Obiecałam, że przekażę trochę informacji ze szkolenia w Pradze. Dzisiaj o wysłuchaniu dziecka w trakcie postępowania rozwodowego (choć nie tylko, bo to samo obowiązuje w każdym postępowaniu dotyczącym dziecka) – w dużej mierze opieram się o informacje z prezentacji sędzi Sabine Brieger z Berlina, która przekazywała nam swoją wiedzę i doświadczenie.
Zacznę od tego, że prawo polskie gwarantuje dziecku prawo bycia wysłuchanym w sprawach dotyczących dziecka. Wynika to z Konwencji o Prawach Dziecka (art. 12), konstytucji RP (art. 72) i kodeksu postępowania cywilnego (art. 2161 k.p.c.). Warunkiem, aby takie wysłuchanie mogło się odbyć jest stopień dojrzałości dziecka (prawo polskie nie ustaliło granicy wieku, od której można wysłuchać dziecko i moim zdaniem jest to rozwiązanie lepsze, niż ograniczanie takiej możliwości do dzieci np. od 12 roku życia).
Przyznam, że jedynie raz zdarzyło mi się (w sprawie z konwencji haskiej – pisałam o tym tu), że sąd osobiście wysłuchał dziecko. We wszystkich sprawach rozwodowych i rodzinnych przed Sądami Rejonowymi, jakie prowadziłam, sąd kierował dzieci na badanie do Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego, a w sądach rejonowych sędziowie (piszę oczywiście o sądach w Krakowie) posiłkują się opinią psychologa. Wiem z konferencji sprzed kilku lat w Gdańsku, że są w Polsce sędziowie, którzy nie boją się wysłuchiwać dzieci, ale z rozmów z kolegami adwokatami, że są to wyjątki.
Czemu w ogóle ma służyć wysłuchanie dziecka? Przede wszystkim – dobru dziecka i ma też pozwolić sędziemu na lepszą ocenę stanu faktycznego sprawy. Mam wrażenie, że w Polsce przyzwyczailiśmy się do decydowania o losie dzieci bez dzieci. Prawo europejskie narzuca nam całkiem inne standardy. Dla zainteresowanych – polecam wytyczne Komitetu Ministrów Rady Europy dotyczące wymiaru sprawiedliwości przyjaznego dzieciom.
Wymagania, jakie powinny być spełnione dla prawidłowego wysłuchania dziecka:
- osoba wysłuchująca dziecko musi odbyć odpowiedni trening/szkolenie – o ile wiem (ale może mnie ktoś poprawi) sędziowie w Polsce nie odbywają szkoleń na ten temat, w efekcie czego boją się wysłuchiwania dzieci;
- odpowiednio dobrany czas wysłuchania – dziecko nie może czekać pod salą/pokojem (albo będzie „umierało” z nerwów, albo zwyczajnie się znudzi), czy też tracić zajęcia szkolne (oznacza to, że wysłuchanie dziecka szkolnego powinno odbyć się z uwzględnieniem zajęć dziecka);
- przygotowanie odpowiedniego i przyjaznego otoczenia – wcale nie musi to być osobny pokój z zabawkami. Sędzia Brieger prowadzi wysłuchanie dzieci u siebie w gabinecie;
- należyte przygotowanie sędziego (pytań do dziecka) – wysłuchanie dziecka to kwestia 15 min do godziny.
Jak powinno wyglądać wysłuchanie dziecka – dobre praktyki wg sędzi Brieger:
– oswojenie dziecka z pytającym – pytania o wiek, przyjaciół, szkołę, przedszkole, hobby;
– pytanie, czy dziecko wie, dlaczego sędzia chce z nim rozmawiać;
– wyjaśnienie procedur sądowych;
– wyjaśnienie, że na dziecku nie spoczywa odpowiedzialność za podjęcie decyzji. Sędzia powinien podkreślić, że decyzję podejmą rodzice, a jeżeli nie dojdą do porozumienia – jest to zadanie sędziego;
– pytania otwarte na temat aktualnej sytuacji dziecka;
– podsumowanie rozmowy, uzyskanie akceptacji dziecka na ujawnienie wypowiedzi dziecka rodzicom (brak zgody musi być uszanowany);
– czas na pytania dziecka do sędziego
To, co mnie zaskoczyło, to informacja, że sędzia Brieger wysłuchuje dzieci na jeden/dwa dni przed spotkaniem w sądzie z rodzicami. W takiej sytuacji sędzia może poinformować na rozprawie rodziców o informacjach uzyskanych wcześniej od dziecka, co może wpłynąć na rodziców i skłonić ich do szukania kompromisu. We wszystkich sprawach rodzinnych, które prowadziłam dziecko było kierowane – o ile w ogóle było – do psychologów dopiero pod sam koniec postępowania.
Czy powinniśmy się dziwić, że sędziowie nie wysłuchują osobiście dzieci? Po ludzku – nie. Sędziowie są przepracowani i nie mają czasu (smutne to, ale prawdziwe, choć nie może tłumaczyć wymiaru sprawiedliwości, jako takiego). Nie mają też przygotowania (nie słyszałam, aby sędziowie byli szkoleni z metod wysłuchiwania dzieci, ale może ktoś uzupełni moją wiedzę), co znów niczego nie tłumaczy, ale powoduje, że sędziowie zwyczajnie boją się spotkania z dzieckiem stron. Ale przyznam się, że im jestem starsza, tym mniej mam zrozumienia – jako prawnik – dla niedociągnięć wymiaru sprawiedliwości (żeby była jasność, w Polsce nie jest najgorzej, ale z całą pewnością mogłoby być lepiej). Marzy mi się więc, że sędziowie odbędą odpowiednie szkolenia i będą stosować nabyte umiejętności dla jak największej korzyści dzieci, ale też skonfliktowanych rodziców.