25
Mar

ROZWÓD W UK PO BREXICIE

Brexit tuż tuż (o ile dobrze pamiętam ma być to pod koniec marca 2019 r.).

Prawnicy od dawna zastanawiają się, co to będzie z relacjami międzynarodowymi w aspekcie prawa po Brexicie? Przeczytałam dzisiaj krótki artykuł na portalu londynek.net: Zła wiadomość dla rozwodników w UK po Brexicie i przypomniałam sobie o dyskusji, jakiej wysłuchałam na ostatniej konferencji prawa rodzinnego w Trewirze (Annual Conference on European Family Law 2017). Dyskusja toczyła się między Giuseppe Calà a Timem Amos – dwoma adwokatami z Wielkiej Brytanii. Szczegółów rozmowy oczywiście dziś już nie pamiętam. Rozmowa była interesująca, ale wniosek był dość niesatysfakcjonujący dla uczestnika konferencji :-).

Co będzie po Brexicie według obu adwokatów?

Nie wiadomo :-). W takim samym tonie jest napisany wspomniany wcześniej artykuł. Sędzia brytyjska “Baronessa Butler-Sloss ostrzega, że sądy w Unii Europejskiej mogą ignorować orzeczenia wydane nad Tamizą, ponieważ wymogi “wzajemności” nie będą miały po Brexicie już zastosowania”. Jest to pewnie twierdzenie prawdziwe w przypadku wielu krajów europejskich, ale nie … Polski. Nie dziwię się brytyjskiej sędzi, gdyż my prawnicy znamy najczęściej przepisy swojego kraju oraz prawo międzynarodowe. Nie znamy natomiast wewnętrznych regulacji prawnych innych krajów.

Co będzie się w takim razie działo w Polsce z brytyjskimi wyrokami rozwodowymi po Bexicie?

To co teraz :-). Wyroki będą uznawane z mocy prawa, co oznacza, że nie trzeba będzie prowadzić postępowania o uznanie wyroku. Od tej zasady są – jak zawsze wyjątki. Orzeczenie nie jest uznawane z mocy prawa jeżeli:

Orzeczenie nie podlega uznaniu (art. 1146 k.p.c.), jeżeli:
 nie jest prawomocne w państwie, w którym zostało wydane;
  • nie jest prawomocne w państwie, w którym zostało wydane;
  • zapadło w sprawie należącej do wyłącznej jurysdykcji sądów polskich;
  • pozwanemu, który nie wdał się w spór co do istoty sprawy, nie doręczono należycie i w czasie umożliwiającym podjęcie obrony pisma wszczynającego postępowanie;
  • strona w toku postępowania była pozbawiona możności obrony;
  • sprawa o to samo roszczenie między tymi samymi stronami zawisła w Rzeczypospolitej Polskiej wcześniej niż przed sądem państwa obcego;
  • jest sprzeczne z wcześniej wydanym prawomocnym orzeczeniem sądu polskiego albo wcześniej wydanym prawomocnym orzeczeniem sądu państwa obcego, spełniającym przesłanki jego uznania w Rzeczypospolitej Polskiej, zapadłymi w sprawie o to samo roszczenie między tymi samymi stronami;
  • uznanie byłoby sprzeczne z podstawowymi zasadami porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej (klauzula porządku publicznego).

O uznawaniu wyroków pisałam tu. Teraz dodam jedynie, że skoro Brexit ma się dokonać w 2019 r., a Polska uznaje “z automatu” orzeczenia sądów innych krajów zapadłe od 2009 r. (czy takie rozszerzenie uznawania wyroków z sądów całego świata jest słuszne, czy nie, to temat na osobną i zapewne gorącą dyskusję) to zmiany nie będzie. Można zatem uspokoić Baronessę (cóż za piękny tytuł!) i wszystkich osobiście zainteresowanych rozwodem w Wielkiej Brytanii, że w Polsce także po Brexicie nie powinno być problemów z uznaniem wyroku.
Nie byłabym sobą, gdybym nie zapytała:

co będzie po Brexicie z polskimi wyrokami rozwodowymi w Wielkiej Brytanii ?

 

Muszę przyznać, że – nie znając brytyjskiego prawa międzynarodowego – mogę jedynie odpowiedzieć: nie wiem. Prawdę mówiąc problem może pojawić się niestety wcześniej (co za wstyd) na kanwie słynnej już decyzji sędzie irlandzkiej (o szczegółach można przeczytać tu).

 

9
Mar

ROZWÓD NIE JEST PILNĄ SPRAWĄ

Rozwód nie jest pilną sprawą.

Ciekawe, kto z zainteresowanych zgodzi się z takim twierdzeniem?

Znów mam lekki poślizg w pisaniu na blogu, ale w zeszły weekend z powodów bardzo osobistych nie byłam w stanie nic napisać na blogu. Teraz nadrabiam.

Tytuł dzisiejszego wpisu to wniosek z postanowienia Sądu Najwyższego z dnia 9 stycznia 2018 r., sygn. akt:  III SPP 55/17. Stan faktyczny (tak prawnicy mówią o faktach, czy też historii w sprawie) był następujący: w sprawie rozwodowej ojciec został obciążony obowiązkiem alimentacyjnym na dzieci (wrzesień 2016). W grudniu ojciec zachorował na chorobę Parkinsona, a następnie jego stan zdrowia się pogorszył. Ostatecznie chorobę Parkinsona potwierdzono w czerwcu 2017 r. Przez ten czas ojciec był na zasiłku chorobowym, a następnie rehabilitacyjnym jednak starał się płacić zasądzone alimenty (dzięki pożyczkom od własnego ojca). Efekt? Rosnące zadłużenie, znaczne pogorszenie warunków życia, zdrowia, brak możliwości założenia nowej rodziny, cierpienie. Nie będę wskazywać szczegółów historii skarżącego, gdyż ta jest dostępna w uzasadnieniu postanowienia.

Przez 13 miesięcy od wydania wyroku rozwodowego, a 11 miesięcy od wniesienia apelacji w sprawie nie działo się nic, co by pozwoliło merytorycznie zakończyć sprawę. We wrześniu 2017 r. ojciec zwrócił się o przyspieszenie sprawy. Termin został wyznaczony na październik 2017 r. Ale, jak ktoś ma pecha… Ze względu na chorobę jednego z sędziów rozprawę odroczono na grudzień 2017 r.

Ojciec złożył skargę na przewlekłość postępowania, która omawianym postanowieniem Sądu Najwyższego została oddalona.

Dlaczego?

Zdaniem Sądu Najwyższego:

  •  ustawa (ustawa o skardze na naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy w postępowaniu przygotowawczym prowadzonym lub nadzorowanym przez prokuratora i postępowaniu sądowym bez uzasadnionej zwłoki – gratulacje dla autora tytułu ustawy) nie określa konkretnego, bądź przeciętnego czasu oczekiwania na rozpoznanie sprawy;
  • w judykaturze przyjmuje się, że za przewlekłe można uznać postępowanie, w którym w danej instancji nie wyznaczono terminu rozprawy przez okres ponad 12 miesięcy
  • sprawy powinny być rozpoznawane według kolejności ich wpływu. W pozostałych sprawach podejmuje się tylko czynności niecierpiące zwłoki;
  • poza kolejnością  na terminy rozpraw lub posiedzeń należy kierować sprawy pilne, choć:
  • w szczególnie uzasadnionych przypadkach przewodniczący wydziału może
    zarządzić rozpoznanie sprawy  poza kolejnością;
  • z zestawienia spraw pilnych wynika, że sprawy o rozwód nie należą do kategorii spraw pilnych i, co do zasady (i to jest słowo – klucz) sprawy powinny być wyznaczone zgodnie z kolejnością wpływu, czyli tak jak miało to miejsce w przedmiotowym postępowaniu;
  • polski model rozstrzygania spraw rozwodowych nie jest ukierunkowany na maksymalnie szybkie zakończenie tych spraw, a raczej nastawiony jest na koncyliacyjne działania Sądu i dążenie do utrzymania trwałości małżeństwa;
  • pełnomocnik strony w sprawie o rozwód, który nie składa wniosku o skierowanie sprawy na termin rozprawy apelacyjnej poza kolejnością wpływu, ze wskazaniem, że występuje szczególnie uzasadniony przypadek, nie może skutecznie domagać się stwierdzenia przewlekłości postępowania nawet w przypadku, gdy rozprawa apelacyjna została wyznaczona po roku oczekiwania, zgodnie z kolejnością wpływu.

No to teraz czas na mój komentarz.

Od razu zaznaczę, że konkretna sprawa jest jedynie tłem dla moich rozważań (nie znam szczegółowo sprawy).

Prawdą jest, że ustawa o skardze na naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy (…) nie określa konkretnego, bądź przeciętnego czasu oczekiwania na rozpoznanie sprawy. Tak, ale bozia dała nam rozum, poczucie przyzwoitości, serce i  co tam jeszcze ktoś sobie dopisze w to miejsce. Sędzia nie ma być maszynką do stosowania prawa, ale właśnie na do takich sytuacji pasuje jak ulał uznanie sędziowskie.

Rzeczywiście judykatura przyjmuje, że przewlekłości nie ma, jeżeli nie minęło 12 miesięcy. Gratuluję judykaturze. Osobiście staram się uzyskać egzekucję kontaktów ojca z dzieckiem. Sprawa pilna? Nie. No to od początku kwietnia 2017 r. w sprawie nic się specjalnego nie dzieje (przewlekłości nie ma. Mam to już na piśmie. Bo nie minęło 12 miesięcy.).

Prawdą jest, że regulamin sądów powszechnych ustala kolejność prowadzenia spraw. I dobrze. Bez tego panowałoby bezhołowie (nota bene dowiedziałam się ostatnio od znajomej sędzi z wydziału karnego, że koleżanka z wydziału ma w drodze losowania przyznane 3 razy więcej spraw niż ona. Cóż… maszyna losująca. Nikt nie wie, jak to działa). Ale ten sam regulamin przewiduje, że w szczególnie uzasadnionych przypadkach przewodniczący wydziału może zarządzić rozpoznanie sprawy  poza kolejnością. Czy to była taka sprawa? Nie mnie decydować, ale stawiam orzechy przeciw kasztanom, że nikt tego nie rozważył.

Czy sprawy rozwodowe są sprawami pilnymi? Powiedziałabym, że jako rodzaj spraw – rzeczywiście – nie. Ale sprawa sprawie nierówna. Do tego należy pamiętać, że w sprawie rozwodowej małżeństwa z dziećmi w skład postępowania wchodzą też kwestie dotyczące dziecka. Te potrafią być pilne same w sobie, ale właśnie na zasadzie oceny konkretnej sytuacji przez sędziego.

Uwaga do pełnomocników

Piszmy ponaglenia do sądu o przyspieszenie sprawy. W innym przypadku okaże się, że to adwokat jest winny. Nieważne ile trwała bezczynność sądu. Skoro adwokat się nie upominał, to sędzia ręce ma czyste. To sarkazm, ale uwaga ma wymiar praktyczny. Dla wyjaśnienia podam, jaki jest efekt pisania przez nas ponagleń do sądu. ŻADEN. Sędziowie nic sobie nie robią z naszych ponagleń, bo też i nie zawsze mają jak (o tym zaraz) sobie coś z tego robić. Ale skoro Sąd Najwyższy uważa, że wina za bezczynność sądu w postępowaniu leży po stronie adwokata, bo nie napisał ponaglenia, to koledzy i koleżanki – do roboty!

Nie byłabym sobą, gdybym do głośnego narzekania na wymiar sprawiedliwości nie dołożyła kilku uwag dla równowagi. Jestem adwokatem “sądowym”. Prowadzę postępowania przed sądem i widzę, co się dzieje. Wczoraj sąd chciał odroczyć moją sprawę rozwodową na czerwiec, ale od początku roku skład ławniczy ma być stały, więc teraz 3 osoby uzgadniają terminy. Ostatecznie udało się ustalić termin na wrzesień 2018.

Warunki pracy sędziów są okropne. Brakuje sędziów (ostatnio przeczytałam, że w całej Polsce jest prawie 500 nieobsadzonych stanowisk sędziów ), co przekłada się na ilość spraw przydzielonych do jednego sędziego (posłużę się przykładem np. w sądzie rejonowym w Krakowie 450 spraw na głowę i nie jest to rekord ogólnopolski).

Brakuje asystentów sędziego (w tym samym sądzie – 2 asystentów na ponad 20 sędziów). Zaczyna brakować szeregowych pracowników. Wynagrodzenia są mizerne (najniższa krajowa), odpowiedzialność duża, nieopłacane nadgodziny itd. Żeby się nie rozpisywać, bo ktoś już to zrobił lepiej ode mnie: polecam wpis na blogu r.pr. Jolanty Budzowskiej (znajdziesz wpis tu).

Optymizmu brak…

 

18
Lut

SKARGA KASACYJNA OD WYROKU ROZWODOWEGO

Zanim zacznę pisać o skardze kasacyjnej, kilka słów o blogu. Miałam chwilę przerwy, bo najpierw pracy było bardzo dużo, a potem była chwila odpoczynku. Tym wpisem – z dużą przyjemnością – wracam do regularnego (w miarę możliwości) zamieszczania wpisów na blogu.

Czy skarga kasacyjna od wyroku rozwodowego jest dopuszczalna?

Mogę udzielić mojej ulubionej odpowiedzi 🙂 – to zależy. Wyrok rozwodowy w swojej części pierwszej (i ostatniej, jeżeli strony nie mają małoletnich dzieci) zawiera orzeczenie rozwodu z winą lub bez, albo oddalenie powództwa o rozwód. Jeżeli strony mają dzieci to druga część orzeczenia w sprawie rozwodowej – tylko jeżeli sąd orzekł rozwód – dotyczy małoletnich dzieci: władzy rodzicielskiej, kontaktów i alimentów. Jeżeli sąd oddalił powództwo o rozwód to w ogóle nie orzeka o władzy rodzicielskiej, kontaktach i alimentach. Jeżeli strony w dacie rozwodu mieszkają razem to – teoretycznie – sąd ma obowiązek orzec o wspólnie zajmowanym mieszkaniu, ale w obecnych czasach ma to znaczenie, powiedziałabym, marginalne (z tego względu strony często wnoszą, żeby sąd nie orzekał o wspólnie zajmowanym mieszkaniu). Dodatkowo – jeżeli strony są zgodne w tej kwestii – sąd może dokonać podziału majątku wspólnego.

Część dotycząca rozwodu

W tej kwestii nie ma wątpliwości. Jeżeli sąd uwzględni powództwo i orzeknie rozwód lub też oddali powództwo – skarga kasacyjna nie przysługuje. Wynika to wprost z art. 398(2) § 2 pkt 1 k.p.c.:

Skarga kasacyjna jest niedopuszczalna [także] w sprawach o rozwód, o separację, o alimenty”
Nie ma na to rady. Nawet nie ma co próbować pisać skargi kasacyjnej w przypadku niezadowolenia z treści wyroku rozwodowego Sądu II instancji. Orzeczenie sądu odwoławczego jest ostateczne.

Co z częścią wyroku dotyczącą dzieci?

W powołanym wyżej przepisie częściowo zawiera się odpowiedź na to pytanie. Skarga kasacyjna nie przysługuje w części dotyczącej alimentów.

Zostaje nam jeszcze władza rodzicielska i kontakty. I znów zła wiadomość:

art. 519(1) § 2 k.p.c.: W sprawach z zakresu prawa rodzinnego, opiekuńczego i kurateli skarga kasacyjna przysługuje tylko w sprawach o przysposobienie oraz o podział majątku wspólnego po ustaniu wspólności majątkowej między małżonkami, chyba że wartość przedmiotu zaskarżenia jest niższa niż sto pięćdziesiąt tysięcy złotych.

Co to oznacza? Także w zakresie władzy rodzicielskiej i kontaktów skarga kasacyjna nie przysługuje. 

Podział majątku w wyroku rozwodowym

Tu nareszcie jest dobra wiadomość. Na podstawie wyżej powołanego art. 519(2) § 2 k.p.c. ta część wyroku – nieobowiązkowa i obwarowana w toku postępowania rozwodowego zgodnym stanowiskiem stron (co w praktyce zmniejsza prawdopodobieństwo skargi kasacyjnej, skoro strony się zgadzały na wskazany sądowi podział majątku) może być zaskarżona skargą kasacyjną. Jeden warunek – o ile wartość przedmiotu zaskarżenia jest wyższa niż 150.000 zł.

Rozczarowanie

Trzeba przyjąć do wiadomości, że tak w samej sprawie rozwodowej, jak i objętych wyrokiem rozwodowym “orzeczeniach cząstkowych” dotyczących małoletnich dzieci skarga kasacyjna nie przysługuje. Wszystkie siły i starania w przekonaniu sądu do swoich racji trzeba wykorzystać w toku dwóch instancji, bo więcej nie jest nam dane.

7
Sty

PLAGA ROZWODÓW

“Plaga rozwodów” to obecnie chyba jedno z częściej używanych haseł w kontekście rozwodu. Co rusz czytam o pladze rozwodów i pomysłach, co zrobić, żeby ograniczyć liczbę rozwodów. Niedawno zaczął się nowy rok, więc tak na dobry początek trochę statystyki (źródło GUS). Danych za 2017 r. jeszcze nie ma więc sięgnęłam po dane z trzech poprzednich lat.

Skala “plagi”

W 2016 r. orzeczono w Polsce 62.497 rozwodów i 1.612 separacji, w 2015 r. – 67.296 rozwodów i 1.700 separacji, a w 2014 r. – 65.761 rozwodów i 1.918 separacji. Co do liczby rozwodów – niemało, w przeciwieństwie do liczby separacji (na marginesie – separacja została wprowadzona do prawa polskiego głównie dla osób, które z przyczyn światopoglądowych nie akceptują rozwodu. Widać, że w Polsce tego typu dylematy dotykają niewielką część zainteresowanych).

Czy to jest plaga rozwodów?

Raczej nazwałabym to kryzysem w rodzinie, czyli zjawiskiem, które było, jest i będzie … niestety. Jakoś nikt nie chce pamiętać o tym, że rozwód (zostawmy w spokoju separację…) to skutek, a nie przyczyna. Ludzie nie rozwodzą się dla kaprysu. To zwykle przemyślana i trudna decyzja. Decyzja często obciążona ogromnym lękiem także po stronie inicjującej procedurę sądową. Jak czytam o pladze rozwodów, to sobie sama zadaję pytanie: o co chodzi? Czy o statystyki, czy o realną pomoc rodzinie? Chciałabym się mylić, ale odnoszę wrażenie, że jednak o statystyki. Jedyne, co w ostatnim czasie próbowano zmienić to opłatę sądową od rozwodów , co w znaczny sposób utrudniło by drogę do rozwodów (po szumie medialnym władza wycofała się z tego pomysłu. Pisałam o ym tu i tu). Nie słyszałam o zwiększeniu środków finansowych dla poradnictwa małżeńskiego, czy jakiejś nowatorskiej koncepcji pomocy rodzinie. Nie ma pomysłu na poprawę jakości życia i nie chodzi mi o dobra materialne, a organizację dnia codziennego, czas dla rodziny itp.

Więcej separacji?

Ograniczenie dostępności rozwodów ewidentnie wpłynie na statystyki, ale nie pomoże rodzinom i nie sprawi, że formalne małzeństwa zaczną darzyć się ciepłym uczuciem. Zwiększy się wtedy pewnie ilość separacji, ale nie wiem, czy można będzie to odtrąbić jako sukces?

Co nam funduje nowy rok w rozwodach i separacjach?

W dniu 1 stycznia b.r. weszła w życie nowelizacja regulaminu urzędowania sądów powszechnych – składy sędziowskie (i sędzia i ławnicy) będą losowane (według tajnego algorytmu – widocznie lepiej, żebyśmy nie mogli skontrolować działania genialnego narzędzia) i niezmienne do końca trwania sprawy. Może jestem pesymistką, ale trudno mi sobie wyobrazić ten bałagan, który nastąpi na początku, a potem wieszczę wydłużenie czasu oczekiwania na rozprawę. Znów – chciałabym się mylić. Pewnie mi nikt nie uwierzy, ale tempo pracy sądów (przyczyny są złożone) jest źródłem ogromnych frustracji adwokata. Niejednokrotnie czuję się bezsilna i już tylko dla sportu piszę ponaglenia rozpoznania sprawy, czy też – to już w wielkiej desperacji, gdyż powoduje to jeszcze większe opóźnienie w rozpoznaniu sprawy – skargi na przewlekłość postępowania. Dla sportu, bo efektów tych rozpaczliwych działani nie ma żadnych.

I tym optymistycznym akcentem… witam na blogu w nowym roku. Oby był dla nas wszystkich dobry.

 

 

1
Gru

NIE ZAPŁACISZ WIĘCEJ ZA ROZWÓD – PRAWDOPODOBNIE

Chyba jednak nie zapłacisz więcej za rozwód :-). Dopiero co pisałam o planowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości podwyżkach opłat sądowych w sprawach rozwodowych. Minęły 4 dni i… podwyżki jednak nie będzie. Skąd taka informacja? Dzisiaj na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości pojawiło się oświadczenie:

“Ministerstwo Sprawiedliwości informuje, że zmiany dotyczące opłat, zawarte w projekcie reformy Kodeksu postępowania cywilnego, miały charakter propozycji i jak cała reforma zostały poddane szerokim konsultacjom społecznym. Z uwagi na negatywne opinie w kwestii opłat Ministerstwo Sprawiedliwości nie będzie podtrzymywać tych propozycji.”

Całość oświadczenia dostępna tu.

Nie wiem, gdzie i z kim były szeroko konsultowane propozycje podwyżek, ale cieszę się, że te właśnie “konsultacje” plus wiele niepochlebnych ocen w mediach przyczyniło się do odstąpienia od wcielania w życie proponowanych zmian.

Od razu podkreślę, że nie jestem wrogiem podwyżek opłat sądowych, jako takich. Warto jednak kwestię przemyśleć i zachować umiar – nie można w ten sposób odbierać ludziom prawa do sądu. Póki co wydaje się, że prawo do rozwodu (to realne, a nie to zapisane w ustawach) jest niezagrożone.

28
Lis

ZAPŁACISZ WIĘCEJ ZA ROZWÓD – PRAWDOPODOBNIE

Pesymistyczna podwyżka

Dlaczego twierdzę, że niedługo zapłacisz więcej za rozwód? Dzięki dyskusji na facebooku natrafiłam na projekt nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw, a tam na art. 5 pkt 15 (s. 60 na samym dole). Ze wspomnianego artykułu wynika, że jeżeli  ustawa zostanie przyjęta przez sejm (co w obecnych czasach jest niemalże równoznaczne z pewnością, kwestią otwartą jest tylko odpowiedź na pytanie: od kiedy?) opłata sądowa umożliwiająca wszczęcie sprawy rozwodowej wynosić będzie 2000 zł. Dzisiaj opłata ta wynosi 600 zł, więc podwyżka jest – że tak zażartuję – zauważalna.

Skazani na separację

Co ciekawe, bez zmian pozostaje opłata sądowa od wszczęcia sprawy o separację. Nadal będzie to 600 zł. Dlaczego ciekawe? Bo w istocie rzeczy postępowania różni jedynie skutek, natomiast sam przebieg postępowania o separację i rozwód jest niezwykle podobny. Oznacza to, że osoby mniej majętne będą mogły sobie pozwolić na separację, ale już niekoniecznie na rozwód. Nadal oczywiście istnieje możliwość uzyskania zwolnienia od kosztów, ale – obym nie była złym prorokiem – żebyśmy nie oglądali masowo orzeczeń, że “strona planując rozwód powinna się byłą liczyć z wydatkiem i zaoszczędzić odpowiednią kwotę na opłatę sądową”. Gdybym się nie myliła (niestety) to osoby biedniejsze będą żyły albo nadal w małżeństwie, albo w separacji.

Bonus dla zgodnych małżonków? Zapomnij

Zacznę od tego, jak jest. Teraz małżonkowie, którzy rozwiodą się bez orzekania o winie (lub uzyskają separację) ponoszą połowę kosztów sądowych (sąd zwraca powodowi połowę opłaty sądowej, czyli 300 zł, a pozostałą kwotę rozdziela między strony po połowie, czyli 150 zł). Jak będzie po uchwaleniu omawianej nowelizacji ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych? Otóż w przypadku rozwodu takiego zwrotu nie będzie. Chcesz się rozwieść – płacisz 2.000 zł i kropka. W przypadku separacji możliwość zwrotu połowy opłaty przy zgodnym wniosku stron (obecnie zgodnym bez orzekania o winie, po ewentualnej zmianie – każdego zgodnego wniosku) zostaje utrzymana.

Ideologia

Jestem krótkowidzem i to z całą pewnością dlatego nie potrafię dopatrzyć się innej przyczyny proponowanych zmian, jak ideologia :-(. Rozwody są “be”, w przeciwieństwie – jeżeli już jest to konieczne – do separacji. Liczba orzekanych separacji w stosunku do rozwodów jest obecnie po prostu nikła. W tej sposób proporcje mają szanse się zmienić.

Brakuje mi w tej dyskusji o rozwodach dyskusji o pomocy rodzinie w kryzysie. Gdzie tacy ludzie mają szukać pomocy? Na terapię psychologiczną czeka się miesiącami.  No chyba, że ktoś podejmie terapię prywatnie. Wszędzie możemy usłyszeć o darmowych poradach prawnych, ale czy ktoś słyszał o kampanii darmowych terapii rodzinnych? “Psy” wieszane na adwokatach wyglądają bardziej spektakularnie niż na terapeutach 🙂 (od razu, gdyby ktoś nie zrozumiał wyjaśniam – uważam, że terapeutom należą się ciężko zarobione pieniądze). No to zadajmy sobie pytanie, czy komuś zależy na tym, żeby rodzinie w rozpadzie pomóc? Nie jednostkom, ale systemowo. Nie zauważyłam. O wiele łatwiej zatamować dostęp do rozwodów barierą finansową.

Trochę więcej nieszczęść

Z całą pewnością proponowana zmiana wysokości opłaty dotknie jakąś część społeczeństwa. Jak zwykle – tę biedniejszą… Czy utrzymanie na siłę małżeństwa przyczyni się do czyjegoś szczęścia? Śmiem wątpić. Czy o to komukolwiek chodzi? Śmiem wątpić. Czy wpłynie to w jakikolwiek sposób na poprawę jakości życia rodzin w Polsce? To pozostawię bez komentarza. Wygląda na to, że rodzina zostanie bez pomocy tak, jak to ma miejsce w wielu przypadkach teraz. Jaki efekt może przynieść proponowana zmiana? Zauważam kilka (znów ta krótkowzroczność):

  1. większe wpływy do budżetu;
  2. lepsze statystyki rozwodowe (tj. mniej rozwodów);
  3. zmniejszenie liczby zawieranych małżeństw, bo trudniej będzie ewentualne małżeństwo rozwiązać.

Póki co nic innego nie przyszło mi do głowy. Będę wdzięczna za wskazanie innych plusów.

Czy jestem zaskoczona?

Nie. Jakiś czas temu pisałam o narodowej debacie o rodzinie (można przeczytać tu). Ta planowana zmiana wpisuje się w ten sam nurt.

Trudno powiedzieć kiedy, ale raczej niedługo zapłacisz za rozwód dużo więcej.

9
Lis

ROZWÓD KOŚCIELNY

“Rozwód kościelny” w tytule to jawna prowokacja 🙂 .

Trochę osobistej historii później, ale już tu napiszę, że nie ma rozwodu w kościele :-).

Niejednokrotnie zdarza mi się, że moi Klienci pytają mnie właśnie o rozwód kościelny po przeprowadzeniu rozwodu przed sądem okręgowym. Cóż… nie jestem w stanie pomóc. Muszę się do tego przyznać – nie mam odpowiednich kwalifikacji, żeby reprezentować strony przed sądami kościelnymi. Kto może Cię reprezentować przed takimi sądami? Możesz dowiedzieć się tu.

Wprawdzie miałam w zamierzchłych czasach pomysł, żeby uzupełnić swoje kwalifikacje i zostać adwokatem kościelnym, ale ostatecznie nigdy do tego nie doszło. Nie czułam się na siłach podjąć kolejnych studiów (tym razem prawa kanonicznego), choć  Papieską Akademię Teologiczna, czyli w skrócie PAT (obecnie Uniwersytet Papieski Jana Pawła II) miałam na wyciągnięcie ręki :-). Potoczyło się wszystko tak, że zostałam wyłącznie przy prawie świeckim, a swoje zainteresowania prawem rodzinnym rozszerzyłam też na prawo międzynarodowe (ze szczególnym uwzględnieniem uprowadzeń rodzicielskich). Uzupełnienie studiów w zakresie prawa kanonicznego wpisałam na listę niezrealizowanych planów (co gorsze ta lista w miarę mojego starzenia się coraz bardziej się wydłuża 🙂 ).

Jak sobie zatem radzę, gdy ktoś mnie pyta o “rozwód kościelny”?

Bez głębszego zastanowienia odsyłam Klientów do bloga adwokata i adwokata kościelnego Bartłomieja Barańczaka. Pan Mecenas od lat prowadzi bloga o wymownym tytule ” niemarozwoduwkosciele.pl“. Na blogu Mecenasa Barańczaka można znaleźć rzetelne – i do tego przystępnie napisane – informacje o postępowaniu przed sądami kościelnymi. Osoby, które myślą o stwierdzeniu nieważności małżeństwa kościelnego zdecydowanie powinny zajrzeć na tego bloga. W internecie jest masę informacji. Problem w tym, żeby były to informacje pewne, sprawdzone i aktualne. Nie zdarzyło mi się, żeby któryś z moich Klientów odesłanych do niemarozwoduwkosciele.pl miał jakieś krytyczne uwagi do treści bloga. Sama  czytam od czasu do czasu bloga Pana Mecenasa – dla przyjemności i poszerzenia horyzontów. Wprawdzie codex Iuris canonici, czyli kodeks prawa kanonicznego (skrót kpk – nie mylić z kodeksem postępowania karnego :-)) stoi u mnie w domu na półce, ale – jak już wyjaśniłam wyżej – brak mi umiejętności i uprawnień, żeby zrobić z tego kodeksu użytek i podejmować się pomocy w “rozwodach kościelnych”.

18
Paź

UTAJNIENIE ZEZNAŃ

Ten wpis o utajnieniu zeznań powstał na zamówienie.

Napisała do mnie Pani zatroskana losem dzieci, w sprawie których (władza rodzicielska) ma zeznawać. Pani zadała mi pytanie, czy można utajnić zeznania świadka dla dobra dzieci? Chodzi nie tylko o to, żeby strony nie były obecne podczas zeznań, ale o utajnienie zeznań w taki sposób, żeby rodzice dzieci nie mogli zapoznać się z treścią zeznań świadka później z protokołu rozprawy.

Muszę przyznać, że rozumiem intencje czytelniczki bloga.

Rozumiem, też jej obawy, aby dzieci nie ucierpiały ze strony rodzica niezadowolonego z zeznań świadka . Ale…

Nie mam dobrych wiadomości.

Nie ma w ogóle możliwości zatajenia zeznań w postępowaniu cywilnym dla stron postępowania.

Świadek może odmówić zeznań lub odpowiedzi na poszczególne pytania. Artykuł 261 k.p.c. (kodeksu postępowania cywilnego) brzmi tak:

§ 1. Nikt nie ma prawa odmówić zeznań w charakterze świadka, z wyjątkiem małżonków stron, ich wstępnych (dziadkowie), zstępnych (dzieci, wnuki) i rodzeństwa oraz powinowatych (rodzina męża/żony) w tej samej linii lub stopniu, jak również osób pozostających ze stronami w stosunku przysposobienia. Prawo odmowy zeznań trwa po ustaniu małżeństwa lub rozwiązaniu stosunku przysposobienia. Jednakże odmowa zeznań nie jest dopuszczalna w sprawach o prawa stanu, z wyjątkiem spraw o rozwód.
§ 2. Świadek może odmówić odpowiedzi na zadane mu pytanie, jeżeli zeznanie mogłoby narazić jego lub jego bliskich, wymienionych w paragrafie poprzedzającym, na odpowiedzialność karną, hańbę lub dotkliwą i bezpośrednią szkodę majątkową albo jeżeli zeznanie miałoby być połączone z pogwałceniem istotnej tajemnicy zawodowej. Duchowny może odmówić zeznań co do faktów powierzonych mu na spowiedzi.

Sytuacja opisana przez czytelniczkę nie mieści się w żadnym z wyżej opisanych przypadków.

Ta możliwość zapoznania się z zeznaniami świadka przez strony wynika z zasady jawności postępowania cywilnego (art. 9 k.p.c.). Strony i uczestnicy postępowania mają prawo przeglądać akta sprawy i otrzymywać odpisy, kopie lub wyciągi z tych akt. Jednym słowem nawet, jeżeli któraś ze stron nie jest obecna na rozprawie podczas zeznań świadka i tak może się z łatwością dowiedzieć kto i co powiedział w czasie rozprawy. A nawet wysłuchać, bo protokół jest nagrywany.

27
Wrz

NARODOWA DEBATA O RODZINIE

Przeczytałam dzisiaj relację prasową z Narodowej Debaty o Rodzinie zorganizowanej przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (relacja jest dostępna np. tu).  Dzięki temu, co mi się rzadko zdarza, dzisiejszy wpis wyprzedzi zwykły weekendowy termin “publikacji” :-).  Odnoszę wrażenie, że uczestnikami debaty były osoby wyznające jeden światopogląd, ale być może poglądy innych opcji nie zostały zrelacjonowane w artykule.

Jakie propozycje padły (podaję za treścią artykułu)?

  1. promocja małżeństwa i rodziny przez media, kulturę i stworzenie prorodzinnego i promałżeńskiego programu edukacji dzieci i młodzieży, w zakresie m.in. odpowiedniego doboru lektur szkolnych;
  2. wprowadzenie zasady wspólnego rozliczenia podatkowego rodziców z dziećmi;
  3. powrót do modelu rozpraw pojednawczych;
  4. wyłączenie małżonka pozostającego w separacji z obowiązku wnoszenia opłat za pobyt w domu pomocy społecznej oraz zwrotu wydatków poniesionych na świadczenia z pomocy społecznej drugiego małżonka;
  5. nowelizacja prawa umożliwiającego przy okazji zawarcia związku małżeńskiego złożenie (dobrowolnego) oświadczenia wyłączającego rozwód – w takim wypadku orzeczenie rozwodu byłoby niedopuszczalne;
  6. program szkoleń dla wszystkich służb i instytucji zaangażowanych w rozwiązywanie problemów małżeńskich, w tym wychowawców, doradców rodzinnych, pedagogów, mediatorów, prokuratorów, policjantów – w celu ograniczenia liczby rozwodów;
  7. poradnie rodzinne (najlepszym miejscem ich działania byłyby parafie);
  8. profilaktyka relacji małżeńskich – jak rozumiem – przez propagowanie takich form terapii, które pozwalają na zbadanie nie tylko małżeńskiego „tu i teraz”, ale też na sięgnięcie głębiej, odnowienie sytuacji, które nawarstwiły się od kilku pokoleń.

Czy warto rozmawiać o rodzinie? Na pewno tak. Czy w ogóle rodzina jest wartością? Ewidentnie.

Czy podobają mi się propozycje wskazane w artykule?

Uprzedzę głosy wszystkich, którzy mają wdrukowane, że jako adwokat żeruję na rozwodach i mam osobisty interes w tym, żeby jak najwięcej małżeństw się rozpadło. Oczywiście, że utrzymuję się z reprezentacji stron w rozwodach – taka praca. Ale uważam, że pomoc rodzinie w kryzysie  jest jak najbardziej wskazana. Co więcej – brakuje ośrodków realizujących terapię, zwłaszcza nieodpłatną. Na terminy czeka się miesiącami, przynajmniej w Krakowie. Jednym słowem punkt 7 jest jak najbardziej sensowny. Pod jednym warunkiem: że nie będą to tylko poradnie katolickie. Jestem zwolennikiem państwa świeckiego. Osoby niewierzące, czy też wyznawcy innych religii nie mogą być zmuszane do korzystania z poradni o jasno wskazanym zabarwieniu religijnym. Niech państwo finansuje poradnie neutralne światopoglądowo. Nikomu to szkody nie zrobi, wręcz przeciwnie.

Czy pomysł propagowania wartości trwałości rodziny jest pozytywny? Tak, ale… jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach. Liczy się jakość wykonania. Życzyłabym nam wszystkim promocji taktownej i przede wszystkim szanującej prawa tych osób, które z różnych względów żyją w rodzinach niesformalizowanych – takich jest w Polsce coraz więcej.

Wspólne rozliczanie podatkowe rodziców z dziećmi jest dla mnie zupełnie niejasne, podobnie jak wyłączenie małżonka pozostającego w separacji z obowiązku wnoszenia opłat za pobyt w domu pomocy społecznej oraz zwrotu wydatków poniesionych na świadczenia z pomocy społecznej drugiego małżonka. Z artykułu wynika, że “te zmiany likwidowałyby lukę prawną, która powodowała, że separacja, mająca w założeniu chronić pokrzywdzonych przed krzywdą współmałżonka nie gorzej niż rozwód, w wymienionych wyżej przypadkach nie spełniała tego założenia” – nic z tego nie rozumiem (zakładam, że problem jest po mojej stronie – nie wiem dużo o pomocy społecznej)  i jeżeli ktoś potrafi, niech wyjaśni o co chodzi w komentarzu. Będę wdzięczna.

O posiedzeniu pojednawczym mówiłam tu (od ok. 0:30), więc nie będę się powtarzać. Krótko – można utrudnić rozwód, przedłużyć postępowanie. Dla zdecydowanych, to jedynie przeszkoda do pokonania.

Niezmiernie “oryginalna” jest propozycja wprowadzenia instytucji małżeństwa nierozwiązywalnego. Starałam się znaleźć informacje, czy gdzieś na świecie jest coś podobnego, ale nie znalazłam. Znów – z otwartymi ramionami przyjmę komentarz poszerzający moją wiedzę. Są kraje, w których rozwód jest przywilejem mężczyzn, ale to tyle (albo aż tyle patrząc z punktu widzenia kobiety). Ta propozycja skłania mnie do smutnej refleksji. Oczywiście, można wprowadzić przepisy uniemożliwiające rozwody, można wrócić do dawnych (bardzo dawnych) uregulowań rozróżniających prawa dziecka z prawego łoża i pozamałżeńskich. Można wszystko, tylko komu ma to służyć? Czy formalny zakaz rozwodów (a czemu nie? Też można) pomoże komukolwiek, poza polepszeniem statystyk? Prowadzę sprawy rozwodowe od wielu lat i – jestem o tym przekonana – nikt nie rozwodzi się dla kaprysu. To są w większości decyzje przemyślane i rozważane na dziesiątą stronę. Zwłaszcza, gdy małżonkowie mają dzieci.

Rozumiem, że kościół katolicki nie akceptuje rozwodów. I dobrze. Jest za to unieważnienie małżeństwa kanonicznego (popularnie i nieprawidłowo nazywany rozwodem kościelnym – przy okazji polecam świetny blog: www.niemarozwoduwkosciele.pl ). I dobrze. Ale – przypomnę – rozwód przed sądem rodzinnym w Polsce jest rozwodem świeckim, nie mającym wpływu na ważność ślubu kościelnego.

Niech państwo wspiera rodziny w kryzysie, niech promuje wartości takie, jak małżeństwo, rodzina, ale państwo nie powinno tworzyć przepisów, które w swoim założeniu (bo takie założenie powinna przyjąć każda myśląca osoba) zakładają zgodę na tragedie ludzkie nie do rozwiązania. Kto zawierając związek małżeński zakłada, że zakończy się rozwodem? Kto zakłada, że będzie nieszczęśliwy? Kto zakłada, że urodzi mu się dziecko poza małżeństwem? Kto przyzna, że może wzajemne uczucia się wypalą? Mogę tak długo pytać: kto, kto, kto?

Moje życie zawodowe to pasmo nieszczęść osobistych moich Klientów. Mam dla ludzi i ich problemów ogromny szacunek i uważam, że państwo powinno nieść pomoc, a nie kreować sytuacje prawne, które to nieszczęście sprowadzą na skraj beznadziei. Bądźmy – że tak się odniosę do wartości przebijających przez wypowiedzi uczestników debaty – miłosierni.

16
Wrz

MIEJSCE ZAMIESZKANIA DZIECKA

Sąd w wyroku rozwodowym decyduje o władzy rodzicielskiej, a przy tej okazji często także orzeka o miejscu zamieszkania dziecka. Taka sytuacja zdarza się tylko wtedy, gdy władza rodzicielska jest pozostawiona po rozwodzie obojgu rodzicom. Dlaczego?

Zacznijmy od tego czym jest miejsce zamieszkania? Zgodnie z art. 25  kodeksu cywilnego (k.c.): “miejscem zamieszkania osoby fizycznej jest miejscowość, w której osoba ta przebywa z zamiarem stałego pobytu“. Tu mowa o osobie dorosłej, co więc z miejscem zamieszkania dziecka?

Dziecko ma miejsce zamieszkania u tego z rodziców, któremu przysługuje wyłącznie władza rodzicielska (czyli drugi rodzic został władzy rodzicielskiej pozbawiony), a także u tego z rodziców, któremu sąd powierzył władzę rodzicielską (czyli drugiemu rodzicowi władza rodzicielska została ograniczona) – wynika to z art. 26 § 1 k.c. W takim przypadku sąd w rozwodzie nie orzeka o miejscu zamieszkania dziecka, gdyż wynika to bezpośrednio z przepisów kodeksu cywilnego.

Co w takim razie, gdy sąd pozostawia pełną władzę rodzicielską obojgu rodzicom? Taką sytuację także przewiduje kodeks cywilny (art. 26 § 2 k.c.): “jeżeli władza rodzicielska przysługuje na równi obojgu rodzicom mającym osobne miejsce zamieszkania, miejsce zamieszkania dziecka jest u tego z rodziców, u którego dziecko stale przebywa“. I tu mała dygresja. W Krakowie jest jeden sędzia, który nie orzeka o miejscu zamieszkania dziecka, jeżeli z uregulowania kontaktów wynika, gdzie dziecko ma swoje centrum życiowe. Osobiście uważam, że ma rację :-), ale ten pogląd nie przyjął się u pozostałych sędziów :-).

No dobrze, ale co z opieką 50/50? Jeżeli dziecko nie przebywa stale u żadnego z rodziców, jego miejsce zamieszkania określa sąd. Dopiero w takiej sytuacji sąd jest upoważniony do podejmowania decyzji w kwestii miejsca zamieszkania dziecka.

Ostatnimi laty obserwuję modę, bo inaczej nie potrafię tego nazwać – wysyp wniosków o ustalenie miejsca zamieszkania dziecka. Miejsce zamieszkania dziecka jest także przedmiotem sporów rodziców przy rozwodzie. Dlaczego? Mogę tylko zgadywać…

Sądzę, że wynika to z całkowicie błędnego przekonania (niestety także wielu prawników), że ustalenie miejsca zamieszkania dziecka, jako każdorazowego miejsca zamieszkania rodzica rozwiąże w przyszłości wszystkie kłopoty z drugim rodzicem w razie chęci przeprowadzi z dzieckiem np. za granicę. Otóż nie rozwiąże! Nic bardziej mylnego. Miejsce zamieszkania wyznacza np. właściwość sądu, rejon szkoły, do której dziecko ma chodzić. I tyle.

Na potwierdzenie tej tezy podam przykład: ostatnio rozmawiałam z panią, która wyjechała  z dzieckiem za granicę po rozwodzie. W wyroku ustalono, że miejscem zamieszkania dziecka jest każdorazowe miejsce zamieszkania matki. Pani była przezorna i rozmawiała przed wyjazdem z kilkoma prawnikami, którzy powiedzieli jej (niestety, bo sami nie mieli pojęcia o czym mówią), że może spokojnie wyjeżdżać z dzieckiem, mimo braku zgody ojca na wyjazd dziecka. Efekt był taki, że w czasie gdy rozmawiałam z panią, miała już prawomocne orzeczenie sądu obcego nakazującego powrót dziecka do Polski (w trybie konwencji haskiej z 1980 r.). Czy muszę coś więcej tłumaczyć?

Zanim ugoda dotycząca dziecka między rodzicami rozbije się o rafę pt. “miejsce zamieszkania dziecka”, warto wiedzieć, o co tak naprawdę się bijemy.