4
lip
Agnieszka Swaczyna
|
04 lipca 2011
|
Klienci często zadają pytanie ile może potrwać sprawa rozwodowa. To zależy od wielu czynników, ale przede wszystkim od tego, czy strony będą chciały orzekania o winie. Jeżeli strony zgodnie będą żądały rozwodu bez orzekania o winie, to istnieje szansa zakończenia sprawy na jednej, może dwóch rozprawach. Jeżeli mówimy o rozwodzie z orzekaniem o winie, to trudniej jest cokolwiek przewidzieć, poza tym, że sprawa może się ciągnąć długo (nawet kilka lat).
Po złożeniu pozwu
Po wniesieniu pozwu sąd wzywa o uiszczenie opłaty sądowej (chyba, że opłata została uiszczona przy wniesieniu pozwu), a następnie wysyła odpis pozwu do strony pozwanej, która będzie miała czas na przedstawienie sądowi swojego stanowiska (tzn. czy chce rozwodu, czy z winą, czy – bez, co z dziećmi itp.). Dopiero jak obie strony przedstawią swoje oczekiwania w sprawie (albo jeżeli pozwana strona w ogóle nie odpowie na pozew) sąd wyznacza termin pierwszej rozprawy. Zwykle od wniesienia pozwu do pierwszej rozprawy mija od 1 miesiąca (absolutne minimum – rzadko spotykane) do kilku miesięcy (zwykle ok. 3 miesięcy). Dokładniejsze informacje można uzyskać w swoim sądzie. Ja podaję informacje z Krakowa, ale być może w Twoim sądzie te terminy są inne.
Prawomocność i odpis wyroku
Jeżeli strony godzą się z wyrokiem, to od ogłoszenia do uprawomocnienia się wyroku musi minąć 21 dni. Jeżeli ktoś chce mieć odpis wyroku, musi złożyć wniosek do sądu o przesłanie dokumentu. Sąd nic nie wysyła do stron bez wniosku (wyjątkiem jest orzeczenie zabezpieczające alimenty z klauzulą wykonalności).
Strona niezadowolona z treści wyroku ma 7 dni od ogłoszenia wyroku na złożenie wniosku o uzasadnienie, a następnie 14 dni od daty otrzymania uzasadnienia – na złożenie apelacji. Jeżeli sąd apelacyjny, rozpatrujący odwołanie nie uchyli wyroku to wydaje orzeczenie, które jest od razu prawomocne po ogłoszeniu. W sprawach rozwodowych skarga kasacyjna nie przysługuje.
25
cze
Agnieszka Swaczyna
|
25 czerwca 2011
|
Na początku zastrzegam, że mogę wypowiadać się tylko na temat badania w krakowskim Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno-Konsultacyjnym (siłą rzeczy – wykonuję zawód w Krakowie – dochodzą do mnie relacje o badaniach właśnie w tym ośrodku). Przede wszystkim osoby idące na badanie nie powinny spodziewać się w RODK pomocy w problemach rodzinnych. Rodzinny Ośrodek Diagnostyczno-Konsultacyjny to nie ośrodek interwencji kryzysowej, tylko instytucja powołana do stawiania diagnozy na potrzeby postępowania sądowego.
Strony postępowania skierowane przez sąd na badanie do RODK powinny stawić się w ośrodku w wyznaczonym terminie. Małżonkowie muszą zarezerwować sobie ok. 3 godzin, bo tyle średnio trwa badanie. mogą też spodziewać się wspólnego oczekiwania na swoją kolej w poczekalni. Rozmowy z rodzicami odbywają się osobno w obecności jednego – lub kilku pracowników ośrodka (psychologów, pedagogów). Dziecko badane jest w osobnym pokoju, wyposażonym w zabawki, kredki itp. Starsze dzieci, które już nie interesują się zabawą też badane są w tym pokoju, choć oczywiście nikt nie oczekuje, że będą się bawiły.
Często klienci zadają pytanie jak przygotować się do badania, żeby wszystko było dobrze. Moim zdaniem nie ma sensu się przygotowywać – ani siebie, ani dziecka. Co najmniej z dwóch powodów: po pierwsze: trudno podczas badań przekazać inny obraz siebie niż w rzeczywistości (po to są różne metody diagnostyczne, żeby określić rzeczywistą sytuację, a nie to co ktoś chce przekazać), po drugie: nie jest to dobre świadectwo dla rodzica, jeżeli okaże się, że dziecko było nastawiane i instruowane jak ma odpowiadać na pytania. A proszę mi wierzyć, że takie wnioski z badań RODK można niejednokrotnie przeczytać w opinii, co nie pomaga w sprawie zainteresowanej stronie.
Opinia RODK jest bardzo ważna dla sądu orzekającego o rozwodzie. Należy pamiętać, że z negatywną dla siebie opinią można „walczyć” składając w zakreślonym przez sąd terminie zarzuty do opinii. Nie ma co ukrywać, że nie jest łatwo polemizować z biegłymi, którzy mają przewagę nad stroną w postaci wiedzy fachowej, ale to nie znaczy, że nie należy próbować. Zdarza się, że próby te kończą się sukcesem.
18
cze
Agnieszka Swaczyna
|
18 czerwca 2011
|
Uznawanie wyroków w sprawach cywilnych sądów zagranicznych (w tym wyroków rozwodowych) reguluje art. 1145 i dalsze k.p.c. Od dnia 1. lipca 2009 r. orzeczenia sądów państw obcych podlegają uznaniu z mocy prawa. Oznacza to, że strona postępowania toczącego się zagranicą, dysponująca prawomocnym orzeczeniem, a zainteresowana w jego skuteczności na terenie Polski, nie musi podejmować żadnych dalszych działań w celu uznania orzeczenia (tak jak to miało miejsce przed nowelizacją). Artykuł 8 ustawy wprowadzającej aktualne brzmienie art. 1145 k.p.c. (ustawa z dnia 5. grudnia 2008 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw, Dz. U. z 2008 r., nr 234, poz. 1571) przesądza o tym, że – co do zasady – uznawanie wyroków z mocy prawa dotyczy spraw wszczętych po wejściu w życie nowego brzmienia art. 1145 k.p.c. (czyli po 1. lipca 2009 r.). Sprawa wydaje się absolutnie prosta.
Kłopot pojawia się w momencie, gdy uświadomimy sobie, że – w związku ze wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej – obowiązuje rozporządzenie Rady Wspólnot Europejskich 2201/2003 z dnia 27 listopada 2003 r. dotyczące jurysdykcji oraz uznawania i wykonywania orzeczeń w sprawach małżeńskich oraz w sprawach dotyczących odpowiedzialności rodzicielskiej, uchylające rozporządzenie (WE) nr 1347/2000 (cytowane dalej jako rozporządzenie).
Z treści art. 21 powołanego wyżej rozporządzenia Rady WE wynika, że „orzeczenie wydane w jednym państwie członkowskim jest uznawane w innych państwach członkowskich bez potrzeby przeprowadzania specjalnego postępowania”. Rozporządzenie stosuje się od dnia 1. marca 2005 r. (art. 72 wspomnianego rozporządzenia). Orzeczenia, które zostały wydane po dniu 1. marca 2005 r., nawet jeśli sprawy zostały wszczęte wcześniej (ale po dniu wejścia w życie rozporządzenia Rady WE nr 1347/2000, tj. 1. marca 2001 r.),są uznawane w państwach członkowskich Unii Europejskiej z mocy prawa (za wyjątkiem Danii, która nie uczestniczy w przyjęciu rozporządzenia).
Problem wydaje mi się o tyle interesujący, że przepisy wprowadzające nowe brzmienie art. 1145 k.p.c. mogą sugerować, że wszystkie orzeczenia sądów zagranicznych są uznawane z mocy prawa dopiero od 1. lipca 2009 r. Tymczasem data ta odnosi się wyłącznie do wyroków sądów zagranicznych państw niezrzeszonych w Unii Europejskiej.
Reasumując, uznawane z mocy prawa w Polsce są orzeczenia sądów zagranicznych:
- państw Unii Europejskiej (oprócz Danii) – od 1. marca 2005 r., o ile sprawy zostały wszczęte po 1. marca 2001 r
- wszystkich państw – od 1. lipca 2009 r.
9
cze
Agnieszka Swaczyna
|
09 czerwca 2011
|
Wczoraj byłam świadkiem rozmowy dotyczącej fatalnej sytuacji znajomej trwającej w małżeństwie z mężczyzną, który nadużywa alkoholu, terroryzuje rodzinę, nie daje pieniędzy na utrzymanie trójki dzieci itd. Dlaczego ta pani się nie rozwiedzie? Otóż obawia się płacenia alimentów na męża (słyszała, że jest coś takiego). I cóż tu powiedzieć? Nieznajomość prawa szkodzi? Ano niestety tak. O alimentach pisałam już na blogu, więc nie będę się powtarzać (gdyby coś było niejasne – chętnie uzupełnię informacje). W sytuacji tej pani nie obawiałabym się specjalnie obowiązku alimentacyjnego na byłego męża. To, co mnie zastanawia przy takich okazjach to niechęć do wizyty u prawnika. Zamiast tego preferuje się zasięganie informacji prawnych na zasadzie „jedna pani drugiej pani”, co powoduje, że unieszczęśliwia się siebie (czasem i dzieci) na lata, ze strachu przed nieznanym. Bardzo często informacje uzyskane od koleżanki/kolegi są całkowicie błędne, albo nie pasują do konkretnej sytuacji.
Na pewno też do wizyty u prawnika zniechęca obawa przed kosztami związanymi z poradą. Zdaję sobie sprawę, że może to być dla niektórych barierą nie do przejścia, ale koszt porady jest porównywalny z kosztem wizyty u lekarza. Można też szukać porad darmowych (rady adwokackie okresowo organizują dni darmowych porad, funkcjonują na uniwersytetach poradnie studenckie, fora w internecie itp.). Warto zyskać pewność i wiedzieć na czym się stoi, zamiast cierpieć i bać się przez lata. Warto spróbować żyć inaczej, bo z relacji moich klientów w podobnych sytuacjach wiem, że rozwód może znacznie polepszyć jakość życia. Proszę nie zrozumieć tego wpisu jako nawoływanie do rozwodu. To nie zawsze jest najlepsze rozwiązanie i często warto powalczyć o rodzinę (znam pary, które przeszły terapię i po przezwyciężeniu kryzysu żyją szczęśliwie). Chcę tylko powiedzieć, że trzeba zawsze rozważyć konkretną sytuację i znaleźć najlepsze rozwiązanie w tej konkretnej sytuacji. Najlepsze – tak od strony prawnej, jak i życiowej (prawo rodzinne ma to do siebie, że sama litera prawa to za mało). Istotne jest, żeby źródło informacji było pewne.