6
Mar

DWA KROKI NAPRZÓD, PIĘĆ W TYŁ

Dziś nietypowo, bo niby o prawie, ale bardziej o mądrości życiowej i wyczuciu sytuacji.

Jakiś czas temu prowadziłam skomplikowaną sprawę rozwodową, w której jednym z poważniejszych problemów były relacje ojca z dzieckiem. A raczej ich brak. Rodzice, co wcale nie jest rzadkością w sparwach rozwodowych, byli bardzo skonfliktowani, na czym oczywiście najbardziej cierpiało dziecko. Sąd ustalił na czas trwania postępowania, na nasz wniosek, kontakty ojca z dzieckiem w obecności kuratora sądowego. Sprawozdania kuratora wykazały, że kontakty ojca z synem przebiegały prawidłowo, dziecko dobrze się czuło z tatą – generalnie wszystko było w porządku. Oprócz jednej kwestii – spięć między rodzicami przy przekazywaniu dziecka. Ze względu na to, że wszystko (prawie) było w porządku po jakimś czasie obie strony zawnioskowały o zwolnienie kuratora z obowiązku uczestniczenia w spotkaniach (przy okazji – za obecność kuratora płaci strona, lub obie strony) – tak się też stało.

Czas płynął i otrzymaliśmy opinię RODK, z której wynikało, że ojciec powinien mieć szerokie kontakty z dzieckiem, w tym z możliwością noclegów dziecka u ojca. W konsekwencji uzyskaliśmy zabezpieczenie kontaktów na czas trwania postępowania z noclegami dziecka u ojca. I co? I dopiero się zaczęło…

Kontakty przestały się odbywać regularnie, dziecko zaczęło się moczyć i zabrudzać kałem – po prostu tragedia. Nawet jeden nocleg nie odbył się zgodnie z postanowieniem sądu. Zdaniem matki winnym takiego stanu rzeczy był wyłącznie ojciec (nie będę przedstawiać mojej opinii na ten temat…). Właściwie, szczerze mówiąc, kontakty w ogóle przestały się odbywać.

Czy sprawa zakończyła się happy endem? O ile w ogóle można mówić o szczęśliwym zakończeniu w sprawie rozwodowej, to mój klient jednak wyszedł z tego impasu.

Jestem zwolenniczką porozumiewania się rodziców w sprawie dziecka. Rozpoczęłam – za zgodą klienta – negocjacje z pełnomocnikiem strony przeciwnej i zaproponowałam klientowi podjęcie próby rozmów z żoną. Nie spodziewałam się jednak aż takich efektów. Klient porozumiał się z żoną i ustalił wszystkie istotne dla rozwodu kwestie, a co najważniejsze uzgodnił kontakty z dzieckiem. Zrezygnował z noclegów syna, za to zaczął się w ogóle widzieć z dzieckiem.

Ktoś może powiedzieć, co to za sukces? Miał już noclegi, cofnął się do punktu wyjścia. To te tytułowe dwa kroki do przodu, pięć w tył.

Ja nie mam wątpliwości, że mój klient wykazał się ogromną życiową mądrością i miłością do dziecka. Życie to nie matematyka. Trzeba czasami umieć ustąpić trochę ze swojego prawa, żeby w przyszłości móc zajść jeszcze dalej. Kurczowe trzymanie się raz zdobytej pozycji nie zawsze musi wyjść na dobre. Oczywiście znam sytuacje, kiedy jedynie przymus, kary i egzekucja odnoszą jakiś skutek. Niestety – wiem o tym dobrze – nie zawsze jest z kim rozmawiać. Jednak dzięki elastycznej postawie mój klient znów zaczął spotykać się z synem (i to od ręki), co jest bezcenne.

Wschodni sąsiedzi mawiają: тише едешь, дальше будешь (wolne tłumaczenie: pokorne ciele dwie matki ssie) i to jest zasada, o której warto pamiętać w sprawach rodzinnych. Nie trzeba jej zawsze stosować, ale na pewno zawsze warto rozważyć.

{ 7 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Leszek Bloch Marzec 7, 2016 o 10:37

Bardzo budujący post. Współcześnie szczęście osobiste jednostki postrzegane jest jako cel życia i wyznacznik postępowania zatem walczy się o nie nie patrząc na straty ponoszone przy tej okazji przez innych. Często my jako rodzice w konfliktach między sobą zapominamy, że przyjęliśmy za kogoś odpowiedzialność i to nie nasze szczęście jest najważniejsze.

Odpowiedz

Barbara Marzec 9, 2016 o 02:34

Taktyka opisana przez Panią „dwa kroki do przodu pięć w tył” sprawdzi się jeśli strona przeciwna nie stosuje taktyki ” dasz mi palec , wezmę całą rękę”. Powtórzone kilka razy pięć kroków w tył po pewnym czasie powoduje, że drugi rodzic stoi pod ścianą i już nie ma się gdzie cofnąć, a kontaktów z dzieckiem i tak nie ma. Odrobienie strat jest już niemożliwe. Jak Pani powiedziała „Nie zawsze jest z kim rozmawiać.” Na to nasz system nie ma sposobu, gdyż wszyscy oczekują od rodziców, że się dogadają. Gdy celem jednego z rodziców jest oddzielenie dziecka od drugiego rodzica, to jest nie do zrobienia.

Odpowiedz

Barbara Marzec 9, 2016 o 02:38

I jeszcze jedno. W opisanym przez Panią przypadku problemem stały się noclegi u drugiego rodzica. Z moich obserwacji wynika, ze jest to bardzo częste, że matki nie są w stanie zaakceptować wizyty z noclegiem. Ciekawe dlaczego?

Odpowiedz

Tomasz Marzec 18, 2016 o 15:30

\”Bardzo budujący post. Współcześnie szczęście osobiste jednostki postrzegane jest jako cel życia i wyznacznik postępowania zatem walczy się o nie nie patrząc na straty ponoszone przy tej okazji przez innych. Często my jako rodzice w konfliktach między sobą zapominamy, że przyjęliśmy za kogoś odpowiedzialność i to nie nasze szczęście jest najważniejsze.\”

Coś w tym jest hmm…

Odpowiedz

Piotr Kwiecień 28, 2016 o 15:45

Widzi Pani.
Ja mam znów inną sytuację. Sąd zabezpieczając kontakty z prawie trzylatkiem skierował nas na mediację. Mediacja miała odbyć się szybko ale wciąż trwa. Kontakty dostałem co dwa tygodnie, oczywiście z noclegiem. Moje kontakty weekendami odbywają się regularnie, w tygodniu natomiast w zależności od humoru matki.
Innymi słowy, dziecko stawiane jest jako karta przetargowa, jeśli „będę grzeczny” to zobaczę córkę. Ewentualnie jeśli jestem potrzebny (na przykład chore dziecko). Po okresach kiedy widuję córkę następują takie, że matka odgraża się, że nie będę jej widywał w tygodniu, czasem do tego dochodzi. Mała jak mnie widzi, każe zdjąć mi sweter i trzyma go kurczowo, bo wie, że „bez bez swetra tata nie pójdzie”. Trzyma mnie za rękę jak ją oddaję z widzeń żebym nie szedł, bo mogę zniknąć na dłuższy okres.
Obecnie, ze względu na podreperowanie zdrowia fizycznego dziecka zdecydowaliśmy się na opiekę naprzemienną, przy udziale dziadków (tydzień tu, tydzień tu, z możliwością odiwedzin choć raz w tygodniu dziecka przez drugą stronę). Ja swoje odwiedziny realizowałem, matka przyjechała raz, następnym, razem zrobiła awanturę, że nie chcę jej odwieźć do domu (zostawałem z córką na noc) i do dziecka nie przyjechała.
Mała jak się okazuje świetnie mimo wieku zniosła opiekę tydzień/tydzień (jest ze mną bardzo zżyta, ja starałem się jak mogłem, żeby miała kontakt z matką choćby przez skype). I teraz moje pytanie. Mam dość już szachowania mojej osoby dzieckiem. Zdaniem prawnika mam szanse na pelną opiekę nad córką, ale nie chcę doprowadzać do eskalacji konfliktu – mała ucierpi. Czy istnieje nadzieja, żeby sąd rozpatrzył, że skoro miesiąc córka wręcz rozkwitła przy takiej opiece (bo miała obydwoje rodziców) to mimo, że ma dopiero niecałe 3 lata, spróbować takiej opieki na stałe. Matka staje okoniem, gdyż sprawa opiera się o dość wysokie alimenty. Wiem, że opieka jest obecnie ustalana tylko na zgodny wniosek rodziców, ale czy jest nadzieja na podparcie się opiniami psychologów?

Odpowiedz

Irmina Wrzesień 12, 2016 o 22:23

Szanowna Pani, kto płaci za spotkania w obecności kuratora? Mój były partner ma problemy z narkotykami, ale poza momentami gdy jest w ciągu, jest zaradnym i dobrym ojcem i nie chcę by syn w ogóle nie znał ojca. Chcę żeby się widywali, ale nie chcę płacić za kuratora, bo nie mam na to pięniędzy.

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna Wrzesień 20, 2016 o 15:13

Można wnosić o obciążenie kosztami ojca, ale decyzję w tej kwestii podejmuje sąd.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Dziękuję, że chcesz skomentować mój artykuł. Jednak jeśli chcesz w ten sposób poprosić mnie o pomoc, skorzystaj z zakładki Kontakt

Poprzedni wpis:

Następny wpis: