18
Paź

UTAJNIENIE ZEZNAŃ

Ten wpis o utajnieniu zeznań powstał na zamówienie.

Napisała do mnie Pani zatroskana losem dzieci, w sprawie których (władza rodzicielska) ma zeznawać. Pani zadała mi pytanie, czy można utajnić zeznania świadka dla dobra dzieci? Chodzi nie tylko o to, żeby strony nie były obecne podczas zeznań, ale o utajnienie zeznań w taki sposób, żeby rodzice dzieci nie mogli zapoznać się z treścią zeznań świadka później z protokołu rozprawy.

Muszę przyznać, że rozumiem intencje czytelniczki bloga.

Rozumiem, też jej obawy, aby dzieci nie ucierpiały ze strony rodzica niezadowolonego z zeznań świadka . Ale…

Nie mam dobrych wiadomości.

Nie ma w ogóle możliwości zatajenia zeznań w postępowaniu cywilnym dla stron postępowania.

Świadek może odmówić zeznań lub odpowiedzi na poszczególne pytania. Artykuł 261 k.p.c. (kodeksu postępowania cywilnego) brzmi tak:

§ 1. Nikt nie ma prawa odmówić zeznań w charakterze świadka, z wyjątkiem małżonków stron, ich wstępnych (dziadkowie), zstępnych (dzieci, wnuki) i rodzeństwa oraz powinowatych (rodzina męża/żony) w tej samej linii lub stopniu, jak również osób pozostających ze stronami w stosunku przysposobienia. Prawo odmowy zeznań trwa po ustaniu małżeństwa lub rozwiązaniu stosunku przysposobienia. Jednakże odmowa zeznań nie jest dopuszczalna w sprawach o prawa stanu, z wyjątkiem spraw o rozwód.
§ 2. Świadek może odmówić odpowiedzi na zadane mu pytanie, jeżeli zeznanie mogłoby narazić jego lub jego bliskich, wymienionych w paragrafie poprzedzającym, na odpowiedzialność karną, hańbę lub dotkliwą i bezpośrednią szkodę majątkową albo jeżeli zeznanie miałoby być połączone z pogwałceniem istotnej tajemnicy zawodowej. Duchowny może odmówić zeznań co do faktów powierzonych mu na spowiedzi.

Sytuacja opisana przez czytelniczkę nie mieści się w żadnym z wyżej opisanych przypadków.

Ta możliwość zapoznania się z zeznaniami świadka przez strony wynika z zasady jawności postępowania cywilnego (art. 9 k.p.c.). Strony i uczestnicy postępowania mają prawo przeglądać akta sprawy i otrzymywać odpisy, kopie lub wyciągi z tych akt. Jednym słowem nawet, jeżeli któraś ze stron nie jest obecna na rozprawie podczas zeznań świadka i tak może się z łatwością dowiedzieć kto i co powiedział w czasie rozprawy. A nawet wysłuchać, bo protokół jest nagrywany.

27
Wrz

NARODOWA DEBATA O RODZINIE

Przeczytałam dzisiaj relację prasową z Narodowej Debaty o Rodzinie zorganizowanej przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (relacja jest dostępna np. tu).  Dzięki temu, co mi się rzadko zdarza, dzisiejszy wpis wyprzedzi zwykły weekendowy termin „publikacji” :-).  Odnoszę wrażenie, że uczestnikami debaty były osoby wyznające jeden światopogląd, ale być może poglądy innych opcji nie zostały zrelacjonowane w artykule.

Jakie propozycje padły (podaję za treścią artykułu)?

  1. promocja małżeństwa i rodziny przez media, kulturę i stworzenie prorodzinnego i promałżeńskiego programu edukacji dzieci i młodzieży, w zakresie m.in. odpowiedniego doboru lektur szkolnych;
  2. wprowadzenie zasady wspólnego rozliczenia podatkowego rodziców z dziećmi;
  3. powrót do modelu rozpraw pojednawczych;
  4. wyłączenie małżonka pozostającego w separacji z obowiązku wnoszenia opłat za pobyt w domu pomocy społecznej oraz zwrotu wydatków poniesionych na świadczenia z pomocy społecznej drugiego małżonka;
  5. nowelizacja prawa umożliwiającego przy okazji zawarcia związku małżeńskiego złożenie (dobrowolnego) oświadczenia wyłączającego rozwód – w takim wypadku orzeczenie rozwodu byłoby niedopuszczalne;
  6. program szkoleń dla wszystkich służb i instytucji zaangażowanych w rozwiązywanie problemów małżeńskich, w tym wychowawców, doradców rodzinnych, pedagogów, mediatorów, prokuratorów, policjantów – w celu ograniczenia liczby rozwodów;
  7. poradnie rodzinne (najlepszym miejscem ich działania byłyby parafie);
  8. profilaktyka relacji małżeńskich – jak rozumiem – przez propagowanie takich form terapii, które pozwalają na zbadanie nie tylko małżeńskiego „tu i teraz”, ale też na sięgnięcie głębiej, odnowienie sytuacji, które nawarstwiły się od kilku pokoleń.

Czy warto rozmawiać o rodzinie? Na pewno tak. Czy w ogóle rodzina jest wartością? Ewidentnie.

Czy podobają mi się propozycje wskazane w artykule?

Uprzedzę głosy wszystkich, którzy mają wdrukowane, że jako adwokat żeruję na rozwodach i mam osobisty interes w tym, żeby jak najwięcej małżeństw się rozpadło. Oczywiście, że utrzymuję się z reprezentacji stron w rozwodach – taka praca. Ale uważam, że pomoc rodzinie w kryzysie  jest jak najbardziej wskazana. Co więcej – brakuje ośrodków realizujących terapię, zwłaszcza nieodpłatną. Na terminy czeka się miesiącami, przynajmniej w Krakowie. Jednym słowem punkt 7 jest jak najbardziej sensowny. Pod jednym warunkiem: że nie będą to tylko poradnie katolickie. Jestem zwolennikiem państwa świeckiego. Osoby niewierzące, czy też wyznawcy innych religii nie mogą być zmuszane do korzystania z poradni o jasno wskazanym zabarwieniu religijnym. Niech państwo finansuje poradnie neutralne światopoglądowo. Nikomu to szkody nie zrobi, wręcz przeciwnie.

Czy pomysł propagowania wartości trwałości rodziny jest pozytywny? Tak, ale… jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach. Liczy się jakość wykonania. Życzyłabym nam wszystkim promocji taktownej i przede wszystkim szanującej prawa tych osób, które z różnych względów żyją w rodzinach niesformalizowanych – takich jest w Polsce coraz więcej.

Wspólne rozliczanie podatkowe rodziców z dziećmi jest dla mnie zupełnie niejasne, podobnie jak wyłączenie małżonka pozostającego w separacji z obowiązku wnoszenia opłat za pobyt w domu pomocy społecznej oraz zwrotu wydatków poniesionych na świadczenia z pomocy społecznej drugiego małżonka. Z artykułu wynika, że „te zmiany likwidowałyby lukę prawną, która powodowała, że separacja, mająca w założeniu chronić pokrzywdzonych przed krzywdą współmałżonka nie gorzej niż rozwód, w wymienionych wyżej przypadkach nie spełniała tego założenia” – nic z tego nie rozumiem (zakładam, że problem jest po mojej stronie – nie wiem dużo o pomocy społecznej)  i jeżeli ktoś potrafi, niech wyjaśni o co chodzi w komentarzu. Będę wdzięczna.

O posiedzeniu pojednawczym mówiłam tu (od ok. 0:30), więc nie będę się powtarzać. Krótko – można utrudnić rozwód, przedłużyć postępowanie. Dla zdecydowanych, to jedynie przeszkoda do pokonania.

Niezmiernie „oryginalna” jest propozycja wprowadzenia instytucji małżeństwa nierozwiązywalnego. Starałam się znaleźć informacje, czy gdzieś na świecie jest coś podobnego, ale nie znalazłam. Znów – z otwartymi ramionami przyjmę komentarz poszerzający moją wiedzę. Są kraje, w których rozwód jest przywilejem mężczyzn, ale to tyle (albo aż tyle patrząc z punktu widzenia kobiety). Ta propozycja skłania mnie do smutnej refleksji. Oczywiście, można wprowadzić przepisy uniemożliwiające rozwody, można wrócić do dawnych (bardzo dawnych) uregulowań rozróżniających prawa dziecka z prawego łoża i pozamałżeńskich. Można wszystko, tylko komu ma to służyć? Czy formalny zakaz rozwodów (a czemu nie? Też można) pomoże komukolwiek, poza polepszeniem statystyk? Prowadzę sprawy rozwodowe od wielu lat i – jestem o tym przekonana – nikt nie rozwodzi się dla kaprysu. To są w większości decyzje przemyślane i rozważane na dziesiątą stronę. Zwłaszcza, gdy małżonkowie mają dzieci.

Rozumiem, że kościół katolicki nie akceptuje rozwodów. I dobrze. Jest za to unieważnienie małżeństwa kanonicznego (popularnie i nieprawidłowo nazywany rozwodem kościelnym – przy okazji polecam świetny blog: www.niemarozwoduwkosciele.pl ). I dobrze. Ale – przypomnę – rozwód przed sądem rodzinnym w Polsce jest rozwodem świeckim, nie mającym wpływu na ważność ślubu kościelnego.

Niech państwo wspiera rodziny w kryzysie, niech promuje wartości takie, jak małżeństwo, rodzina, ale państwo nie powinno tworzyć przepisów, które w swoim założeniu (bo takie założenie powinna przyjąć każda myśląca osoba) zakładają zgodę na tragedie ludzkie nie do rozwiązania. Kto zawierając związek małżeński zakłada, że zakończy się rozwodem? Kto zakłada, że będzie nieszczęśliwy? Kto zakłada, że urodzi mu się dziecko poza małżeństwem? Kto przyzna, że może wzajemne uczucia się wypalą? Mogę tak długo pytać: kto, kto, kto?

Moje życie zawodowe to pasmo nieszczęść osobistych moich Klientów. Mam dla ludzi i ich problemów ogromny szacunek i uważam, że państwo powinno nieść pomoc, a nie kreować sytuacje prawne, które to nieszczęście sprowadzą na skraj beznadziei. Bądźmy – że tak się odniosę do wartości przebijających przez wypowiedzi uczestników debaty – miłosierni.

16
Wrz

MIEJSCE ZAMIESZKANIA DZIECKA

Sąd w wyroku rozwodowym decyduje o władzy rodzicielskiej, a przy tej okazji często także orzeka o miejscu zamieszkania dziecka. Taka sytuacja zdarza się tylko wtedy, gdy władza rodzicielska jest pozostawiona po rozwodzie obojgu rodzicom. Dlaczego?

Zacznijmy od tego czym jest miejsce zamieszkania? Zgodnie z art. 25  kodeksu cywilnego (k.c.): „miejscem zamieszkania osoby fizycznej jest miejscowość, w której osoba ta przebywa z zamiarem stałego pobytu„. Tu mowa o osobie dorosłej, co więc z miejscem zamieszkania dziecka?

Dziecko ma miejsce zamieszkania u tego z rodziców, któremu przysługuje wyłącznie władza rodzicielska (czyli drugi rodzic został władzy rodzicielskiej pozbawiony), a także u tego z rodziców, któremu sąd powierzył władzę rodzicielską (czyli drugiemu rodzicowi władza rodzicielska została ograniczona) – wynika to z art. 26 § 1 k.c. W takim przypadku sąd w rozwodzie nie orzeka o miejscu zamieszkania dziecka, gdyż wynika to bezpośrednio z przepisów kodeksu cywilnego.

Co w takim razie, gdy sąd pozostawia pełną władzę rodzicielską obojgu rodzicom? Taką sytuację także przewiduje kodeks cywilny (art. 26 § 2 k.c.): „jeżeli władza rodzicielska przysługuje na równi obojgu rodzicom mającym osobne miejsce zamieszkania, miejsce zamieszkania dziecka jest u tego z rodziców, u którego dziecko stale przebywa„. I tu mała dygresja. W Krakowie jest jeden sędzia, który nie orzeka o miejscu zamieszkania dziecka, jeżeli z uregulowania kontaktów wynika, gdzie dziecko ma swoje centrum życiowe. Osobiście uważam, że ma rację :-), ale ten pogląd nie przyjął się u pozostałych sędziów :-).

No dobrze, ale co z opieką 50/50? Jeżeli dziecko nie przebywa stale u żadnego z rodziców, jego miejsce zamieszkania określa sąd. Dopiero w takiej sytuacji sąd jest upoważniony do podejmowania decyzji w kwestii miejsca zamieszkania dziecka.

Ostatnimi laty obserwuję modę, bo inaczej nie potrafię tego nazwać – wysyp wniosków o ustalenie miejsca zamieszkania dziecka. Miejsce zamieszkania dziecka jest także przedmiotem sporów rodziców przy rozwodzie. Dlaczego? Mogę tylko zgadywać…

Sądzę, że wynika to z całkowicie błędnego przekonania (niestety także wielu prawników), że ustalenie miejsca zamieszkania dziecka, jako każdorazowego miejsca zamieszkania rodzica rozwiąże w przyszłości wszystkie kłopoty z drugim rodzicem w razie chęci przeprowadzi z dzieckiem np. za granicę. Otóż nie rozwiąże! Nic bardziej mylnego. Miejsce zamieszkania wyznacza np. właściwość sądu, rejon szkoły, do której dziecko ma chodzić. I tyle.

Na potwierdzenie tej tezy podam przykład: ostatnio rozmawiałam z panią, która wyjechała  z dzieckiem za granicę po rozwodzie. W wyroku ustalono, że miejscem zamieszkania dziecka jest każdorazowe miejsce zamieszkania matki. Pani była przezorna i rozmawiała przed wyjazdem z kilkoma prawnikami, którzy powiedzieli jej (niestety, bo sami nie mieli pojęcia o czym mówią), że może spokojnie wyjeżdżać z dzieckiem, mimo braku zgody ojca na wyjazd dziecka. Efekt był taki, że w czasie gdy rozmawiałam z panią, miała już prawomocne orzeczenie sądu obcego nakazującego powrót dziecka do Polski (w trybie konwencji haskiej z 1980 r.). Czy muszę coś więcej tłumaczyć?

Zanim ugoda dotycząca dziecka między rodzicami rozbije się o rafę pt. „miejsce zamieszkania dziecka”, warto wiedzieć, o co tak naprawdę się bijemy.

 

10
Wrz

PRZERWA NA BLOGU

Jeżeli ktoś jest ciekawy, dlaczego od jakiegoś czasu nie pojawiają się tutaj nowe wpisy – można zajrzeć tu:

DLACZEGO NIE BYŁO NOWYCH WPISÓW NA BLOGACH

20
Sie

ROZWÓD NA JEDNEJ ROZPRAWIE – UZUPEŁNIENIE

Wpis o rozwodzie na jednej rozprawie jest już na blogu (można przeczytać tu), ale – jak wynika z komentarza jednej z czytelniczek pod wpisem pt. „Ile trwa sprawa rozwodowa” – chyba jednak wymaga uzupełnienia.

„Witam, Mam pytanie jak wygląda sytuacja gdy Powódka składa pozew o rozwód z orzekaniem o winie ( wielokrotne zdrady, notoryczne oszukiwanie i prawdopodobnie posiadanie nieślubnego dziecka ) a pozwany na rozprawie przyzna się do zdrad i weźmie na siebie winę rozpadu, jak sąd może rozpatrzeć taką sprawę (…)”

Czy rozwód na jednej rozprawie jest możliwy?

Jeżeli ktoś przeczytał mój poprzedni wpis na ten temat, nie będzie miał trudności z odpowiedzią – jest możliwy, ale trzeba odpowiednio przygotować sprawę, żeby sąd mógł sprawnie zakończyć postępowanie. Pewnie każdemu nasuwa się pierwsze skojarzenie z rozwodem bez orzekania o winie. Oczywiście tak. Skoro strony nie udowadniają sobie, kto doprowadził do rozpadu małżeństwa, to postępowanie dowodowe ogranicza się właściwie do przesłuchania stron. Jeżeli strony mają dzieci, to zakończenie rozwodu na jednej rozprawie zależne jest od postawy rodziców. Porozumienie odnośnie do spraw dziecka jest warunkiem szybkiego zakończenia postępowania. Walka o władzę rodzicielską, kontakty, czy alimenty z całą pewnością przedłuży postępowanie = jedna rozprawa nie wystarczy.

A co z rozwodem z orzekaniem o winie?

Czy taki rozwód można zakończyć na jednej rozprawie? Cóż… można, ale znów warunkiem jest zgodne stanowisko stron. Jeżeli któryś z małżonków bierze winę na siebie, to – o ile sąd nie dojdzie do wniosku, że historia jest grubymi nićmi szyta – nie ma przeszkód, żeby jedna rozprawa wystarczyła na rozstrzygnięcie i takiej sprawy.

Czy podział majątku przeszkadza w rozwodzie na jednej rozprawie? 

Niekoniecznie. Podział majątku wspólnego z całą pewnością komplikuje sprawę, ale: po pierwsze i tak podział majątku wspólnego jest możliwy przy rozwodzie, tylko wtedy, gdy podział jest zgodny. Po drugie – konieczne jest odpowiednie przygotowanie sprawy. Bez dowodów świadczących o składzie majątku sąd nie może orzec o podziale w toku sprawy rozwodowej. Trzeba wiedzieć, co dostarczyć sądowi, żeby podział majątku był odpowiednio przygotowany. Sugeruję konsultację z adwokatem i wcześniejsze dostarczenie dokumentów do sądu – raz, że elegancko, dwa – sąd musi się przygotować do rozstrzygnięcia. Konsekwencje zrobienia sądowi niespodzianki w dniu rozprawy ponoszą strony – albo sąd rozwiedzie strony bez podziału majątku, albo potrzebny będzie jeszcze jeden termin rozprawy. Zawsze oczywiście istnieje możliwość, że sąd rozpozna wniosek i na pierwszej rozprawie orzeknie i o rozwodzie i o podziale majątku, ale po co ryzykować? Wcześniejsze przesłanie sądowi wniosku o podział wraz z dowodami zwiększa szanse na pozytywne rozpoznanie wniosku na tej pierwszej i równocześnie ostatniej rozprawie.

Ile może potrwać taka pierwsza i ostatnia rozprawa?

Mój absolutny rekord czasu trwania rozwodu na pierwszej rozprawie to 7 minut (razem z ogłoszeniem wyroku). Strony – bezdzietne małżeństwo – miały uzgodnione stanowisko procesowe. Zwykle jednak trzeba nastawić się na ok. 30 minut. Nie wliczam do tego czasu oczekiwania na wywołanie sprawy. Tu czasem trzeba się uzbroić w cierpliwość. Chyba lepiej nastawić się na opóźnienie i mieć niespodziankę, że wszystko dzieje się „o czasie” niż liczyć na punktualność.

 

3
Lip

DOMOWE SPOSOBY NA RATOWANIE ZWIĄZKU

Co mam na myśli pisząc o domowych sposobach na ratowanie związku? Taka mnie dzisiaj naszła refleksja. Co jakiś czas, rozmawiając z klientami słyszę komentarz: zrobiłam/zrobiłem to dla ratowania związku. Bardzo często są to decyzje nieprzemyślane, podjęte pod wpływem impulsu, albo z rozpaczy, czy nadziei. Tak właściwie to nieważne, jakie są pobudki, ważne są skutki.

Przykłady?

Jeżeli mąż/żona mówi ci, że w małżeństwie będzie lepiej, jak podarujesz udział w twojej własnej nieruchomości (wyłącznie twojej), to powinna zapalić ci się czerwona lampka ostrzegawcza. Jeżeli wpadłaś na pomysł (ten pomysł zwykle wpada do głowy kobietom), że wszystko zmieni się między wami, jak urodzi się kolejne dziecko – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki –  to dobrze to przemyśl. Po prostu to zwykle tak nie działa. I żebym była dobrze zrozumiana. Nie mam nic przeciwko rozszerzeniu wspólności majątkowej małżeńskiej. Proszę bardzo, to przecież jest dla ludzi. Uważam po prostu, że takie decyzje powinny być bardzo gruntownie przemyślane. Mam też na myśli to, że małżeństwo albo funkcjonuje (lepiej albo gorzej), albo nie funkcjonuje, ale wtedy doraźne gesty nie dają gwarancji poprawy sytuacji. Nieprzemyślane decyzje niosą za sobą natomiast bardzo często kłopoty. Niejednokrotnie nie da się już zaradzić konsekwencjom decyzji prawnych podjętych w celu ratowania małżeństwa.

Po co w ogóle o tym piszę?

Po to, żeby każdy, kto ma kłopoty w małżeństwie poważnie się zastanowił zanim zacznie działać. Ideałem byłoby, gdyby przedtem udał się do adwokata i zasięgnął informacji, co może się zdarzyć w przyszłości, gdyby jednak do uratowania związku nie doszło. Okropne? Nie – pragmatyczne. Może lepiej być mało romantycznym, ale nie żałować przez resztę życia, że oddało się mężowi/żonie połowę osobistego majątku i oczekiwanych efektów nie było? Jeżeli – tu chwycę się drugiego wspomnianego sposobu – urodziło się kolejne dziecko to oczywiście nie postrzegam tego, jako nieszczęścia. To już zależy od osobistych przeżyć. Ale pewnie lepiej, żeby dziecko nie było sposobem na cokolwiek, ale po prostu było „chciane”. Do głowy przychodzą mi kolejne przykłady – decyzja o adopcji, o in vitro. To wszystko jest dla ludzi i może dać dużo szczęścia, jeżeli decyzja jest wspólna i podjęta z rzeczywistego pragnienia.

Moim osobistym zdaniem lepiej szukać innych dróg rozwiązywania problemów: np. terapii małżeńskiej, mediacji, niż podejmować doraźne i nieprzemyślane decyzje o daleko idących skutkach (często nieodwracalnych) z nadzieją, że cudownie odmienią rzeczywistość.

18
Cze

KARNE ALIMENTY – NOWY ART. 209 k.k.

Karne alimenty to oczywiście przenośnia.  Od 31 maja 2017 r. obowiązuje znowelizowany przepis kodeksu karnego dotyczący niealimentacji (to żargon prokuratorski, ale bardzo trafnie oddaje istotę rzeczy), czyli art. 209 k.k. Jako prawnik zajmujący się na co dzień prawem rodzinnym opuszczę dzisiaj moją strefę komfortu 🙂 i przez chwilę zajmę się prawem karnym.

Na czym polega zmiana art. 209 k.k.?

Brak alimentowania nie musi być już uporczywy. To jest zmiana na korzyść wierzycieli. Pamiętam, gdy przed wieloma laty, jeszcze na aplikacji, sędzia prowadząca sprawę niealimenciarza pouczyła mnie (protokoły nie były nagrywane), żebym powiedziała klientowi, że wystarczy, żeby nawet 10 zł miesięcznie płacił i nie będzie uporczywości. Aktualnie jest też sprecyzowane, że po 3 niezapłaconych świadczeniach (moim zdaniem nie muszą być to 3 miesiące po kolei) dłużnik popełnia przestępstwo i może być ukarany grzywną, ograniczeniem wolności lub karą pozbawienia wolności do 1 roku. Obecnie brak wpłat alimentów nie musi narażać uprawnionego na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych. To też uważam za zmianę na plus dla uprawnionego. Sytuacja, w której uprawniony jest narażony na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych jest zakwalifikowana osobno z wyższą karą pozbawienia wolności – do 2 lat.

Odkupienie

Co może zrobić dłużnik (niealimenciarz), przeciwko któremu wszczęto postępowanie karne? Ma 30 dni od daty pierwszego przesłuchania w charakterze podejrzanego na zapłatę całej zaległości alimentacyjnej. Jeżeli zapłacinie podlega karze, chyba, że brakiem wpłat alimentów naraził uprawnionego na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych. W takim przypadku sąd może odstąpić od wymierzenia kary. Sąd nie ma jednak takiego obowiązku i ostatecznie na decyzję sądu będzie miała wpływ ocena winy i społecznej szkodliwości czynu.

Dobrze, czy źle?

Idea zasadniczo jest słuszna. Przy czym ideę rozumiem w ten sposób, że chciano przymusić niealimenciarzy do płacenia alimentów. Jeżeli chodzi o wykonanie, to pewnie można było ująć przepis zgrabniej. Jakie z tego pojawią się problemy, dopiero się okaże „w praniu”. O negatywnych konsekwencjach nowelizacji art. 209 k.k. można poczytać na – świetnym z resztą blogu sub iudice – tu i tu. Nie pozostaje mi nic innego, jak zgodzić się z autorem cytowanego bloga, choć nie jestem pewna, czy w więzieniach jest duża grupa osób skazanych z art. 209 k.k. Raczej wątpię.

Motywacja do płacenia

Czy przepis będzie motywacją do płacenia alimentów? Nie mam pojęcia. Do tej pory sądy pewnie częściej orzekały karę ograniczenia wolności. Zasadniczo słusznie, bo niby dlaczego utrzymywać pobyt w więzieniu, jeżeli może odpracować karę pracą na cele społeczne. Czas pokaże, czy rodzice zobowiązani do płacenia alimentów przejmą się Zmianą w prawie karnym i zaczną płacić na utrzymanie swoich dzieci. Mam nadzieję, że tak, ale mój racjonalizm sprowadza mnie brutalnie na ziemię i wtedy sobie myślę, że niekoniecznie.

27
Maj

STATYSTYKA – WPISY NAJBARDZIEJ- I MNIEJ POPULARNE

Statystyka królową nauk. Zdarza mi się, że Klienci pytają, czy mam więcej na koncie spraw wygranych i przegranych? Najczęściej moja odpowiedź rozczarowuje – nie wiem. Jestem adwokatem już 14 lat. Kto by to zliczył? Zresztą trzeba by zacząć od definicji sprawy wygranej i przegranej. Dla mnie wygrana to zadowolony Klient. Jeżeli tak to definiujemy, to wydaje mi się, że mam na koncie większość wygranych :-). Mówiąc poważnie, nigdy nie rozumiałam, jakie znaczenie ma statystyka dla jednostki? Można się znaleźć w grupie większej, ale też w mniejszości, a nawet w zbiorze jednoelementowym. Dopiero to ma znaczenie – efekt końcowy dla tej właśnie jednostki.

Dziś trochę o innej statystyce – tej blogowej. Może Cię zainteresuje, że najczęściej czytanym artykułem na blogu jest ten o czasie trwania rozprawy rozwodowej: http://blogrozwod.pl/ile-trwa-sprawa-rozwodowa/ Przeczytało go już ponad 72.000 osób.

Popularne jest też wspólne mieszkanie po rozwodzie: http://blogrozwod.pl/wspolne-mieszkanie-po-rozwodzie/ i jak obliczyć koszt utrzymania dziecka: http://blogrozwod.pl/jak-obliczyc-koszty-utrzymania-dziecka/

Mniej popularne, choć – moim zdaniem – też przydatne to:

MIESZKASZ ZA GRANICĄ I CHCESZ SIĘ ROZWIEŚĆ

UZNAWANIE ZAGRANICZNYCH WYROKÓW ROZWODOWYCH

czy

CO PO OGŁOSZENIU WYROKU

Zachęcam zresztą do szperania po blogu za pomocą wyszukiwarki Z lewej strony pod logo). Całkiem prawdopodobne, że odpowiedź na Twoje pytanie czeka już na Ciebie gdzieś na blogu. Można też  zgłaszać do mnie pomysły na wpisy. Jeżeli tylko wydadzą mi się ciekawe dla szerszego grona odbiorców, to z chęcią zrealizuję zamówienie.

14
Maj

JAK NAPISAĆ POZEW O ROZWÓD BEZ ORZEKANIA O WINIE

Jak napisać pozew o rozwód bez orzekania o winie? Dzisiaj garść porad, ale zanim przejdę do rzeczy, krótka historyjka.

Czy zdarzyło się Wam wsiąść do pociągu do 1 klasy zamiast do drugiej? Mi się to przydarzyło w ostatnim tygodniu. Przez trzy dni z rzędu podróżowałam pociągami: w środę pojechałam do Poznania, w czwartek do Zielonej Góry na rozprawę i z powrotem do Poznania, a z Poznania do Warszawy. Wczoraj wróciłam z Warszawy do Krakowa, aczkolwiek zanim wróciłam do domu spotkałam się z koleżankami i kolegami z podstawówki (serdecznie pozdrawiam VIII a :-)).

Jak to było z tą 1 klasą? Okropnie się wygłupiłam w pociągu do Warszawy :-). Komunikat na peronie ogłosił, że mój wagon jest ostatnim wagonem w składzie. Pociąg przyjechał, a ja karnie pomaszerowałam ciągnąc walizkę do ostatniego (względem lokomotywy) wagonu. Oczywiście nie sprawdziłam numeru wagonu, bo po co? Skoro ostatni, to ostatni. Wsiadłam i mnie zatkało… Takiego wagonu jeszcze nie widziałam: 4 fotele w przedziale, na środku rozkładany stolik, „centrum zarządzania” fotelem na podłokietniku, lampka do czytania nad fotelem. Po prostu ŁAŁ!

Usiadłam, rozgościłam się i byłoby bardzo miło do końca, gdyby nie przyszedł konduktor i uświadomił mi (bardzo elegancko i spokojnie), że to nie moje miejsce. Usiadłam w wagonie 1 klasy (ja, skąpa z urodzenia :-), miałam oczywiście bilet na klasę 2). Jakoś nie pomyślałam (a niby taka inteligentna!), że można podczepić lokomotywę z drugiej strony pociągu…  Po drodze pan rozwożący poczęstunek dodał jeszcze, że usiadłam w klasie biznesowej. No i wszystko się wyjaśniło :-). Grzecznie przeniosłam się do wagonu niższego komfortu, acz przyznam, nie zepsuło mi to humoru. Wręcz przeciwnie – ubawiła mnie ta pomyłka setnie.

Właściwie miałam pisać o czymś innym, ale wpadł mi dzisiaj w ręce pozew rozwodowy (napisany przez profesjonalnego pełnomocnika) i nie wytrzymałam? Przypomniały mi się inne pozwy wywołujące u mnie podobne emocje i musiałam napisać o pozwie bez orzekania o winie. No to garść „rad”.

Jeżeli zależy Ci, żeby dopiec Twojemu mężowi/żonie i w efekcie doprowadzić do ryzyka (czasem niezmiernie wysokiego) rozwodu z orzekaniem o winie napisz koniecznie jakim … (tu wpisz to co uważasz za stosowne) jest Twoja druga (jeszcze) połowa. Napisz koniecznie z detalami i nie opuszczaj co barwniejszych historii.

Pamiętaj, że sędzia czeka z wypiekami na Twarzy na Twój pozew – im dłuższy (ten, który czytam dzisiaj ma tylko kilkanaście stron) tym lepszy. Sędziowie w Polsce mają mało spraw w swoim referacie (tylko paręset) i dlatego cieszą się, jak pozew – podkreślę – bez orzekania o winie jest bogaty w treść. To naprawdę błahostka, że większość przekazanych w pozwie informacji nie ma najmniejszego znaczenia dla sprawy o rozwód bez orzekania o winie.

Powtarzaj kilka razy tę samą informację w różnych miejscach uzasadnienia. Tylko w ten sposób sędzia zapamięta te ważne okoliczności z życia stron. Nie jest też pomysłem od rzeczy ponumerowanie akapitów (idealnie, gdy każde zdanie to nowy akapit). Nie ma to jak uporządkowanie myśli – sędziemu na pewno też łatwiej zrozumieć tak skonstruowanie uzasadnienie.

Jeżeli ktoś się nie zorientował, to spieszę z wyjaśnieniem – moja dotychczasowa wypowiedź to czysta złośliwość i nieprawda. Nie róbcie tak!

Zastanówmy się choć przez chwilę, jaki jest cel osoby składającej pozew o rozwód bez orzekania o winie? Zawsze mi się wydawało, że uzyskanie od strony przeciwnej co najmniej zgody na taką formę rozwodu, ale czasem przy lekturze nabieram wątpliwości. Jeżeli jednak celem jest wyrok orzekający rozwód bez orzekania o winie – warto może przeczytać pozew przed złożeniem i zastanowić, jaki może być odbiór lektury pozwu przez stronę przeciwną? Jeżeli napiszesz, że mąż sikał do zlewu (przepraszam za drastyczny przykład), co wytrącało Cię z równowagi (w sposób absolutnie uzasadniony), to myślisz, że mąż przyjdzie i pokaja się przed sądem? Dla ułatwienia odpowiem – nie! Napisze w odpowiedzi na pozew, że chce rozwodu z Twojej wyłącznej winy, bo zwracałaś się do niego wyłącznie słowami niecenzuralnymi (żeby nie sięgać po bardziej drastyczne przykłady). I żeby było jasne – nie ma znaczenia, czy to jest prawda, czy nie? Papier przyjmie wszystko. Chodzi o emocje. W sprawach rodzinnych przede wszystkim chodzi o emocje. Kto przyjmie spokojnie publiczne oskarżenia (wprawdzie pozew czyta sąd i strona przeciwna, ale to jednak obce osoby), nawet jeżeli są prawdziwe? Celowo podaję przykłady skrajne (za co przepraszam), ale ranga oskarżeń nie jest istotna. Skoro chcesz pokojowego rozwodu, nie wywołuj wojny.

„Naście” stron pozwu o rozwód bez orzekania o winie, really??? Po co? Przecież właśnie nie chcesz, żeby sąd nadmiernie interesował się Twoim życiem prywatnym. Właśnie nie chcesz, żeby sąd drążył, kto jest winny. Sąd i tak będzie pytał w końcowym przesłuchaniu o te kwestie, które mają znaczenie dla sprawy (być może będzie okazja, żeby skrótowo opowiedzieć, jaki naprawdę był mąż/żona). Jeżeli tak, to dlaczego oczekujesz od sędziego, który – zapewniam Cię – nie nudzi się w pracy (bo w większości przypadków ma więcej spraw, niż można w rozsądnym terminie załatwić) – że będzie czytał to, co nie ma najmniejszego znaczenia dla rozstrzygnięcia? Dlaczego nie szanujesz czasu innych ludzi oczekując jednocześnie, że ktoś będzie szanował Twój czas (czy  komuś się podoba długie oczekiwanie pod salą rozpraw – mamy wtedy pretensje, prawda?).

Zmierzam do tego, że nie zawsze należy się cieszyć z obszernego pozwu o rozwód bez orzekania o winie (ja bym nawet zaryzykowała stwierdzenie, że rzadko można się cieszyć z obszernego pozwu ). Musimy założyć z góry, że sędzia to z zasady człowiek inteligentny (inne założenie nie ma po prostu sensu). Skoro tak, to naprawdę wystarczy napisać raz a dobrze. Sędzia zrozumie i zapamięta. Nie trzeba odmieniać tego samego zdania przez przypadki. Spokojnie można unikać sformułowań typu: „wiry, zawirowania i turbulencje” (dla niewtajemniczonych – wszystko oznacza to samo). To nic nie da, poza irytacją inteligentnego czytelnika.

Mam świadomość, że czasem tak skonstruowany (obszerny) pozew przez profesjonalnego pełnomocnika to wyraz najwyższego starania, żeby było dobrze. Ale… Lepsze jest czasem wrogiem dobrego. To nie zbrodnia napisać pozew bez orzekania o winie na 2 strony. Zapewniam, że w takiej objętości mieszczą się wszystkie istotne informacje i jest to bardziej czytelne i dla sądu i dla przeciwnika procesowego. Przy krótkim pozwie jest też – moim zdaniem – większa szansa na akceptację oferty (pozew to w końcu rodzaj oferty dla drugiej strony) przez stronę pozwaną.

Muszę od razu zastrzec, że nie mogę wykluczyć sytuacji, w których całkowicie uzasadniony będzie obszerny pozew o rozwód bez orzekania o winie. Nie ma recept uniwersalnych. Warto jednak dążyć do prostoty. Barok nie jest pożądanym zjawiskiem w prawie.

 

 

 

 

3
Maj

TAŚMY PANI PIASECKIEJ

Ten wpis powstał jeszcze przed weekendem majowym, ale… nie zdążyłam go opublikować przed całkowitym odcięciem się (celowym) na te kilka dni od własnego komputera. Temat przez ten czas nie stracił na aktualności.

Wielkie poruszenie w Polsce spowodowały taśmy z nagraniem zachowania byłego radnego PIS. Słusznie? Słusznie, bo przemoc domowa powinna być piętnowana. Warto pamiętać, że przemoc domowa jest zamknięta w czterech ścianach, a ofiary nie mogą zaoferować tabuna świadków – tych zwykle brak.

Z czym się może spotkać ofiara, która w końcu (a zwykle trwa to dosyć długo) zdecyduje się powiedzieć na zewnątrz, czego doświadcza w domu? Może ze zrozumieniem (oby!), ale ileż razy z pobłażaniem w stylu „jak mąż żony nie bije, to jej wątroba gnije”, albo „bije, to znaczy – kocha”. Rzeczywiście „fajny żarcik”, o ile nie uświadomimy sobie, że przemoc rzeczywiście się zdarza i ktoś niewyobrażalnie cierpi. Pozostawienie takich ludzi bez pomocy to niewybaczalny błąd. Celowo piszę „ludzi”, bo przemoc dotyka i kobiety i mężczyzn.

Nie wnikając w sprawę rozwodową pp. Piaseckich i nie oceniając pobudek opublikowania tych nagrań wydaje mi się, że skutki wsłuchania się całej Polski w „krzyki o miłość” (pozostawię bez komentarza wypowiedź pełnomocnika p. Piaseckiego) pana radnego są dalekosiężne. Publicznie napiętnowano przemoc domową.

Jeżeli ktoś mi powie, że to oczywiste odpowiem – tak, w sferze werbalnej. Niestety fakt, że negatywna ocena takich zachowań jest oczywista nie jest jednoznaczne z tym, że ci, którzy to wiedzą tak nie robią, albo nie pozostają obojętni na cudzą krzywdę. Jeżeli się komuś wydaje, że tego typu przemoc domowa ma miejsce w domach tzw. marginesu społecznego, to to nagranie ten mit całkowicie obala. Zdarza się i w domach biednych i bogatych. I wierzących i ateistów.

Nagłośnienie problemu nie jest niestety jednoznaczne z tym, że ofiary przemocy fizycznej, czy psychicznej mogą liczyć na pomoc. W ostatnim czasie co rusz można się natknąć na informacje o „obcinaniu” dotacji organizacjom pozarządowym świadczącym pomoc osobom doświadczającym przemocy domowej. To, że takie ośrodki nadal funkcjonują – a sprawa pp. Piaseckich pokazuje, że są potrzebne – to zasługa pracowników tych organizacji, którzy poświęcają swój własny czas i angażują się mimo wszystko, żeby pomóc tym, którzy rozpaczliwie tej pomocy potrzebują.

Muszę dodać jeszcze jedno, bo zaczynam obserwować dodatkowy skutek uboczny opublikowanych nagrań. Z jednej strony niektórzy zaczynają się zastanawiać, czy jak zostali nagrani bo klęli, albo używali niecenzuralnych słów mogą być wrzuceni do tej samej szufladki co radny Piasecki i uznani za sprawców przemocy. Z drugiej – inni poczuli wiatr w żagle i wcielają się w rolę ofiary przemocy, bo wydaje im się, że na fali ogólnonarodowego potępienia dla sprawców przemocy łatwiej im będzie przekonać sędziego, że ten drugi małżonek to drań (choć przemocy domowej w związku nie było) i więcej ugrają w postępowaniu sądowym. I jedni i drudzy się mylą. Nie jest moją intencją podlizywanie się sędziom. Znam wieli mądrych sędziów, znam i takich, o których mam opinię, że nie powinni wykonywać tego zawodu. Ale jakoś mam dziwnie zaufanie, że sędziowie orzekający w sprawach rozwodowych są na tyle doświadczeni, że potrafią odróżnić ofiarę przemocy od „farbowanego lisa” (choć oczywiście zawsze istnieje ryzyko pomyłki). Jestem przekonana, że sędziowie w obecnym stanie podwyższonego wyczulenia społecznego na przemoc (niestety pewnie przemijającą) zwiększą czujność w ocenie twierdzeń stron porównujących swoją sytuację do koszmarnych doświadczeń p. Piaseckiej.