22
paź

ROZWÓD NA JEDNEJ ROZPRAWIE

Jest sobota i choćbym chciała, nie mogę uciec od tematów rozwodowych :-). Właśnie podróżuję pociągiem i … podsłuchuję (trudno się całkowicie wyłączyć) rozmowę współtowarzyszy podróży. Jeden z mężczyzn tłumaczy kolegom, że jak się nie ma dzieci, to rozwód załatwia się na jednej rozprawie. Prawda? Prawda, ale tylko wtedy, gdy rozwód jest zgodny, najczęściej – bez orzekania o winie.

Co, jeżeli strony jednak mają dzieci? Jedna rozprawa, czy więcej?

Może być też jedna rozprawa. Tak, jak wyżej – jeżeli strony są zgodne. Co, a właściwie kto przedłuża rozprawy? Same strony. Jeżeli oczekują rozwodu z orzekaniem o winie, albo nie mogą porozumieć się w sprawach dzieci (władza rodzicielska, kontakty, lub alimenty), to najczęściej zgłąszają dowody na poparcie swoich twierdzeń, wnoszą o wezwanie świadków, chcą się odnieść do twierdzeń strony przeciwnej. Czasami konieczne jest badanie OZSS, na które zwykle się czeka. Czasami strony chcą skorzystać z mediacji. To właśnie pochłania sądowi czas. Przesłuchanie jednego świadka trwa średnio 15-20 minut, ale są świadkowie, którzy mają dużo więcej do powiedzenia – co logiczne zajmuje to więcej czasu. Zdarza się, że z jakiś powodów świadek nie może dojechać na rozprawę i sąd musi odroczyć rozprawę na inny termin. Jestem przekonana, że wszyscy, a zwłaszcza sąd, chcieliby skończyć sprawy szybko i sprawnie. Z przyczyn obiektywnych nie jest to czasami możliwe.

Dyskusja się skończyła (swoją drogą już usłyszałam, że prawników jest w pociągu więcej :-)), ja jadę dalej.

8
paź

DOMNIEMANIE OJCOSTWA PO ORZECZENIU SEPARACJI

Prawda jest taka, że nie nadążam z wpisami–odpowiedziami na zgłaszane przez czytelników problemy. Mam świadomość, że wiele osób czeka na konkretne wpisy i przykro mi, że nie jeste w stanie zrealizować szybko wszystkich obietnic. Piszę na blogu w czasie wolnym, na nadmiar, którego – na szczęście – nie narzekam, dlatego z góry przepraszam rozczarowanych czytelników.

Już jakiś czas temu obiecałam odpowiedź na komentarz p. Sabiny:

„Witam jak sprawa przedstawia się w danej sytuacji. W pierwszej kolejności mam orzeczoną separację sądową, od której minął już dłuższy okres. Następnie wystąpiłam o rozwód, który uprawomocnił się w maju 2016 (do momentu porodu od rozwodu nie minie 300 dni). Od którego wyroku liczy się okres 300 dni. Bo wiem, ze jeśli nie miałabym rozwodu tylko separację to od separacji a w momencie rozwodu? Uzyskałam sprzeczne informacje w urzędzie stanu cywilnego i w sądzie”.

Wierzę, że czytelniczka natrafiła na taki problem, ale trudno mi zrozumieć, czym się kierowała osoba (w USC lub sądzie) udzielając informacji.

A czym powinna się kierować?

Art. 62 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego:

  • 1. Jeżeli dziecko urodziło się w czasie trwania małżeństwa albo przed upływem trzystu dni od jego ustania lub unieważnienia, domniemywa się, że pochodzi ono od męża matki. Domniemania tego nie stosuje się, jeżeli dziecko urodziło się po upływie trzystu dni od orzeczenia separacji.

Domyślam się, że ktoś przeczytał o rozwodzie i uznał, że separacja już nie jest ważna. Otóż nie. Skoro wcześniej była orzeczona separacja, to ten fakt pozostaje nadal istotny. Liczymy od separacji i musimy dojść do przekonania, że jeżeli od uprawomocnienia się orzeczenia o separacji do urodzenia dziecka minęło ponad 300 dni (choćby nie minęło 300 dni od rozwodu) to domniemanie ojcostwa nie obowiązuje. Jaki jest efekt tej regulacji? W takiej sytuacji dziecko urodzone ponad 300 dni od separacji nie może być zarejestrowane w USC, jako dziecko byłego męża (a przed rozwodem – męża w separacji). Nie trzeba więc składać wniosku o zaprzeczenie ojcostwa. Po drugie ojciec dziecka może uznać ojcostwo dziecka.

 

25
wrz

KTO PIERWSZY TEN LEPSZY – „WYŚCIG” PO ADWOKATA

Pisałam już kiedyś o składaniu pozwu – czy ma znaczenie, kto pierwszy wniesie pozew (wpis można znaleźć tu). O ile kolejność wniesienia pozwu nie ma znaczenia (z wyjątkiem opisanym tu), to ma znaczenie, kto pierwszy zgłosi się do wybranego adwokata.

W tym roku już kilka razy zdarzyło mi się, (co stało się inspiracją do dzisiejszego wpisu), że musiałam odmówić spotkania klientowi, który zgłosił się w tej samej sprawie, jako drugi.

Dlaczego odmawiam spotkania drugiej stronie?

Muszę odwołać się do adwokackiego kodeksu etyki:

§ 46

Adwokat nie może reprezentować klientów, których interesy są sprzeczne, chociażby ci klienci na to się godzili. W razie ujawnienia się sprzeczności w toku postępowania, adwokat obowiązany jest wypowiedzieć pełnomocnictwo tym klientom, których interesy są sprzeczne.

Jednak nawet bez kodeksu etyki wydaje mi się to dość oczywiste. Wystarczy się przez chwilę zastanowić. Kto chciałby przekazywać informacje osobie, która będzie później rozmawiała z  przeciwnikiem? Nie jest łatwo zaufać drugiemu człowiekowi, co dopiero obcemu. Ci, którzy musieli opowiadać o swoich problemach (a o problemach tak intymnych, jak kwestie małżeńskie zwłaszcza), wiedzą, jakie to jest trudne. Muszą mieć gwarancję, że słuchacz nie opowie, albo nie wykorzysta tych poufnych informacji w rozmowie z przeciwnikiem. Etyka adwokacka taką gwarancję stwarza.

Czy zatem nie zdarza się adwokatowi rozmawiać z drugą stroną? Zdarza się, ale wyłącznie, jako reprezentant interesów pierwszego Klienta. Oczywiście, że negocjuję z przeciwnikami, ale moi Klienci wiedzą, o czym będę rozmawiać i mają pewność, że nie przekroczę umocowania.

Muszę podkreślić jeszcze, że nie ma znaczenia, kiedy zgłosi się ta druga osoba: za dwa dni, za miesiąc, czy trzy lata. Zdarzyło mi się, że przyszła do mnie pani w sprawie alimentacyjnej przeciwko ojcu dziecka, który to pan dwa lata wcześniej rozmawiał ze mną na temat alimentów właśnie. Wprawdzie wtedy chodziło o alimenty na inne dziecko, a rzeczona pani była nawet z partnerem na wizycie w kancelarii, ale uznałam, że nie mogę doradzać w takiej samej sprawie przeciwko mojemu klientowi (któremu – podkreślam – udzielałam wyłącznie porady).

Tak to wygląda w mojej kancelarii i wierzę – w innych kancelariach adwokackich.

 

27
sie

ROZSTANIE W FORMIE AKTU NOTARIALNEGO

Inspiracją pierwszego powakacyjnego wpisu jest e-mail od p. Anny:

„(…) Myślałam o załatwieniu sprawy odejścia męża z wyłącznie jego winy („miłość” nie wybiera) w formie aktu notarialnego, który to akt zawierałby postanowienie o separacji faktycznej oraz określał wysokość alimentów jakie mąż miałby mi płacić opatrzonych sądową klauzulą wykonalności.

  Byłabym zobowiązana gdyby Pani dysponując wolną chwilką opisała tę kwestię, domniema iż wiele para rozstaje się w sposób, niekoniecznie zmuszający do stawania się przed Sądem. Jednakże dla stabilności życia niezbędne są pewne uregulowania formalnoprawne dające osobie niewinnej poczucie jakiego takiego komfortu egzystencji i zapewniające w miarę godziwy byt.”

Przyznam, że moja pierwsza myśl była: tego się nie da tak zrobić. Ale to nie jest prawda. Pani Anna pisała o separacji faktycznej, a nie separacji prawnej, czy też rozwodzie.

Póki co (I pewnie długo tak pozostanie) w Polsce można się rozwieść, a także uzyskać separację prawną, jedynie przed sądem. Są kraje, gdzie można się rozwieść administracyjnie (np. Dania), albo przed notariuszem (np. Łotwa), ale u nas trzeba przeżyć przynajmniej jedną rozprawę.

Wracając do separacji faktycznej i notariusza. Mam całkowicie odmienne odczucia niż p. Anna, tzn. wydaje mi się, że mało kto w taki sposób (z wizytą u notariusza w tle) się rozstaje, gdyż wymaga to zgody obu stron począwszy od stawiennictwa w kancelarii notarialnej, na podpisaniu dokumentu kończąc. Nie znaczy to jednak, że jest to niemożliwe, jeżeli już ktoś bardzo chce.

Moim zdaniem nie ma przeszkód, aby strony oświadczyły w akcie notarialnym: kto jest winny rozpadu pożycia małżeńskiego, istnienie separacji faktycznej, czy porozumiały się co do kontaktów z dzieckiem. Oczywiście mogą się też umówić, co do alimentów: czy to na małżonka (w trakcie trwania małżeństwa to przyczynianie się do potrzeb rodziny, ewentualnie umowna renta – trzeba pamiętać, że konsekwencje prawne obu tych instytucji prawnych są inne), czy na dziecko (alimenty).

Zanim ktoś zdecyduje udać się do notariusza i konstruować własny akt notarialny muszę zadać to pytanie: po co?

Po co spisywać te kwestie w formie aktu notarialnego? Taki akt notarialny w razie późniejszego sporu sądowego to nie „żelazny dowód” przed sądem. OK – nie ma wątpliwości, że oświadczenie złożyły osoby podpisane pod aktem notarialnym. Jednak to, że mąż, czy żona, weźmie winę na siebie w akcie notarialnym nie zablokuje możliwości prowadzenia dowodu przed sądem, że wyglądało to inaczej (oczywiście, fakt, że ktoś wziął winę na siebie pogarsza jego sytuację procesową). Jednym słowem – tego typu oświadczenia w formie aktu notarialnego mogą pomóc w postępowaniu dowodowym, ale nie stanowią 100% gwarancji, że sąd uzna tak, jak oświadczyły strony w akcie notarialnym.

Inaczej się sprawa ma z uregulowaniami alimentacyjnymi zawartymi w akcie notarialnym. Jeżeli strona zobowiązana do płacenia podda się w akcie notarialnym egzekucji, to pozwala to na pominięcie procesu sądowego i wyegzekwowanie – w razie niepłacenia – należnych kwot, a w przyszłości, w razie potrzeby, wniesienie sprawy do sądu o podwyższenie alimentów.

Na koniec podkreślę jeszcze jedną zasadniczą różnicę. Oświadczenie, że strony pozostają w faktycznej separacji nie wpływa na istnienie małżeństwa – strony nadal pozostają małżonkami bez separacji prawnej z wszystkimi tego konsekwencjami.

6
lip

SMUTNO MI BOŻE…

To ostatni wpis przed wakacjami i po długiej – za co mi wstyd – przerwie. Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko podać, że pracy w kancelarii jest ogrom, równocześnie przenoszę kancelarię w nowe miejsce (ul. Garncarska 3/1), a w domu mam grubszy remont. Nie nudzę się :-).

Skąd ten cytat ze Słowackiego? Ano z mojego minorowego nastroju. Mam jakąś taką serię, że w ostatnim tygodniu spotykam się z przykładami niekompetencji. Albo prawnik nie wie, o czym pisze i pisze w ogóle nie na temat, albo powołuje świadków na nieistotne okoliczności. Albo pisze pismo prawnik, który bardzo chce pomóc, ale nie wie jak i w rezultacie bardziej szkodzi niż pomaga (dobrymi chęciami…)? Albo klienci są popychani w kierunku postępowań, które można pominąć i od razu przejść do postępowania docelowego…

No i smutno mi…

Prawda jest taka, że tak bywa w każdym zawodzie, ale szczerze mówiąc wcale mnie to nie pociesza.

Jaka jest na to rada? Uniwersalnej nie ma. Wyobrażam sobie (nie mam doświadczeń osobistych w szukaniu prawnika, siłą rzeczy), że warto szukać prawnika tak, jak każdego innego fachowca – telefon do znajomego z prośbą o polecenie, wywiad wśród znajomych, a w końcu internet. Za to jeżeli po spotkaniu nie mamy zaufania, to zwrot o 180 stopni i szukamy dalej. Relacja prawnik – klient jest oparta na zaufaniu!

Czy można coś popsuć w sprawie rodzinnej? Przecież to takie proste sprawy? No właśnie niestety można. Nie zawsze da się wszystko naprawić i stąd właśnie mój tytułowy smutek.

Mimo gorszego nastroju życzę wszystkim odpoczynku w wakacje, a ja – już w nowej kancelarii – wrócę do bloga we wrześniu.

2
cze

500+ W OPIECE NAPRZEMIENNEJ

Właściwie nie planowałam dzisiaj wpisu na blogu, ale tak już mam, że jak mnie jakiś temat zainteresuje to „nie ma zmiłuj” :-). Przeczytałam właśnie wpis p. Jarosława pod wpisem 500+, KOMU I CO Z TEGO WYNIKNIE tej treści:

Właśnie dostałem Decyzję odmawiającą mi prawa do świadczenia z 500+ na dziecko. W uzasadnieniu – upraszczam  Miejsce zamieszkania dziecka przy matce, pobyt dzieci nieuregulowany przez Sąd orzeczeniem w sprawie opieki naprzemiennej, a jedynie ustalony z matką dzieci”. Stan faktyczny – w wyroku wykonanie władzy rodzicielskiej dla obojga rodziców, zamieszkanie dzieci u matki, dziecko zgodnie z wywiadem środowiskowym i rzeczywistością w każdy poniedziałek i wtorek oraz co drugi weekend u mnie. Oczywiście więcej w ferie, wakacje i święta. Czasami zmieniamy dni jak komuś coś nie pasuje (…).

Zaczęłam się zastanawiać, z czego to może wynikać i bach… spłynęło na mnie olśnienie. Zacznijmy od tego, że zgodnie z art. 5 ust. 2 ustawy o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci z dnia 11. lutego 2016 r. (Dz.U. poz. 195) „w przypadku gdy dziecko, zgodnie z orzeczeniem sądu, jest pod opieką naprzemienną obydwojga rodziców rozwiedzionych, żyjących w separacji lub żyjących w rozłączeniu, kwotę świadczenia wychowawczego przysługującą za niepełny miesiąc ustala się, dzieląc kwotę tego świadczenia przez liczbę wszystkich dni kalendarzowych w tym miesiącu, a otrzymaną kwotę mnoży się przez liczbę dni kalendarzowych, za które to świadczenie przysługuje.”

Co z tego przepisu wynika?

Po pierwsze to sąd musi orzec o opiece naprzemiennej obojga rodziców – bardzo mi przykro. Nie widziałam takiego orzeczenia(i wątpię, żeby zobaczyła), bo sąd orzeka w rozwodzie (separacji, lub orzeczeniu o władzy rodzicielskiej i kontaktach) o:

  • władzy rodzicielskiej – przy opiece naprzemiennej sąd orzeka o pozostawieniu władzy rodzicielskiej obojgu rodzicom i ustala miejsce zamieszkania przy jednym z rodziców. Ani słowa o opiece naprzemiennej;
  • kontaktach – albo nie orzeka o kontaktach (bo rodzice spisali porozumienie rodzicielskie, z którego wynika, że będą się porozumiewali na bieżąco, albo szczegółowo określają kontakty i nie ma potrzeby przepisywania tego do wyroku), albo orzeka szczegółowo o kontaktach. Znów – ani słowa o opiece naprzemiennej

Dlaczego sądy są takie „wredne” i orzekając nie piszą w wyroku wprost o opiece naprzemiennej? Choćby dlatego, że nie jest to pojęcie kodeksowe. To wyrażenie potoczne, do tego niedookreślone. Opieką naprzemienną nazywamy sytuację, gdy rodzice opiekują się dzieckiem na zmianę, ale zasadniczo nie wiadomo w jakiej konfiguracji. U jednych to będzie tydzień na tydzień, u innych dwa dni w tygodniu u jednego, reszta u drugiego plus weekendy naprzemiennie. Możliwości można namnażać, ale nikt nie potrafi powiedzieć, jakie są granice opieki naprzemiennej. 1 dzień na 4 plus weekendy? A może 2 dni do 3 plus weekendy? Albo może te dwa przykłady to nie – dopiero tydzień na tydzień?

Co ma począć biedny urzędnik (i nie jest to ironia), od którego oczekuje się, że wypłaci świadczenie 500+ proporcjonalnie? Nie dziwię się, że odmawiają wypłaty, bo są rozliczani ze swoich działań. Nie ma w wyroku wyrażenia opieka naprzemienna? Nie ma świadczenia – proste. Póki nie wypowie się organ wyższej instancji, jak należy postępować w takich sytuacjach, dopóty świadczeń nie będzie. Nie dziwny się. Nie pierwszy raz powtórzę, że ustawy też trzeba umieć pisać i rozumieć wzajemne powiązania między poszczególnymi aktami prawnymi. Nie jest najlepszym pomysłem używanie niezdefiniowanych pojęć. Potem nikt nie wie, co z tym fantem zrobić.

 

Ps.

Panie Jarosławie – bardzo proszę dać znać, jakie były losy Pana odwołania.

29
maj

PRZESŁUCHANIE STRON W SPRAWIE ROZWODOWEJ

W każdej sprawie dowód z przesłuchania stron jest ostatnim i obowiązkowym dowodem, co oznacza, że sąd najpierw przeprowadza dowody zgodnie z wnioskami stron tj. np. przesłuchuje świadków, przeprowadza dowód z dokumentów, opinii biegłych itp., a dopiero po tym wszystkim, na samym końcu przesłuchuje strony. W sprawach rozwodowych zdarza się, że już na samym początku postępowania sąd przesłuchuje strony, ale jest to przesłuchanie skrótowe (tzw. przesłuchanie informacyjne), dotyczące tylko kwestii najważniejszych dla sądu na tym etapie postępowania, bez wnikania w szczegóły. Nie zastępuję to przesłuchania końcowego – i tak na końcu sprawy sąd przesłucha strony jeszcze raz, tym razem dłużej i dokładniej.

Warto pamiętać, że jakkolwiek sąd nie może przymusić strony do stawiennictwa w sądzie, to jednak w razie nieobecności bez usprawiedliwienia, po wcześniejszym wezwaniu do osobistego stawiennictwa, sąd może nałożyć na nieobecną stronę grzywnę. Jeżeli więc z jakiegoś powodu nie możemy się stawić na rozprawie, warto napisać wcześniej do sądu (do sygnatury swoje sprawy) i wytłumaczyć przyczyny swojej nieobecności.

Odpowiem tu też na pytanie, które od czasu do czasu pada w rozmowie z klientami. Pełnomocnik nie może zastąpić strony na przesłuchaniu. To właściwie jedyna czynność, której nie możemy wykonać za stronę. To pytanie zadają najczęściej osoby mieszkające za granicą, które nie mogą lub nie chcą przyjechać na rozprawę do Polski. Przyjazd do Polski nie jest konieczny, choć z różnych powodów – wskazany. Jednym z rozwiązań jest wniosek o przesłuchanie strony np. w konsulacie, tj. najczęściej w miejscu zdecydowanie bliższym miejscu zamieszkania strony, niż sąd w Polsce.

 

FAMILY LAW EUROPE

Przy okazji dzisiejszego wpisu – trochę „prywaty”. Z przyjemnością prezentuję stronę: http://www.familylaweurope.com/. To międzynarodowy projekt, w którym biorę udział. Koordynatorem jest adwokat Mindaugas Vaičiūnas z Wilna. Zapraszam do odwiedzania strony i zapoznawania się z poszczególnymi kancelariami – profilami adwokatów zajmujących się międzynarodowym i krajowym prawem rodzinnym.

Wracam właśnie pociągiem z Warszawy i podziwiam widoki przesuwające się za oknem. Jakie my mamy piękne krajobrazy! Nawet na Mazowszu, choć tu okropnie płasko :-). Ostatnio miałam okazję podróżować trochę pociągami po Szwajcarii i u nas jest zdecydowanie ładniej 🙂 (muszę uczciwie przyznać, że to był marzec, a teraz jest bardziej zielono, ale i tak uważam, że Polska jest piękniejsza). No, ale teraz o prawie.

W ostatnim tygodniu do kancelarii przyszła bardzo sympatyczna para z następującym problemem. Pan otrzymał wniosek sporządzony przez „fachowego” pełnomocnika o podział majątku wspólnego. Pismo sporządzona na 8 stronach (!), dotyczyło trzech składników majątkowych.

I tu mój komentarz: naprawdę więcej nie znaczy lepiej. Są różne szkoły pisania pism procesowych, ale ja wyznaję szkołę „ascetyczną”. Według mnie trudniej jest napisać krótkie, zwarte pismo z klarownymi argumentami niż „lać wodę” przez następne strony o niczym. Są oczywiście pisma, które muszą być obszerne. Prowadzę teraz sprawę o podział majątku wspólnego, w której małżonkowie zgłosili ok. 50 składników majątkowych. Sam spis majątku zajmuje kilka stron, a uzasadnienie z dokładnym opisem, co i dlaczego następne kilka. Nie da się krócej. Jednak treść powinna odpowiadać rzeczywistym potrzebom, a nie być „walką o objętość”.

Wracam do nieszczęsnego wniosku. Brak było we wniosku określenia wartości majątku – wycena pojawiła się w uzasadnieniu, a to ma znaczenie, gdzie i co piszemy w piśmie procesowym. W piśmie wymieniono też ruchomości, które była żona chciała rozliczyć. Nie będę wymieniać wszystkich ruchomości (nawet nie pamiętam całej listy), ale podam przykłady: brodzik z kabiną prysznicową, umywalka, czy też kaloryfery.

Pan miał sporządzić odpowiedź na wniosek i nawet już zaczął pisać, ale jak doszedł do 4 strony zaczął się zastanawiać nad sensem dokładnej odpowiedzi (brawo!). Piszę z wielką sympatią do Pana Klienta, bo udowodnił, że zdrowy rozsądek wystarcza, żeby zacząć się zastanawiać nad znaczeniem dla sprawy majątkowej historii starań o sprzedaż domu, informacji, co strony podzieliły jeszcze przed wniesieniem wniosku (większa część uzasadnienia wniosku) itp., czy też nad sensem rozliczania kaloryferów tak, jakby nie były częścią domu. Brawo jeszcze raz! Pan nie umiał tego nazwać w języku prawniczym (to są części składowe nieruchomości), ale wiedział (a jak wynikało z pisma prawnik – nie (!)), że – na logikę – jak się zdejmie kaloryfery to wartość domu spadnie.

Cóż, było „śmieszno”, bo nie udało się nam zachować powagi przy okazji rozmowy o wniosku, ale też i „straszno”…

Po pierwsze: widziałam już różne pisma procesowe.

Po drugie: wychodzę z założenia, że nie myli się tylko ten, kto nic nie robi.

Ale… nigdy nie spodziewałam się, że zobaczę pismo kierowane do sądu autorstwa prawnika po aplikacji z takimi błędami prawnymi. Nawet, jeśli klient życzy sobie rozliczenia pewnych składników majątkowych (rzeczone nieszczęsne kaloryfery), to prawnik jest od tego, żeby wyjaśnić, dlaczego nie jest to możliwe. Adwokat/radca prawny to nie maszynistka (nie mylić z maszynistą – to oryginalna sytuacja, gdy forma żeńska rzeczownika oznacza coś całkowicie innego niż forma męska 🙂 ) tj. osoba pisząca bezrefleksyjnie to, co się jej podyktuje, ale doradca i „przewodnik” po świecie praw i obowiązków. Trochę to górnolotnie zabrzmiało, ale nie wiem, jak to bardziej obrazowo wyjaśnić.

11
maj

ROZWÓD ROLNIKÓW – CO TO BĘDZIE???

Czytam od jakiegoś czasu w różnych publikatorów artykuły (np. artykuło wtrącaniu się państwa w rozwody rolników. Uwielbiam 😉 takie alarmujące tytuły. Sensacja jest na pewno, a jak sprawa wygląda w rzeczywistości?

Zacznijmy od tego, że podział majątku (a o to chodzi w istocie rzeczy w artykułach prasowych) nie jest koniecznym elementem wyroku rozwodowego. Sąd Okręgowy prowadzący sprawę rozwodową zajmuje się podziałem majątku jedynie wtedy, gdy strony są zgodne co do:

– składu majątku wspólnego,

– wartości tego majątku oraz

– sposobu podziału

Szczerze mówiąc nie zdarza się to tak często. „Sąd może w wyroku orzekającym rozwód dokonać podziału majątku wspólnego, jeżeli przeprowadzenie tego podziału nie spowoduje nadmiernej zwłoki w postępowaniu”. Jednym słowem wniosek w sprawie rozwodowej o podział nieruchomości rolnej, wymagającej zgody właściwego organu, sąd może (i na pewno to zrobi) pominąć, gdyż niewątpliwie przedłużyłoby to postępowanie. Zatem tytuły prasowe są całkowicie nieuprawnione, a rolnicy mają taką samą możliwość uzyskania rozwodu, jak pozostała część społeczeństwa.

W takim razie, co z tym podziałem majątku wspólnego – nieruchomości rolnej w związku z rozwodem?

Niewątpliwie, tak jak z całym obrotem nieruchomościami rolnymi – będzie trudniej. Nie można jednak powiedzieć, że będzie to całkiem niemożliwe. Może trzeba będzie się bardziej nagimnastykować, ale od tego właśnie są prawnicy :-).

23
kwi

500+ PO ZIMNYM PRYSZNICU

W zeszłym tygodniu pisałam o programie 500+ (można przeczytać 500+, szersze omówienie różnych aspektów programu znajduje się 500+ info). W krótkim czasie, jeszcze przed otrzymaniem przez kogokolwiek pieniędzy, okazało się (dla niektórych było to niespodzianką, co mnie dziwi), że dodatkowe pieniądze – z założenia mające być przeznaczone na utrzymanie dzieci – są uwzględnianie przez sądy przy zasądzaniu alimentów.

Dlaczego nie powinno to nikogo zaskakiwać?

Artykuł 4 ustawy o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci jednoznacznie określa cel świadczenia 500+: „celem świadczenia wychowawczego jest częściowe pokrycie wydatków związanych z wychowywaniem dziecka, w tym z opieką nad nim i zaspokojeniem jego potrzeb życiowych”.

No to teraz przypomnienie, czym jest obowiązek alimentacyjny – to obowiązek dostarczania środków utrzymania, a w miarę potrzeby środków wychowania (art. 128 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego). Brzmi podobnie, prawda? Chodzi o to samo? Dokładnie tak. Nie powinno więc nikogo dziwić, że sądy – zgodnie z zasadami interpretacji przepisów – uwzględniają w wyrokach alimentacyjnych dodatkowe pieniądze pochodzące od państwa na utrzymanie dzieci.

Co się dzieje teraz? Zdziwieni rządzący planują teraz szybką nowelizację ustawy przez wyraźnie wskazanie, że świadczenie wychowawcze oraz będący jego odpowiednikiem dodatek w wysokości świadczenia wychowawczego, nie wpływają na zakres obowiązku alimentacyjnego.

Ja rozumiem, że pierwotne brzmienie ustawy to „nieporozumienie”, bo inna była idea programu, ale … boję się nieprzemyślanych decyzji ustawodawcy.

Tak to już jest, że ktoś później musi interpretować to prawo, które zostanie uchwalone. Jaki widzę problem?

Problem oczywiście nie dotyczy małżonków żyjących zgodnie – ci dostają dodatkowe pieniądze i można kolokwialnie powiedzieć: są do przodu. Tracą ci, którzy się kłócą o alimenty. Tak jest dzisiaj.

Co będzie po uchwaleniu zmiany zakazującej uwzględnianie 500+ przy zasądzaniu alimentów?

Domagając się zasądzenia alimentów trzeba wskazać przed sądem, jakie pieniądze są konieczne na utrzymanie dziecka. Sąd zasądzając alimenty uwzględnia wszystkie potrzeby dzieci (oczywiście według swojego uznania i oceny sytuacji). Zasądza od osoby zobowiązanej określoną kwotę alimentów mającą zapewnić pełne utrzymanie dziecka (wyżywienie, środki czystości, zdrowie, zajęcia dodatkowe, dostęp do kultury itp.). W takim razie na co mają być przeznaczone te dodatkowe pieniądze, skoro wszystkie potrzeby dzieci pokrywają rodzice (sąd bierze je pod uwagę w sprawie alimentacyjnej)? Trzeba przypomnieć, że dziecko ma prawo do życia na tej samej stopie życiowej, co rodzice, trudno mi więc znaleźć w tym konsekwencję i logikę. Co więcej takie postawienie sprawy – zakaz brania pod uwagę 500+ w sprawie alimentacyjnej – łamie dotychczas obowiązujące zasady. Sąd bierze pod uwagę przy wyrokowaniu o alimentach nie tylko zarobki, ale też możliwości zarobkowe. Teraz (po nowelizacji) będzie miał brać pod uwagę możliwości zarobkowe, ale już nie – realne pieniądze otrzymywane na dziecko.

Od razu napiszę, że wiem na jakim świecie żyję i zdaję sobie sprawę, że zasądzane alimenty często nie odpowiadają potrzebom z jednej, a możliwościom z drugiej. Wiem, że każde dodatkowe pieniądze każdemu się przydadzą, a każde dziecko „pochłonie” każdą ilość pieniędzy. Zastanawiam się tylko nad konsekwencjami ustaw, które tak łatwo i tak szybko są tworzone i uchwalane (to nie jest zarzut pod adresem obecnie rządzących. Tak i „drzewiej” bywało, niezależnie od opcji politycznej). System prawa to system naczyń połączonych. Zmiana w jednym miejscu oddziałuje na inne miejsce. To taki mój – nic nieznaczącego adwokata – mały apel, aby rozważnie stanowić prawo i korzystać z wiedzy, doświadczenia różnych środowisk od akademickich, przez adwokatów, radców prawnych, sędziów, na ludziach pracujących „u podstaw”, blisko ludzi kończąc.