Pierwszy raz czynię wyłom w moich zasadach i na prośbę Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka publikuję ogłoszenie HFPC. Dlaczego? Bo uważam, że warto:

Helsińska Fundacja Praw Człowieka (HFPC) we współpracy z Agencją Praw Podstawowych Unii Europejskiej (FRA) prowadzi obecnie badanie z udziałem dzieci dotyczące ich doświadczeń związanych z uczestnictwem w postępowaniu cywilnym lub karnym. W ubiegłym roku przeprowadziliśmy fazę pilotażową tego badania. W jej ramach przeprowadziliśmy 10 indywidualnych wywiadów z dziećmi, które były przesłuchiwane w postępowaniu karnym.

W ramach obecnego badania prowadzimy wywiady indywidualne z dziećmi, które brały udział w postępowaniu karnym lub cywilnym (w tym badanie w RODK lub przez biegłego psychologa). Celem wywiadu jest ustalenie w jaki sposób dzieci postrzegają wymiar sprawiedliwości oraz jak oceniają podejście poszczególnych jego przedstawicieli (sędziów, prokuratorów, biegłych psychologów) do problemów dzieci.

Wywiady trwają ok. 30 minut, są poufne (na żadnym etapie nie zbieramy danych osobowych dzieci ani ich przedstawicieli ustawowych) oraz odbywają się w miejscu i czasie dogodnym dla dziecka. Wywiady są nagrywane jedynie po uzyskaniu uprzedniej zgody dziecka i jego przedstawiciela ustawowego. W trakcie wywiadu nie pytamy o sprawy, w związku z którymi dzieci trafiły do sądów. HFPC dokłada wszelkich starań w procesie uzyskiwania świadomej zgody zarówno przedstawiciela ustawowego, jak i dziecka. Wywiady są przeprowadzane przez wykwalifikowanych badaczy HFPC, którzy mają doświadczenie w pracy z dziećmi.

W pierwszej części wywiadu badacz zadaje dziecku pytania na temat przebiegu samego przesłuchania:

- w oparciu o rysunki na kartach, które pokazuje badacz, dziecko jest proszone o opowiedzenie o swoich doświadczeniach związanych z przesłuchaniem m.in. z kim dziecko rozmawiało w trakcie przesłuchania (np. z sędzią, policjantem, prokuratorem lub psychologiem), co dziecko czuło w trakcie przesłuchania (np. czy było zestresowane, spokojne, niepewne), czy ktoś dziecku towarzyszył w trakcie przesłuchania (np. członkowie rodziny, psycholog etc.),

- czy dziecko czuło się poważnie potraktowane, czyli czy uważa, że ludzie, którzy uczestniczyli w przesłuchaniu słuchali dziecka uważnie i jakie było ich nastawienie względem dziecka.

W drugiej części wywiadu badacz zadaje dziecku pytania dotyczące informacji, które dziecko otrzymało w trakcie postępowania. W tej części wywiadu chodzi o ustalenie:

- kto i kiedy powiedział dziecku, że będzie przesłuchiwane,

- czy dziecko otrzymało jakieś materiały wyjaśniające, jak powinna wyglądać wizyta w sądzie,

- czy ktoś przygotował dziecko do przesłuchania.

Zachęcam do wzięcia udziału w badaniu. Chyba wszystkim, i tym którzy mają doświadczenia sądowe swoich dzieci za sobą, ale też i tym, którzy – być może – mają je przed sobą (a to potencjalnie każdy), zależy na poprawie jakości kontaktów dzieci z szeroko pojętym wymiarem sprawiedliwości. Bez rzetelnych badań trudno postawić diagnozę oraz wytyczyć kierunek zmian. 

Więcej szczegółów można znaleźć na stronie poświęconej badaniom: tu

 

 

19
kwi

WESOŁYCH ŚWIĄT

Życzę wszystkim czytelnikom bloga radosnych i spokojnych Świąt!

Na „karteczce” są pisanki zrobione własnoręcznie przez moją Klientkę (zdolną, jak widać :-))

WP_20140412_001

Zachęcam serdecznie do mediacji. To alternatywny sposób rozwiązywania sporów, niejednokrotnie skuteczny. W mediacji można wiele zyskać i niewiele (o ile w ogóle) – stracić. Zatem – same plusy.

1
kwi

SIŁA ROZPĘDU

Ostatnio spotkałam się kilka razy pod rząd z sytuacją, że klienci chcieli się rozwieść, ale (przynajmniej do wizyty u mnie) żyli z drugą „połówką” tak, jakby nic się nie działo. Żona gotowała, prasowała mężowi koszule, mąż naprawiał żonie samochód (tak, „jadę” po stereotypach), małżonkowie nadal spali w jednym łóżku („ale do niczego nie dochodziło”) itd., itp.

Ja mogę klientowi uwierzyć, że pożycie fizyczne wymarło, a obiadek, to zwykła uprzejmość „niemałżeńska”. Tyle, że moja wiara nie ma najmniejszego znaczenia. Czy sąd uwierzy? Nie mam pojęcia. Raczej istnieje duże ryzyko, że nie uwierzy, no bo co to za tłumaczenie dorosłego człowieka, że śpimy razem, bo nie mamy drugiego łóżka? Można kupić łóżko, albo materac, karimatę, a w ostateczności można spać na podłodze.

To o czym piszę, to tzw. więź gospodarcza. Najmniej istotna – moim zdaniem – w codziennym życiu małżonków, ale najbardziej widoczna na zewnątrz. Wspólny Sylwester na miesiąc przed rozwodem? Po co poszli razem? Wspólny kredyt na mieszkanie? To jednak przed chwilą planowali wspólną przyszłość. Wspólny wyjazd na weekend? To jednak nadal chcą razem spędzać czas.

Wszyscy moi klienci wysłuchują u mnie opowieści o moim wieloletnim rozwodzie. Mój przeciwnik miał wygraną w kieszeni (moja klientka nie godziła się na rozwód), ale wszystko przekreślił w jednej minucie na ostatniej rozprawie. Na pytanie sądu, kiedy ostatni raz powód zaprosił żonę do kawiarni (tak, tak, zdarzają się i takie pytania), mój przeciwnik uniósł się męską dumą i poinformował sąd, że co tam do kawiarni. Do restauracji zaprosił, tydzień temu. Jakkolwiek to szokująco brzmi, był to koniec marzeń o rozwodzie.

Jeżeli naprawdę nasze małżeństwo się rozpadło, to nie ma co żyć „siłą rozpędu”. Skoro planujemy drastyczne zmiany w życiu (rozwód to nic innego, jak zmiany), to zmiany te – odzwierciedlające stan uczuć – trzeba wprowadzić już dziś. Że to demonstracja? O.k., ale, przecież skutkiem rozwodu ma być właśnie odrębne życie. Jeżeli chcemy kogoś przekonać, że koniec małżeństwa to nie blef, musimy swoim życiem zaświadczyć, że to prawda.

Jakiś czas temu otrzymałam e-maila z pytaniem, czy sąd może uregulować kontakty z dzieckiem częściej niż co drugi weekend.

                A więc, jak często można widywać się z dzieckiem po rozwodzie? Pomijam kwestię, gdy rodzice się dogadują i potrafią dostosować częstotliwość i godziny spotkań do swoich potrzeb, czy oczekiwań. Podkreślę jedynie, że porozumienie rodziców w tym względzie zasadniczo wiąże sąd (tzn. sąd nie może ingerować w decyzję rodziców) chyba, że byłoby sprzeczne z dobrem dziecka.

Zajmijmy się w takim razie przypadkiem braku porozumienia rodziców. Jak w każdym procesie, tak i w procesie rozwodowym sąd oczekuje od stron propozycji. Trzeba więc sądowi powiedzieć, jak chcielibyśmy się kontaktować z dzieckiem. Kwestią dość oczywistą jest, że ten przysłowiowy „co drugi weekend” to dość mało (są też oczywiście sytuacje, gdy jest to adekwatne do sytuacji). Nic nie stoi na przeszkodzie, by żądać więcej. Można więc zaproponować dzień lub dni w trakcie tygodnia, część ferii, wakacji, świąt, czy też uroczystości rodzinnych. Ryzyko jest jedynie takie, że sąd nie uwzględni całości żądań. Jeżeli jednak wniosek o szersze uregulowanie kontaktów z dzieckiem nie zostanie zgłoszony przez stronę postępowania, to mamy pewność, że sąd nic więcej nie orzecze.

Zwrócę przy tej okazji jeszcze uwagę na zwykle używany i przez strony i przez sąd termin „weekend”. Nie do końca wiadomo, kiedy weekend się zaczyna: czy w piątek po pracy, czy może dopiero w sobotę? Należy więc formułować żądania precyzyjnie np. od piątku do niedzieli od g. X do g. Y itp. Kolejny problem, jaki często spotykam w mojej pracy to wątpliwości, kiedy zaczyna się pierwszy, czy np. drugi weekend miesiąca. Nie ma problemu? Jeżeli spotkanie ma się zacząć w piątek, a pierwszy dzień miesiąca wypada np. w sobotę, to problem jest. To jest pierwszy weekend, czy pierwszy weekend będzie ten następny? Jakoś tak zwykle bywa, że każdy z rodziców liczy inaczej ten pierwszy weekend i zdaniem jednego to jeszcze nie ten weekend, a jak się pojawia po dziecko w kolejny weekend, to słyszy, że przecież pierwszy weekend był tydzień temu. Nie stawił się na spotkanie z dzieckiem, to przepadło. Warto pamiętać o takich kłopotach i maksymalnie precyzyjnie formułować swój wniosek. Jeżeli drugi rodzic tylko czeka na pretekst, by kontakt się nie odbył, to brak precyzji jest okazją nie do pogardzenia.

Do rozważań na ten temat skłoniła mnie wiadomość e-mail z pytaniem od czytelniczki bloga. Tutaj przedstawię skrót:

Rozwód z winy pana X orzeczony w 2011 r. Już po uprawomocnieniu się wyroku rozwodowego, w innej sprawie biegli orzekli, że p. X był chory psychicznie i niepoczytalny na długo przed rozwodem.

Pytanie:

czy jest szansa „zniesienia” wyłącznej winy pana X rozpadu małżeństwa.

Nazywając rzecz po imieniu, chodzi w tym przypadku o ewentualne wznowienie sprawy rozwodowej ze względu na nowe okoliczności i dowody (zakładamy, że pan X nie wiedział, że jest chory). Przepisy kodeksu postępowania cywilnego przewidują możliwość złożenia skargi o wznowienie postępowania na tej podstawie (są też inne możliwe podstawy wznowienia), ale …

Termin do złożenia skargi to 3 miesiące od dowiedzenia się o tej ważnej okoliczności, ale nie później niż 5 lat (chyba, że strona nie miała możliwości działania, albo nie była w sposób odpowiedni reprezentowana). Nie chcę nikogo zanudzać sprawami technicznymi, ale dwie kwestie są warte podkreślenia.

Po pierwsze: nie można wznowić postępowania rozwodowego, jeżeli którykolwiek z rozwiedzionych małżonków wstąpił w nowy związek małżeński (dla dociekliwych – o konstytucyjności tego przepisu wypowiedział się już Trybuna Konstytucyjny – sygn. akt: SK 11/09).

Po drugie postępowanie można wznawiać co do zasady jeden jedyny raz.

14
lut

ZŁOTA KLATKA

Niestety nie jestem autorem tytułu dzisiejszego wpisu. To słowa mojej wczorajszej klientki opisujące jej egzystencję.

O co chodzi? O bezpieczną i znaną, choć niesatysfakcjonującą codzienność w małżeństwie. To właśnie „złota klatka”. Na zewnątrz tej klatki jest nieznana i ryzykowna „zewnętrzność” po rozwodzie, czy separacji. To oczywiście nie pierwsza klientka/klient tak opisujący swoją rzeczywistość, ale pierwsza – która tak ładnie to nazwała.

Nie odpowiem na pytanie, co jest lepsze (klatka, czy wolność), bo każdy musi to cenić sam. Warto jednak zastanowić się nad argumentami za i przeciw.

Pamiętam klientkę, która chciała się rozwieść, ale strasznie się bała, jak sobie poradzi po rozwodzie sama z dziećmi, gdyby nie dostawała alimentów na dzieci (zasądzone alimenty to jedno, egzekucja – niestety – drugie). Zaczęłyśmy wszystko analizować i okazało się, że pani mieszka w domu należącym do jej matki, a nawet w razie braku środków do życia rodzina jej nie zostawi i ma na kogo liczyć.

Nie namawiam nikogo do rozwodu, czy separacji. Uważam wręcz, że jeżeli jest co ratować, to warto, zwłaszcza, gdy są dzieci. Chodzi mi tylko o to, że najczęściej boimy się nieznanego i tylko z tego strachu wybieramy bezpieczne – bo znane – życie. Jeżeli już zdefiniujemy, co dla nas oznacza to „nieznane”, to po prostu łatwiej podjąć świadomą decyzję, czy to w jedną, czy w drugą stronę. Możemy porozmawiać z rodziną, przyjaciółmi. Są różnego rodzaju instytucje świadczące pomoc. Jest też możliwość podjęcia terapii psychologicznej (rodzinnej, lub indywidualnej), czy też mediacji.

To wszystko jest bardzo trudne i psychicznie obciążające, ale warte przemyślenia przed podjęciem ostatecznej decyzji.

Przyznam, że trochę zaniedbałam moje blogowe obowiązki. Raz – praca, dwa – krótka nieobecność. Liczę na wyrozumiałość i spieszę nadrobić zaległości.

Miałam pisać o czym innym, ale p. Aneta (pod tym wpisem) zadała mi pytanie. Zmieniłam moje plany, bo temat bardzo mi się spodobał.

Zacznijmy od tego: kto może być pełnomocnikiem w sprawie rozwodowej lub o separację? Każdy oczekuje po mnie odpowiedzi: adwokat i to oczywiście prawda (albo i pół prawdy, bo również radca prawny) ale zaskoczę czytelnika. Pełnomocnikiem może być również członek rodziny: rodzic, rodzeństwo, dziecko (także dziecko adoptowane), wnuk (na tym skończę wyliczankę, bo prawnuki wydają mi się już bardzo mało prawdopodobni) – to wynika z zasad ogólnych. Z przyczyn oczywistych pominęłam małżonka, bo akuratnie w tych sprawach małżonek jest przeciwnikiem procesowym. Trzeba pamiętać, że w treści pełnomocnictwa musi być zaznaczone, że jest to pełnomocnictwo do reprezentowania w sprawie o rozwód lub separację.

Szczerze przyznam, że nie spotkałam się z sytuacją reprezentacji w sprawie rozwodowej przez członka rodziny, ale jest to jak najbardziej prawnie dopuszczalne. Rodzicom, czy dzieciom raczej oszczędzamy szczegółów nieudanego pożycia małżeńskiego. Dowód?

Pamiętam, jak – lata temu przyszła do mojej kancelarii starsza, elegancja pani, która zażądała ode mnie informacji, czy prowadzę sprawę rozwodową jej córce. Chciała się dowiedzieć ode mnie szczegółów sprawy. Oczywiście odmówiłam udzielenia informacji i tej, czy prowadzę sprawę, i dotyczącej samej sprawy (obowiązuje mnie tajemnica adwokacka). Zaproponowałam, żeby Pani zapytała po prostu córki i usłyszałam – „no tak, ale ona właśnie nie chce mi nic powiedzieć”.

Wracając do pełnomocnika – członka rodziny – ma takie same prawa i obowiązki, jak każdy – również profesjonalny – pełnomocnik. Co więcej, pełnomocnictwo automatycznie zawiera uprawnienie do udzielenia dalszego pełnomocnictwa adwokatowi lub radcy prawnemu (chyba, że z treści pełnomocnictwa wynika co innego). Jak każde pełnomocnictwo, także i to dla członka rodziny może być wypowiedziane. O tym fakcie należy niezwłocznie powiadomić sąd – do tego czasu sąd będzie traktował dotychczas działającą osobę, jako pełnoprawnego pełnomocnika (będzie np. nadal wysyłał na adres odwołanego pełnomocnika pisma procesowe).

Na koniec wspomnę jeszcze o pełnomocnictwie do doręczeń (zwłaszcza w sytuacji zamieszkiwania za granicą – zdecydowanie przyspiesza czas trwania sprawy). Nie jest to pełnomocnictwo procesowe (umożliwiające działanie w procesie), pełnomocnikiem do doręczeń może więc zostać dowolnie wybrana osoba.

8
sty

POSIEDZENIE POJEDNAWCZE

Właściwie nie planowałam już wpisów na blogu w starym roku, ale przeczytałam artykuł autorstwa p. Terlikowskiego na www.rp.pl i nie ma siły – muszę. Nie czuję się godnym interlokutorem dla pana redaktora, ale coś o rozwodach wiem (choć nie wiem, czy więcej od autora artykułu, który można przeczytać tu).

Nigdy nie odważyłabym się twierdzić, że rozwód to coś dobrego. Jak byśmy na to nie spojrzeli to jednak jakieś niepowodzenie życiowe. Razi mnie jednak czarno-białe postrzeganie rzeczywistości przez autora artykułu. Mogę się zgodzić, że eufemizmy są milsze uchu niż brutalny język, ale rozwód jest rozwodem. Osobiście nigdy nie spotkałam się z zastąpieniem tej nazwy pogonią za szczęściem. Nie spotkałam się też w rozmowie z którymkolwiek z moich klientów z taką motywacją decyzji o rozwodzie.

Mam na koncie naprawdę dużo rozwodów. Mam też na koncie „uniknięcia” rozwodu, choć – nie ma co ukrywać – statystycznie znacznie mniej. Nie jest jednak moim celem rozwiedzenie każdego, kto do mnie przyjdzie z problemem małżeńskim.

Wracając do ostrych ocen p. Terlikowskiego i niewątpliwie budzącego emocje sposobu wyrażania opinii muszę zwrócić uwagę na fakt, że jednak życie jest pełne raczej odcieni szarości. Nie każda rozwodząca się osoba ma już kogoś. Czasem to po prostu ucieczka przed małżonkiem. Skok na głęboką i nieznaną wodę, czasem nawet po wielu latach bezpiecznego, bo znanego trwania. Oczekiwanie, że bez względu na wszystko będzie się trwało i cierpiało, jest chyba nieuzasadnione. Nie każdego stać na heroizm, zwłaszcza, gdy heroizm ma dotknąć innych bliskich. Nie wiem, czy dziecko będzie szczęśliwsze w domu bez miłości i wzajemnego szacunku, niż w rozbitej, ale dającej poczucie bezpieczeństwa rodzinie. Czy należy znosić poniżanie i bicie na oczach dzieci, czy lepiej podjąć trudną decyzję? Moje przykłady, to także pewne modele. Tak jak p. Terlikowski posługuję się skrajnością ,tyle że z drugiego bieguna. Prawda jak zwykle leży gdzieś pośrodku.