Między świętami a nowym rokiem zwyczajnie pracowałam i właśnie międzyświąteczne spotkanie z klientką jest inspiracją do dzisiejszego wpisu.
Nie będzie niczym odkrywczym, jeśli stwierdzę, że część rozwodzących się osób robi to dlatego, że chce, ale jakaś część – dlatego, że musi. Nie jest łatwo porzucać znaną przestrzeń, przyzwyczajeń i zaczynać całkiem nowe życie. To jak skok na główkę, a przecież przyzwyczajenie, to druga natura człowieka. Pani, z którą rozmawiałam podjęła decyzję o zakończeniu wspólnego życia z alkoholikiem. Możemy sobie jedynie wyobrażać, jak mogło wyglądać jej życie z dziećmi. Mimo to strach przed nowym, nieznanym jest całkiem naturalny.
To, o czym chcę napisać, to poczucie odpowiedzialności tej kobiety za człowieka, który krzywdził ją i dzieci. I tu dochodzimy do zdrowego egoizmu (to żaden naukowy termin – to ja to tak nazywam). Trzeba nauczyć się myślenia o sobie, o swoich potrzebach i marzeniach. Nie namawiam nikogo do myślenia wyłącznie o sobie. Ludzie, którzy nas otaczają też są ważni, ważne są dzieci. Ale lata wyrzeczeń, dbania wyłącznie o bliskich dają o sobie znać i – z moich obserwacji – osoby z ciężkimi doświadczeniami życiowymi mają trudności z myśleniem o swoich potrzebach. Właśnie dlatego zwykle zalecam kontakt z psychologiem. Taka drastyczna zmiana życiowa, to jak uczenie się chodzenia od nowa – warto mieć osobę, która pomoże i pokaże, że można żyć inaczej: bez strachu o każdy dzień, z uśmiechem na twarzy i drobnymi radościami.
W tym pierwszym wpisie w nowym roku życzę serdecznie, abyście myśleli o innych, ale nie zapominali o sobie!



