3
Lip

DOMOWE SPOSOBY NA RATOWANIE ZWIĄZKU

Co mam na myśli pisząc o domowych sposobach na ratowanie związku? Taka mnie dzisiaj naszła refleksja. Co jakiś czas, rozmawiając z klientami słyszę komentarz: zrobiłam/zrobiłem to dla ratowania związku. Bardzo często są to decyzje nieprzemyślane, podjęte pod wpływem impulsu, albo z rozpaczy, czy nadziei. Tak właściwie to nieważne, jakie są pobudki, ważne są skutki.

Przykłady?

Jeżeli mąż/żona mówi ci, że w małżeństwie będzie lepiej, jak podarujesz udział w twojej własnej nieruchomości (wyłącznie twojej), to powinna zapalić ci się czerwona lampka ostrzegawcza. Jeżeli wpadłaś na pomysł (ten pomysł zwykle wpada do głowy kobietom), że wszystko zmieni się między wami, jak urodzi się kolejne dziecko – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki –  to dobrze to przemyśl. Po prostu to zwykle tak nie działa. I żebym była dobrze zrozumiana. Nie mam nic przeciwko rozszerzeniu wspólności majątkowej małżeńskiej. Proszę bardzo, to przecież jest dla ludzi. Uważam po prostu, że takie decyzje powinny być bardzo gruntownie przemyślane. Mam też na myśli to, że małżeństwo albo funkcjonuje (lepiej albo gorzej), albo nie funkcjonuje, ale wtedy doraźne gesty nie dają gwarancji poprawy sytuacji. Nieprzemyślane decyzje niosą za sobą natomiast bardzo często kłopoty. Niejednokrotnie nie da się już zaradzić konsekwencjom decyzji prawnych podjętych w celu ratowania małżeństwa.

Po co w ogóle o tym piszę?

Po to, żeby każdy, kto ma kłopoty w małżeństwie poważnie się zastanowił zanim zacznie działać. Ideałem byłoby, gdyby przedtem udał się do adwokata i zasięgnął informacji, co może się zdarzyć w przyszłości, gdyby jednak do uratowania związku nie doszło. Okropne? Nie – pragmatyczne. Może lepiej być mało romantycznym, ale nie żałować przez resztę życia, że oddało się mężowi/żonie połowę osobistego majątku i oczekiwanych efektów nie było? Jeżeli – tu chwycę się drugiego wspomnianego sposobu – urodziło się kolejne dziecko to oczywiście nie postrzegam tego, jako nieszczęścia. To już zależy od osobistych przeżyć. Ale pewnie lepiej, żeby dziecko nie było sposobem na cokolwiek, ale po prostu było „chciane”. Do głowy przychodzą mi kolejne przykłady – decyzja o adopcji, o in vitro. To wszystko jest dla ludzi i może dać dużo szczęścia, jeżeli decyzja jest wspólna i podjęta z rzeczywistego pragnienia.

Moim osobistym zdaniem lepiej szukać innych dróg rozwiązywania problemów: np. terapii małżeńskiej, mediacji, niż podejmować doraźne i nieprzemyślane decyzje o daleko idących skutkach (często nieodwracalnych) z nadzieją, że cudownie odmienią rzeczywistość.

{ 1 komentarz… przeczytaj go poniżej albo dodaj swój }

Ania Sierpień 1, 2017 o 15:42

Zawsze myślałam, że wspólne zamieszkanie jest próbą dla związku. Po ślubie i urodzeniu dziecka okazało się jednak, że to dziecko wszystko zmienia. Niestety w naszym przypadku coś poszło nie tak i nie mogliśmy się dogadać. Próbowałam wyciągnąć męża na terapię, ale wielokrotnie stwierdził, że nie jest psycholem. Polecona nam kancelaria adwokacka wrocław również próbowała nam pomóc, prowadząc rozmowy mediacyjne. Było naprawdę blisko pogodzenia się, ale wydaje mi się, że mąż chciał już innego życia. Ostatecznie od nas odszedł 🙁

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Dziękuję, że chcesz skomentować mój artykuł. Jednak jeśli chcesz w ten sposób poprosić mnie o pomoc, skorzystaj z zakładki Kontakt

Poprzedni wpis:

Następny wpis: