12
Lis

OPIEKA NAPRZEMIENNA – DLACZEGO NIE?

Przeczytałam ostatnio w Newsweeku (nr 45/2013) rozmowę z Hubertem Urbańskim. Zatrzymam się nad kilkoma zdaniami: „Żyjemy w kraju, w którym kobiecie wystarczy powiedzieć przed wymiarem sprawiedliwości „jestem matką” i dzieci zostają przy niej. A jak facet powie „jestem ojcem”, to usłyszy „i co z tego?”. Ja z tego powodu nie dostałem szansy na opiekę naprzemienną nad córkami”. I o to ostatnie zdanie właśnie mi chodzi.

Oczywiście nie znam szczegółów sprawy rozwodowej Huberta Urbańskiego i nie o tym mój dzisiejszy wpis. W żaden sposób nie odnoszę się także do prywatnych odczuć p. Urbańskiego z rozwodu.

Opieka naprzemienna – coraz modniejsza, coraz częściej obecna w rozmowach z klientami, coraz częściej przez klientów oczekiwana. Dlaczego jest rzadko orzekana? Bo to najbardziej wymagająca forma współpracy między rozwiedzionymi rodzicami, jaką można sobie wyobrazić. Psychologowie podkreślają, że rodzice muszą potrafić się porozumiewać w sprawach dziecka i prezentować podobne modele wychowawcze. Nie może być tak, że przez tydzień dziecko będzie mogło robić co chce (bezstresowe wychowanie), a u drugiego rodzica będzie rozliczane z każdej godziny życia. Przeciwstawne przykłady można mnożyć. Opieka naprzemienna ma służyć dziecku, a nie rodzicom. Dziecko powinno żyć w tym samym otoczeniu. Jeżeli rodzice mieszkają od siebie w dużym oddaleniu, to może to również być przeszkodą w sprawowaniu opieki naprzemiennej.

Moim zdaniem potrzebna jest też duża doza wzajemnego zaufania rozwiedzionych małżonków do siebie, jako rodziców (o to niestety zwykle trudno przy rozwodzie). To, że ta druga osoba nie sprawdziła się w roli małżonka, nie znaczy, że nie może być fantastycznym rodzicem. Warto rozróżniać te dwie role.

Każdy sąd orzekając o formie sprawowania władzy rodzicielskiej musi mieć na uwadze dobro dziecka. Orzeczenie takie jest poprzedzone opinią psychologiczną (nie piszę RODK, bo to obecnie stoi pod dużym znakiem zapytania). Jeżeli rodzice spełniają warunki prawidłowej współpracy dla dobra dziecka, to nie są bez szans.

To wszystko, o czym pisałam wyżej z całą pewnością jest możliwe, choć dość rzadko spotykane. Jeżeli ten wpis czyta psycholog, to zachęcam gorąco do komentarzy i uzupełnienia mojego prywatnego zestawienia warunków koniecznych do stosowania opieki naprzemiennej. Nie mam pewności, czy opisałam wszystkie warunki potrzebne do sprawowania opieki naprzemiennej.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 12 294 51 05e-mail: swaczyna@kancelariaswaczyna.pl

{ 54 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Prawnik na macierzyńskim 15 listopada, 2013 o 22:30

Witam, połknęłam właśnie Pani wpisy rozwodowe. Domyślam się, że z powodu praktycznego ujęcia są bardzo pomocne dla rozwodzących się małżonków.
A wracając do tematu – czy miała Pani taką sytuację, w której oboje rodzice wnosili o naprzemienna, a sąd odmówił?

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 16 listopada, 2013 o 11:13

Bardzo mi miło Panią u mnie gościć :-).
Odpowiadając na pytanie, nie, nie miałam takiej sytuacji. Niestety raczej spotykam się z rozstaniami, w których jedno z rodziców chce opieki naprzemienne, drugie – nie. Pocieszające jest to, że coraz częściej rodzice próbują się jednak porozumieć w sprawie dziecka i – choć zwykle nie jest to opieka naprzemienna – sprawić, by udział rodzica niemieszkającego z dzieckiem był dość szeroki.

Odpowiedz

babcia 19 lipca, 2014 o 01:09

Syn walczy o dwa dni w tygpdniu, weekendy bo w tygodniu pracuje i nie zawsze może skorzystać ze spotkań, zwłaszcza jak delegacje są w odległych miejscach. Biegły psycholog orzekł, ze relacje z dzieckiem są na równi dobre ale w sądzie wystarczy, że matla powie “nie” i nawet ani matla ani jej adwokatka nie musi wiele mówić żeby osiągnąć swój cel; po prostu nie. To jest droga przez mękę. Chciałam zwrócić uwagę na bezkarne zachowanie matek faworyzowanych przez sąd – prawie każdy ojciec, który walczący o kontakty staje się przestępcą alkoholikiem, narkomanem, a nawet rzuca gorsze oszczerstwa. Nawet świadkowie matki potwierdzili, że to nieprawda/chociaż połowa jej świadków wycofała się/. Nikt nie bierze pod uwagę warunków u matki a syna pytano nawet czy ma huśtawkę jakby to było ważniejsze od uczuć dziecka i ojca. Sprawa przedłuża się, matka nie stosuje się do wyroku sądu, kłamie, że dziecko chore i też może to robić bezkarnie. Czy weekend to tak dużo zwłaszcza, że dziecko płacze chce zostać ale nie właścicielki dziecka jest decydujące. Widzenie z dzieckiem nawet uzależniała od wywozu śmieci. Czy to nie sa absurdy? Temat morze.

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 20 lipca, 2014 o 20:03

Nie, weekend to nie za dużo dla ojca i dziecka. Często nawet za mało. Postępowanie sądowe to trudny czas, ale warto walczyć o swoją i dziecka przyszłość.

Odpowiedz

bozena 18 września, 2014 o 08:21

Właśnie jesteśmy po rozprawie – 16.09 Pani Agnieszko już nikt mi nie wytłumacz, że sąd to wymiar sprawiedliwości. Świadkiem był policjant – nie wytrzymałam jego kłamstw i wyszłam. Policjant kłamie pod przysięgą, mówi absurdy np, że interwencje były dlatego, że alkoholik nie daje na życie, a nie dlatego, że były awantury, nawet takie, że trzeba było po nim wycierać krew. Na dokładanie się do życia są inne procedury a nie niebieska karta, którą założyły opiekunki dziecka przeciwko niemu i wniosły o eksmisję już jak dziecko było, a policjant skłamał, że to było 6 lat temu, a to spokojny człowiek, który teraz nie pije. Wydaje mi się o tyle śmieszne, że tam nikt nie pracuje, ajedynymi dochodami są alimenty i datek z MOPS. Jeżli pytania były obciążające matkę dziecka to policjant “nie pamiętał”. Kiedy przy policjancie chciałam to sprostowć nie pozwolono mi więc kłamał dalej. Patologiczne środowisko dziecka nie miało dla sądu znaczenia. Dziecko jest straszone ojcem, wpaja się małej 2,5 letniej dziewczynce okropne rzeczy na ojca, nie wiem czym postraszono po ostatniej awanturze ale dziecko panicznie boi się wsiąść do auta taty – tylko samego wsiadania bo do taty się przytula tylko moment wsiadania – to też manipulacja żeby powiedzieć, że dziecko nie chce jechać do ojca, ściągnąć świadków ,że dziecko płacze przy wsiadaniu. Przekonała się o tym matka bo zgodziła się z nami jechać i widziała jak mała wzięła u nas tatę za rękę, przywitała się z kuzynkiem i jak poszli na górę dziecko nie chciało zejść do matki dopiero jak ojciec powiedział, że trzeba jechać – matka przez 5 godzin nie odezwała się słowem ani nie chciała wyjść na górę zobaczyć jak się dziecko bawi. Nie rozumie, że dla dobra dziecka obydwoje powinni dbać o to żeby dziecko nie słyszało nic złego o rodzicach. Tydzień temu mała prztulona do taty mówi “głupku, zabij się” kto tak mówi “u mamy w domu tak mówimy, ja też tak mówię”. Do dzisiaj nie mogę ochłonąć po kłamstwach policjanta i wszystkich manipulacjach “DLA DOBRA DZIECKA”

Marek 8 stycznia, 2018 o 22:07

Zna taki przypadek. Sad powiedzia ze to nie USA i orzekl kontakty w dotychczasowej formie

Odpowiedz

Łukasz 16 listopada, 2013 o 21:28

Witam.

No właśnie ja mam taką sytuację, tzn. moja żona nie chce opieki naprzemiennej, chociaż jeszcze niedawno (tak myślałem) było inaczej.
Ale od początku.

Żona wyprowadziła się z naszego mieszkania w grudniu zeszłego roku. I tak od stycznia 2013 dziecko mieszka u Teściowej (pokój, które jest rupieciarnią, a nie pokojem, rozłożone łóżko, kilka szuflad z zabawkami, buty żony pod łóżkiem, kurtki, wszystko, chociaż mieszkanie ma 80 m i poza teściowej mieszka tam również 36 letni szwagier). Nie wnikam w jaki sposób doszło do tej sytuacji, w tej sytuacji chodzi mi tylko o dobro dziecka. Pozew był bez orzekania o winie, i bez orzekania o kontaktach. Do pierwszej rozprawy w kwietniu nie doszło, miałem zwolnienie, ze względu na rotawirus tak jak mój synek. Ale co ciekawe 4 dni przed kwietniową rozprawą złożyła wniosek, że już daje mi tylko odbieranie ze żłobka później przedszkola w pon, śr i pt i do 18.00 i co drugi weekend. Od stycznia proszę żonę o równy podział czasu. Wspomnę również ważną rzecz, żona bez mojej wiedzy wybrała przedszkole, które jest na drugim końcu miasta. Ja południe Krakowa, przedszkole Nowa Huta, bo tam mieszka teściowa i jest po drodze do pracy żony. Owszem żona przed rekrutacją podała 3 propozycje przedszkoli (wszystkie w Hucie), ja w odpowiedzi 3 na Bieżanowie, w jednym z nich, pół żłobka, do którego chodził syn. Oczywiście mówiła, że nie ma mowy, bo nie będzie jeździć przez pół miasta. Dodatkowo prosząc o pół czasu, powiedziałem, że pon, śr i pt będę odbierał i chciałbym żeby zostawał na noc, w końcu tu jest synka pokój. W takim razie powiedziałem że proponuje kompromisowe przedszkole pośrodku, w rekrutacji dała “swoje” na pierwszym miejscu, na drugim kompromisowe. Zapytałem przy okazji, że mam nadzieję, że nie dajesz statusu Samotnej Matki, powiedziała, że nie mam się co martwić. Okazało się że mnie okłamała, co wyszło później, bo oczywiście nie miałem możliwość zobaczyć dokumentów do rekrutacji, na początku mówiła że zrobi to elektronicznie, kiedy poprosiłem o dane do konta, nagle powiedziała że składa osobiście, przecząc że mówiła to co wcześniej. Wiadomą rzeczą jest, że jako Samotna Matka mogła się zgłosić gdziekolwiek, zatem i wybrać kompromisowe (dla dobra dziecka, żeby i mamy i taty miał tyle samo kontaktów) , w tej sytuacji oczywiści zagrywka okazała się sprytna z jej strony, ja nic nie mogłem zrobić. Doszło do rozprawy w sierpniu, gdzie oczywiście Teściowa nakłamała ile wlazło. Mój prawnik, wcześniej miałem innego, ale nie wpadł na to żeby zabezpieczyć kontakty. Na rozprawie sierpniowej sąd dostał pismo od Nas (15 stronicowe, wraz z 2 płytami ze zdjęciami, na których na pierwszej były zdjęcia Nas z żoną, że fajne było nasze życie, na drugiej Ja z synem, że mamy świetne relacje, że spędzamy fajnie czas, wyjeżdżamy. Oczywiście, zażądałem w piśmie najpierw terapii, mediacji, na samym końcu, że jeśli tego się nie da, to daje rozwód. Prawnik żony od razu złożył o orzekanie o winie. W piśmie również zażądałem władzy rodzicielskiej, ale podzielenie kontaktów pół na pół. W uzasadnieniu dostałem, że sąd się nie zgadza na podział kontaktów pół na pół, jak to ujął ja nie zgłaszałem zastrzeżeń i sąd stwierdził że jest między nami komunikacji, stwierdził to po kłamstwach Teściowej, z mojej strony nie było świadka. W pierwszy piśmie z kwietnia godziłem się na prawie wszystko w sierpniowym piśmie wszystko zmieniłem, bo ciągłe utrudnianie kontaktu zrobiło swoje. Dzień Dziecka np. kiedy żona powiedziała, że to jej weekend i koniec. Zabrała dziecko na wakacje, do dziś nie wiem, gdzie mój syn był, a pojawił się tam jakiś wujek. Syn ma teraz 3 lata, ale z jego opowieści to wyszło, zresztą patrząc na style ubierania żony, dalej to podejrzewam. W piśmie gdzie jest wniosek o orzekanie o mojej winie, żona znowu zabrała mi czas z synem i ogranicza go do 3 piątków (na sobotę) do 17.00 w miesiącu. To jest jakiś absurd. Szantażuje mnie, że mam się wyprowadzić. Kiedyś nawet powiedziała że spiszemy notarialnie, że przyjmuje spłatę za mieszkanie i wtedy będzie rozmawiać o kontaktach. Teraz temu zaprzecza. W obecnym momecie już w ogóle nie wchodzi opieka naprzemienna, bo jak stwierdziła, jest to ze szkodą dla dziecka, nawet nagrałem tą rozmowę. Kiedyś myślała inaczej. Widzę, że im dłużej to trwa tym ma coraz większe pomysły z ograniczaniem mi kontaktu. Proszę sobie wyobrazić, że wychodząc z pracy jadąc po syna do przedszkola i wracając do domu zajmuje mi to 2h, jestem 17.30 i mam czas do 18.00. Zgodziła się kilka razy do 19.00, ale nawet jak był ostatnio u kolegi pod Krakowem na urodzinach i kiedy prosiłem o dłuższy czas w niedzielę, nie było trakiej możliwości, syn musiał wrócić, i musiałem fatygować kogoś żeby nas przywiózł do Krakowa. Teraz 3 tydzień synek jest chory, zaproponowałem, że zaopiekuje się nim i wezmę go do naszego domu, i moja mam przyjedzie z miejscowości oddalonej o 150km i będzie z nim w trakcie kiedy będę w pracy, oczywiście usłyszałem, że nie ma takiej możliwości. przy tej okazji ja też byłem chory . Byłem u Teściowej u syna, ale w obu przypadkach, oczywiście coś się musiało wydarzyć, pomijam fakt, że nie mogę nawet herbaty dostać, ba skorzystać z ubikacji, choć i tak korzystam. Słyszę oskarżenia że robię zdjęcia pokoju w którym mieszka żona z synem, albo tekst Teściowej, że proszę już wyjśc ( po godzinie) i trybem wypychającym traktuje mnie trzymając za klamkę, kiedy nawet nie zdążyłem się do końca ubrać i to na oczach dziecka. Jeszcze mówi, że “potrzeby załatwia się w swoim domu”. Dziecko nie chce ze mną i moją mamą rozmawiać przez telefon, żona nie chce włączać skype, kłamiąc że nie ma kamerki, a ma na pewno. Najciekawsze że syn nie chce rozmawiać tylko stamtąd, wszędzie indziej chętnie rozmawia przez telefon z każdym. Syn cały czas mówi, jakie to rzeczy opowiada Teściowa i mama. Żę tata nie chce, że rozmawiać przez telefon zabroniła mu mama i Teściowa i tak dalej i tak dalej. Nawet ostatnio, żona powiedziała wprost, że jak zmienię zapis w piśmie, to będziemy rozmawiać o kontaktach, ale niestety już nie w stopniu równym tylko w ogóle o jakiś….

Odpowiedz

Łukasz 19 listopada, 2013 o 20:53

Witam.

Ostanio umieściłem tu wpis, jednak zniknął. ? Był dość szczegółowy, czy wie Pani co się z nim stało?

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 19 listopada, 2013 o 21:45

Nic nie zniknęło, tylko nie zaglądam na bloga codziennie. Czasem po prostu trzeba poczekać.

Odpowiedz

Łukasz 19 listopada, 2013 o 21:49

Rozumiem, przepraszam, po prostu nie opanowałem sposobu pojawiania się tu wpisu 🙂

Odpowiedz

Prawo od podstaw 13 grudnia, 2013 o 21:22

Z mojej praktyki wynika, że opieka naprzemienna prowadzi do eskalacji problemów, na czym cierpi tylko dziecko. Oczywiście wszystko zależy tu od rodziców – jeżeli są to osoby cywilizowane, to może być to oczywiście ciekawe i przede wszystkim rozsądne rozwiązanie.

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 13 grudnia, 2013 o 21:34

Z mojego doświadczenia wynika, że do sądu trafiają po prostu sprawy sporne :-). Znam przypadki zgodnej opieki naprzemiennej, dobrze funkcjonującej od wielu lat. Z takimi przypadkami prawnik ma małą szansę się zetknąć.

Odpowiedz

Marika 7 stycznia, 2016 o 15:59

Jeżeli nie opieka naprzemienna za automatu to co zrobić jeżeli matka powie NIE. Jeżeli rodzice się dogadują to udział sądu jest czystą formalnością. Tu chodzi o sytuacje gdzie matka celowo (w formie odwetu) chce pozbawić dziecko ojca. W takich przypadkach w 96% przypadkach władza rodzicielska jest przyznawana matką, a ojcom się ją ogranicza z automatu. Nie ma znaczenia czy jesteś dobrym i aktywnym ojcem. Sąd ma to głęboko gdzieś, miejscem zamieszkania jest każdorazowo miejsce zamieszkania matki i w ramach rekompensaty pozostawia się ojcu na papierze “pełną władzę rodzicielską” (co w praktyce oznacza prawie nic) i zamiast widywać się z dzieckiem 2 razy w miesiącu sąd pozwala na 4 razy w obecności matki. Co Ci z tej władzy rodzicielskiej którą możesz faktycznie sprawować przez 8 godz. vs 712 godz. miesięcznie które ma matka. W Polsce nie ma dyskryminacji ze względu na płeć nawet jeżeli ojciec spędza 1% czasu z dzieckiem a matka 99%. Rzecznik Praw Dziecka powiedział że liczy się jakość nie ilość 😉 Przyłącz się do petycji – Prawo Dzieci do obojga rodziców (w senacie do 30 stycznia 2016).

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 11 stycznia, 2016 o 21:26

Opieka naprzemienna przymusowa to nie jest najlepsze rozwiązanie. Zgadzam się, że jest dużo plusów, ale dziecko to żywy organizm, a nie przedmiot eksperymentów. Może warto prowadzić akcje informacyjne, zachęcające rodziców do takiej współpracy. To dłuższa droga, ale może bardziej skuteczna.

Odpowiedz

Magdalena Chrzanowska 29 kwietnia, 2016 o 06:31

tez znam takie przypadki, po prostu rodzice muszą być dojrzali.

Odpowiedz

Marek 13 stycznia, 2014 o 19:53

OPIEKA RÓWNOWAŻNA – jest standardem w krajach Europy zachodniej, Skandynawii, USA. Natomiast w naszym kraju traktowana jest po macoszemu 🙁 Nie twierdzę, że jest to lek na całe zło, jednak uważam, że powinna być traktowana (kiedy to możliwe), jako punkt wyjścia do dalszych rozważań Sądu (tak niestety nie jest). Uważam natomiast, że bardzo dobrym rozwiązaniem jest OBLIGATORYJNE kierowanie rodziców na mediacje (kiedy nie mogą się porozumieć co do dzieci sami), celem ustalenia PLANU OPIEKI RODZICIELSKIEJ (niekoniecznie opieki równoważnej). Powyższe rozważanie uważam za kluczowe jako zmianę w KRiO, natomiast zmiana mentalności sędziów oraz pracowników instytucji okołosądowych, to drugi filar konieczny do zmian.

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 13 stycznia, 2014 o 22:38

Mentalność nas wszystkich to trudny temat. Zmiany mentalności trwają dłużej niż zmiany w prawie – niestety. Sądzę, że małymi krokami (kroczkami) zmierzamy w tym kierunku. Zmiany społeczne powoli widać. Trzeba czasu, żeby trafiły pod dachy sądów. Co do obligatoryjnej mediacji – jako mediator mam zastrzeżenia, ale może ktoś mnie przekona?

Odpowiedz

Marek 14 stycznia, 2014 o 00:11

No tak, ten czas… cierpliwość to jedna z cnót; niełatwo jednak o nią, gdy patrzy się na krzywdę dziecka 🙁 Nie jest moim zamiarem przekonywać do obligatoryjnej mediacji, gdyż uważam, że nie ma ona sensu, a co najwyżej może powodować przedłużanie procesu. Natomiast bardzo optuje za OBLIGATORYJNYM KIEROWANIEM przez Sąd rodziców na mediację, celem wypracowania PLANU OPIEKI RODZICIELSKIEJ – jest to normą np. w USA. Wówczas odmowa któregoś z rodziców, byłaby (powinna być) ważną przesłanką dla Sądu.

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 14 stycznia, 2014 o 08:14

To interesująca propozycja i na pewno warta rozważenia przez ustawodawcę.

Odpowiedz

Maciej 22 stycznia, 2014 o 22:04

Witam.
Moim zdaniem obligatoryjne kierowanie na mediacje nic nie zmieni.
Nie jest to sprawa pierwszej kolejności.
W tym momencie znacznie by uprościło rozwody i orzekanie o opiece i kontaktach z dzieckiem, sprawne wykorzystywanie prawa. To znaczy: grzywny za składanie fałszywych zeznań, kary za składanie fałszywych doniesień na policję i prokuraturę, od razu postanawianie o karze pieniężnej za utrudnianie wykonania postanowienia o kontaktach. Nagrywanie wszystkich rozpraw i badań wykonywanych na zlecenie Sądu.

W tym momencie strony są nauczone, że kłamstwo jest metodą na postępowanie procesowe, można próbować, a nuż się uda. W razie “wpadki” nic nie grozi.
Tak jak Pani Mecenas pisała. Do Sądu trafiają sporne, trudne, bardzo trudne, beznadziejne sprawy. Cywilizowani ludzie potrzebują Sądu tylko do prawnego usankcjonowania rozwodu, a nie szarpania się o dziecko.
…super cywilizowani ludzie po prostu się nie rozwodzą:)

Sędzia, podczas rozpraw i z pism procesowych, jest w stanie doskonale się zorientować, co do rzeczywistych intencji stron i czy dziecko nie jest zakładnikiem i narzędziem w walce. Kodeks i doświadczenie życiowe Sędziego jest wystarczającym do uzasadnienia większości postanowień. W wyjątkowych przypadkach potrzebna jest ocena biegłego psychologa. Dyscyplinowanie stron grzywnami całkowicie by odmieniło obraz sądownictwa rodzinnego.

Cywilizowani rodzice nie używają słów i zwrotów: “widzenie z dzieckiem”, “spotkania z dzieckiem”, “masz uregulowane kontakty”, etc.
Cywilizowani rodzice robią np. tak, mama dzwoni do taty i mówi “weź no jutro zabierz dzieciaki bo jeszcze jeden dzień i ich rozszarpię”:)

Rozsądny Sędzia ma narzędzia do szybkiego rozstrzygnięcia sprawy, do dyscyplinowania stron. Niestety, jak jest z korzystaniem z tych narzędzi wszyscy wiemy.

najlepszym określeniem na wspólne wychowanie i zajmowanie sie dziećmi jest “opieka równoważna”.
Rozsądni, mądrzy rodzice nie maja z tym żadnego problemu. Oni nie zastanawiają się jak to sie nazywa. po prostu dalej żyją, zajmują się dziećmi. Życie płynie dalej. Jeżeli zamiarem jednego z rodziców jest odebranie dziecku drugiego rodzica (dziecko jest narzędziem zemsty) to wtedy potrzebny jest Sąd i biegli.

PODSTAWĄ JEST ZMIANA ORZECZNICTWA.
DOPIERO KIEDY STRONY ZROZUMIEJĄ, ŻE ZA UTRUDNIANIE KONTAKTÓW I NADUŻYWANIE WŁADZY RODZICIELSKIEJ GROZI WŁAŚNIE OGRANICZENIE TEJ WŁADZY, TO NIE BĘDĄ PRÓBOWAĆ WCIĄGAĆ DZIECI W ROZWÓD I ZEMSTĘ NA PARTNERZE.

Pozwoliłem sobie na użycie Caps Locka:)

Pozdrawiam
M.S.

Bożena 14 stycznia, 2014 o 01:12

Wydaje mi się, z czysto formalnego punktu widzenia, ze opieka naprzemienna jest uwarunkowana, uzależniona przede wszystkim od miejsca zamieszkania bo wiąże się z przedszkolem,żłobiem czy dalej szkoła – przecież nawet jeżeli jest odległość10-15 km to dziecko nie może chodzić do szkoły tydzień tu tydzień tu, czyli tylko w przypadku bliskiego zamieszkania z możliwością dla obojga korzystania z tej samej placówki. Z wiekiem tych problemów przybywa. Najważniejsza jest mądrość matki, a to one reagują jak wcześniej pan opisywał; wypowiedzi typu ty możesz chcieć, a ja bym chciała gwiazdkę z nieba, zapomnij, co ty masz do gadania, będzie tak jak ja chce – przynajmniej my tak mamy. Ważną sprawą jest nastawianie dziecka przeciwko ojcu i straszenie ojcem co obecnie jest zjawiskiem nagminnym i powinno być karane. Robią z ojców alkoholików, zboczeńców, ćpunów i sąd to przyjmuje – nie karze jej udowadniać .Matki kłamią, nie chcą kontaktów dziecka z ojcem to chore, to upał, to deszcz jakby ojciec mieszkał pod gołym niebem. Obserwując oszczerstwa i chorą nienawiść byłej partnerki i jej matki stwierdzam, że to nie dziecko / na RODK nie zgodziliśmy się bo mieliśmy karygodny przykład terapeutki w MOPS w Trzebinii, od której syn oczekiwał pomocy/a obydwie panie powinny być przebadane. Podam tylko jeden przykład ile razy dziecko mówiło tatuś babcia mówiła tak jest Kajtuś – nie wolno dziecku mówić nawet o tatusiu. Rezultat pies został tatusiem, Dalej ;malutka bawi się i mówi sobie – nie wolno ćałować z tatusiem. Nie dotykaj – kolejne przygotowywanie dziecka do najgorszego oskarżenia – ja zamarłam bo zorientowałam się do czego zmierza – syn nawet się nie zorientował. Jak Pani wyobraża sobie porozumienie takiej matki z ojcem? Ja nie mam prawa odwiedzić małej bo mnie wyzywa w wulgarny sposób i mówi wprost żebym się od . . . ła od N bo miałam czworo dzieci. Po roku od rozłaki jesteśmy wykończeni, syn wrzody, znerwicowany, załamany dobrze, że cała rodzina mu pomaga bo nie przeżyłby tego. Nie do wiary do czego zdolne są kobiety. Ani partnerka ani matka nigdy nie pracowały i jakoś żyją , czują się pewnie, mają na piwko i knują czym jeszcze zatruć życie ojcu, którego winą jest to, że kocha dziecko i chce uczestniczyć w wychowywaniu małej. Czy mediator pomoże. Nie chodzi o odebranie chociaż był taki moment / nie bez powodu/ ale normalne spokojne weekendy bo w tygodniu pracuje do wieczora i nie zawsze może korzystać z tego o co walczył, o świeta, o wakacje – zaznaczę, że mimo wyroku nie dawała dziecka w tygodniu ani raz poza sobotą – śmiała się z sądu, z wyroku, że syn nie rozumie. Pytanie czy nagranie, którym można udowodnić jej kłamstwa można przedstawić w sądzie jako legalny dowód na swoją obronę przed jej oszczerstwami?

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 14 stycznia, 2014 o 08:25

To bardzo smutna historia. Nie zgodzę się jedynie z jedną postawioną przez Panią tezą – najważniejsza jest mądrość obojga rodziców. Jak do tanga – trzeba dwojga. Nagranie jest oczywiśćie dowodem (na nośniku i spisane w formie papierowej), ale sądy róznie oceniają wartość dowodową nagrań, w zależności od treści i okoliczności.

Odpowiedz

Maciej 26 stycznia, 2014 o 19:57

…ale to się właśnie robi. Ogranicza się władzę rodzicielską stronie (ojcu zazwyczaj) z powodu, że rodzice nie potrafią się dogadać (zazwyczaj prawda jest taka, że mamusia nie chce się dogadać).
Dziecko jest bezwzględnie, bezmyślnie karane przez jednego z rodziców, oddzieleniem od drugiego rodzica. Sąd, który nie ma woli dotarcia do istoty sprawy, jest jedynie narzędziem w ręku bezwzględnego rodzica.
Emocje, uczucia dziecka zależne są od tego czy obydwoje rodzice rozumieją potrzeby dziecka, co to jest dobro dziecka…
Pisząc o ograniczeniu władzy rodzicielskiej miałem na myśli ograniczenie-kontrolę wykonywania władzy rodzicielskiej np. przez kuratora, który np. przychodzi do mieszkania i obserwuje jak dziecko jest przygotowywane do przekazania drugiemu rodzicowi.
Szanowna Pani Mecenas.
Jestem w trakcie próby wyegzekwowania: prawdy, prawości, logiki, dobra, przyzwoitości, w końcu przestrzegania prawa.
Dla człowieka przeciętnie inteligentnego, w miarę sprawnie używającego mózgu (za jakiego się uważam:) ) jest to droga przez mękę. Zderzenie z tą machiną jest bardzo bolesne.

Odpowiedz

kasia natalia 30 stycznia, 2014 o 21:07

Witam. Bardzo uwaznie i kilkakrotnie przevzytalam panstwa komentarze.. jestem tez swiadkiem tego co sie dzieje u mojego brata. Zona kazala mu sie wyprowadzic bo zaczela szukac wrazen i do mieszkania przyprowadzala kochanaka na oczachbdzieci. Z czego jedbo jej dziecko adoptowal a drugie jest ich. Ojcu kazala szybko wychodzic z domu bo nie chciala zeby w ogole przychodzil. On chcial aby wrocili do siebie ale jak ona to powoedziala ze ” co mam sie rznac z innym na twoich oczach, ” wyzywaka go tez. Czesto z nia gadalam wydawala mi sie normalna. Bardzo duzo czadu poswiecalam jej dziocoom bo ona nie chciala sie nimi zajmkwac. Teraz walcza o dzieci, ona ciagle ma jakis problem, mlodszy syn nie chce do niej jezdzic ale ona go sila bierze. Czesto placze. To sa naprawde cudowne dzieci. Nigdy nie umiala powoedziec dobrze synku chcesz to zostan a ty tatudiu przywiez mi go jak sie steskni. Wmawiala im ze to nie ich ojciec, ze do jednego nie ma zadbych praw. A kto je ma miec?? Jak ojca biologivznego nie podala bo nie wiem z kim go ma.

Odpowiedz

Magda 25 lutego, 2014 o 22:55

Wydaje mi się, że niestety w Polsce jeszcze długo opieka naprzemienna będzie rzadkością. Tu muszę przyznać wiele zależy od woli kobiety, która niestety jeśli chce utrzeć nosa byłemu małżonkowi robi to często kosztem dzieci. Mężczyźni w naszym kraju w opiece nad dziećmi są faktycznie poszkodowani.

Odpowiedz

malgorzata 29 maja, 2014 o 09:27

poszkodowane to są dzieci! nie o mężczyzn tu chodzi lecz o dobro dziecka któremu ojciec jest b. potrzebny, ale nie jakikolwiek! W moim przypadku Sad ziewając ze znudzenia i bez czytania tresci mojego pisma w ktorej wymienialam niebezpieczeństwa (ojciec ukrywając aktywne uzależnienie podejmowal sie opieki nad dzieckiem przez co wylądowało w szpitalu) nakłaniał: jakoś się proszę dogadać, proszę nie marnować czasu Sądu.” Kamery w sali nie było. a szkoda. Dzieci bywają poszkodowane przez wypalenie zawodowe=znudzenie, niekompetencję lub nawet zaburzenia osobowościowe osób piastujących stanowiska uprawniające ich do decydowania o losie tych dzieci. Rodzice zawsze byli różni – po porstu na świecie sa patologie. Ale rolą Państwa jest zadbać o ochronę niewinnych przed nimi. I do tego powinno być sądownictwo. nie zawsze tak jest… oj nie zawsze. dlaczego nie weryfikuje sie pracy sędziów, biegłych? Dlaczego nie mają czegoś w rodzaju superwizji? Dlaczego kamery nie sa standardem. chronimy samochody w garazach a nie mozna monitoringu w sadzie załozyć? Bo sie ktos obrazi że jest kontrolowany? Bo lobbying grupy zawoowej? skoro to zawód zaufania społecznego z duza podatnoscia na wypalenie, bardzo trudny! Dlaczego by ochronic dziecko nie wystarczy mi Sąd, ale muszę mieć “szczeście do sedziego” (a to “ruletka” – cytuje prawników) oraz lepszego niż strona przeciwna tzn sprytniejszego (drozszego?) adwokata? Moje dziecko ma jedno życie. Bardzo łatwo je ochronić w aspekcie podstawowym – wystarczy przejrzeć dowody, słuchać rozsądku, a nie wyszczekanych adwokatów, wystarczy się nei spieszyc na papierosa po rozprawie…A co do opieki naprzemiennej – jestem z bliska jej swiadkiem i uwazam ze ma zyski i straty – trudne do zważenia: zysk – dziecko ma dwoje rodzicow. strata – mneijsza stabilnosc. Kto powiedzial ze stabilnosc jest wazżniejsza od obecności w zyciu na stałe dwoje rodziców? Ktoś to badał porównawczo? wiec ja jestem za modelem naprzemiennym/rownowaznym o ile tylko konflikt nie jest ostry i zaden z rodzicow nie jest zaburzony

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 2 czerwca, 2014 o 21:37

Szczęście w życiu to trzeba mieć do wszystkiego – także do prawników. Kamery są coraz częściej w sądach okręgowych, stopniowo wszędzie będzie wprowadzony e-protokół. Niestety bywa na sali i tak, jak Pani napisała.

Odpowiedz

Agnieszka 3 marca, 2014 o 12:28

Ważne, jest to co Pani napisała – podobne modele wychowawcze i duże porozumienie i zaufanie wśród rodziców. U mnie jest nieco inny problem. Mój były mąż nigdy nie zajmowała się dzieckiem od urodzenia, znalazł inną kobietę, rozwód wniosłam ze swojej strony bez orzekania o winie . Chciałam to szybko zakończyć – były mąż nie widział, dziecka i nigdy nie kwapił się z jego opieką do momentu jak poznałam obecnego partnera i tu zaczęło się piekło. Czemu piszę o tej sprawie akurat na tym wątku bo teraz kartą przetargową mojego byłego męża a raczej szantażem w stosunku jest do mnie – że jak się nie przyporządkuję temu i temu to pójdzie do sądu i albo odbierze mi dziecko albo wniesie o tydzień opieki nad córką. Nie miałabym przeciwko temu jeżeli rzeczywiście byłby prawdziwmy ojcem bez grania na ego dziecka i moim i gdyby miał podobne metody wychowawcze.
Uczy córkę samolubstwa, braku empatii, wyśmiewa biedę i nie każe jej nic jeść co ma gramik tłuszczu, nie uczy jej porządku (widać to po ubraniach , które przywozi po weekendzie, które w torbie nie są ułożone tylko rozwalone), w dodatku nie przywozi córki na umówioną przeze mnie godzinę do 19 , bo córka chodzi do przedszkola. Potrafił przywozić dziecko o 21 a nawet przed 22 mówiąc , że nie jest małą dzidzią (córka ma 5 lat). Nie zważa na to jak choruje, żądając ode mnie zabierania jej w tygodniu i strasząc, że mi ją odbierze. W końcu panosząc się w moim domu jak u siebie. NAjgrosze jest jednak , że twierdzi, że córki o nic nie należy pytać bo takie małe dzieci nie mają jeszcze własnego zdania i to rodzić sprawuje władze.
Kilka razy w miesiącu jestem szantażowana o odbiór dziecka jak np nie podpisze jakiś dokumentów z byłej firmy męża (którą razem kiedyś prowadziliśmy), jak pójde do sądu o podwyższenie alimentów, czy jak córka pojedzie do babci na dłużej niż 2 dni.
To co przechodzę to piekło, nie wiem czy mogę się obawiać odebrania córki przez męża, czy opieki naprzemiennej – to byłby horror dla córki.
Chciałabym pójść do sądu ograniczyć prawa albo wyznaczyć wizyty , ale boję się konfrontacji z furiatem i tego, że wtedy jak mówi (pokaże mi kto ma siłę).
Przepraszam , że być może zbaczam z tematu – ale uważam, że opieka naprzemienna (zna takie małżeństwa) powinna być przydzielana tylko w przypadku obopólnej zgody rodziców i dobrej współpracy bez żali, kłótni i obdywoje rodzice wyznają zgodne zasady wychowywania.

Miłego dnia życzę
ps. bardzo miły blog.

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 3 marca, 2014 o 23:04

Bardzo dziękuję za komentarz. Zamiast żyć w strachu (uzasadnionym okolicznościami), proszę udać się po poradę do prawnika zajmującego się tego typu sprawami. Niktn ie każe Pani wszczynać sprawy w sądzie, ale już sama świadomość zagrożeń i możliwości może pomóc.

Odpowiedz

Julia 15 maja, 2014 o 15:05

Podkreśla Pani, że problemem jest zgodna chęć rodziców do sprawowania opieki naprzemiennej, co może być problematyczne w czasie rozwodu (małżonkowie rozgoryczeni). Czy jest możliwość podpisania umowy cywilnej – w czasie spokoju, na podobieństwo małżeńskiej umowy majątkowej, która zdefiniuje rodzaj opieki i alimentacji w przypadku rozwodu? Czy taka umowa (podpisana przed ślubem), która będzie wyrażała wspólną wolę przyszłych rodziców będzie respektowana przez sąd?

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 15 maja, 2014 o 22:19

Zadam jedno pytanie: czy uważa Pani, że można przewidzieć, co będzie się działo, jakie będą potrzeby dzieci, relacje między rodzicami itp. za X lat (np. za 10 lat). Moim zdaniem – nie.
Przykro mi, ale taka umowa nie będzie miała znaczenia. Na marginesie dodam, że mam czysto ludzkie wątpliwości, co do zawierania przed ślubem umów regulujących, co będzie się działo po rozwodzie. Z jakimi intencjami brany jest ślub? A gdzie wzajemne zaufanie?

Odpowiedz

Michał 12 lipca, 2014 o 23:42

W Szwecji opieka naprzemienna jest od lat 70 i badania psychologów i socjologów bardzo pozytywnie oceniają skutki opieki naprzemiennej. O opiekę naprzemienna nie wnoszą wspólnie rodzice ponieważ kobiety nie zgadzają się na opiekę naprzemienną gdyż jest mniej opłacalna dla kobiet, daje mniej przywilejów i nakłada na kobiety obowiązki. Opieka naprzemienna jest możliwa tylko wtedy gdy jest obligatoryjna.

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 20 lipca, 2014 o 20:10

Nie znam szczegółowo ustawodawstwa szwedzkiego i poza ogólnymi informacjami nie wiem na ten temat nic więcej. Opieka naprzemienna to trudny temat i bałabym się obligatoryjności (zresztą, jak każdej obligatoryjnosci w prawie rodzinnym), ale nie jestem psychologiem, żeby się na ten temat wymądrzać.

Odpowiedz

Karolina 19 września, 2014 o 09:45

” Opieka naprzemienna to trudny temat i bałabym się obligatoryjności (zresztą, jak każdej obligatoryjnosci w prawie rodzinnym)”

Przepraszam, Pani mecenas, ale o czym Pani pisze?
Przecież w prawie rodzinnym istnieje obligatoryjność.
Na podstawie art. 107 KRiO wprowadzane jest OBLIGATORYJNE ograniczenie praw jednemu z rodziców, jeśli druga strona nie zgadza się na porozumienie. Czy też bardziej wprost – jeśli matka nie chce się porozumieć, obligatoryjnie ogranicza się władzę ojcu.
Gdyby podstawą była opieka naprzemienna i wspólna władza rodzicielska po rozstaniu się rodziców, nie dochodziłoby do wielu dramatów.
Aktualnie standardem jest właśnie obligatoryjne ograniczenie władzy jednemu z rodziców w sytuacji konfliktowej i to bez uprzedniego zbadania sytuacji danej rodziny!
Proszę zauważyć, że wniosek o zabezpieczenie na czas postępowania jest natychmiast rozpatrywany bez diagnozy sytuacji, w oparciu tylko o wniosek matki, a we wniosku może być wszystko.
Czyli matka wnosi o powierzenie jej opieki na czas postępowania i dostaje to, a co za tym idzie, dostaje czas na izolowanie dziecka od ojca.
Po kilku miesiącach następują badania RODK, które utrwalają schemat stwierdzając, że dziecko jest bardziej związane z matką i ona ma być głównym opiekunem. A jak ma nie być inaczej po niemal roku mieszkania z nią i “widzeń” z ojcem co 2 tygodnie po parę godzin?
Następnie Sąd Rejonowy odstawia szopkę, że niby bada sprawę, a tak naprawdę robi kopiuj-wklej z opinii RODK i załatwione.
Odkręcenie tego graniczy z cudem.
My walczymy od 3 lat. I chyba polegliśmy, bo przegraliśmy i SR i apelacje.
Teraz niech ktoś wyjaśni dzieciom, że nie będzie korepetycji, rehabilitacji, zajęć językowych, jazdy konnej, wyjazdów na wakacje, a przede wszystkim – naszej rodziny skoro będziemy się widywać co 2 tygodnie w weekend sobota-niedziela.
Bo nas nie stać żeby utrzymywać dzieci, zajmować się nimi oraz płacić alimenty.
Bo nie mamy już siły żeby zajmować się wszystkim, a potem świecić oczami w szkole dlaczego dziecko, które powinno być rok później w klasie integracyjnej jest rok wcześniej w klasie normalnej i sobie nie radzi.
Bo brakuje nam czasu na pracę naszą oraz nadrabianie zaniedbań matki.
Jak to wyjaśnić dzieciom?
Ile takich rodzin jest w Polsce?

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 19 września, 2014 o 19:07

Zgodzę się z Panią, że sąd ogranicza władzę rodzicielską, jeżeli nie ma zgody między rodzicami. Mnie też denerwuje polityka faktów dokonanych. Nie zgodzę się jednak, że zawsze sąd podejmuje takie decyzje w zabezpieczeniu. Spotkałam się z oddaleniem wniosku o zabezpieczenie – sąd nie powierzył bieżącej pieczy matce na czas postępowania. Bywa różnie. Nie można zapominać, że i sędziowie są różni i różne mają zapatrywania na konkretne kwestie. Prawo rodzinne jest niedoskonałe, ale podtrzymuję swoje zdanie o opiece naprzemiennej.

Odpowiedz

Maciej 13 lipca, 2014 o 15:10

Niestety to co powiedział Pan Urbański jest prawdą!!! Do póki nie zostaną wymienieni ludzie orzekający w sprawach rodzinnych na nową kadrę, taką bez uprzedzeń, prowadzenie dyskusji o opiece równoważnej jest jałowe. Również pojęcie “DOBRO DZIECKA” mimo że nie jest zdefiniowane, jest używane przez sądy jak papier toaletowy, najczęściej w sytuacji kiedy sąd usprawiedliwia swoją decyzję nie mającą poparcia w logice, podstawie prawnej, i materiale dowodowym. Inną kwestią są “opinie psychologiczne” sporządzane przez RODK czy biegłego psychologa sądowego, którzy to ze względu na wadliwość obowiązujących przepisów nie posiadają kompetencji prawnych do przeprowadzania badań i wydawania takich opinii. Jeszcze inną kwestią jest fakt że psycholodzy i ich wiedza nie podlegają ŻADNEJ weryfikacji, nikt nie prowadzi nad nimi żadnego nadzoru. Fakt że sądy pomimo w/w wiedzy kierują na badania psychologiczne, jest łamaniem prawa z pełną świadomością i premedytacją. Odnosząc się do samych “opinii” to nie wskazują one jak doprowadzić do współpracy rodziców tylko, konfliktują ich jeszcze bardziej, wskazując “lepszego rodzica” i dyskryminując drugiego, określając “że ma mniejsze predyspozycje…”. Czy taki powinien być kierunek działania “sądów rodzinnych”???

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 18 lipca, 2014 o 20:25

Nie będę broniła opinii psychologicznych, bo zdarzają się różne.Nie mogę jednak zgodzić się z krytyką kierowania na badania psychologiczne. Nie spedjalnie widzę jakąś inną alternatywę. Nie jest natomiast zadaniem biegłych psychologów prowadzenie terapii trafiających do nich rodzin (zresztą w ciągu kilku godzin to niemożliwe)- ta decyzja należy do samych rodziców – ale opiniowanie stanu zastanego. Zgodzę się natomiast, że świeże, odważne, wychodzące poza schematy spojrzenie na opiniowanie byłoby ze wszech miar korzystne.

Odpowiedz

Karolina 21 lipca, 2014 o 10:59

Przepraszam najmocniej, ale myli Pani stanowiska psychologa z biegłym sądowym.
RODK nie mają prawa opiniować w sprawach dotyczących władzy rodzicielskiej, a pracownicy RODK nie mają (najczęściej) statusu biegłego sądowego. Badania przeprowadzane przez RODK dalekie są od standardów obowiązujących w ośrodkach naukowych, a raport Fundacji Batorego bardzo dobrze pokazał tendencje w wydawaniu takich opinii.
Sądy kierując strony do RODK łamią prawo, dokładnie tak, jak napisał Maciej.
Żeby zbadać i obiektywnie ocenić sytuację rodziny potrzeba czegoś więcej niż kilku godzin i kilku testów.
W sytuacji rodzin wiele złego zrobiło wprowadzenie art. 107 KRiO. To także jest łamanie prawa i dziwię się, że ten przepis nie został zaskarżony jako niezgodny z Konstytucją (art. 48 par. 1).
Zastanawiające jest też dlaczego sądy przyznają prawa osobie, która nie wyraża zgody na porozumienie ani woli mediacji. I dlaczego nawet udowodnienie kłamstwa, składania fałszywych zeznań nadal nie skutkuje zmianą w podejściu orzecznika do stron.
Jest to wszystko czynnik ludzki. Ale od tego sędzia jest sędzią żeby sobie z tym radzić.
Moja koleżanka na sprawie usłyszała pytanie:
“Jak często były mąż ma mieć kontakt z synem? Raz w tygodniu? Raz w miesiącu? Wcale?”
To skoro sędzia ma takie podejście do tematu, jak oczekiwać od przeciętnego człowieka “rozsądku?
Pozdrawiam.

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 21 lipca, 2014 o 11:34

Nie wiem, o którą cześć art. 107 k.r.o. Pani chodzi, ale w zasadniczej części ten przepis obowiązuje od początku istnienia k.r.o. Nie można też zapominać o paragrafie 2 art. 48 konstytucji. Niestety, nie jest to wszystko takie proste.

Odpowiedz

bozena 18 września, 2014 o 08:47

Tylko mała informacja dla przykładu Pani Prazes Sądu woj dała odpowiedż P pełnomocnik na żale syna, w której to pisze o wnioskach dowodowych opinii RODK – a nigdy RODK nie było.

Odpowiedz

Karolina 18 września, 2014 o 11:09

Witam. W kwestii art. 107 chodziło mi o par. 2 mówiący że jeśli rodzice nie są zgodni jednemu z nich automatycznie ogranicza się władzę rodzicielską.

Odpowiedz

Aneta 16 stycznia, 2015 o 11:12

Witam
Mam dwa pytania odnośnie opieki naprzemiennej.
1) Czy jest mozliwe zasądzenie opieki naprzemiennej w sytuacji gdy rodzice sa w ostrym konflikcie, nie porozumiewają sie miedzy soba i gdy plan wychowawczy nie zostanie spisany?
2) gdy juz zostanie wydane postanowinie o opiece naprzemiennej na np podstawie opini rodk któa to stwierdza ze własciwym rozwiązaniem jest opieka naprzemienna, czy jest mozliwosc aby jeden z rodziców wyjechał do innego miasta ?Jjak wtedy jest realizaowana taka opieka, dwie szkoły , daleka odległość itp?

Odpowiedz

Kasia 25 września, 2015 o 17:26

Dzień Dobry
Po 3 latach od rozstania mój były partner zarządał ode mnie opieki naprzemiennej nad synem. Do tej pory to z mojej inicjatywy (bo sam nie wykazywał żadnej) spotykał się z synem od czwartku po szkole do niedzieli wieczorem. Teraz chce iść do sądu z żądaniem opieki naprzemiennej, ja uważam to za koszmarne dla syna rozwiązanie i się nie zgadzam, Czy on ma szansę przeforsowac to w sądzie?
pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 27 września, 2015 o 14:55

Jedyna uczciwa odpowiedź, jakiej mogę udzielić na podstawie komentarza, to: nie wiem. To zależy od tak wielu czynników, że mogę tylko odesłać Panią do adwokata, w celu uzyskania pomocy.

Odpowiedz

Anna 27 marca, 2018 o 10:14

Problemem tkwi :
1/ Wyższe alimenty dla mam samotnie wychowujących, tutaj mści się trochę na Panach nierównomierne wynagradzanie kobiet. Mężczyźni osiągnęli sukces na polu zawodowym – wyższe wynagradzanie na równorzędnych stanowiskach – a negatywnie wpłynęło na kwestie sporne w trakcie rozstań. Więcej zarabiają, większe koszty ponoszą.
2/Rodzice się dogadują – nie idą do Sądu. W Sadach toczą się spraw, gdzie rodzice nie potrafią się dogadać. Niestety sami adwokaci często nakłaniają matki do tego, sprawy się ciągną a oni zbierają żniwo na “głupiutkich paniach” bo kończy się zawsze tak samo. Dziecko ma prawo do obojga rodziców i wcześniej cze później i tak będzie się z nimi widywało.
3/ Ograniczenie czy pozbawienie praw. Tato ma prawo widywać dziecko. Czy Panie zdają sobie sprawę z faktu, że ograniczenie praw działa na ich szkodę, bo tato i tak widuje dziecko, a mama po prostu za wszystko odpowiada?

Odpowiedz

Aleksandra 25 lutego, 2020 o 13:36

Dzień dobry, u mnie mąż wykorzystał fakt, że ma wsparcie w swoich rodzicach, którzy mu pomagają w opiece nad dzieckiem, i narzucil opiekę naprzemienną. Przed rozwodem trudne było go zastać w domu przed 19-tą, a po otrzymaniu pozwu obudził się. I dobrze, bo syn ma wreszcie ojca. Nie miałabym nic przeciwko opiece naprzemiennej, ale dziecko mocno protestuje. Funkcjonuje tak już niemal dwa lata i jest z niego wrak, ma myśli samobójcze, mówi, że jego życie to gówno i śmietnik. Myślał o tym, żeby wyskoczyć z okna lub rzucić się pod samochód. Chodzi na terapię. Ojciec dziecka ma klapki na oczach, ponieważ do dziś nie pogodził z rozwodem i chce mi pokazac moje miejsce w szeregu wykorzystując do tego 9-letniego, bardzo wrażliwego syna, który jest już umordowany przeprowadzkami. Sąd też jest ślepy i idzie w zaparte., twierdzać, że gdyby była inna forma opieki, to syn musiałby się przeprowadzać i kropka. Jak przebić ten argument żeby położyć kres przeprowadzkom?

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 25 lutego, 2020 o 15:42

Niestety nie mam cudownej recepty. Największym wrogiem spraw rodzinnych jest polityka faktów dokonanych.

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 18 września, 2014 o 23:24

Sąd, to miejsce, w którym można usłyszeć nie tylko prawdę. Niestety na sali sądowej panują określone zasady (procedura) i trzeba się do niej stosować.

Odpowiedz

Karolina 19 września, 2014 o 07:45

Pani Agnieszko, bardzo cenię Pani opinie, ale Pani wypowiada się z punktu widzenia osoby, która jest częścią systemu. Z punktu widzenia osoby, która została niejako “wciągnięta” okolicznościami w ten system mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że na sali sądowej panują takie zasady, jak sobie wymyśli sędzia.
Z własnego doświadczenia wiem, że sędziowie nie trzymają się ani litery prawa, ani faktów. Przepisy prawa dają im absolutną dowolność oceny materiału dowodowego, a kiedy materiał dowodowy jednak jest całkowicie niezgodny z ich tezą, pozostaje jeszcze furtka o “doświadczeniu osobistym” sędziego. I w ten sposób można wydać absolutnie każdy wyrok i uzasadnić go w tak absurdalny sposób, że filozofom się to nie śniło.
W naszym przypadku sędzia wymyśliła (sic!) argumenty przeciwko ojcu, pominęła całkowicie cały materiał dowodowy, między innymi nie uznała zaświadczenia lekarskiego, stwierdzając, że były to wizyty prywatne, a opinia lekarska została napisana pod dyktando ojca (wiadomo, zapłacił to ma opinię jaka mu pasuje), stwierdziła, że świadek zeznający na korzyść ojca w prowadzeniu działalności gospodarczej oszukuje, bo logo firmy nie współgra z deklarowanym profilem działalności, pominęła całkowicie jedną z trzech opinii kuratorskich, dziwnym trafem tę, która była całkowicie na korzyść ojca (z pozostałych dwóch jedna była neutralna, a jedna była zbiorem zapisów typu “matka mówi, matka twierdzi, matka się skarży” i tę ostatnią sędzia wzięła pod uwagę).
Dodatkowo sędzia sama znalazła dowody na to, że matka kłamie na sali sądowej, a mimo to określiła jej zeznania jako zgodne z materiałem dowodowym.
Ah i jeszcze jeden kwiatuszek – czy szanowni państwo wiedzą, że do PODSTAWOWYCH potrzeb dziecka należą PŁATNE lekcje języka angielskiego? Jeśli macocha jest nauczycielką języka obcego i pracuje z dzieckiem w domu to taka praca nie jest zaspokojeniem owej podstawowej potrzeby. Lekcje muszą być koniecznie płatne.
Summa summarum Sąd Rejonowy uznał, że ojciec, który sprawuje opiekę naprzemienną nadal ma płacić alimenty w wysokości zasądzonej w czasie, kiedy dzieci spędzały z nim 2 weekendy w miesiącu, a fakt, że to ojciec zajmuje się leczeniem, rehabilitacją, nauką dzieci nie sprawia, że zasługuje na posiadanie władzy rodzicielskiej na takim samym poziomie jak matka.
I mamy sytuację kuriozalną, w której dzieci mieszkają z ojcem przez pół roku (po pół miesiąca plus miesiąc wakacji, połowa ferii i świąt), ojciec biega z dziećmi po lekarzach (pediatra pół na pół, ale wszystkie wizyty specjalistyczne – dentysta, dermatolog, endokrynolog, psychiatra, neurolog, alergolog, laryngolog, audiolog – obskakuje ojciec), po rehabilitacjach (logopeda, psycholog, surdopedagog, SI, kynoterapia), kiedy dziecko ma problemy w szkole, ląduje na miesiąc u ojca, po poprawieniu ocen wraca system naprzemienny.
Ojciec kupuje wyprawki do szkoły, ubrania, płaci za wycieczki szkolne, opłaca ubezpieczenie i składki szkolne (matka przez cały rok szkolny zapłaciła 25 zł w szkole u jednego z dwojga dzieci). Ojciec zapewnia i opłaca wszystkie prywatne wizyty i badania, korepetycje, zajęcia sportowe.
A mimo to ojciec ma ograniczoną władzę rodzicielską oraz ma obowiązek płacenia matce alimentów.
I Sąd Rejonowy w osobie dwóch pań sędziów uznaje, że jest to najzupełniej w porządku. Sąd Okręgowy w apelacji podtrzymuje decyzję Rejonowego.
Dlaczego? Ano dlatego, że matka w ocenie sądu wywiązuje się ze swoich obowiązków (nie jest wg sędziów zaniedbaniem to, że matka nie chodzi z dzieckiem do lekarza, dentysty, na rehabilitację, nie jest naganne, że przemeldowała dziecko bez wiedzy i zgody ojca, że posłała do szkoły dziecko, u którego stwierdzono zaburzenia rozwojowe i odroczono mu obowiązek szkolny, po czym nie zapewniła mu żadnych zajęć kompensacyjnych, nie jest problemem, że matka deklaruje chęć wywiezienia dzieci za granicę twierdząc, że polepszy tam swoją sytuację materialną – ma wykształcenie nie honorowane w kraju docelowym i nie zna języka tego kraju), więc nie ma podstawy żeby jej władzę rodzicielską ograniczać, a na władzę wspólną matka się nie zgadza. A ponieważ się nie zgadza, zastosowano art 107 ograniczając władzę ojcu.
W kwestii alimentów sąd uznaje, że ojciec ma lepsze możliwości zarobkowe, więc stać go na ponoszenie 100% wydatków związanych z dziećmi.
Szanowne panie sędzie mają w nosie w tym momencie fakty, sprawiedliwość, przepisy Konstytucji, przepisy KRiO oraz orzeczenia SN.
Tak wyglądają “procedury” na sali sądowej.
Pozdrawiam.

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 19 września, 2014 o 19:13

Muszę przyznać, że jestem uczestnikiem systemu, bo muszę, jako adwokat w tym systemie funcjonować i reprezentować swoich klientów według mojej najlepszej wiedzy i doświadczenia. Nie potrafię się odnieść do Pani opowieści – wierzę, ale nie mam jak tego skomentować. Również spotykałam na swojej drodze, któzy mieli swoje ufiksowane poglądy, z którymi nie dało się walczyć. Bywa i tak. Nie jestem z tego powodu szczęśliwa, ale muszę w tym systemie funkcjonować.

Odpowiedz

bozena 17 listopada, 2014 o 01:45

W małej miejscowości adwokaci z urzędu i sędziowie czy również policja czy terapeuci z MOPSu to zespół bardzo zgrany i sędzia tak prowadzi sprawę jak chce matka i jej adwokatka i bardzo sprytnie nie dopuszcza do głosu prawdy. Ja osobiście byłam zszokowana kłamstwami policjanta pod przysięgą, o którego prosiliśmy, bezczelnym zachowaniem adwokatki matki zbyt swobodnym bo nawet pozwoliła sobie na głośne wyśmiewanie naszego adwokata i jawną stronniczością sędziny. Badanie biegłego psychologa, o którego syn poprosił i opłacił powinno odbyć się w neutralnym miejscu , a nie w MOPSie, w którym matka zaprzyjażniła się z pracownicą. Wszelkie prośby o pomoc, opisanie całej sytuacji nic nie dało; pisałiśmy do p A Andrzejewskiej, potem do Rzecznika – sprawę zlecono do zbadania p w-ce Prezes Sądu Woj a odpowiedż była taka jakiej udzieliła p sędzina – nikt nie brał pod uwagę opisanych oszczerstw i patologii w jakiej żyje dziecko, nawet tego, że z dzieckiem zostaje nietrzeżwiejący wujek, ale jak mogli dać w odpowiedzi prawdę skoro w sądzie nikt tej prawdy nie słuchał .Gdzieś tu przecztałam zdanie, że ważne jest dziecko nie ojciec. Po pierwsze stwarzanie dziecku od małego obrazu ojca przestępcy, oczernianie to krzywda tak dla dziecka jak i ojca. Jak określić matki , które sugerują dziewczynce dwu letniej molestowanie , które straszą ojcem- taka podłość powinna być karana ze względu na dziecko, a matka przebadana przez psychiatrę. Poza tym jakim prawem dopuszcza się do takiego niszczenia ojców; czy ojciec nie czuje, nie przeżywa. Bezkarność matek doprowadza je do absurdów .Ojciec wezwał policję bo matka, babcia i zwołana do pomocy w ubliżaniu sąsiadka nie chciały go wpuścić na widzenie i nagle matka woła przy policjancie “no uderz mnie, uderz, przecież widze w twoich oczach, że chcesz mnie uderzyć” – czy taka matka w sądzie jest zdolna do najgorszych oszczerstw?! Przecież ojciec to też człowiek – ile można znieść. Im bardziej dziecko jest za ojcem tym większa jest nienawiść matki.- nie ubiera ubrań, nie daje zabawek od ojca ale w sądzie bedzie wołać ” jakim ty jesteś ojcem” Więc może wartałoby również brać pod uwagę co przeżywa ojciec, zwłaszcza kiedy dziecko nie chce wracać do matki a on nie może wyżebrać weekendów bo matka zna tylko dwa słowa “nie zgadzam się” a p sędzina ma niepodwarzalny argument “matka urodziła”. Nie jedna urodziła i zniszczyła. Uważam, że takie postępowanie matki i sędziów prowadzi do bardzo powaznych zaburzeń emocjonalnych u dziecka, a to jest niszczenie psychiki, znęcanie się psychiczne powoduje zaburzenia w rozwoju , a straszenie dziecka jest znęcaniem się, dziecko żyje w ciągłym stresie ale ani sedziowie ani rzecznik nie jest tym zainteresowany. a nawet zarzuty obraca przeciwko ojcu.

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 26 stycznia, 2014 o 17:49

Chciałabym, żeby dało się to wszystko tak uregulować, jak Pan opisuje. To pewien model idealny, który psuje jeden element – dziecko. Gdyby nie dziecko, możnaby “karać” ograniczaniem władzy rodzicielskiej, sankcjami itp. Ale, gdzieś w tym wszystkim są emocje, uczucia dziecka (czasem nieadekwatne do okoliczności, ale to przecież dziecko) i to jest czasem “przeszkoda” bardzo trudna do pokonania. Bardzo dziękuję za komentarz.

Odpowiedz

Maciej 26 stycznia, 2014 o 20:02

…ale to się właśnie robi. Ogranicza się władzę rodzicielską stronie (ojcu zazwyczaj) z powodu, że rodzice nie potrafią się dogadać (zazwyczaj prawda jest taka, że mamusia nie chce się dogadać).
Dziecko jest bezwzględnie, bezmyślnie karane przez jednego z rodziców, oddzieleniem od drugiego rodzica. Sąd, który nie ma woli dotarcia do istoty sprawy, jest jedynie narzędziem w ręku bezwzględnego rodzica.
Emocje, uczucia dziecka zależne są od tego czy obydwoje rodzice rozumieją potrzeby dziecka, co to jest dobro dziecka…
Pisząc o ograniczeniu władzy rodzicielskiej miałem na myśli ograniczenie-kontrolę wykonywania władzy rodzicielskiej np. przez kuratora, który np. przychodzi do mieszkania i obserwuje jak dziecko jest przygotowywane do przekazania drugiemu rodzicowi.
Szanowna Pani Mecenas.
Jestem w trakcie próby wyegzekwowania: prawdy, prawości, logiki, dobra, przyzwoitości, w końcu przestrzegania prawa.
Dla człowieka przeciętnie inteligentnego, w miarę sprawnie używającego mózgu (za jakiego się uważam:) ) jest to droga przez mękę. Zderzenie z tą machiną jest bardzo bolesne.

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna 27 stycznia, 2014 o 09:41

Droga przez mękę to często trafne określenie. Wiem o czym Pan pisze, bo przeżywam to z moimi klientami starającymi się być taki ojcem, jak przed sporem z matką dziecka. Przykre i przwdziwe.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Dziękuję, że chcesz skomentować mój artykuł. Jednak jeśli chcesz w ten sposób poprosić mnie o pomoc, skorzystaj z zakładki Kontakt

Wyrażając swoją opinię w powyższym formularzu wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Agnieszka Swaczyna Kancelaria Adwokacka Twoich danych osobowych w celach ekspozycji treści komentarza zgodnie z zasadami ochrony danych osobowych wyrażonymi w Polityce Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Agnieszka Swaczyna Kancelaria Adwokacka z siedzibą w Krakowie.

Kontakt z Administratorem jest możliwy pod adresem swaczyna@kancelariaswaczyna.pl.

Pozostałe informacje dotyczące ochrony Twoich danych osobowych w tym w szczególności prawo dostępu, aktualizacji tych danych, ograniczenia przetwarzania, przenoszenia danych oraz wniesienia sprzeciwu na dalsze ich przetwarzanie znajdują się w tutejszej Polityce Prywatności. W sprawach spornych przysługuje Tobie prawo wniesienia skargi do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

Poprzedni wpis:

Następny wpis: