Ostatnio spotkałam się kilka razy pod rząd z sytuacją, że klienci chcieli się rozwieść, ale (przynajmniej do wizyty u mnie) żyli z drugą „połówką” tak, jakby nic się nie działo. Żona gotowała, prasowała mężowi koszule, mąż naprawiał żonie samochód (tak, „jadę” po stereotypach), małżonkowie nadal spali w jednym łóżku („ale do niczego nie dochodziło”) itd., itp.
Ja mogę klientowi uwierzyć, że pożycie fizyczne wymarło, a obiadek, to zwykła uprzejmość „niemałżeńska”. Tyle, że moja wiara nie ma najmniejszego znaczenia. Czy sąd uwierzy? Nie mam pojęcia. Raczej istnieje duże ryzyko, że nie uwierzy, no bo co to za tłumaczenie dorosłego człowieka, że śpimy razem, bo nie mamy drugiego łóżka? Można kupić łóżko, albo materac, karimatę, a w ostateczności można spać na podłodze.
To o czym piszę, to tzw. więź gospodarcza. Najmniej istotna – moim zdaniem – w codziennym życiu małżonków, ale najbardziej widoczna na zewnątrz. Wspólny Sylwester na miesiąc przed rozwodem? Po co poszli razem? Wspólny kredyt na mieszkanie? To jednak przed chwilą planowali wspólną przyszłość. Wspólny wyjazd na weekend? To jednak nadal chcą razem spędzać czas.
Wszyscy moi klienci wysłuchują u mnie opowieści o moim wieloletnim rozwodzie. Mój przeciwnik miał wygraną w kieszeni (moja klientka nie godziła się na rozwód), ale wszystko przekreślił w jednej minucie na ostatniej rozprawie. Na pytanie sądu, kiedy ostatni raz powód zaprosił żonę do kawiarni (tak, tak, zdarzają się i takie pytania), mój przeciwnik uniósł się męską dumą i poinformował sąd, że co tam do kawiarni. Do restauracji zaprosił, tydzień temu. Jakkolwiek to szokująco brzmi, był to koniec marzeń o rozwodzie.
Jeżeli naprawdę nasze małżeństwo się rozpadło, to nie ma co żyć „siłą rozpędu”. Skoro planujemy drastyczne zmiany w życiu (rozwód to nic innego, jak zmiany), to zmiany te – odzwierciedlające stan uczuć – trzeba wprowadzić już dziś. Że to demonstracja? O.k., ale, przecież skutkiem rozwodu ma być właśnie odrębne życie. Jeżeli chcemy kogoś przekonać, że koniec małżeństwa to nie blef, musimy swoim życiem zaświadczyć, że to prawda.



