że coś się dzieje. Pan “detektyw” mało dyskretnie wypytywał sąsiadów i ktoś życzliwie poinformował śledzonego, że coś jest nie tak. Efekt? Wprawdzie pani zapłaciła za detektywa nie tak dużo, ale i tak szkoda było każej złotówki biorąc pod uwagę efekty. Zanim się zdecydujesz na detektywa – zrób wywiad, czy jest to osoba/firma rzetelna i wykonuje zlecenie w sposób należyty.

Kiedy?

Przede wszystkim – jak zawsze – należy zadać sobie pytanie: co chcę osiągnąć? Najlepszy detektyw nie pomoże udowodnić zdrady, jeżeli od roku nie mieszkacie razem. Co z tego, że mąż/żona jest z tą osobą, przez którą rozpadło się Twoje małżeństwo? Obserwacja małżonka rok po tym fakcie nic nie da. Poza tym, że będzie raport o tym, że teraz żyje z tą osobą. Chyba, że detektyw jest w stanie dotrzeć do dowodów na zdradę z czasu trwania pożycia małżeńskiego. Jeżeli po prostu wynajmiesz detektywa sam(a) nie wiedząc dokładnie, co chcesz osiągnąć – efekt może być marny. Najlepszy na świecie detektyw zbierze dane, które w postępowaniu rozwodowym do niczego się nie przydadzą. Pomogą jak umarłemu kadzidło.

Czy warto?

Odpowiem moim ulubionym zdaniem: to zależy. Przede wszystkim znów aktualne staje się pytanie: co chcę osiągnąć? Jeżeli detektyw jest w stanie przyczynić się do realizacji celu, to pewnie warto. Jeżeli jednak np. chcesz się rozwieść bez orzekania o winie, to odpowiedź jest już bardziej skomplikowana. Mogę sobie wyobrazić, że emocjonalnie jest ważne, żeby wiedzieć. Ok. W takim razie cel może być osiągnięty. Dowód z raportu detektywa potwierdzający np. zdradę małżonka raczej nie przyda się w procesie jeżeli nie chcemy orzekania o winie. Biorąc pod uwagę, że usługi detektywistyczne do najtańszych nie należą warto się zastanowić po co nam ten detektyw.

Przesłuchanie detektywa –

może okazać się konieczne. Zanim wynajmiesz detektywa dowiedz się, czy detektyw nie ma problemu z zeznawaniem przed sądem. Jakkolwiek każdy świadek wezwany przez sąd ma obowiązek się stawić na rozprawie, to jednak wzywanie obrażonego detektywa niekoniecznie może nam wyjść na zdrowie. Piszę o tym tylko dlatego, że raz mi się zdarzyło, że detektyw kategorycznie oświadczył mojej Klientce, że do sądu nie przyjdzie. Do dzisiaj tego nie rozumiem, ale ostatecznie nie muszę :-). Lepiej dmuchać na zimne i ustalić wszstkie kwestie przed wynajęciem detektywa.

Co jeszcze?

Ilość sprzętu technicznego, oprogramowania śledzącego i aplikacji jest tak ogromna, że nawet nie próbuję cokolwiek wskazać. Istnieją na rynku specjalistyczne sklepy, fachowcy, którzy są na bieżąco z nowinkami. Moja wyobraźnia nie nadąża za możliwościami. Po prostu trzeba pytać.

19
Sie

RODZINNE POSTĘPOWANIE INFORMACYJNE – CO NAS CZEKA

Rodzinne postępowanie informacyjne

to na razie plany Ministerstwa Sprawiedliwości. Projekt ustawy zmieniającej kodeks rodzinny i opiekuńczy jest w fazie konsultacji i nie trafił jeszcze do sejmu. Mimo to zamieszczam tu moje refleksje na temat proponowanych zmian. Głośno zrobiło się na temat alimentów nakazowych (temat zresztą interesujący i pewnie też się tym niedługo zajmę), ale – mam wrażenie – rodzinne postępowanie informacyjne (też opisywane w mediach) nie przebiło się w takim stopniu do publicznej dyskusji. Proszę pamiętać, że wszystko o czym piszę niżej dotyczy projektu a nie obowiązującego już prawa.

Rodzinne postępowanie informacyjne – kiedy?

Sąd będzie miał obowiązek przeprowadzenia rodzinnego postępowania informacyjnego jeszcze przed rozpoczęciem sprawy rozwodowej lub o separację małżonków posiadających dzieci. Jednym słowem bezdzietni małżonkowie będą mogli rozwieść się szybciej. Rodzinne postępowanie informacyjne nie będzie też obowiązkowe dla małżeństw, gdy jeden z małżonków przed wniesieniem pozwu o rozwód lub separację został prawomocnie skazany za znęcanie się nad małżonkiem lub małoletnim dzieckiem, albo – i tu mam ogromne wątpliwośc – sprawa taka została wszczęta przeciwko małżonkowi, chyba, że pokrzywdzony małżonek wniesie o przeprowadzenie rodzinnego posiedzenia informacyjnego. Moja wątpliwość ma charakter czysto prawny – pamiętam, że było coś takiego w prawie karnym jak domniemanie niewinności ;-). W projekcie najwyraźniej to domniemanie nie działa. Po drugie, potrafię sobie wyobrazić, że ktoś chcąc ominąć rodzinne posiedzenie informacyjne złoży zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa znęcania się nad rodziną. Nie będę tu omawiać takiej możliwości, ryzyka z tym związanego itp. To nie moja “działka”. Ale pokusa może się pojawić.

Cel rodzinnego postępowania informacyjnego

Projekt ustawy wprost wyjaśnia po co wprowadza tę nową w prawie polskim instytucję: “celem postępowania jest pojednanie małżonków, a w braku możliwości pojednania – wypracowanie porozumienia o sposobie wykonywania władzy rodzicielskiej nad wspólnymi małoletnimi dziećmi, kontaktach rodziców z dziećmi oraz wysokości, w jakiej każdy z małżonków jest obowiązany do ponoszenia kosztów utrzymania i wychowania dziecka”. Dodatkowo za zgodą stron rodzinne postępowanie informacyjne może dotyczyć podziału majątku wspólnego.

Obowiązki sądu

Jeżeli strony złożą wniosek o przeprowadzenie rodzinnego posiedzenia informacyjnego (pozew o rozwód lub separację jest domyślnie takim wnioskiem, chyba, że dołączono do pozwu postanowienie o umorzeniu rodzinnego posiedzenia informacyjnego, lub odpis wyroku skazującego małżonka za znęcanie się nad rodziną, lub wszczęcia postępowania przeciw małżonkowi o znęcanie się nad rodziną) to sędzia Sądu Okręgowego ma obowiązek:

  1. wezwać strony na posiedzenie (udział stron jest obowiązkowy);
  2. doręczyć stronom informację o indywidualnych społecznych skutkach rozpadu małżeństwa (spieszę uspokoić – Ministerswo Sprawiedliwości stworzy wzór takiego pouczenia);
  3. zarządzić mediację;
  4. wyznaczyć mediatora z listy prowadzonej przez Sąd Okręgowy i zlecić mu przeprowadzenie mediacji

Mediator

Mediator – bierze obowiązkowo udział w rodzinnym posiedzeniu informacyjnym – ma obowiązek uzyskać potwierdzenie od stron w toku rodzinnego posiedzenia informacyjnego, że strony osobiście zapoznały się z informacją o indywidualnych społecznych skutkach rozpadu małżeństwa (nie wiem, dlaczego mają złożyć takie potwierdzenie mediatorowi, a nie sądowi, przed którym toczy się rodzinne postępowanie informacyjne. Nie wiem też, co ma zrobić mediator, jeżeli strony nie będą chciały tego potwierdzić, lub oświadczą, że się z tym nie zapoznały i nie zamierzają się zapoznać). Mediator ma 1 miesiąc na przeprowadzenie mediacji – licząc od daty rodzinnego posiedzenia informacyjnego. Można ten termin wydłużyć do 6 miesięcy na wniosek mediatora. Co więcej – ileż razy można (!) – w toku mediacji mediator ma obowiązek zapoznać strony o indywidualnych społecznych skutkach rozpadu małżeństwa.

Umorzenie rodzinnego postępowania informacyjnego

Sąd umarza rodzinne postępowanie informacyjne jeżeli:

  1. wniosek został cofnięty;
  2. upłynął czas do przeprowadzenia mediacji;
  3. mediator przedstawił sądowi protokół mediacji wraz z zawartą ugodą;
  4. ustaleniu, że strona została skazana za znęcanie się nad małżonkiem lub małoletnim dzieckiem, albo wszczęcia takiej sprawy (uwagi – jak wyżej), a pokrzywdzony małżonek nie złożył wniosku o kontynuowanie postępowania;
  5. śmierci małżonka

Moje refleksje

Trzeba mieść świadomość, że wprowadzenie rodzinnego posiedzenia informacyjnego będzie przede wszystkim przedłużało postępowanie sądowe o rozwód lub separację. Już teraz czeka się w Krakowie kilka miesięcy na pierwszą rozprawę. Z rodzinnym postępowaniem informacyjnym terminy te wydłużą się o dalsze kilka miesięcy. Do tej pory – proszę mnie poprawić, jeżeli się mylę – nie wprowadzono żadnych reform usprawniających pracę sądów (zmiany kadrowe niestety nie dają takich efektów), nie podwyższono wynagrodzeń pracowników administracyjnych, nie usprawniono obsługi informatycznej sądów (mam na myśli programy obsługujące pracę sędziów i sekretariatów). Dochodzi więc sądom – przy braku jakichkolwiek narzędzi przyspieszających postępowanie – jeszcze jeden obowiązek, co musi wydłużyć oczekiwanie na rozpoznanie sprawy.

Czy rodzinne posiedzenie informacyjne zniechęci strony do rozwodu?

Moim zdaniem nie. Opieram swoje doświadczenie (o czym już kiedyś pisałam) na obowiązkowych posiedzeniach pojednawczych w przeszłości. Strony, które będą chciały szybko doprowadzić do zakończenia sprawy skorzystają z każdego sposobu, żeby przyspieszyć oczekiwanie na rozprawę. “Odbębnią” to co muszą (przyjdą do sądu na wyznaczone posiedzenie, zgłoszą się lub nie – czyli odmówią udziału w mediacji – do mediatora) i cierpliwie (bo nie będą miały innego wyjścia) poczekają na rozprawę rozwodową. Będę nudna, ale jeszcze raz napiszę – w ten sposób raczej nieczego się nie osiągnie. Bez inwestycji w sprawny i rzetelny system poradnictwa psychologicznego nie pomoże się zwaśnionym małżonkom. Będzie dłużej, będzie drożej – ci, którym zależy na rozwodzie przetrwają wszystko. I może później, ale się rozwiodą.

5
Sie

ODPOCZĘŁAM – WRACAM!

Przed wakacjami tyle się działo w kancelarii, że nawet nie dałam rady zapowiedzieć nieobecności.

Wakacje to trudny moment dla Klienta. Niestety w Polsce nie ma wakacji sądowych, czyli okresu, kiedy nie są wyznaczane rozprawy.  Oznacza to, że na rozprawach przypadających na urlop adwokata adwokat się nie stawi, tylko wyznaczy zastępce. Gdyby wakacje sądowe były wyjazdy na wakacje byłyby spokojniesze i dla Klienta i dla adwokata…

Nie dziwię się oczywiście Klientom, że nie są szczęśliwi z powodu nieobecności pełnomocnika (wybrali konkretnego adwokata, żeby reprezentował ich na rozprawach), ale nikt z nas nie jest w stanie pracować bez odpoczynku przez cały rok. Zresztą i bez urlopu zdarza się niejednokrotnie, że na rozprawie stawia się zastępca (o czym moi Klienci są zawsze informowani) ze względu na kolizję rozpraw lub chorobę pełnomocnika. Jedyny problem adwokata to wybrać odpowiednią osobę na tzw. pełnomocnika substytucyjnego, czyli zastępcę. Na szczęście dociera do mnie dużo pozytywnych głosów pozytywnie oceniających moją zastępczynię (po powrocie przeczytałam nawet maila z podziękowaniami za wybór pełnomocnika substytucyjnego, co mnie bardzo ucieszyło), więc mam to szczęście, że na urlop mogłam wyjechać całkiem spokojnie.

Nie będę pisać, gdzie byłam i co robiłam. Uchylę jedynie rąbka tajemnicy – wakacje spędzam czynnie, bo tylko tak odpoczywam psychicznie. Dla tych, którzy są ciekawi co ja tam na tych wakacjach wyprawiam :-):

Skoro odpoczęłam, to wracam: i do pracy (a właściwie już wróciłam) i do blogów.

26
Cze

ROZWÓD – ZNÓW O PODWYŻCE KOSZTÓW

Zacznij odkładać pieniądze lub się pospiesz

Znowu zapowiada się, że za rozwód trzeba będzie słono zapłacić. Taką informację wypatrzyłam na blogu kolegi korporacyjnego adw. Tomasza Kazubskiego. W ostatnim wpisie (link znajdziesz tu) Pan Mecenas napisał o planowanych podwyżkach kosztów w ogóle, ale wspomniał też o rozwodzie. Opłata sądowa ma być podwyższona z 600 zł do 2.000 zł. Zmiany mogą wejść w życie już od września bieżącego roku.

Opłata za rozwód

Ten pomysł powraca jak bumerang. O takich planach Ministerstwa pisałam już w listopadzie 2017 r. (tu). Po dość dużym ruchu w prasie i negatywnych komentarzach Ministerstwo wycofało się wtedy z projektu, ale – jak widać – był to ruch pozorny. Zmianie ma też ulec opłata za uzasadnienie (obecnie za uzasadnienie nie jest pobierana żadna opłata) i opłata za wezwanie świadka.

To już było

Wysokie opłaty za rozwód już były. Podobnie była też opłata za uzasadnienie. Nowością jest opłata za wezwanie świadka. Cóż, zobaczymy co to się będzie działo.

Czy zmniejszy się ilość rozwodów?

Moim zdaniem niekoniecznie. Do stycznia 2006 r. opłata za rozwód była jedną wielką niewiadomą. Sąd wyznaczał tzw. wpis tymczasowy a na końcu postępowania zasądzał wpis ostateczny. Kwoty były różne w zależności od sytuacji finansowej strony zobowiązanej do zwrotu kosztów sądowych.

Czy wtedy ludzie się nie rozwodzili?

Znalazłam w internecie bardzo interesujące opracowanie GUS “Małżeństwo i dzietność w Polsce”.

Na stronie 4 tego opracowania jest wykres obrazujący zmiany w ilości spraw rozwodowych począwszy od 1990 r. Analiza kończy się na 2013 r., ale obrazuje interesujący nas okres zmiany opłaty na stałą w wysokości 600 zł. Jakkolwiek widać, że ilość rozwodów wzrosła, to później stan się stabilizuje. Nie jestem specjalistą w tym zakresie, ale obawiam się, że zmiany w społeczeństwie są nie do cofnięcia. Najwyżej dłużej trzeba będzie poczekać na wniesienie pozwu. Najwyżej więcej osób zaciągnie kredyt (zdarza się to już teraz). Zobaczymy co czas pokaże… Jako obywatel życzyłabym sobie bardzo , a zwłaszcza rodzinom w kryzysie, działań wspierających rodzinę, a nie jedynie rozwiązań opresyjnych mechanicznie wstrzymujących sam proces rozwodowy. Na tym polu jest bardzo dużo do zrobienia.

12
Cze

O CZYM SĄD NIE MUSI DECYDOWAĆ W WYROKU ROZWODOWYM

Wczoraj rano wróciłam z Budapesztu. Pojechałam tam na warsztaty z mediacji transgranicznych. To była podróż trochę nostalgiczna – wybrałam pociąg. Potrafię spać w każdych warunkach, więc obecność 5 innych osób w przedziale w drodze do Budapesztu i jednej Koreanki w drodze powrotnej w żaden sposób nie przeszkodziła mi w odpoczynku :-). Dlaczego podróż nostalgiczna? Bo takie podróże wagonami sypialnymi na wakacje pamiętam z dzieciństwa. Było fajnie.

Po powrocie dopadła mnie niestety choroba, więc dopiero teraz siadłam do pisania. Wcześniej po prostu po ludzku trochę cierpiałam…

Co z tymi wyrokami rozwodowymi?

Dawno temu pisałam o elementach wyroku rozwodowego (wpis można znaleźć tu). A dzisiaj o tym, co sąd może, albo po prostu pomija. Oczywiście sąd nie może pominąć orzeczenia o rozwodzie z winą lub bez orzekania o winie. To podstawowa treść orzeczenia rozwodowego i musi być zawarta w wyroku :-).

Władza rodzicielska i kontakty

Sąd musi orzekać o władzy rodzicielskiej, ale już wcale nie musi orzekać o kontaktach. Jeżeli małżonkowie zgłoszą zgodny wniosek – sąd nie orzeka o kontaktach. Jeżeli chociaż jedna strona będzie się domagała uregulowania kontaktów (przypominam – w sposób bardzo szczegółowy: opis w jaki dzień i w jakich godzinach), to sąd ma obowiązek zamieścić takie uregulowanie w wyroku rozwodowym.

Alimenty na dzieci

Sąd ma obowiązek orzekać o alimentach na dzieci. Nie powiem, że nie znam orzeczeń, w których sądy obciążały oboje rodziców kosztami utrzymania dzieci. Kropka. Bez wskazania kwot. Ale takie sytuacje zdarzają się rzadko i należy je traktować, jako wyjątek od reguły. Dodatkowo trzeba pamiętać, że kwota alimentów jest ustalana w skali miesiąca, a kwoty są równe. Także w miesiącach wakacyjnych, jak dzieci znajdują się pod opieką rodzica “drugoplanowego”. Próbowałam kiedyś – obie strony się na to zgodziły – przekonać sąd do niższych alimentów w miesiącach wakacyjnych. Sąd nie dał się przekonać…

Sposób korzystania ze wspólnego mieszkania

Pisałam już nie raz, że nie chodzi o wspólne mieszkanie w sensie własności, a faktycznie wspólnie zajmowane mieszkanie. Niezależnie od tego sąd ma obowiązek orzekać o mieszkaniu, jeżeli małżonkowie w dacie rozwodu mieszkają razem. Czy orzeka? Coraz częściej zdarza mi się wysłuchiwać wyroku, w których “sąd nieorzeka o wspólnie zajmowanym mieszkaniu” także w sytuacji, gdy strony złożą zgodny wniosek w tym zakresie . Czy jest jakaś podstawa prawna dla takiego orzeczenia? Nie ma. Z drugiej strony nie wiem, jaki jest sens w obecnych czasach orzekać, że powód zajmuje pokój po prawej od wejścia o powierzchni 12 m2, a pozwana – na lewno od wejścia o powierzchni 15 m2? Żadnego prawa to nie tworzy, a celem jest uspokojenie relacji między zwaśnionymi stronami. Jeżeli mojemu Klientowi nie zależy na takim uregulowaniu to przyznam się :-): składam wniosek o nieorzekanie o wspólnie zajmowanym mieszkaniu nawet jeżeli małżonkowie mieszkają nadal razem. Od sędziego zależy, czy uwzględni mój wniosek, czy też podejdzie do tej kwestii formalnie i wyda orzeczenie szczegółowo opisujące, gdzie kto ma mieszkać. Zwykle nie ma to większego znaczenia dla stron.

 

 

 

22
Maj

CO SIĘ ZE MNĄ DZIAŁO, JAK MNIE TU NIE BYŁO

To nie będzie wpis o prawie, ale – wyjątkowo – o mnie i o kancelarii.

Po prostu uznałam, że tym, którzy tu zaglądają należą się wyjaśnienia. Zniknęłam już jakiś czas temu i na blogu zrobiła się niemiła (dla mnie) cisza…

Nowa siedziba

Na szczęście żyję i nic złego się nie wydarzyło. Wręcz przeciwnie: zmiany, zmiany, zmiany :-). Od początku maja 2018 r. kancelaria ma nową siedzibę. “Urzęduję” teraz w kancelarii przy ul. Starowiślnej 18/5 (nadal) w Krakowie. Mam bardzo ładne biuro, świetnych pracowników i – na szczęście – dużo pracy :-). Pracy nie tylko zawodowej, ale wciąż jeszcze organizacyjnej.

Brutalna rzeczywistość 🙂

Muszę się przyznać, że uwielbiam organizować remonty, ekipy, zakupy itp. Mam dużą satysfakcję, jak wszystko uda się poukładać i plan działa jak w zegarku. Tym razem mi się nie udało :-(. Dlaczego? Zderzyłam się z rzeczywistością i brakiem solidności różnych firm (na szczęście tylko niektórych). Okazuje się, że nie jest prostą sprawą wysłanie do  kupującego biurka z wszystkimi częściami do złożenia… Krzesła z pociętą tapicerką, czy krzesła bez śrub? Normalka… Dzięki temu, po dwukrotnych reklamacjach mam kilka dodatkowych części do biurka (jeszcze trochę, a mogłabym skręcić jeszcze jedno :-)), krzesła z pociętą tapicerką odesłałam (na razie nie dostałam zwrotu pieniędzy), a śruby do skręcenia innego krzesła szczęśliwie dotarły. Nie jest też problemem przyjęcie dużego zamówienia na wykonanie mebli i niedługo później rozpoczęcie remontu hali produkcyjnej :-). Przyznam, że teraz się z tego śmieję, ale przed długim weekendem byłam bliska załamania. “Przygody” z kurierami (dzisiaj zapomniał, dzisiaj nie wziął paczki z magazynu itp.)  też nie działały pozytywnie na moje samopoczucie…

Odpoczynek

Weekend majowy na szczęście przyczynił się do powrotu do równowagi psychicznej (green velo od Kielc do Przemyśla) i od maja z ogromną radością funkcjonujemy w nowym, choć jeszcze nie do końca urządzonym, biurze. Jeszcze trochę pracy organizacyjnej przed nami Tablice, wizytówki, strona www), ale mam nadzieję, że będę mogła już wrócić do rytmu blogowania, bo trochę mi tego brakuje.