4
kwi

W ŻYCIU, JAK W SERIALU „PRAWO AGATY”

Miałam pisać o czymś innym, ale od zeszłego tygodnia uwierają mnie jeszcze przeżycia z sali rozpraw. Pomijam, że w trakcie sprawy z nerwów dostałam migreny. Ktoś może spytać, jak doświadczony adwokat może jeszcze przeżywać tak mocno rozprawy? Widać może. Zwłaszcza w sprawach rodzinnych. Na swoje wytłumaczenie mogę tylko podać, że sprawa rozwodowa toczyła się od kilku dobrych lat, w ciągu których kilka razy zmieniał się sędzia prowadzący, a sama sprawa była niezwykle trudna i angażująca emocjonalnie. Po co w ogóle o tym piszę?

Po przeżyciach na sali sądowej potrzebowałam relaksu. Wstyd się przyznać, ale w naprawdę ciężkich momentach, kiedy nie mam już na nic siły, siadam przed telewizorem i – jak się to mówi – ćwiczę kciuk. Tym razem, zachęcona dyskusjami na różnych portalach i blogach o serialu „Prawo Agaty”, postanowiłam zerknąć na ten film. Zadziałało – oderwałam się od własnych problemów i dałam się porwać wydarzeniom na szklanym ekranie. Pominę serię krytyki, jaka nasuwa się chyba każdemu prawnikowi – praktykowi (mnie również), ponieważ rzeczywistość sądowa i adwokacka wygląda w szczegółach nieco inaczej. I tu wrócę do zasadniczej myśli dzisiejszego wpisu. To, co ujęło mnie w serialu „Prawo Agaty”, to pokazanie ludzkiej twarzy adwokata. My naprawdę przeżywamy sprawy naszych klientów. Może (na pewno) nie nachodzimy ludzi w domach, żeby zebrać dowody dla naszych klientów, ale myślimy o sprawie, angażujemy się i staramy się pomóc – tak jak Agata Przybysz. Dlatego z niecierpliwością czekam na następne odcinki zwłaszcza, że – jestem przekonana – kwestią czasu pozostaje pokazanie sprawy rozwodowej w serialu (w ostatnim odcinku mieliśmy mały przedsmak). Marzy mi się tylko, żeby scenarzyści postarali się lepiej odzwierciedlić realia sądowe. Walenie młotkiem przez sędziego – to tylko w filmie.

18
mar

ALIMENTY NA DZIECKO – FAKTY I MITY

Zdarza się, że klienci są zaskoczeni po konfrontacji swoich wyobrażeń na temat obowiązku alimentacyjnego z prawną rzeczywistością. Postaram się poobalać niektóre mity, z jakimi spotkałam się w swojej pracy.

Alimenty do „18”

Nie wiem skąd się wzięło to przekonanie, ale to mit. W prawie polskim nie ma sztywno określonej granicy wieku dla alimentacji dzieci przez rodziców. Rodzice mają obowiązek utrzymywać dziecko do czasu aż się usamodzielni: zakończy edukację i zacznie pracować (albo uzyska takie możliwości). Nie znaczy to, że rodzice mają płacić w nieskończoność. Dziecko ma dokładać starań do nauki i realizować obowiązek edukacji w terminie (bez powtarzania roku, czy oblewania egzaminów). Oznacza to, że obowiązek alimentacyjny obejmuje także okres studiów.

Tyle wystarczy

Sąd ustala z jednej strony potrzeby dziecka (o ustalaniu kosztów utrzymania dziecka pisałam tu), z drugiej – możliwości zarobkowe i majątkowe rodziców. Zasadą obowiązującą przy alimentacji dzieci jest równa stopa życiowa dzieci i rodziców. Nie wystarczy płacić tyle, żeby dziecko przeżyło. Jeżeli rodzic żyje na wysokim poziomie, to dziecko też ma do tego prawo. Uzyskałam kiedyś w sądzie alimenty na kilkumiesięczne dziecko w wysokości 1.700 zł (zarobki ojca spokojnie na to pozwalały – o tej sprawie kiedyś pewnie jeszcze napiszę, ale całkiem w innym kontekście).

50/50

Oboje rodzice mają obowiązek łożyć na utrzymanie dziecka. Jak to jest z podziałem obowiązku alimentacyjnego między rodziców? Wcale nie koniecznie po połowie. Po pierwsze sąd bierze pod uwagę osobiste starania rodzica, z którym mieszka dziecko. Nikt wprost nie mówi, że praca przy dziecku jest warta tyle i tyle, ale sam ten fakt uzasadnia obciążenie drugiego z rodziców większą częścią kosztów, albo nawet obciążenie tego rodzica obowiązkiem pokrywania wydatków na dziecko w całości. Dlatego rodzic, przy którym dziecko nie mieszka, może (a nawet musi) się spodziewać, że jego wkład finansowy dla dziecka zostanie określony przez sąd z pogwałceniem wyimaginowanej zasady „po równo”.

Reszta w naturze

            Czasem zdarza mi się słyszeć od Klientów, że pieniędzy dadzą tyle (tu pada określona kwota), a resztę przekażą w naturze (kurtka, buty itp.). Nawet jestem w stanie zrozumieć motywację – obawa, że pieniądze zostaną wykorzystane przez drugiego rodzica na jego potrzeby. Niestety nie ma takiej możliwości, żeby sąd zasądził obowiązek kupowania rzeczy zamiast określonych kwot. Po pierwsze prawo na to nie pozwala, po drugie taki wyrok nie nadawałby się do egzekucji (komornik nie miałby możliwości zmuszenia kogoś do kupna np. książki). Po trzecie (pewnie nie ostatnie) rodzic, który nie zajmuje się dzieckiem codziennie zwykle ma mniejszą orientację w bieżących rzeczowych potrzebach potomka.

To co zasądza sąd to minimum wkładu finansowego dla dziecka. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby rodzic kupił coś ekstra (zdaję sobie sprawę, że mało kto się z tego ucieszy). W wyroku jest określona kwota i w razie niepłacenia komornik będzie prowadził egzekucję, żeby tą kwotę uzyskać dla dziecka.

Płacę, to nie trafię do sądu, lub komornika

            I tu rozczarowanie. Zacznę od sądu. Sąd działa na żądanie. Jeżeli wpłynie pozew o alimenty, to sąd zabiera się do rozpoznania sprawy. Może się zdarzyć (i czasem się tak zdarza), że ktoś wywiązuje się z obowiązku alimentacyjnego, płaci, ale drugi rodzic chce mu „uatrakcyjnić” życie i tak wnosi sprawę do sądu. Cóż… Sąd tą sprawę rozpatrzy i zasądzi alimenty. Oczywiście będzie brał pod uwagę dowody w sprawie, ale nie może oddalić powództwa, bo z ustawy wynika, że taki obowiązek obciąża rodziców. Oddalenie powództwa oznaczałoby, że rodzic nie ma obowiązku przekazywania złamanego grosza dla dziecka. Zawsze pozostaje problem wysokości alimentów, ale to już zależy od konkretnej sytuacji. Co może zrobić rodzic, którego związek się wali i może spodziewać się „atrakcji” różnego rodzaju? Przekazywać pieniądze tak, żeby pozostawały po tym ślady (przelewy bankowe, przekazy pocztowe, rachunki na zakupy itp.).

Z komornikiem sytuacja wygląda podobnie. Nie raz zdarza się, że w ramach zemsty rodzic mający wyrok w ręku angażuje komornika, żeby drugi rodzic miał trochę więcej kłopotów i kosztów z tym związanych. Komornik (jak i sąd) działa na żądanie i nie wolno mu sprawdzać, czy twierdzenie o niepłaceniu jest prawdziwe, czy nie. Co więcej nie może samodzielnie podejmować decyzji, że nie będzie prowadził egzekucji. To co może zrobić, to wstrzymać egzekucję i zapytać wierzyciela, lub jego pełnomocnika (czyli osoby, która napisała wniosek o wszczęcie egzekucji), czy rzeczywiście otrzymała wpłaty, jak twierdzi (lub nawet udowadnia przed komornikiem) dłużnik. Niestety, na żądanie kontynuacji postępowania egzekucyjnego komornik dalej robi swoje.

Tyle (o tym, co może zrobić dłużnik w takiej sytuacji napiszę kiedyś w osobnym wpisie). Jeżeli komuś wpadnie do głowy inny mit związany z alimentacją dziecka, bardzo proszę o komentarze. Chętnie uzupełnię listę.

4
mar

WSPÓLNE MIESZKANIE PO ROZWODZIE

Korzystanie z mieszkania

W trakcie trwania małżeństwa małżonek ma prawo do korzystania mieszkania nawet jeśli prawo do mieszkania (własność, najem itp.) przysługuje tylko drugiemu małżonkowi. Jest to tzw. prawnorodzinny tytuł do lokalu.

Co po rozwodzie?

Jeżeli w chwili orzekania o rozwodzie/separacji małżonkowie mieszkają nadal razem, sąd w wyroku rozwodowym/o separacji ustali sposób korzystania z mieszkania. Przykładowo: pokój położony na lewo od wejścia przyznaje powodowi, na prawo od wejścia – powódce itp.. Należy pamiętać, że nie tworzy to żadnego prawa do lokalu. To orzeczenie jedynie porządkuje przestrzeń byłym małżonkom w celu zapobieżenia ewentualnym kłótniom. Co po rozwodzie/separacji? To zależy od tego, kto jest właścicielem, lub w inny sposób uprawnionym do lokalu. Pomijam oczywiście sytuację, gdy jeden z byłych małżonków wyprowadza się dobrowolnie.

Z chwilą rozwodu prawnorodzinny tytuł do lokalu wygasa. Istotną kwestią staje się więc prawo do lokalu. Jeżeli prawo przysługuje jednej osobie, to  może żądać eksmisji byłego małżonka, któremu nie przysługuje żaden tytuł do mieszkania. Należy pamiętać o tym, że były małżonek jest lokatorem w rozumieniu ustawy o ochronie lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego z wszelkimi tego konsekwencjami.

Podział majątku

O wiele większy problem mają byli małżonkowie, którym przysługuje wspólne prawo do lokalu – współwłasność, współnajem itp. W takiej sytuacji pozostaje podział majątku wspólnego. W wyniku podziału prawo do mieszkania zostanie przyznane na wyłączność jednemu z byłych małżonków. Są równocześnie orzeka obowiązek wydania lokalu przez byłego małżonka, który ma mieszkanie opuścić.

Eksmisja

Powinnam wspomnieć o tym, że o eksmisji może orzec sąd już w wyroku rozwodowym, wtedy, gdy jeden z małżonków swym rażąco nagannym postępowaniem uniemożliwia wspólne zamieszkiwanie. Nie jest jednak możliwa w trakcie rozwodu – przynajmniej w świetle dotychczasowego orzecznictwa Sądu Najwyższego – eksmisja małżonka, któremu przysługuje wyłączne prawo do mieszkania np. w sytuacji, gdy małżonek, który znęca się nad współmałżonkiem jest jedynym właścicielem lub najemcą mieszkania, a eksmisji żąda osoba zajmująca mieszkanie jedynie z tytułu małżeństwa.

2
mar

DZIECKO W ROZWODZIE (PO RAZ DRUGI)

To kolejny wpis poświęcony sytuacji dziecka, w okresie rozwodu (i po -), czy separacji rodziców, do którego skłoniła mnie lektura pewnego wywiadu. Prawie każdy rodzic (to „prawie” wynika niestety z moich osobistych obserwacji spraw sądowych, choć – podkreślam – na szczęście rzadko się zdarza, żeby rodzic był całkowicie obojętny na los swojego dziecka) dba o dobro swojego dziecka i myśli o jego szczęściu. Pisałam już o tym, że my rodzice często nie mamy świadomości, co przeżywa nasze dziecko i nie chodzi mi tylko o kryzys w rodzinie, ale codzienne życie. Niestety, jako osoby dorosłe nie potrafimy wczuć się w sytuację dziecka na danym etapie rozwoju i nie zawsze dobrze interpretujemy wysyłane nam sygnały.

Rozpad rodziny to ogromne przeżycie dla dziecka w każdym wieku, nawet tego dorosłego. Dlatego nieustająco namawiam do pogłębiania wiedzy o problemach, jakie mogą pojawić się w tym czasie oraz sposobach, jak można je minimalizować, ale także czyi jak powiedzieć o tym, ze rodzice się rozstają. Jednym słowem, jak można i należy zadziałać jako rodzic, a raczej jako rodzice, gdyż warto pamiętać o tym, że – mimo rozwodu, czy też separacji – rodzicami (właśnie o tą liczbę mnogą mi chodzi) swojego dziecka będzie się zawsze. Nie ukrywam, że jestem zwolenniczką korzystania z pomocy psychologów, ale jeżeli ktoś nie ma przekonania, ochoty, czy też możliwości – warto poszukiwać jakichkolwiek rzetelnych informacji takich, jak na przykład wspomniany wywiad z psychologiem Magdaleną Godlewską. Zapraszam do lektury.

12
lut

PLAN WYCHOWAWCZY

Orzekając o rozwodzie/separacji rodziców sąd musi zadecydować kto będzie sprawował władzę rodzicielską nad małoletnimi dziećmi. Od 13. czerwca 2009 r. (wcześniej także istniała taka możliwość, ale nie było to wprost uregulowane) kodeks rodzinny i opiekuńczy wprost przewiduje możliwość powierzenia wykonywania władzy rodzicielskiej obojgu rodzicom, ale pod warunkiem złożenia zgodnego wniosku przez strony i sporządzenia na piśmie planu o sposobie wykonywania władzy rodzicielskiej, czyli tzw. planu rodzicielskiego, czy też planu wychowawczego. Sam zgodny wniosek nie umożliwi sądowi zastosowania się do wniosku rodziców. Sąd musi otrzymać plan rodzicielski na piśmie. Podejrzewam, że sąd będzie się raczej starał uwzględnić wniosek (o ile będzie miał przekonanie, że jest to dobre dla dziecka), jednak brak takiego planu na rozprawie może przedłużyć postępowanie.

Jeżeli rozwód/separacja nie przeszkodzi współdziałać w przyszłości dla dobra dziecka i wspólne wykonywanie władzy rodzicielskiej jest możliwe warto się zastanowić nad sporządzeniem takiego planu. Należy jasno powiedzieć – nie ma jednego i wyłącznie obowiązującego wzoru takiego planu. Rodzice mogą wpisać do planu to, co ich zdaniem jest ważne dla dziecka i ich przyszłej współpracy w dowolniej formie i treści (trzeba pamiętać, że plan ma przekonać sąd, że rodzice są zdolni do współpracy). W trakcie moich poszukiwań w internecie natrafiłam na publikację Centrum Mediacji Partners (można ją znaleźć tu), która wydaje mi się pomocna przy rozmowach i ustaleniach rodziców. Nie jest przegadana i nadmiernie szczegółowa, co osobiście postrzegam jako zaletę. W trakcie mojego szkolenia na mediatora rodzinnego forsowano tezę, że im plan rodzicielski jest bardziej szczegółowy, tym lepiej. Uważam, że nie zawsze warto szukać dziury w całym i stwarzać problemy tam, gdzie ich nie ma. Jeżeli podstawowe ustalenia działają w praktyce (po uprawomocnieniu się wyroku), to – w razie nagłych problemów łatwiej będzie znaleźć porozumienie, niż na początku w trakcie uzgadniania formuły wspólnej opieki. Osoby, które się rozstają zwykle nie darzą się szczególnym zaufaniem i często decyzja o wspólnej opiece nad dzieckiem podszyta jest dużymi obawami. Realizacja planu pozwala nabrać do siebie zaufania, co zdecydowanie polepsza relacje i gotowość do ewentualnych ustępstw, czy wyjątków od reguły.

12
lut

KŁOPOTY TECHNICZNE

Wczoraj zorientowałam się, że przy przenosinach bloga „zaginęło” kilka moich wpisów. Niestety musiałam je przenieść ręcznie, stąd kilka wpisów w dniu wczorajszym. Za kłopoty przepraszam, zwłaszcza tych, którzy w poszukiwaniu informacji trafili na bloga i nie znaleźli nic. Mam nadzieję, że wszystko będzie już dobrze.

Rozwód to temat – rzeka. Ze względu na obszerność materiału będę omawiać zagadnienia związane z rozwodem na osobnym blogu. Stary blog (www.blog.kancelariaswaczyna.pl) będzie dotyczył pozostałych spraw cywilnych.

Wbrew pozorom sprawy rozwodowe nie należą do najłatwiejszych. Oczywiście zdarzają się rozwody nieskomplikowane, niesporne itd. Tak, czy inaczej warto zorientować się, jakie są konsekwencje podejmowanych decyzji, które mogą się czasami ciągnąć za stronami przez całe życie.

Wyrok rozwodowy ma swoje stałe elementy, o których sąd – co do zasady – musi orzec:

1)      o rozwodzie (orzeka rozwód lub oddala powództwo);

2)      o winie (chyba, że oboje małżonków zażądają rozwodu bez orzekania o winie)

3)      o władzy rodzicielskiej nad małoletnimi dziećmi stron;

4)      o kontaktach z dziećmi;

5)      o alimentach na małoletnie dzieci;

6)      o korzystaniu ze wspólnie zajmowanego mieszkania.

Dodatkowo w wyroku mogą się znaleźć następujące kwestie:

1)      alimenty na małżonka;

2)      podział majątku wspólnego (sąd uwzględnia wyłącznie zgodny wniosek, spory rozstrzyga już po rozwodzie sąd rejonowy);

3)      eksmisja małżonka;

4)      podział wspólnego mieszkania albo przyznanie mieszkania jednemu z małżonków, jeżeli drugi małżonek wyraża zgodę na jego opuszczenie bez dostarczenia lokalu zamiennego i pomieszczenia zastępczego (na zgodny wniosek stron).

W pierwszej kolejności sąd bada, czy zachodzą przesłanki do orzeczenia rozwodu, a więc czy doszło do trwałego i zupełnego rozkładu pożycia małżeńskiego. Zupełny rozkład pożycia małżeńskiego zachodzi wówczas, gdy nie istnieją między stronami żadne więzi małżeńskie: uczuciowe, fizyczne i gospodarcze. Trwałość rozkładu pożycia małżeńskiego oznacza, że nie ma żadnych szans na powrót stron do małżeństwa. Negatywne przejście tego „testu” może spowodować oddalenie pozwu o rozwód (myślę, że każdy adwokat zna przynajmniej jeden taki przypadek). Nie istnieje żaden zdefiniowany okres czasu, jaki musi upłynąć od chwili rozkładu pożycia małżeńskiego do wniesienia pozwu rozwodowego, żeby mieć gwarancję, że sąd oceni rozkład pożycia za trwały. Za każdym razem sąd analizuje osobno każdy przypadek i zastanawia się, czy w danym przypadku można prognozować trwałość rozpadu małżeństwa.

Pozytywny wynik analizy sądu nie daje jeszcze gwarancji uzyskania rozwodu. Mimo zupełnego i trwałego rozkładu pożycia rozwód nie jest dopuszczalny, jeżeli wskutek niego miałoby ucierpieć dobro wspólnych małoletnich dzieci albo jeżeli z innych względów orzeczenie rozwodu byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego (art. 56 § 2 k.r.o.). W tym miejscu zaznaczę tylko, że w zakresie oceny, czy dobro dzieci jest zagrożone (jeżeli istnieje takie podejrzenie, bądź zarzut), sąd korzysta z opinii Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego (RODK zajmę się w odrębnym wpisie w najbliższym czasie).  Sąd oddali powództwo także w przypadku, gdy rozwodu żąda małżonek wyłącznie winny rozkładu pożycia, chyba że drugi małżonek wyrazi zgodę na rozwód albo jego odmowa zgody na rozwód jest w danych okolicznościach sprzeczna z zasadami współżycia społecznego. Przykładowo, jeżeli A jest wyłącznie winny za rozkład pożycia małżeńskiego, a B nie wyraża zgody na rozwód, żeby zrobić A na złość, to sąd i tak może uwzględnić pozew i orzec rozwód. Z mojego doświadczenia wynika, że brak zgody na rozwód (przy założeniu, że udało się udowodnić wyłączną winę powoda) jest raczej rzadko uwzględniany przez sąd jako argument do oddalenia powództwa. Po prostu często takie stanowisko strony nie znajduje obiektywnego uzasadnienia.

Sąd ma obowiązek ustalenia winy w rozkładzie pożycia małżeńskiego, chyba że strony „zwolnią” sąd z takiego obowiązku zgodnie wnosząc o orzeczenie rozwodu bez orzekania o winie. Jeżeli którakolwiek ze stron nie wyrazi zgody na orzekanie bez winy sąd, w zależności od stanowisk stron może w wyroku ustalić wyłączną winę jednej ze stron, albo winę obu stron. Trzeba pamiętać o tym, że sąd nie miarkuje winy, tzn. nie zastanawia się czyja wina jest większa, a czyja mniejsza. Jak sama nazwa wskazuje wyłączna wina jednego małżonka oznacza automatycznie brak winy drugiego. Jednym słowem, nawet jeżeli sąd ustali winę z jednej strony na 95%, a drugiej – na 5% (proporcje można dowolnie zmieniać) to będziemy mieli do czynienia z winą obu stron. Zainteresowani najczęściej postrzegają ustalanie winy w kategoriach emocjonalnych. Oczywiście jest to z czysto ludzkiego punktu widzenia jak najbardziej zrozumiałe. Prawnik musi ten aspekt ludzki pominąć (nikogo to nie dziwi, bo przecież w powszechnym mniemaniu prawnik serca nie ma 🙂 ) i zająć się czysto prawnymi konsekwencjami ustalania winy. A konsekwencje winy są odczuwalne przez lata (czasem do śmierci) przede wszystkim w zakresie obowiązku alimentacyjnego między małżonkami. Nie jest to problem teoretyczny – zdarzyło mi się prowadzić sprawę o alimenty między małżonkami rozwiedzionymi 19 lat wcześniej.

.

11
lut

DZIECKO W ROZWODZIE – PORADNIK

Jeżeli rozwodzące się strony mają wspólne małoletnie dziecko, to – tak, jak pisałam poprzednio – sąd musi orzec w wyroku rozwodowym o władzy rodzicielskiej (dziećmi) stron, o kontaktach z dzieckiem i alimentach. Trzeba pamiętać, że przy podejmowaniu wspomnianych decyzji sąd ma na uwadze WYŁĄCZNIE DOBRO DZIECKA.

Przy okazji „buszowania” po internecie, na stronie biura Rzecznika Praw Dziecka, natrafiłam na poradnik dla rozwodzących się rodziców (poradnik można znaleźć tu) przygotowany przez Centrum Mediacji Partners Polska (autorzy: Maciej Tański, Agnieszka Szelągowska, Rafał Milewski, Stanisław Kordasiewicz, Michał Rolirad). Moim zdaniem, jest to świetne opracowanie i warto się z nim zapoznać. Lektura poradnika może pomóc w uświadomieniu sobie przez co przechodzi dziecko, kiedy rozpada się jego rodzina, wyjaśnić dlaczego syn/córka zachowuje się inaczej niż zwykle. Nie ma co ukrywać, że rozwód jest dla dzieci tragedią. Nic tego nie zmieni, choćby rodzice, każdy z osobna, i dalsze otoczenie dziecka stawali na głowie. To,  co rodzice mogą i powinni zrobić, to zminimalizować straty. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to wszystko takie proste. Nikogo jednak nie muszę przekonywać, że dla dziecka warto spróbować wszystkiego: i wizyty u psychologa (żeby przedstawić sytuację dziecka i spytać jak należy postępować), i terapii, i mediacji (żeby ustalić istotne kwestie dotyczące dziecka, wyciszyć emocje choćby tylko w części dotyczącej dziecka). Bardzo trudno jest się wznieść ponad swoje emocje i nie wikłać dziecka w swoje spory z drugim małżonkiem. Każdy człowiek ma tendencję do postrzegania świata przez pryzmat swoich doświadczeń – to naturalne, ale prowadzi do tego, że po rozpadzie małżeństwa dobro dziecka często jest postrzegane w inny sposób przez każdego rodzica. Ważne, żeby rodzice starali się znaleźć rozwiązanie kompromisowe, w którym dziecko odnajdzie bezpieczeństwo i stabilizację. Problem (największy) polega na tym, że do tego potrzeba chęci po obu stronach, a o to przy rozwodzie najczęściej bardzo ciężko.

11
lut

STANDARDY OPINIOWANIA RODK

Standardy opiniowania RODK znajdziesz tu.

11
lut

OBOWIĄZEK ALIMENTACYJNY MIĘDZY BYŁYMI MAŁŻONKAMI

Po ustaniu małżeństwa wszystkie więzi między byłymi małżonkami zostają pozornie zerwane. „Pozornie” dlatego, że pozostaje – czasem aż do śmierci – obowiązek alimentacyjny między małżonkami. Z kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wynikają wzajemne obowiązki finansowe w razie niedostatku jednego z byłych małżonków. Kształt tego obowiązku uzależniony jest przede wszystkim od orzeczenia sądu w zakresie winy w rozkładzie pożycia małżeńskiego. Co do zasady małżonek niewinny jest obciążony obowiązkiem alimentacyjnym wobec byłego małżonka przez lat pięć (z możliwością przedłużenia tego okresu przez sąd w razie istnienia wyjątkowych okoliczności). Po tym okresie jest zwolniony od obowiązku alimentacyjnego względem byłego małżonka. Obowiązek alimentacyjny małżonka winnego (niekoniecznie wyłącznie winnego) jest dożywotni. W każdym przypadku z obowiązku alimentacyjnego względem byłego małżonka zwalnia nowy małżonek, który przejmuje od byłego małżonka obowiązki alimentacyjne. Przykładowo: A rozwiódł się z B. Sąd orzekł o winie obu stron. B znalazła się w niedostatku i w stosownym postępowaniu sąd zasądził alimenty od A na rzecz B. Po dwóch latach B wyszła ponownie za mąż. A dowiedział się o tym i wniósł do sądu o uchylenie obowiązku alimentacyjnego, co jako uzasadnione znalazło odzwierciedlenie w wyroku uwzględniającym to powództwo – zwalniającym A od obowiązku alimentowania byłej żony.

Czy jest to rozwiązanie słuszne i sprawiedliwe? W moim odczuciu nie. Niestety taki stan prawny ugruntowało orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z dnia 11. kwietnia 2006 r. (sygn. SK 57/04). Tym łatwiej jest mi krytycznie odnieść się do tego orzeczenia, że podstawą jego wydania była skarga konstytucyjna sporządzona przeze mnie.

Po latach od zakończenia sprawy, w dalszym ciągu jestem zdania, że dożywotni obowiązek alimentacyjny między małżonkami jest w istocie formą kary i niesie za sobą ocenę moralną stron postępowania. Doktryna prawa przedstawia ten obowiązek jako kontynuację obowiązku wzajemnego wspierania się podczas trwania małżeństwa. Jakie jest jednak uzasadnienie takiej kontynuacji?  Nie wiem.

Zdaję sobie sprawę, że w sytuacji rozpadu wieloletniego małżeństwa, przy określonym podziale ról między małżonkami, a co za tym idzie, nierównymi dochodami i kwalifikacjami zawodowymi obowiązek alimentacyjny, nawet dożywotni, może wydawać się ze całkowicie słuszny (sprawiedliwy). Wyobraźmy sobie jednak małżeństwo, którego pożycie trwało miesiąc, albo i krócej (a są takie), które obciążone jest równie dotkliwym dożywotnim obowiązkiem alimentacyjnym. Prawda, że rodzą się wątpliwości?

Jest też w tym wszystkim aspekt czysto praktyczny, który w obecnych czasach zyskuje na coraz większym znaczeniu. Wolne związki, które w czasach tworzenia kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (lata 60-te XX wieku) były rzadkością, teraz nie dziwią nikogo. Pamiętamy, że zwalnia od obowiązku alimentacyjnego wyłącznie zawarcie nowego związku małżeńskiego (nowy małżonek zwalnia od obowiązku starego małżonka). A konkubent – konkubina? Na zasadach współżycia społecznego można próbować (celowo piszę próbować, bo w sądzie nie ma nigdy nic pewnego) uchylić swój obowiązek alimentacyjny wobec byłego małżonka pozostającego w konkubinacie, ale…  Nie zawsze rozwiedzeni małżonkowie posiadają  informacje na swój temat, bo np. nie chcą już nic o sobie wiedzieć, albo nie mają faktycznych możliwości uzyskania takich informacji (np. wyjechali za granicę). Nawet jednak, jeżeli wiedzą o sobie wszystko, to trzeba to jeszcze przed sądem udowodnić.  Konkubinaty nie są rejestrowane – nie ma dokumentu urzędowego mogącego służyć za dowód w sprawie. Komplikując sprawę – co jeżeli były małżonek A był w konkubinacie, a teraz nie jest i żąda od B alimentów? Nowy małżonek uwalnia byłego małżonka od obowiązku alimentacyjnego na zawsze, a były konkubent? Oczywiście, gdyby to było w interesie mojego klienta, twierdziłabym, że były konkubent także zwalnia od obowiązku alimentacyjnego na zawsze, ale mam wątpliwości, czy sąd przychyliłby się do takiej koncepcji?

Sądzę, że zmiany zachodzące w polskim społeczeństwie w końcu wymuszą inne myślenie o obowiązku alimentacyjnym między byłymi małżonkami i w konsekwencji doprowadzą do ograniczenia „więzi finansowych” po rozwodzie do rozsądnych granic.