4
paź

PODPISZĘ CI PAPIERY ROZWODOWE

KRÓTKIE WYJAŚNIENIE

Dawno mnie tu nie było 🙂 Dzisiaj jestem pierwszy dzień po urlopie i od razu wskoczyłam na bloga.

Uchylę rąbka prywatności i przyznam się, że bardzo lubię czytać książki. Staram się czytać literaturę wartościową, ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie zdarza mi się przeczytać coś lekkiego, miłego i przyjemnego.

Takie jest przynajmniej założenie, ale… Nie napiszę, co ostatnio czytałam, bo ani nie chcę robić reklamy, ani antyreklamy…

Dość powiedzieć, że złość mnie ogarnęła taka, że aż piszę ten wpis 🙂 o podpisywaniu papierów rozwodowych.

NIESZCZĘSNE PAPIERY ROZWODOWE

W książce, którą czytałam autorka martwiła się ustami swojej bohaterki, czy mąż “podpisze papiery rozwodowe“?

Nie wiem, jak Ty, ale ja miałam zawsze skojarzenie takie, że podpisanie papierów rozwodowych to podpis złożony na pozwie rozwodowym i warunek uzyskania orzeczenia rozwiązującego małżeństwa. Nadaje się temu taką moc, jakby bez tego rozwód nie był możliwy.

PODPISZĘ CI PAPIERY ROZWODOWEW istocie rzeczy to co podpisuje pozwany/pozwana to poświadczenie odbioru odpisu pozwu.

Jeżeli takiego potwierdzenia sąd nie otrzyma od strony pozwanej to wdrożone zostają inne metody doręczenia a ostatecznie przewidziane prawem rozwiązania takiej sytuacji.

Strona pozwana nie podpisuje pozwu (papierów rozwodowych).

Drugi mit, jaki wyczytałam w książce to powiązanie orzeczenia o winie z podziałem majątku. To dość powszechne, że ludziom wydaje się, że uzyskanie orzeczenia o wyłącznej winie powoduje podział majątku na korzyć osoby niewinnej.

Nic bardziej mylnego. Wina nie wpływa na sposób podziału majątku. Bardzo mi przykro 😉

ROZCZAROWANIE

Skąd ta moja irytacja przeczytaną lekturą? Oczekiwałabym odpowiedzialności po stronie autorów za pewną edukację odbiorców, a przynajmniej – jeżeli już nie edukację – to nie wprowadzanie w błąd.

Skoro już coś upubliczniamy to niech to będzie rzetelne, choćby na najbardziej podstawowym poziomie.

Mam świadomość, że procedura cywilna nie jest aż tak pasjonująca i nie wygląda zbyt atrakcyjnie w książce, czy filmie.

Wiem, że to wiedza niszowa, ale nie mogę z czystym sercem wysoko ocenić filmu Dług (skądinąd dobrego), bo przekazanie własności nieruchomości nie mogło się odbyć na budowie na kartce papieru spisanej na kolanie.

Doceniam natomiast Wesele Smarzowskiego za postać notariusza obecnego na tytułowym weselu. Faktycznie notariusz może sporządzić akt notarialny poza biurem notarialnym. Da się? Da się, ale wymaga uwagi i pracy po stronie autora.

***

Po przeczytaniu: „Podpiszę ci papiery rozwodowe”, zapraszam również do lektury:

Photo by Romain Dancre on Unsplash

W czym mogę Ci pomóc?

    Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Agnieszka Swaczyna Kancelaria Adwokacka w celu obsługi przesłanego zapytania. Szczegóły: polityka prywatności.

    { 3 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

    Rafał 6 października, 2021 o 18:03

    Gdy Autorka wraca u urlopu, budzą się komentatorzy 🙂
    Apel do literatury rozrywkowej o zgodność z realiami raczej niewiele da. Jej świat przedstawiony ma niby naśladować życie, a zarazem dawać mu baśniową aurę. Lekką literaturę mamy traktować lekko. Zabieram jednak głos, bo wpis ubocznie dotyczy czegoś, co bardzo mnie porusza i co według mnie należy niezwykle serio potraktować.
    Wprawdzie dzieła tego rodzaju nie są “edukacyjne” w ten sposób, że gdy bohaterka zmienia koło w aucie, to na podstawie opisu z książki publiczność nauczy się wymieniać koło w realnym świecie. Ale z drugiej strony te utwory są potężnymi narzędziami lansowania określonych postaw i stylów życia. Tytuły takie jak “Seks w wielkim mieście”, “Dziennik Bridget Jones”, “Jedz, módl się, kochaj” odmieniają w czytelniczkach sposób patrzenia na związki, na rodzinę, na życiowe priorytety. W lekkiej, pozornie neutralnej ideologicznie formie, oferowana jest filozofia życiowa, której jednym ze składników jest trywializacja małżeństwa i swoiste rozumienie praw i obowiązków rodzicielskich.
    Z tego punktu widzenia ważniejsze jest, że w cytowanej przez Panią książce pokazano rozwód jako (tak się domyślam) jedną z perypetii życiowych, z których nasza protagonistka dzięki swoim zaletom wychodzi obronną ręką, mocniejsza i szczęśliwsza (to mój sarkazm, zastrzegam).
    W następnym tomie (te nieszczęścia lubią wychodzić cyklami) nasza Judyta, czy Patrycja (której babcia Aurelia podczas okupacji sprytnie wywiodła w pole cały pluton Wehrmachtu dowodzony przez zabójczo przystojnego ale charakterologicznie obrzydliwego oficera) “wytłumaczy” swoim dzieciom rozwód, oraz “pomoże im zaakceptować” ich nowego rodzica (czyli jej obecnego partnera, a kto wie, może i partnerkę), podstawionego/-oną w miejsce wykasowanego rodzonego ojca. I wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie, dzięki jej mądrym życiowo decyzjom, z wyjątkiem oczywiście “Byłego”, którego na oczach wszystkich pochłonie piekło.
    I mnie, jako Dorosłe Dziecko Rozwiedzionych Rodziców, teraz w wieku ponad pięćdziesięciu lat wciąż cierpiącego z powodu nienawiści mojej matki do mojego ojca, ten poziom autorskiej nieuczciwości najbardziej razi w powieściach podobnych do omawianej, skrojonych według najpłytszych stereotypów i największych niedorzeczności potocznego myślenia o rozwodzie i jego skutkach.

    Odpowiedz

    Agnieszka Swaczyna 7 października, 2021 o 09:57

    Bardzo dziękuję za ten komentarz. I o to właśnie chodzi. Nie oczekuję realizacji misji edukacyjnej po literaturze rozrywkowej, ale po prostu nie wprowadzania w błąd. To dwie różne rzeczy. Przydałaby się też literatura promująca pewne postawy społeczne – uznanie prawa dziecka do obojga rodziców

    Odpowiedz

    Rafał 8 października, 2021 o 19:51

    Ja zaś ze swojej strony dziękuję za opublikowanie wpisu. Literatura promująca uznanie prawa dziecka do obojga rodziców, przykładowo:
    Lew Tołstoj, “Anna Karenina”, wątek Sierioży. Krótki fragment z https://pl.wikipedia.org/wiki/Anna_Karenina: “Hrabina Lidia Iwanowna dostrzega jego [Karenina – męża Anny] trudną sytuację. Otrzymuje list od Anny, w którym prosi ona o widzenie z synem. Hrabina przekonuje Karenina, by ten nie wyrażał na nie zgody, gdyż może to zasiać niepotrzebny zamęt w duszy dziecka. Dlatego mówią Sieroży, że jego matka nie żyje”. Ten “niepotrzebny zamęt w duszy dziecka” i pomysł, żeby powiedzieć mu, że odsunięty rodzic nie żyje. Klasyka alienacji rodzicielskiej w wielkiej klasyce powieści z 1875-77 roku. A dzisiejsze feministki wmawiają, że alienacja rodzicielska nie istnieje…
    Rozwód rodziców oczami dziecka: opowiadanie Jerzego Zawieyskiego “Odwiedziny prezydenta” na podstawie którego powstał genialny film pod tym samym tytułem. https://www.filmweb.pl/film/Odwiedziny+prezydenta-1961-8285
    Merytorycznie też bez zarzutu, bo historia będąca pierwowzorem fabuły pochodzi z gabinetu psychiatry dziecięcego. Samo w sobie wymowne, już wtedy (lata 50/60) stres i cierpienie zafundowane dziecku nazywano jego “chorobą” i próbowano leczyć dziecko, podczas gdy jego zachowanie było prawidłową reakcją na chorą, opresyjną sytuację wokół niego. Porównajmy z otrąbionym obecnie w mediach “kryzysie w psychiatrii dziecięcej” i akcjach typu “psycholog w każdej szkole”. Ja się upominam: po czworo, a właściwie po cztery; dwie psycholożki i dwie panie doktor psychiatrii na każde dziecko, zamiast jednego rodzonego ojca tego dziecka.
    Zwraca też uwagę czas powstania opowiadania i filmu, czyli przełom Bieruta i Gomułki jako okres, w którym wykuwało się obowiązujące do dziś orzecznictwo sądów rodzinnych.
    Mam nadzieję, że inni czytelnicy bloga wymienią swoje przykłady, mam na myśli literackie 🙂

    Odpowiedz

    Dodaj komentarz

    Na blogu jest wiele artykułów, w których dzielę się swoją wiedzą bezpłatnie.

    Jeśli potrzebujesz indywidualnej pomocy prawnej, napisz do mnie :)

    Przedstaw mi swój problem, a ja zaproponuję, co możemy wspólnie w tej sprawie zrobić i ile będzie kosztować moja praca.

    Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Agnieszka Swaczyna Kancelaria Adwokacka w celu obsługi komentarzy. Szczegóły: polityka prywatności.

    Poprzedni wpis:

    Następny wpis: