Ten tytuł to prawie dokładny cytat. Lata temu znajoma mediator opowiadała, jak udała się do sędziów z prośbą o radę w trudnej mediacji rozwodowej z dziećmi w tle. Opowiadała z dużą dozą emocji o sprawie, ale sędziowie nie reagowali. Powtórzyła z ogniem w głosie i nadal nic. W końcu powiedziała – ależ proszę sędziów, tu chodzi o dzieci! I usłyszała – „Ale nie nasze. Te dzieci mają rodziców”.
Zdjęcie: Richard Stachmann on Unsplash
– „[…] tu chodzi o dzieci!”
– „Ale nie nasze”
Szokujące?
Dla mnie nie, ale ja już długo pracuję w zawodzie adwokata. Czy jest to szokujące dla stron? Chyba bywa.
Z moich obserwacji często wynika, że rodzice wierzą w sprawiedliwość (cokolwiek to znaczy) na zasadzie „sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”.
No to zastanówmy się nad całą sytuacją na spokojnie. Idziemy z naszym konfliktem do obcej osoby, która w naszym systemie prawnym, nawet na oczy nie widzi naszych dzieci. Dla sędziego to Madzia (l. 4,5), Tomek (l. 7), czy Weronika (l.16). Takich dzieci, a raczej imion na biurku sędziego ląduje codziennie dziesiątki, a rocznie – setki.
Sędzia rozpoznający naszą sprawę nie wie, co nasze dziecko lubi, czego się boi, a co nienawidzi. Możecie starać się to wyjaśnić, ale – z całym szacunkiem – nikt poza Wami rodzicami nie jest w stanie objąć złożoności sytuacji Waszego dziecka, jego emocji i pragnień.
Czy rozumiesz już, dlaczego nadzieja, że sędzia znajdzie najlepsze rozwiązanie dla Waszego dziecka jest płonna?
Napisałam celowo „najlepsze rozwiązanie dla dziecka”, a nie rozwiązanie wymyślone przez Ciebie, bo istnieje ryzyko, że tylko Ty uważasz, że to najlepsze rozwiązanie dla dziecka.
Drugi rodzic ma prawdopodobnie inną koncepcję.
I wiesz co?
Sędzia najprawdopodobniej będzie miał koncepcję różną od tych dwóch. I też będzie miał przekonanie, że to rozwiązanie najlepsze dla Waszego dziecka.
Wsparcie ekspertów — pomoc dziecku po rozstaniu rodziców
Co możecie zatem zrobić, żeby Waszemu dziecku żyło się jak najlepiej mimo rozpadu rodziny?
- Psycholog dziecięcy – skonsultujcie się u psychologa dziecięcego. Nie zabierajcie dziecka, bo z Waszym dzieckiem wszystko jest najprawdopodobniej w porządku. To Wasz konflikt generuje problemy. Porozmawiajcie o dziecku, o jego potrzebach, tych emocjonalnych przede wszystkim.
- Mediacja – spróbujcie z pomocą mediatora porozmawiać spokojnie o przyszłości dziecka i Waszej roli jako rodziców. Przyszłość nie kończy się na wyroku sądu. Życie trwa, a rodzicami będziecie zawsze i co więcej – w tym samym składzie osobowym. Postarajcie się uzgodnić zasady współpracy bez niepotrzebnej rywalizacji. Matka nie zastąpi ojca i vice versa.
- Adwokat – osobiście sugeruję wybór adwokata skupionego nie na walce (choć to też czasem jest potrzebne) z drugim rodzicem, ale na walce o spokojne życie. Można nie wychodzić z sądu do 18 roku życia dziecka, ale tego życia właśnie trochę na to szkoda… Adwokat ma być asystentem, czy też przewodnikiem, ale słuchającym potrzeb Klienta nie bezkrytycznie. W sądzie ma walczyć nieustraszenie, ale poza sądem ma doradzać i pokazywać różne możliwości radzenia sobie z problemem.
To, co napisałam to moje idealne wyobrażenie działań rodzicielskich w obliczu kryzysu rozpadu rodziny.
Nie pytaj sąsiadki, zapytaj specjalistę
Możesz skorzystać z pomocy wszystkich powyższych sposobów, albo chociaż niektórych specjalistów. Ale nie radź się przyjaciółki, sąsiada, czy dalekiego krewnego. Nawet jeżeli mają doświadczenie, to nie da się go zastosować tak prosto w Twojej sprawie.
Pamiętaj też, że konsekwencje tych rad będziesz ponosić Ty, a nie Twoi doradcy.
Nie odbieram dobrych intencji Twojemu otoczeniu, namawiam jednak do skorzystania z pomocy specjalistów. Można się leczyć domowymi sposobami, ale przy cięższej chorobie to nie pomoże.
Na koniec napiszę, że nikt tak nie zadba o dziecko jak jego rodzice. Całej reszcie brakuje miłości
Agnieszka Swaczyna
adwokat
Zdjęcie: Richard Stachmann on Unsplash
***
Zabezpieczenie bez roszczenia
Zabezpieczenie roszczenia to instytucja, o której warto pamiętać przy składaniu pozwu, ale też w toku postępowania. Długo już pracuję i wydawać by się mogło, że widziałam już wiele i nic mnie nie zdziwi. Błąd.
To znaczy, widziałam wiele, ale nadal — na szczęście — zdarzają się sytuacje, które wprawiają mnie w osłupienie [Czytaj dalej…]




{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }