5
Lis

ALIMENTY NA DZIECKO – LITWA

   Dzisiaj ewidentnie coś nowego na moim blogu – artykuł adw. Mindaugasa Vaičiūnasa o obowiązku alimentacyjnym wobec dzieci. Sama przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem. Zapraszam do lektury:

mindaugasmindaugas1 mindaugas3

 

 

O MATERIALNYM UTRZYMANIU DZIECI W REPUBLICE LITEWSKIEJ

W danym artykule podamy najważniejsze zasady regulacji prawnej materialnego utrzymania dzieci, stosując prawo Republiki Litewskiej. Przede wszystkim należy zaznaczyć, że dzieci rodziców, mieszkających zarówno w związku małżeńskim jak i bez zawarcia związku małżeńskiego, posiadają jednakowe prawo do utrzymania. Akty prawne Republiki Litewskiej przewidują obowiązek rodziców utrzymywania swoich dzieci do ich pełnoletności (za osobę pełnoletnią na Litwie uważa się osobę w wieku 18 lat), jednak istnieją również wyjątki, zgodnie z którymi utrzymanie od rodziców mogą otrzymać także i dzieci pełnoletnie.

Cz. 1 art. 3.192 Kodeksu cywilnego Republiki Litewskiej (dalej w tekście – KC RL) przewiduje, że rodzice powinni materialnie utrzymywać swoje niepełnoletnie dzieci. Porządek i forma utrzymania ustalane są za wspólną zgodą rodziców. W cz. 1 art. 3.196 KC RL ustalone, że sąd może przysądzić utrzymanie dla niepełnoletnich dzieci z ich rodziców (jednego z nich), którzy nie wypełniają obowiązku utrzymywania swoich dzieci następującymi sposobami:

(1) co miesiąc wypłacanymi wypłatami okresowymi;

(2) konkretną sumą pieniężną;

(3) przysądzając dziecku określone mienie.

Oznacza to, że w regulacji prawnej Republiki Litewskiej jest wskazane, że rodzice mają prawo samodzielnie porozumieć się odnośnie do utrzymania dzieci, jednakże jeśli jeden z rodziców (lub oboje) unika przyczyniania się do utrzymania niepełnoletniego dziecka, utrzymanie dziecku może przysądzić sąd w jednej z form, wskazanych przez KC RL.

W cz. 2 art. 3.192 KC RL wskazano, że wysokość utrzymania powinna być proporcjonalna do potrzeb niepełnoletnich dzieci i stanu materialnego rodziców oraz zapewnić niezbędne warunki dla rozwoju dziecka. Mało tego, zgodnie z ogólną zasadą oboje rodziców powinni utrzymywać dziecko w równych częściach (w cz. 1 art. 3.156 KC RL ustalona zasada równości władzy rodzicielskiej), jednak uwzględniając takie ważne okoliczności jak sytuacja majątkowa rodziców, zdolność do pracy, stan zdrowia itp., sąd może odstąpić od wskazanej zasady. W praktyce sądow litewskich sformułowano pewne orientacyjne kryteria odnośnie utrzymania niepełnoletnich dzieci. Jedno z takich kryteriów – uzasadnione potrzeby dziecka, o których decydują jego zdolności, skłonności, a także wiek (wraz z rozwojem dziecka rosną też jego potrzeby itp.). Ustalając wysokość utrzymania niepełnoletniego dziecka należy wziąć pod uwagę to, że utrzymanie powinno zapewnić konieczne warunki do rozwoju dziecka, dla utworzenia których powinno się zaspokoić potrzeby na wyżywienie, ubiór, mieszkanie, zdrowie, naukę, odpoczynek, czas wolny, potrzeby kulturalne i inne. Uwzględniając zdolności i chęci, dziecku także powinny być stworzone warunki finansowe dla uczęszczania na zajęcia dodatkowe, udziału w imprezach sportowych, kulturalnych, uczęszczanie do teatru, na koncerty, letnie obozy dziecięce, nabycie potrzebnych środków do rozwijania jego zdolności, a także do zabaw itp.

Sąd nie może przysądzić na utrzymanie dziecka więcej, niż na to obiektywnie pozwala stan majątkowy rodziców, dlatego, rozpatrując sprawę o przysądzeniu utrzymania, sąd powinien ustalić stan majątkowy ojca/matki. Stan majątkowy rodziców jest oceniany przy uwzględnieniu całości okoliczności: dochodów rodziców, posiadanych nieruchomości i ruchomości, inwestycji, stanu zdrowia, liczby utrzymywanych osób, a także zachowania rodziców – dążenie, aby zarobić, otrzymać dochody na utrzymanie dzieci. Jeżeli istnieją poważne wątpliwości co do prawdziwego stanu majątkowego rodziców, otrzymywanych przez nich dochodów itp., sąd ma prawo ocenić te okoliczności na korzyść interesów dziecka, tj. uważać, że sytuacja majątkowa rodziców pozwala przysądzić potrzebom dziecka odpowiednie utrzymanie. Standardy osoby sprawiedliwej i troskliwej, która posiada obowiązek utrzymania swego niepełnoletniego dziecka, wymagają podjęcia wszelkich dostępnych działań w celu otrzymania dochodów na utrzymanie dziecka.

Zgodnie z praktyką, sformułowaną przez Najwyższy Sąd Litwy, ogólna suma miesięczna, przeznaczana na utrzymanie dziecka, nie powinna być mniejsza niż minimalna miesięczna płaca. W dniu dzisiejszym (listopad 2016) minimalna płaca na Litwie wynosi 380 euro. Po zasądzeniu alimentów sąd może również zmniejszyć lub zwiększyć wysokość przysądzonego utrzymania, jeżeli po wydaniu orzeczenia, na mocy którego zostało ustalone utrzymanie, istotnie zmieniła się sytuacja materialna stron. Obowiązek rodzicielski utrzymywania swoich niepełnoletnich dzieci pozostaje aktualny również po oddzieleniu dzieci od rodziców lub w razie ograniczenia władzy rodzicielskiej, z wyjątkiem przypadków adopcji dziecka (art. 3.195 KC RL).

Należy wspomnieć praktykę, sformułowaną przez Najwyższy Sąd Litwy, gdy jeden z rodziców wraz z niepełnoletnim dzieckiem mieszka za granicą, a drugi rodzic (od którego jest przysądzane utrzymanie) – na Litwie. Sąd wytłumaczył, który z rodziców (czy obojgu) powinien ponosić większe obciążenie w utrzymaniu dziecka, które powstało wskutek tego, że dziecko zostało przewiezione do drugiego państwa, w którym na zaspokojenie potrzeb dziecka należy przeznaczyć więcej środków pieniężnych. Sąd wyjaśnił – rozpatrując pytanie odnośnie do wysokości alimentów należnych od ojca (matki), mieszkającego na Litwie – że w takim przypadku obok kryteriów wielkości utrzymania, wskazanych w cz. 2 art. 3.192 KC RL (potrzeby dziecka i stan majątkowy rodziców), należy uwzględnić także okoliczność, z czyjej inicjatywy dziecko mieszka za granicą.

W tych przypadkach, gdy dziecko zostaje przesiedlone za granicę za wspólną zgodą obojga rodziców, oboje rodzice świadomie ponoszą większe obciążenie finansowe, związane z zaspokojeniem potrzeb niepełnoletniego dziecka, w zależności od wyższej stopy życia w państwie zagranicznym, w którym zamieszkuje dziecko. Jeżeli zaś jeden z rodziców nie zgadza się na wyjazd dziecka za granicę, wówczas rodzic, z inicjatywy którego dziecko przenosi się za granicę, w pewnym stopniu powinien ponosić znaczniejszą część zwiększonych wydatków na potrzeby dziecka. To kryterium najczęściej zgadza się z kryterium stanu majątkowego rodziców, gdyż ten z rodziców, który zamieszkuje i pracuje w państwie zagranicznym o wyższej stopie życia i z którym jest ustalone miejsce zamieszkania dziecka, zazwyczaj uzyskuje wyższe dochody, odpowiadające poziomowi życia w danym państwie, dlatego jest w stanie przeznaczyć na utrzymanie dziecka więcej środków pieniężnych, niż ten z rodziców, który pozostał na Litwie. Zatem z takim przypadku należy stwierdzić, iż istnieje podstawa odstąpienia od zasady równych części przy alimentacji dziecka, gdyż ojciec (matka), który pozostał na Litwie i powinien udzielać utrzymania, może nie posiadać takich dochodów, które należałoby przeznaczyć na potrzeby dziecka, zamieszkującego za granicą.

W cz. 3 art. 3.194 KC RL ustanowiono wyjątek, który głosi, że sąd ustala utrzymanie nie tylko dzieciom zanim  doczekają pełnoletności, lecz również i w tych  przypadkach, kiedy dziecko jest niezdolne do pracy z powodu niepełnosprawności, przyznanej mu do pełnoletności. Inny bardzo ważny wyjątek ustalono w art. 3.1921 KC RL. Wspomniana zasada przewiduje, że rodzice, jeśli mają taką możliwość, powinni utrzymywać swe pełnoletnie dzieci, które uczą się na poziomie programu kształcenia średniego lub na podstawie programu kształcenia zawodowego dla zdobycia pierwszej kwalifikacji albo studiują na wydziale dziennym uczelni wyższej dla zdobycia pierwszej kwalifikacji i nie są starsze niż 24 lata oraz potrzebują wsparcia finansowego, uwzględniając stan finansowy pełnoletnich dzieci, otrzymywane przez nie dochody, możliwość samym otrzymać dochody i inne ważne okoliczności (cz. 1 art. 3.1921 KC RL).

Należy zaznaczyć i to, że w danym przypadku już samo pełnoletnie dziecko powinno zwracać się do sądu z pozwem w sprawie przyznania mu utrzymania, jeżeli jego rodzice (lub jeden z nich) nie wypełnia swego obowiązku wsprierać go materialnie (cz. 2 art. 3.1921 KC RL). Znowuż jak i w przypadku utrzymania niepełnoletniego dziecka, podejmując decyzję w sprawie przysądzenia i ustalenia wysokości utrzymania, sąd powinien uwzględnić stan rodzinny i finansowy dziecka i jego rodziców, a także inne ważne okoliczności. Jednakże Sąd Konstytucyjny, decydując o zgodności danego przepisu prawnego z Konstytucją, w postanowieniu z dnia 7 czerwca 2007 roku ustalił, że instytucja wsparcia dzieci pełnoletnich, uczących się na wydziałach dziennych szkół średnich, zawodowych lub studiujących na uczelniach wyższych, istotnie różni się od instytucji utrzymania dzieci niepełnoletnich; przyznanie utrzymania dla dzieci pełnoletnich nie może być opierane na tych samych podstawach, jak niepełnoletnich. W przeciwnym wypadku zostałaby zaprzeczona koncepcja pełnoletności, utwierdzona w Konstytucji i całym systemie prawnym.

Zgodnie z praktyką, sformułowaną przez Najwyższy Sąd Litwy, rozpatrując pytanie odnośnie przyznania utrzymania pełnoletniemu dziecku, należy wziąć pod uwagę kryteria, charakteryzujące:

(1) konieczności wsparcia pełnoletniego dziecka oraz

(2) możliwości rodziców świadczenia wsparcie.

Najwyższy Sąd Litwy konsekwentnie trzyma się praktyki, że w każdym konkretnym przypadku należy rozważać kryteria obu grup i oceniać je oddzielnie, to znaczy, że określa się, czy uczącej się osobie pełnoletniej jest niezbędne utrzymanie; ocenia się realne możliwości rodziców świadczenia takiego utrzymania. Należy zaznaczyć, że ważne jest zachowanie równowagi między wspomnianymi kryteriami: nawet po ustaleniu kryterium pierwszej grupy – potrzebę utrzymania, takie utrzymanie nie może być udzielone jeżeli nie ustala się kryterium drugiej grupy – realnej możliwości rodziców świadczyć utrzymanie pełnoletniemu dziecku.

Szczególnie ważne jest również to, że w sprawach o takim charakterze sąd szczegółowo ocenia stan finansowy dziecka, jego możliwości samodzielnego zadbania o potrzebne środki finansowe. Także ustalane są potrzeby osoby, proszącej wsparcia: czy powinna ona płacić za studia, czy wsparcie jest potrzebne tylko na koszty, związane z życiem, do których, bez zwykłych kosztów na wyżywienie, ubiór, środki higieny i inne konieczne wydatki, zalicza się także i koszty wynajmu i utrzymania mieszkania, koszty na przejazd do uczelni, środki, niezbędne do nabycia środków do nauki itp. Mało tego, bierze się pod uwagę także i nieruchomości oraz ruchomości osoby pełnoletniej, dochody wszelkiego rodzaju (wynagrodzenie za pracę, zasiłki, renty, wynagrodzenia autorskie, stypendia i in.) oraz oczywiście wykorzystanie uzasadnionych możliwości ich zdobycia. Rozpatrywane jest nawet to, czy dziecko rzetelnie wypełnia swój obowiązek uczenia się. Ocenia się i samych rodziców: czy posiadają oni możliwości świadczenia utrzymanie, czy z powodu świadczonego utrzymania istotnie nie pogorszy się sytuacja materialna rodziców i członków ich rodziny, czy sami rodzice nie potrzebują wsparcia, opieki itp.

Jeżeli dziecko studiuje za granicą, poza wspomnianymi wyżej okolicznościami sąd ocenia również wpływ rodziców, zgodę na wybór dziecka studiów za granicą. Także ocenia się, czy pełnoletnie dziecko wspólnie z rodzicami zadecydowało wybrać studia w innym kraju, czy wspólnie z rodzicami oceniło ryzyko odnośnie koniecznych wydatków, związanych z nauką za granicą itp. Sąd Konstytucyjny w postanowieniu z dnia 7 czerwca 2007 roku orzekł, iż stosunki pełnoletnich dzieci i rodziców pod wieloma względami są szczegółowe, ich kontakty są konstytucyjnie wartościowe. Jednak to samo w sobie nie oznacza, że można uchwalić taką regulację prawną, zgodnie z którą ciężar realizacji samodzielnie przez pełnoletnie dzieci podjętych decyzji można by było przenieść rodzicom, którzy nie mają i nie mogą mieć wpływu na takie decyzje podejmujące pełnoletnie dzieci (władza rodzicielska).

Najwyższy Sąd Litwy również wyjaśnił, że powstanie prawa do alimentów i moment wyniesienia sprawy przed sądem zazwyczaj różnią się dlatego, że osoba zwraca się do sądu nie natychmiast po tym, gdy staje się pełnoletnią, nie jest podstawą do stwierdzenia, że utrzymanie dla niej nie było potrzebne. Sąd Najwyższy takim wyjaśnieniem ma na celu ochronę pełnoletnich dzieci przed chęcią rodziców uniknięcia obowiązku utrzymania pełnoletnich dzieci, które potrzebują wsparcia. Taka opinia jest ważna również dlatego, żeby było wytłumaczone, iż nie należy pozbawić pełnoletnich dzieci prawa przysądzenia i zaległego utrzymania tylko dlatego, że od razu po doczekaniu pełnoletności nie zwróciły się one do sądu. Warto też zaznaczyć, że zaległe alimenty nie mogą być wyegzekwowane za więcej niż trzy lata od wniesienia pozwu do sądu.

 

Mindaugas Vaiciunas, adwokat w prawie rodzinnym, koordynator Family Law Europe.

www.vaiciunas.lt; www.seimosmediacija.ltwww.familylaweurope.com

 

22
Paź

ROZWÓD NA JEDNEJ ROZPRAWIE

Jest sobota i choćbym chciała, nie mogę uciec od tematów rozwodowych :-). Właśnie podróżuję pociągiem i … podsłuchuję (trudno się całkowicie wyłączyć) rozmowę współtowarzyszy podróży. Jeden z mężczyzn tłumaczy kolegom, że jak się nie ma dzieci, to rozwód załatwia się na jednej rozprawie. Prawda? Prawda, ale tylko wtedy, gdy rozwód jest zgodny, najczęściej – bez orzekania o winie.

Co, jeżeli strony jednak mają dzieci? Jedna rozprawa, czy więcej?

Może być też jedna rozprawa. Tak, jak wyżej – jeżeli strony są zgodne. Co, a właściwie kto przedłuża rozprawy? Same strony. Jeżeli oczekują rozwodu z orzekaniem o winie, albo nie mogą porozumieć się w sprawach dzieci (władza rodzicielska, kontakty, lub alimenty), to najczęściej zgłąszają dowody na poparcie swoich twierdzeń, wnoszą o wezwanie świadków, chcą się odnieść do twierdzeń strony przeciwnej. Czasami konieczne jest badanie OZSS, na które zwykle się czeka. Czasami strony chcą skorzystać z mediacji. To właśnie pochłania sądowi czas. Przesłuchanie jednego świadka trwa średnio 15-20 minut, ale są świadkowie, którzy mają dużo więcej do powiedzenia – co logiczne zajmuje to więcej czasu. Zdarza się, że z jakiś powodów świadek nie może dojechać na rozprawę i sąd musi odroczyć rozprawę na inny termin. Jestem przekonana, że wszyscy, a zwłaszcza sąd, chcieliby skończyć sprawy szybko i sprawnie. Z przyczyn obiektywnych nie jest to czasami możliwe.

Dyskusja się skończyła (swoją drogą już usłyszałam, że prawników jest w pociągu więcej :-)), ja jadę dalej.

8
Paź

DOMNIEMANIE OJCOSTWA PO ORZECZENIU SEPARACJI

Prawda jest taka, że nie nadążam z wpisami–odpowiedziami na zgłaszane przez czytelników problemy. Mam świadomość, że wiele osób czeka na konkretne wpisy i przykro mi, że nie jeste w stanie zrealizować szybko wszystkich obietnic. Piszę na blogu w czasie wolnym, na nadmiar, którego – na szczęście – nie narzekam, dlatego z góry przepraszam rozczarowanych czytelników.

Już jakiś czas temu obiecałam odpowiedź na komentarz p. Sabiny:

„Witam jak sprawa przedstawia się w danej sytuacji. W pierwszej kolejności mam orzeczoną separację sądową, od której minął już dłuższy okres. Następnie wystąpiłam o rozwód, który uprawomocnił się w maju 2016 (do momentu porodu od rozwodu nie minie 300 dni). Od którego wyroku liczy się okres 300 dni. Bo wiem, ze jeśli nie miałabym rozwodu tylko separację to od separacji a w momencie rozwodu? Uzyskałam sprzeczne informacje w urzędzie stanu cywilnego i w sądzie”.

Wierzę, że czytelniczka natrafiła na taki problem, ale trudno mi zrozumieć, czym się kierowała osoba (w USC lub sądzie) udzielając informacji.

A czym powinna się kierować?

Art. 62 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego:

  • 1. Jeżeli dziecko urodziło się w czasie trwania małżeństwa albo przed upływem trzystu dni od jego ustania lub unieważnienia, domniemywa się, że pochodzi ono od męża matki. Domniemania tego nie stosuje się, jeżeli dziecko urodziło się po upływie trzystu dni od orzeczenia separacji.

Domyślam się, że ktoś przeczytał o rozwodzie i uznał, że separacja już nie jest ważna. Otóż nie. Skoro wcześniej była orzeczona separacja, to ten fakt pozostaje nadal istotny. Liczymy od separacji i musimy dojść do przekonania, że jeżeli od uprawomocnienia się orzeczenia o separacji do urodzenia dziecka minęło ponad 300 dni (choćby nie minęło 300 dni od rozwodu) to domniemanie ojcostwa nie obowiązuje. Jaki jest efekt tej regulacji? W takiej sytuacji dziecko urodzone ponad 300 dni od separacji nie może być zarejestrowane w USC, jako dziecko byłego męża (a przed rozwodem – męża w separacji). Nie trzeba więc składać wniosku o zaprzeczenie ojcostwa. Po drugie ojciec dziecka może uznać ojcostwo dziecka.

 

25
Wrz

KTO PIERWSZY TEN LEPSZY – „WYŚCIG” PO ADWOKATA

Pisałam już kiedyś o składaniu pozwu – czy ma znaczenie, kto pierwszy wniesie pozew (wpis można znaleźć tu). O ile kolejność wniesienia pozwu nie ma znaczenia (z wyjątkiem opisanym tu), to ma znaczenie, kto pierwszy zgłosi się do wybranego adwokata.

W tym roku już kilka razy zdarzyło mi się, (co stało się inspiracją do dzisiejszego wpisu), że musiałam odmówić spotkania klientowi, który zgłosił się w tej samej sprawie, jako drugi.

Dlaczego odmawiam spotkania drugiej stronie?

Muszę odwołać się do adwokackiego kodeksu etyki:

§ 46

Adwokat nie może reprezentować klientów, których interesy są sprzeczne, chociażby ci klienci na to się godzili. W razie ujawnienia się sprzeczności w toku postępowania, adwokat obowiązany jest wypowiedzieć pełnomocnictwo tym klientom, których interesy są sprzeczne.

Jednak nawet bez kodeksu etyki wydaje mi się to dość oczywiste. Wystarczy się przez chwilę zastanowić. Kto chciałby przekazywać informacje osobie, która będzie później rozmawiała z  przeciwnikiem? Nie jest łatwo zaufać drugiemu człowiekowi, co dopiero obcemu. Ci, którzy musieli opowiadać o swoich problemach (a o problemach tak intymnych, jak kwestie małżeńskie zwłaszcza), wiedzą, jakie to jest trudne. Muszą mieć gwarancję, że słuchacz nie opowie, albo nie wykorzysta tych poufnych informacji w rozmowie z przeciwnikiem. Etyka adwokacka taką gwarancję stwarza.

Czy zatem nie zdarza się adwokatowi rozmawiać z drugą stroną? Zdarza się, ale wyłącznie, jako reprezentant interesów pierwszego Klienta. Oczywiście, że negocjuję z przeciwnikami, ale moi Klienci wiedzą, o czym będę rozmawiać i mają pewność, że nie przekroczę umocowania.

Muszę podkreślić jeszcze, że nie ma znaczenia, kiedy zgłosi się ta druga osoba: za dwa dni, za miesiąc, czy trzy lata. Zdarzyło mi się, że przyszła do mnie pani w sprawie alimentacyjnej przeciwko ojcu dziecka, który to pan dwa lata wcześniej rozmawiał ze mną na temat alimentów właśnie. Wprawdzie wtedy chodziło o alimenty na inne dziecko, a rzeczona pani była nawet z partnerem na wizycie w kancelarii, ale uznałam, że nie mogę doradzać w takiej samej sprawie przeciwko mojemu klientowi (któremu – podkreślam – udzielałam wyłącznie porady).

Tak to wygląda w mojej kancelarii i wierzę – w innych kancelariach adwokackich.

 

27
Sie

ROZSTANIE W FORMIE AKTU NOTARIALNEGO

Inspiracją pierwszego powakacyjnego wpisu jest e-mail od p. Anny:

„(…) Myślałam o załatwieniu sprawy odejścia męża z wyłącznie jego winy („miłość” nie wybiera) w formie aktu notarialnego, który to akt zawierałby postanowienie o separacji faktycznej oraz określał wysokość alimentów jakie mąż miałby mi płacić opatrzonych sądową klauzulą wykonalności.

  Byłabym zobowiązana gdyby Pani dysponując wolną chwilką opisała tę kwestię, domniema iż wiele para rozstaje się w sposób, niekoniecznie zmuszający do stawania się przed Sądem. Jednakże dla stabilności życia niezbędne są pewne uregulowania formalnoprawne dające osobie niewinnej poczucie jakiego takiego komfortu egzystencji i zapewniające w miarę godziwy byt.”

Przyznam, że moja pierwsza myśl była: tego się nie da tak zrobić. Ale to nie jest prawda. Pani Anna pisała o separacji faktycznej, a nie separacji prawnej, czy też rozwodzie.

Póki co (I pewnie długo tak pozostanie) w Polsce można się rozwieść, a także uzyskać separację prawną, jedynie przed sądem. Są kraje, gdzie można się rozwieść administracyjnie (np. Dania), albo przed notariuszem (np. Łotwa), ale u nas trzeba przeżyć przynajmniej jedną rozprawę.

Wracając do separacji faktycznej i notariusza. Mam całkowicie odmienne odczucia niż p. Anna, tzn. wydaje mi się, że mało kto w taki sposób (z wizytą u notariusza w tle) się rozstaje, gdyż wymaga to zgody obu stron począwszy od stawiennictwa w kancelarii notarialnej, na podpisaniu dokumentu kończąc. Nie znaczy to jednak, że jest to niemożliwe, jeżeli już ktoś bardzo chce.

Moim zdaniem nie ma przeszkód, aby strony oświadczyły w akcie notarialnym: kto jest winny rozpadu pożycia małżeńskiego, istnienie separacji faktycznej, czy porozumiały się co do kontaktów z dzieckiem. Oczywiście mogą się też umówić, co do alimentów: czy to na małżonka (w trakcie trwania małżeństwa to przyczynianie się do potrzeb rodziny, ewentualnie umowna renta – trzeba pamiętać, że konsekwencje prawne obu tych instytucji prawnych są inne), czy na dziecko (alimenty).

Zanim ktoś zdecyduje udać się do notariusza i konstruować własny akt notarialny muszę zadać to pytanie: po co?

Po co spisywać te kwestie w formie aktu notarialnego? Taki akt notarialny w razie późniejszego sporu sądowego to nie „żelazny dowód” przed sądem. OK – nie ma wątpliwości, że oświadczenie złożyły osoby podpisane pod aktem notarialnym. Jednak to, że mąż, czy żona, weźmie winę na siebie w akcie notarialnym nie zablokuje możliwości prowadzenia dowodu przed sądem, że wyglądało to inaczej (oczywiście, fakt, że ktoś wziął winę na siebie pogarsza jego sytuację procesową). Jednym słowem – tego typu oświadczenia w formie aktu notarialnego mogą pomóc w postępowaniu dowodowym, ale nie stanowią 100% gwarancji, że sąd uzna tak, jak oświadczyły strony w akcie notarialnym.

Inaczej się sprawa ma z uregulowaniami alimentacyjnymi zawartymi w akcie notarialnym. Jeżeli strona zobowiązana do płacenia podda się w akcie notarialnym egzekucji, to pozwala to na pominięcie procesu sądowego i wyegzekwowanie – w razie niepłacenia – należnych kwot, a w przyszłości, w razie potrzeby, wniesienie sprawy do sądu o podwyższenie alimentów.

Na koniec podkreślę jeszcze jedną zasadniczą różnicę. Oświadczenie, że strony pozostają w faktycznej separacji nie wpływa na istnienie małżeństwa – strony nadal pozostają małżonkami bez separacji prawnej z wszystkimi tego konsekwencjami.

6
Lip

SMUTNO MI BOŻE…

To ostatni wpis przed wakacjami i po długiej – za co mi wstyd – przerwie. Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko podać, że pracy w kancelarii jest ogrom, równocześnie przenoszę kancelarię w nowe miejsce (ul. Garncarska 3/1), a w domu mam grubszy remont. Nie nudzę się :-).

Skąd ten cytat ze Słowackiego? Ano z mojego minorowego nastroju. Mam jakąś taką serię, że w ostatnim tygodniu spotykam się z przykładami niekompetencji. Albo prawnik nie wie, o czym pisze i pisze w ogóle nie na temat, albo powołuje świadków na nieistotne okoliczności. Albo pisze pismo prawnik, który bardzo chce pomóc, ale nie wie jak i w rezultacie bardziej szkodzi niż pomaga (dobrymi chęciami…)? Albo klienci są popychani w kierunku postępowań, które można pominąć i od razu przejść do postępowania docelowego…

No i smutno mi…

Prawda jest taka, że tak bywa w każdym zawodzie, ale szczerze mówiąc wcale mnie to nie pociesza.

Jaka jest na to rada? Uniwersalnej nie ma. Wyobrażam sobie (nie mam doświadczeń osobistych w szukaniu prawnika, siłą rzeczy), że warto szukać prawnika tak, jak każdego innego fachowca – telefon do znajomego z prośbą o polecenie, wywiad wśród znajomych, a w końcu internet. Za to jeżeli po spotkaniu nie mamy zaufania, to zwrot o 180 stopni i szukamy dalej. Relacja prawnik – klient jest oparta na zaufaniu!

Czy można coś popsuć w sprawie rodzinnej? Przecież to takie proste sprawy? No właśnie niestety można. Nie zawsze da się wszystko naprawić i stąd właśnie mój tytułowy smutek.

Mimo gorszego nastroju życzę wszystkim odpoczynku w wakacje, a ja – już w nowej kancelarii – wrócę do bloga we wrześniu.

2
Cze

500+ W OPIECE NAPRZEMIENNEJ

Właściwie nie planowałam dzisiaj wpisu na blogu, ale tak już mam, że jak mnie jakiś temat zainteresuje to „nie ma zmiłuj” :-). Przeczytałam właśnie wpis p. Jarosława pod wpisem 500+, KOMU I CO Z TEGO WYNIKNIE tej treści:

Właśnie dostałem Decyzję odmawiającą mi prawa do świadczenia z 500+ na dziecko. W uzasadnieniu – upraszczam  Miejsce zamieszkania dziecka przy matce, pobyt dzieci nieuregulowany przez Sąd orzeczeniem w sprawie opieki naprzemiennej, a jedynie ustalony z matką dzieci”. Stan faktyczny – w wyroku wykonanie władzy rodzicielskiej dla obojga rodziców, zamieszkanie dzieci u matki, dziecko zgodnie z wywiadem środowiskowym i rzeczywistością w każdy poniedziałek i wtorek oraz co drugi weekend u mnie. Oczywiście więcej w ferie, wakacje i święta. Czasami zmieniamy dni jak komuś coś nie pasuje (…).

Zaczęłam się zastanawiać, z czego to może wynikać i bach… spłynęło na mnie olśnienie. Zacznijmy od tego, że zgodnie z art. 5 ust. 2 ustawy o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci z dnia 11. lutego 2016 r. (Dz.U. poz. 195) „w przypadku gdy dziecko, zgodnie z orzeczeniem sądu, jest pod opieką naprzemienną obydwojga rodziców rozwiedzionych, żyjących w separacji lub żyjących w rozłączeniu, kwotę świadczenia wychowawczego przysługującą za niepełny miesiąc ustala się, dzieląc kwotę tego świadczenia przez liczbę wszystkich dni kalendarzowych w tym miesiącu, a otrzymaną kwotę mnoży się przez liczbę dni kalendarzowych, za które to świadczenie przysługuje.”

Co z tego przepisu wynika?

Po pierwsze to sąd musi orzec o opiece naprzemiennej obojga rodziców – bardzo mi przykro. Nie widziałam takiego orzeczenia(i wątpię, żeby zobaczyła), bo sąd orzeka w rozwodzie (separacji, lub orzeczeniu o władzy rodzicielskiej i kontaktach) o:

  • władzy rodzicielskiej – przy opiece naprzemiennej sąd orzeka o pozostawieniu władzy rodzicielskiej obojgu rodzicom i ustala miejsce zamieszkania przy jednym z rodziców. Ani słowa o opiece naprzemiennej;
  • kontaktach – albo nie orzeka o kontaktach (bo rodzice spisali porozumienie rodzicielskie, z którego wynika, że będą się porozumiewali na bieżąco, albo szczegółowo określają kontakty i nie ma potrzeby przepisywania tego do wyroku), albo orzeka szczegółowo o kontaktach. Znów – ani słowa o opiece naprzemiennej

Dlaczego sądy są takie „wredne” i orzekając nie piszą w wyroku wprost o opiece naprzemiennej? Choćby dlatego, że nie jest to pojęcie kodeksowe. To wyrażenie potoczne, do tego niedookreślone. Opieką naprzemienną nazywamy sytuację, gdy rodzice opiekują się dzieckiem na zmianę, ale zasadniczo nie wiadomo w jakiej konfiguracji. U jednych to będzie tydzień na tydzień, u innych dwa dni w tygodniu u jednego, reszta u drugiego plus weekendy naprzemiennie. Możliwości można namnażać, ale nikt nie potrafi powiedzieć, jakie są granice opieki naprzemiennej. 1 dzień na 4 plus weekendy? A może 2 dni do 3 plus weekendy? Albo może te dwa przykłady to nie – dopiero tydzień na tydzień?

Co ma począć biedny urzędnik (i nie jest to ironia), od którego oczekuje się, że wypłaci świadczenie 500+ proporcjonalnie? Nie dziwię się, że odmawiają wypłaty, bo są rozliczani ze swoich działań. Nie ma w wyroku wyrażenia opieka naprzemienna? Nie ma świadczenia – proste. Póki nie wypowie się organ wyższej instancji, jak należy postępować w takich sytuacjach, dopóty świadczeń nie będzie. Nie dziwny się. Nie pierwszy raz powtórzę, że ustawy też trzeba umieć pisać i rozumieć wzajemne powiązania między poszczególnymi aktami prawnymi. Nie jest najlepszym pomysłem używanie niezdefiniowanych pojęć. Potem nikt nie wie, co z tym fantem zrobić.

 

Ps.

Panie Jarosławie – bardzo proszę dać znać, jakie były losy Pana odwołania.

29
Maj

PRZESŁUCHANIE STRON W SPRAWIE ROZWODOWEJ

W każdej sprawie dowód z przesłuchania stron jest ostatnim i obowiązkowym dowodem, co oznacza, że sąd najpierw przeprowadza dowody zgodnie z wnioskami stron tj. np. przesłuchuje świadków, przeprowadza dowód z dokumentów, opinii biegłych itp., a dopiero po tym wszystkim, na samym końcu przesłuchuje strony. W sprawach rozwodowych zdarza się, że już na samym początku postępowania sąd przesłuchuje strony, ale jest to przesłuchanie skrótowe (tzw. przesłuchanie informacyjne), dotyczące tylko kwestii najważniejszych dla sądu na tym etapie postępowania, bez wnikania w szczegóły. Nie zastępuję to przesłuchania końcowego – i tak na końcu sprawy sąd przesłucha strony jeszcze raz, tym razem dłużej i dokładniej.

Warto pamiętać, że jakkolwiek sąd nie może przymusić strony do stawiennictwa w sądzie, to jednak w razie nieobecności bez usprawiedliwienia, po wcześniejszym wezwaniu do osobistego stawiennictwa, sąd może nałożyć na nieobecną stronę grzywnę. Jeżeli więc z jakiegoś powodu nie możemy się stawić na rozprawie, warto napisać wcześniej do sądu (do sygnatury swoje sprawy) i wytłumaczyć przyczyny swojej nieobecności.

Odpowiem tu też na pytanie, które od czasu do czasu pada w rozmowie z klientami. Pełnomocnik nie może zastąpić strony na przesłuchaniu. To właściwie jedyna czynność, której nie możemy wykonać za stronę. To pytanie zadają najczęściej osoby mieszkające za granicą, które nie mogą lub nie chcą przyjechać na rozprawę do Polski. Przyjazd do Polski nie jest konieczny, choć z różnych powodów – wskazany. Jednym z rozwiązań jest wniosek o przesłuchanie strony np. w konsulacie, tj. najczęściej w miejscu zdecydowanie bliższym miejscu zamieszkania strony, niż sąd w Polsce.

 

FAMILY LAW EUROPE

Przy okazji dzisiejszego wpisu – trochę „prywaty”. Z przyjemnością prezentuję stronę: http://www.familylaweurope.com/. To międzynarodowy projekt, w którym biorę udział. Koordynatorem jest adwokat Mindaugas Vaičiūnas z Wilna. Zapraszam do odwiedzania strony i zapoznawania się z poszczególnymi kancelariami – profilami adwokatów zajmujących się międzynarodowym i krajowym prawem rodzinnym.

15
Maj

PODZIAŁ MAJĄTKU WSPÓLNEGO – ŚMIESZNO I STRASZNO

Wracam właśnie pociągiem z Warszawy i podziwiam widoki przesuwające się za oknem. Jakie my mamy piękne krajobrazy! Nawet na Mazowszu, choć tu okropnie płasko :-). Ostatnio miałam okazję podróżować trochę pociągami po Szwajcarii i u nas jest zdecydowanie ładniej 🙂 (muszę uczciwie przyznać, że to był marzec, a teraz jest bardziej zielono, ale i tak uważam, że Polska jest piękniejsza). No, ale teraz o prawie.

W ostatnim tygodniu do kancelarii przyszła bardzo sympatyczna para z następującym problemem. Pan otrzymał wniosek sporządzony przez „fachowego” pełnomocnika o podział majątku wspólnego. Pismo sporządzona na 8 stronach (!), dotyczyło trzech składników majątkowych.

I tu mój komentarz: naprawdę więcej nie znaczy lepiej. Są różne szkoły pisania pism procesowych, ale ja wyznaję szkołę „ascetyczną”. Według mnie trudniej jest napisać krótkie, zwarte pismo z klarownymi argumentami niż „lać wodę” przez następne strony o niczym. Są oczywiście pisma, które muszą być obszerne. Prowadzę teraz sprawę o podział majątku wspólnego, w której małżonkowie zgłosili ok. 50 składników majątkowych. Sam spis majątku zajmuje kilka stron, a uzasadnienie z dokładnym opisem, co i dlaczego następne kilka. Nie da się krócej. Jednak treść powinna odpowiadać rzeczywistym potrzebom, a nie być „walką o objętość”.

Wracam do nieszczęsnego wniosku. Brak było we wniosku określenia wartości majątku – wycena pojawiła się w uzasadnieniu, a to ma znaczenie, gdzie i co piszemy w piśmie procesowym. W piśmie wymieniono też ruchomości, które była żona chciała rozliczyć. Nie będę wymieniać wszystkich ruchomości (nawet nie pamiętam całej listy), ale podam przykłady: brodzik z kabiną prysznicową, umywalka, czy też kaloryfery.

Pan miał sporządzić odpowiedź na wniosek i nawet już zaczął pisać, ale jak doszedł do 4 strony zaczął się zastanawiać nad sensem dokładnej odpowiedzi (brawo!). Piszę z wielką sympatią do Pana Klienta, bo udowodnił, że zdrowy rozsądek wystarcza, żeby zacząć się zastanawiać nad znaczeniem dla sprawy majątkowej historii starań o sprzedaż domu, informacji, co strony podzieliły jeszcze przed wniesieniem wniosku (większa część uzasadnienia wniosku) itp., czy też nad sensem rozliczania kaloryferów tak, jakby nie były częścią domu. Brawo jeszcze raz! Pan nie umiał tego nazwać w języku prawniczym (to są części składowe nieruchomości), ale wiedział (a jak wynikało z pisma prawnik – nie (!)), że – na logikę – jak się zdejmie kaloryfery to wartość domu spadnie.

Cóż, było „śmieszno”, bo nie udało się nam zachować powagi przy okazji rozmowy o wniosku, ale też i „straszno”…

Po pierwsze: widziałam już różne pisma procesowe.

Po drugie: wychodzę z założenia, że nie myli się tylko ten, kto nic nie robi.

Ale… nigdy nie spodziewałam się, że zobaczę pismo kierowane do sądu autorstwa prawnika po aplikacji z takimi błędami prawnymi. Nawet, jeśli klient życzy sobie rozliczenia pewnych składników majątkowych (rzeczone nieszczęsne kaloryfery), to prawnik jest od tego, żeby wyjaśnić, dlaczego nie jest to możliwe. Adwokat/radca prawny to nie maszynistka (nie mylić z maszynistą – to oryginalna sytuacja, gdy forma żeńska rzeczownika oznacza coś całkowicie innego niż forma męska 🙂 ) tj. osoba pisząca bezrefleksyjnie to, co się jej podyktuje, ale doradca i „przewodnik” po świecie praw i obowiązków. Trochę to górnolotnie zabrzmiało, ale nie wiem, jak to bardziej obrazowo wyjaśnić.

11
Maj

ROZWÓD ROLNIKÓW – CO TO BĘDZIE???

Czytam od jakiegoś czasu w różnych publikatorów artykuły (np. artykuło wtrącaniu się państwa w rozwody rolników. Uwielbiam 😉 takie alarmujące tytuły. Sensacja jest na pewno, a jak sprawa wygląda w rzeczywistości?

Zacznijmy od tego, że podział majątku (a o to chodzi w istocie rzeczy w artykułach prasowych) nie jest koniecznym elementem wyroku rozwodowego. Sąd Okręgowy prowadzący sprawę rozwodową zajmuje się podziałem majątku jedynie wtedy, gdy strony są zgodne co do:

– składu majątku wspólnego,

– wartości tego majątku oraz

– sposobu podziału

Szczerze mówiąc nie zdarza się to tak często. „Sąd może w wyroku orzekającym rozwód dokonać podziału majątku wspólnego, jeżeli przeprowadzenie tego podziału nie spowoduje nadmiernej zwłoki w postępowaniu”. Jednym słowem wniosek w sprawie rozwodowej o podział nieruchomości rolnej, wymagającej zgody właściwego organu, sąd może (i na pewno to zrobi) pominąć, gdyż niewątpliwie przedłużyłoby to postępowanie. Zatem tytuły prasowe są całkowicie nieuprawnione, a rolnicy mają taką samą możliwość uzyskania rozwodu, jak pozostała część społeczeństwa.

W takim razie, co z tym podziałem majątku wspólnego – nieruchomości rolnej w związku z rozwodem?

Niewątpliwie, tak jak z całym obrotem nieruchomościami rolnymi – będzie trudniej. Nie można jednak powiedzieć, że będzie to całkiem niemożliwe. Może trzeba będzie się bardziej nagimnastykować, ale od tego właśnie są prawnicy :-).