1
Gru

NIE ZAPŁACISZ WIĘCEJ ZA ROZWÓD – PRAWDOPODOBNIE

Chyba jednak nie zapłacisz więcej za rozwód :-). Dopiero co pisałam o planowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości podwyżkach opłat sądowych w sprawach rozwodowych. Minęły 4 dni i… podwyżki jednak nie będzie. Skąd taka informacja? Dzisiaj na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości pojawiło się oświadczenie:

„Ministerstwo Sprawiedliwości informuje, że zmiany dotyczące opłat, zawarte w projekcie reformy Kodeksu postępowania cywilnego, miały charakter propozycji i jak cała reforma zostały poddane szerokim konsultacjom społecznym. Z uwagi na negatywne opinie w kwestii opłat Ministerstwo Sprawiedliwości nie będzie podtrzymywać tych propozycji.”

Całość oświadczenia dostępna tu.

Nie wiem, gdzie i z kim były szeroko konsultowane propozycje podwyżek, ale cieszę się, że te właśnie „konsultacje” plus wiele niepochlebnych ocen w mediach przyczyniło się do odstąpienia od wcielania w życie proponowanych zmian.

Od razu podkreślę, że nie jestem wrogiem podwyżek opłat sądowych, jako takich. Warto jednak kwestię przemyśleć i zachować umiar – nie można w ten sposób odbierać ludziom prawa do sądu. Póki co wydaje się, że prawo do rozwodu (to realne, a nie to zapisane w ustawach) jest niezagrożone.

28
Lis

ZAPŁACISZ WIĘCEJ ZA ROZWÓD – PRAWDOPODOBNIE

Pesymistyczna podwyżka

Dlaczego twierdzę, że niedługo zapłacisz więcej za rozwód? Dzięki dyskusji na facebooku natrafiłam na projekt nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw, a tam na art. 5 pkt 15 (s. 60 na samym dole). Ze wspomnianego artykułu wynika, że jeżeli  ustawa zostanie przyjęta przez sejm (co w obecnych czasach jest niemalże równoznaczne z pewnością, kwestią otwartą jest tylko odpowiedź na pytanie: od kiedy?) opłata sądowa umożliwiająca wszczęcie sprawy rozwodowej wynosić będzie 2000 zł. Dzisiaj opłata ta wynosi 600 zł, więc podwyżka jest – że tak zażartuję – zauważalna.

Skazani na separację

Co ciekawe, bez zmian pozostaje opłata sądowa od wszczęcia sprawy o separację. Nadal będzie to 600 zł. Dlaczego ciekawe? Bo w istocie rzeczy postępowania różni jedynie skutek, natomiast sam przebieg postępowania o separację i rozwód jest niezwykle podobny. Oznacza to, że osoby mniej majętne będą mogły sobie pozwolić na separację, ale już niekoniecznie na rozwód. Nadal oczywiście istnieje możliwość uzyskania zwolnienia od kosztów, ale – obym nie była złym prorokiem – żebyśmy nie oglądali masowo orzeczeń, że „strona planując rozwód powinna się byłą liczyć z wydatkiem i zaoszczędzić odpowiednią kwotę na opłatę sądową”. Gdybym się nie myliła (niestety) to osoby biedniejsze będą żyły albo nadal w małżeństwie, albo w separacji.

Bonus dla zgodnych małżonków? Zapomnij

Zacznę od tego, jak jest. Teraz małżonkowie, którzy rozwiodą się bez orzekania o winie (lub uzyskają separację) ponoszą połowę kosztów sądowych (sąd zwraca powodowi połowę opłaty sądowej, czyli 300 zł, a pozostałą kwotę rozdziela między strony po połowie, czyli 150 zł). Jak będzie po uchwaleniu omawianej nowelizacji ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych? Otóż w przypadku rozwodu takiego zwrotu nie będzie. Chcesz się rozwieść – płacisz 2.000 zł i kropka. W przypadku separacji możliwość zwrotu połowy opłaty przy zgodnym wniosku stron (obecnie zgodnym bez orzekania o winie, po ewentualnej zmianie – każdego zgodnego wniosku) zostaje utrzymana.

Ideologia

Jestem krótkowidzem i to z całą pewnością dlatego nie potrafię dopatrzyć się innej przyczyny proponowanych zmian, jak ideologia :-(. Rozwody są „be”, w przeciwieństwie – jeżeli już jest to konieczne – do separacji. Liczba orzekanych separacji w stosunku do rozwodów jest obecnie po prostu nikła. W tej sposób proporcje mają szanse się zmienić.

Brakuje mi w tej dyskusji o rozwodach dyskusji o pomocy rodzinie w kryzysie. Gdzie tacy ludzie mają szukać pomocy? Na terapię psychologiczną czeka się miesiącami.  No chyba, że ktoś podejmie terapię prywatnie. Wszędzie możemy usłyszeć o darmowych poradach prawnych, ale czy ktoś słyszał o kampanii darmowych terapii rodzinnych? „Psy” wieszane na adwokatach wyglądają bardziej spektakularnie niż na terapeutach 🙂 (od razu, gdyby ktoś nie zrozumiał wyjaśniam – uważam, że terapeutom należą się ciężko zarobione pieniądze). No to zadajmy sobie pytanie, czy komuś zależy na tym, żeby rodzinie w rozpadzie pomóc? Nie jednostkom, ale systemowo. Nie zauważyłam. O wiele łatwiej zatamować dostęp do rozwodów barierą finansową.

Trochę więcej nieszczęść

Z całą pewnością proponowana zmiana wysokości opłaty dotknie jakąś część społeczeństwa. Jak zwykle – tę biedniejszą… Czy utrzymanie na siłę małżeństwa przyczyni się do czyjegoś szczęścia? Śmiem wątpić. Czy o to komukolwiek chodzi? Śmiem wątpić. Czy wpłynie to w jakikolwiek sposób na poprawę jakości życia rodzin w Polsce? To pozostawię bez komentarza. Wygląda na to, że rodzina zostanie bez pomocy tak, jak to ma miejsce w wielu przypadkach teraz. Jaki efekt może przynieść proponowana zmiana? Zauważam kilka (znów ta krótkowzroczność):

  1. większe wpływy do budżetu;
  2. lepsze statystyki rozwodowe (tj. mniej rozwodów);
  3. zmniejszenie liczby zawieranych małżeństw, bo trudniej będzie ewentualne małżeństwo rozwiązać.

Póki co nic innego nie przyszło mi do głowy. Będę wdzięczna za wskazanie innych plusów.

Czy jestem zaskoczona?

Nie. Jakiś czas temu pisałam o narodowej debacie o rodzinie (można przeczytać tu). Ta planowana zmiana wpisuje się w ten sam nurt.

Trudno powiedzieć kiedy, ale raczej niedługo zapłacisz za rozwód dużo więcej.

9
Lis

ROZWÓD KOŚCIELNY

„Rozwód kościelny” w tytule to jawna prowokacja 🙂 .

Trochę osobistej historii później, ale już tu napiszę, że nie ma rozwodu w kościele :-).

Niejednokrotnie zdarza mi się, że moi Klienci pytają mnie właśnie o rozwód kościelny po przeprowadzeniu rozwodu przed sądem okręgowym. Cóż… nie jestem w stanie pomóc. Muszę się do tego przyznać – nie mam odpowiednich kwalifikacji, żeby reprezentować strony przed sądami kościelnymi. Kto może Cię reprezentować przed takimi sądami? Możesz dowiedzieć się tu.

Wprawdzie miałam w zamierzchłych czasach pomysł, żeby uzupełnić swoje kwalifikacje i zostać adwokatem kościelnym, ale ostatecznie nigdy do tego nie doszło. Nie czułam się na siłach podjąć kolejnych studiów (tym razem prawa kanonicznego), choć  Papieską Akademię Teologiczna, czyli w skrócie PAT (obecnie Uniwersytet Papieski Jana Pawła II) miałam na wyciągnięcie ręki :-). Potoczyło się wszystko tak, że zostałam wyłącznie przy prawie świeckim, a swoje zainteresowania prawem rodzinnym rozszerzyłam też na prawo międzynarodowe (ze szczególnym uwzględnieniem uprowadzeń rodzicielskich). Uzupełnienie studiów w zakresie prawa kanonicznego wpisałam na listę niezrealizowanych planów (co gorsze ta lista w miarę mojego starzenia się coraz bardziej się wydłuża 🙂 ).

Jak sobie zatem radzę, gdy ktoś mnie pyta o „rozwód kościelny”?

Bez głębszego zastanowienia odsyłam Klientów do bloga adwokata i adwokata kościelnego Bartłomieja Barańczaka. Pan Mecenas od lat prowadzi bloga o wymownym tytule ” niemarozwoduwkosciele.pl„. Na blogu Mecenasa Barańczaka można znaleźć rzetelne – i do tego przystępnie napisane – informacje o postępowaniu przed sądami kościelnymi. Osoby, które myślą o stwierdzeniu nieważności małżeństwa kościelnego zdecydowanie powinny zajrzeć na tego bloga. W internecie jest masę informacji. Problem w tym, żeby były to informacje pewne, sprawdzone i aktualne. Nie zdarzyło mi się, żeby któryś z moich Klientów odesłanych do niemarozwoduwkosciele.pl miał jakieś krytyczne uwagi do treści bloga. Sama  czytam od czasu do czasu bloga Pana Mecenasa – dla przyjemności i poszerzenia horyzontów. Wprawdzie codex Iuris canonici, czyli kodeks prawa kanonicznego (skrót kpk – nie mylić z kodeksem postępowania karnego :-)) stoi u mnie w domu na półce, ale – jak już wyjaśniłam wyżej – brak mi umiejętności i uprawnień, żeby zrobić z tego kodeksu użytek i podejmować się pomocy w „rozwodach kościelnych”.

18
Paź

UTAJNIENIE ZEZNAŃ

Ten wpis o utajnieniu zeznań powstał na zamówienie.

Napisała do mnie Pani zatroskana losem dzieci, w sprawie których (władza rodzicielska) ma zeznawać. Pani zadała mi pytanie, czy można utajnić zeznania świadka dla dobra dzieci? Chodzi nie tylko o to, żeby strony nie były obecne podczas zeznań, ale o utajnienie zeznań w taki sposób, żeby rodzice dzieci nie mogli zapoznać się z treścią zeznań świadka później z protokołu rozprawy.

Muszę przyznać, że rozumiem intencje czytelniczki bloga.

Rozumiem, też jej obawy, aby dzieci nie ucierpiały ze strony rodzica niezadowolonego z zeznań świadka . Ale…

Nie mam dobrych wiadomości.

Nie ma w ogóle możliwości zatajenia zeznań w postępowaniu cywilnym dla stron postępowania.

Świadek może odmówić zeznań lub odpowiedzi na poszczególne pytania. Artykuł 261 k.p.c. (kodeksu postępowania cywilnego) brzmi tak:

§ 1. Nikt nie ma prawa odmówić zeznań w charakterze świadka, z wyjątkiem małżonków stron, ich wstępnych (dziadkowie), zstępnych (dzieci, wnuki) i rodzeństwa oraz powinowatych (rodzina męża/żony) w tej samej linii lub stopniu, jak również osób pozostających ze stronami w stosunku przysposobienia. Prawo odmowy zeznań trwa po ustaniu małżeństwa lub rozwiązaniu stosunku przysposobienia. Jednakże odmowa zeznań nie jest dopuszczalna w sprawach o prawa stanu, z wyjątkiem spraw o rozwód.
§ 2. Świadek może odmówić odpowiedzi na zadane mu pytanie, jeżeli zeznanie mogłoby narazić jego lub jego bliskich, wymienionych w paragrafie poprzedzającym, na odpowiedzialność karną, hańbę lub dotkliwą i bezpośrednią szkodę majątkową albo jeżeli zeznanie miałoby być połączone z pogwałceniem istotnej tajemnicy zawodowej. Duchowny może odmówić zeznań co do faktów powierzonych mu na spowiedzi.

Sytuacja opisana przez czytelniczkę nie mieści się w żadnym z wyżej opisanych przypadków.

Ta możliwość zapoznania się z zeznaniami świadka przez strony wynika z zasady jawności postępowania cywilnego (art. 9 k.p.c.). Strony i uczestnicy postępowania mają prawo przeglądać akta sprawy i otrzymywać odpisy, kopie lub wyciągi z tych akt. Jednym słowem nawet, jeżeli któraś ze stron nie jest obecna na rozprawie podczas zeznań świadka i tak może się z łatwością dowiedzieć kto i co powiedział w czasie rozprawy. A nawet wysłuchać, bo protokół jest nagrywany.

27
Wrz

NARODOWA DEBATA O RODZINIE

Przeczytałam dzisiaj relację prasową z Narodowej Debaty o Rodzinie zorganizowanej przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (relacja jest dostępna np. tu).  Dzięki temu, co mi się rzadko zdarza, dzisiejszy wpis wyprzedzi zwykły weekendowy termin „publikacji” :-).  Odnoszę wrażenie, że uczestnikami debaty były osoby wyznające jeden światopogląd, ale być może poglądy innych opcji nie zostały zrelacjonowane w artykule.

Jakie propozycje padły (podaję za treścią artykułu)?

  1. promocja małżeństwa i rodziny przez media, kulturę i stworzenie prorodzinnego i promałżeńskiego programu edukacji dzieci i młodzieży, w zakresie m.in. odpowiedniego doboru lektur szkolnych;
  2. wprowadzenie zasady wspólnego rozliczenia podatkowego rodziców z dziećmi;
  3. powrót do modelu rozpraw pojednawczych;
  4. wyłączenie małżonka pozostającego w separacji z obowiązku wnoszenia opłat za pobyt w domu pomocy społecznej oraz zwrotu wydatków poniesionych na świadczenia z pomocy społecznej drugiego małżonka;
  5. nowelizacja prawa umożliwiającego przy okazji zawarcia związku małżeńskiego złożenie (dobrowolnego) oświadczenia wyłączającego rozwód – w takim wypadku orzeczenie rozwodu byłoby niedopuszczalne;
  6. program szkoleń dla wszystkich służb i instytucji zaangażowanych w rozwiązywanie problemów małżeńskich, w tym wychowawców, doradców rodzinnych, pedagogów, mediatorów, prokuratorów, policjantów – w celu ograniczenia liczby rozwodów;
  7. poradnie rodzinne (najlepszym miejscem ich działania byłyby parafie);
  8. profilaktyka relacji małżeńskich – jak rozumiem – przez propagowanie takich form terapii, które pozwalają na zbadanie nie tylko małżeńskiego „tu i teraz”, ale też na sięgnięcie głębiej, odnowienie sytuacji, które nawarstwiły się od kilku pokoleń.

Czy warto rozmawiać o rodzinie? Na pewno tak. Czy w ogóle rodzina jest wartością? Ewidentnie.

Czy podobają mi się propozycje wskazane w artykule?

Uprzedzę głosy wszystkich, którzy mają wdrukowane, że jako adwokat żeruję na rozwodach i mam osobisty interes w tym, żeby jak najwięcej małżeństw się rozpadło. Oczywiście, że utrzymuję się z reprezentacji stron w rozwodach – taka praca. Ale uważam, że pomoc rodzinie w kryzysie  jest jak najbardziej wskazana. Co więcej – brakuje ośrodków realizujących terapię, zwłaszcza nieodpłatną. Na terminy czeka się miesiącami, przynajmniej w Krakowie. Jednym słowem punkt 7 jest jak najbardziej sensowny. Pod jednym warunkiem: że nie będą to tylko poradnie katolickie. Jestem zwolennikiem państwa świeckiego. Osoby niewierzące, czy też wyznawcy innych religii nie mogą być zmuszane do korzystania z poradni o jasno wskazanym zabarwieniu religijnym. Niech państwo finansuje poradnie neutralne światopoglądowo. Nikomu to szkody nie zrobi, wręcz przeciwnie.

Czy pomysł propagowania wartości trwałości rodziny jest pozytywny? Tak, ale… jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach. Liczy się jakość wykonania. Życzyłabym nam wszystkim promocji taktownej i przede wszystkim szanującej prawa tych osób, które z różnych względów żyją w rodzinach niesformalizowanych – takich jest w Polsce coraz więcej.

Wspólne rozliczanie podatkowe rodziców z dziećmi jest dla mnie zupełnie niejasne, podobnie jak wyłączenie małżonka pozostającego w separacji z obowiązku wnoszenia opłat za pobyt w domu pomocy społecznej oraz zwrotu wydatków poniesionych na świadczenia z pomocy społecznej drugiego małżonka. Z artykułu wynika, że „te zmiany likwidowałyby lukę prawną, która powodowała, że separacja, mająca w założeniu chronić pokrzywdzonych przed krzywdą współmałżonka nie gorzej niż rozwód, w wymienionych wyżej przypadkach nie spełniała tego założenia” – nic z tego nie rozumiem (zakładam, że problem jest po mojej stronie – nie wiem dużo o pomocy społecznej)  i jeżeli ktoś potrafi, niech wyjaśni o co chodzi w komentarzu. Będę wdzięczna.

O posiedzeniu pojednawczym mówiłam tu (od ok. 0:30), więc nie będę się powtarzać. Krótko – można utrudnić rozwód, przedłużyć postępowanie. Dla zdecydowanych, to jedynie przeszkoda do pokonania.

Niezmiernie „oryginalna” jest propozycja wprowadzenia instytucji małżeństwa nierozwiązywalnego. Starałam się znaleźć informacje, czy gdzieś na świecie jest coś podobnego, ale nie znalazłam. Znów – z otwartymi ramionami przyjmę komentarz poszerzający moją wiedzę. Są kraje, w których rozwód jest przywilejem mężczyzn, ale to tyle (albo aż tyle patrząc z punktu widzenia kobiety). Ta propozycja skłania mnie do smutnej refleksji. Oczywiście, można wprowadzić przepisy uniemożliwiające rozwody, można wrócić do dawnych (bardzo dawnych) uregulowań rozróżniających prawa dziecka z prawego łoża i pozamałżeńskich. Można wszystko, tylko komu ma to służyć? Czy formalny zakaz rozwodów (a czemu nie? Też można) pomoże komukolwiek, poza polepszeniem statystyk? Prowadzę sprawy rozwodowe od wielu lat i – jestem o tym przekonana – nikt nie rozwodzi się dla kaprysu. To są w większości decyzje przemyślane i rozważane na dziesiątą stronę. Zwłaszcza, gdy małżonkowie mają dzieci.

Rozumiem, że kościół katolicki nie akceptuje rozwodów. I dobrze. Jest za to unieważnienie małżeństwa kanonicznego (popularnie i nieprawidłowo nazywany rozwodem kościelnym – przy okazji polecam świetny blog: www.niemarozwoduwkosciele.pl ). I dobrze. Ale – przypomnę – rozwód przed sądem rodzinnym w Polsce jest rozwodem świeckim, nie mającym wpływu na ważność ślubu kościelnego.

Niech państwo wspiera rodziny w kryzysie, niech promuje wartości takie, jak małżeństwo, rodzina, ale państwo nie powinno tworzyć przepisów, które w swoim założeniu (bo takie założenie powinna przyjąć każda myśląca osoba) zakładają zgodę na tragedie ludzkie nie do rozwiązania. Kto zawierając związek małżeński zakłada, że zakończy się rozwodem? Kto zakłada, że będzie nieszczęśliwy? Kto zakłada, że urodzi mu się dziecko poza małżeństwem? Kto przyzna, że może wzajemne uczucia się wypalą? Mogę tak długo pytać: kto, kto, kto?

Moje życie zawodowe to pasmo nieszczęść osobistych moich Klientów. Mam dla ludzi i ich problemów ogromny szacunek i uważam, że państwo powinno nieść pomoc, a nie kreować sytuacje prawne, które to nieszczęście sprowadzą na skraj beznadziei. Bądźmy – że tak się odniosę do wartości przebijających przez wypowiedzi uczestników debaty – miłosierni.

16
Wrz

MIEJSCE ZAMIESZKANIA DZIECKA

Sąd w wyroku rozwodowym decyduje o władzy rodzicielskiej, a przy tej okazji często także orzeka o miejscu zamieszkania dziecka. Taka sytuacja zdarza się tylko wtedy, gdy władza rodzicielska jest pozostawiona po rozwodzie obojgu rodzicom. Dlaczego?

Zacznijmy od tego czym jest miejsce zamieszkania? Zgodnie z art. 25  kodeksu cywilnego (k.c.): „miejscem zamieszkania osoby fizycznej jest miejscowość, w której osoba ta przebywa z zamiarem stałego pobytu„. Tu mowa o osobie dorosłej, co więc z miejscem zamieszkania dziecka?

Dziecko ma miejsce zamieszkania u tego z rodziców, któremu przysługuje wyłącznie władza rodzicielska (czyli drugi rodzic został władzy rodzicielskiej pozbawiony), a także u tego z rodziców, któremu sąd powierzył władzę rodzicielską (czyli drugiemu rodzicowi władza rodzicielska została ograniczona) – wynika to z art. 26 § 1 k.c. W takim przypadku sąd w rozwodzie nie orzeka o miejscu zamieszkania dziecka, gdyż wynika to bezpośrednio z przepisów kodeksu cywilnego.

Co w takim razie, gdy sąd pozostawia pełną władzę rodzicielską obojgu rodzicom? Taką sytuację także przewiduje kodeks cywilny (art. 26 § 2 k.c.): „jeżeli władza rodzicielska przysługuje na równi obojgu rodzicom mającym osobne miejsce zamieszkania, miejsce zamieszkania dziecka jest u tego z rodziców, u którego dziecko stale przebywa„. I tu mała dygresja. W Krakowie jest jeden sędzia, który nie orzeka o miejscu zamieszkania dziecka, jeżeli z uregulowania kontaktów wynika, gdzie dziecko ma swoje centrum życiowe. Osobiście uważam, że ma rację :-), ale ten pogląd nie przyjął się u pozostałych sędziów :-).

No dobrze, ale co z opieką 50/50? Jeżeli dziecko nie przebywa stale u żadnego z rodziców, jego miejsce zamieszkania określa sąd. Dopiero w takiej sytuacji sąd jest upoważniony do podejmowania decyzji w kwestii miejsca zamieszkania dziecka.

Ostatnimi laty obserwuję modę, bo inaczej nie potrafię tego nazwać – wysyp wniosków o ustalenie miejsca zamieszkania dziecka. Miejsce zamieszkania dziecka jest także przedmiotem sporów rodziców przy rozwodzie. Dlaczego? Mogę tylko zgadywać…

Sądzę, że wynika to z całkowicie błędnego przekonania (niestety także wielu prawników), że ustalenie miejsca zamieszkania dziecka, jako każdorazowego miejsca zamieszkania rodzica rozwiąże w przyszłości wszystkie kłopoty z drugim rodzicem w razie chęci przeprowadzi z dzieckiem np. za granicę. Otóż nie rozwiąże! Nic bardziej mylnego. Miejsce zamieszkania wyznacza np. właściwość sądu, rejon szkoły, do której dziecko ma chodzić. I tyle.

Na potwierdzenie tej tezy podam przykład: ostatnio rozmawiałam z panią, która wyjechała  z dzieckiem za granicę po rozwodzie. W wyroku ustalono, że miejscem zamieszkania dziecka jest każdorazowe miejsce zamieszkania matki. Pani była przezorna i rozmawiała przed wyjazdem z kilkoma prawnikami, którzy powiedzieli jej (niestety, bo sami nie mieli pojęcia o czym mówią), że może spokojnie wyjeżdżać z dzieckiem, mimo braku zgody ojca na wyjazd dziecka. Efekt był taki, że w czasie gdy rozmawiałam z panią, miała już prawomocne orzeczenie sądu obcego nakazującego powrót dziecka do Polski (w trybie konwencji haskiej z 1980 r.). Czy muszę coś więcej tłumaczyć?

Zanim ugoda dotycząca dziecka między rodzicami rozbije się o rafę pt. „miejsce zamieszkania dziecka”, warto wiedzieć, o co tak naprawdę się bijemy.

 

10
Wrz

PRZERWA NA BLOGU

Jeżeli ktoś jest ciekawy, dlaczego od jakiegoś czasu nie pojawiają się tutaj nowe wpisy – można zajrzeć tu:

DLACZEGO NIE BYŁO NOWYCH WPISÓW NA BLOGACH

20
Sie

ROZWÓD NA JEDNEJ ROZPRAWIE – UZUPEŁNIENIE

Wpis o rozwodzie na jednej rozprawie jest już na blogu (można przeczytać tu), ale – jak wynika z komentarza jednej z czytelniczek pod wpisem pt. „Ile trwa sprawa rozwodowa” – chyba jednak wymaga uzupełnienia.

„Witam, Mam pytanie jak wygląda sytuacja gdy Powódka składa pozew o rozwód z orzekaniem o winie ( wielokrotne zdrady, notoryczne oszukiwanie i prawdopodobnie posiadanie nieślubnego dziecka ) a pozwany na rozprawie przyzna się do zdrad i weźmie na siebie winę rozpadu, jak sąd może rozpatrzeć taką sprawę (…)”

Czy rozwód na jednej rozprawie jest możliwy?

Jeżeli ktoś przeczytał mój poprzedni wpis na ten temat, nie będzie miał trudności z odpowiedzią – jest możliwy, ale trzeba odpowiednio przygotować sprawę, żeby sąd mógł sprawnie zakończyć postępowanie. Pewnie każdemu nasuwa się pierwsze skojarzenie z rozwodem bez orzekania o winie. Oczywiście tak. Skoro strony nie udowadniają sobie, kto doprowadził do rozpadu małżeństwa, to postępowanie dowodowe ogranicza się właściwie do przesłuchania stron. Jeżeli strony mają dzieci, to zakończenie rozwodu na jednej rozprawie zależne jest od postawy rodziców. Porozumienie odnośnie do spraw dziecka jest warunkiem szybkiego zakończenia postępowania. Walka o władzę rodzicielską, kontakty, czy alimenty z całą pewnością przedłuży postępowanie = jedna rozprawa nie wystarczy.

A co z rozwodem z orzekaniem o winie?

Czy taki rozwód można zakończyć na jednej rozprawie? Cóż… można, ale znów warunkiem jest zgodne stanowisko stron. Jeżeli któryś z małżonków bierze winę na siebie, to – o ile sąd nie dojdzie do wniosku, że historia jest grubymi nićmi szyta – nie ma przeszkód, żeby jedna rozprawa wystarczyła na rozstrzygnięcie i takiej sprawy.

Czy podział majątku przeszkadza w rozwodzie na jednej rozprawie? 

Niekoniecznie. Podział majątku wspólnego z całą pewnością komplikuje sprawę, ale: po pierwsze i tak podział majątku wspólnego jest możliwy przy rozwodzie, tylko wtedy, gdy podział jest zgodny. Po drugie – konieczne jest odpowiednie przygotowanie sprawy. Bez dowodów świadczących o składzie majątku sąd nie może orzec o podziale w toku sprawy rozwodowej. Trzeba wiedzieć, co dostarczyć sądowi, żeby podział majątku był odpowiednio przygotowany. Sugeruję konsultację z adwokatem i wcześniejsze dostarczenie dokumentów do sądu – raz, że elegancko, dwa – sąd musi się przygotować do rozstrzygnięcia. Konsekwencje zrobienia sądowi niespodzianki w dniu rozprawy ponoszą strony – albo sąd rozwiedzie strony bez podziału majątku, albo potrzebny będzie jeszcze jeden termin rozprawy. Zawsze oczywiście istnieje możliwość, że sąd rozpozna wniosek i na pierwszej rozprawie orzeknie i o rozwodzie i o podziale majątku, ale po co ryzykować? Wcześniejsze przesłanie sądowi wniosku o podział wraz z dowodami zwiększa szanse na pozytywne rozpoznanie wniosku na tej pierwszej i równocześnie ostatniej rozprawie.

Ile może potrwać taka pierwsza i ostatnia rozprawa?

Mój absolutny rekord czasu trwania rozwodu na pierwszej rozprawie to 7 minut (razem z ogłoszeniem wyroku). Strony – bezdzietne małżeństwo – miały uzgodnione stanowisko procesowe. Zwykle jednak trzeba nastawić się na ok. 30 minut. Nie wliczam do tego czasu oczekiwania na wywołanie sprawy. Tu czasem trzeba się uzbroić w cierpliwość. Chyba lepiej nastawić się na opóźnienie i mieć niespodziankę, że wszystko dzieje się „o czasie” niż liczyć na punktualność.

 

3
Lip

DOMOWE SPOSOBY NA RATOWANIE ZWIĄZKU

Co mam na myśli pisząc o domowych sposobach na ratowanie związku? Taka mnie dzisiaj naszła refleksja. Co jakiś czas, rozmawiając z klientami słyszę komentarz: zrobiłam/zrobiłem to dla ratowania związku. Bardzo często są to decyzje nieprzemyślane, podjęte pod wpływem impulsu, albo z rozpaczy, czy nadziei. Tak właściwie to nieważne, jakie są pobudki, ważne są skutki.

Przykłady?

Jeżeli mąż/żona mówi ci, że w małżeństwie będzie lepiej, jak podarujesz udział w twojej własnej nieruchomości (wyłącznie twojej), to powinna zapalić ci się czerwona lampka ostrzegawcza. Jeżeli wpadłaś na pomysł (ten pomysł zwykle wpada do głowy kobietom), że wszystko zmieni się między wami, jak urodzi się kolejne dziecko – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki –  to dobrze to przemyśl. Po prostu to zwykle tak nie działa. I żebym była dobrze zrozumiana. Nie mam nic przeciwko rozszerzeniu wspólności majątkowej małżeńskiej. Proszę bardzo, to przecież jest dla ludzi. Uważam po prostu, że takie decyzje powinny być bardzo gruntownie przemyślane. Mam też na myśli to, że małżeństwo albo funkcjonuje (lepiej albo gorzej), albo nie funkcjonuje, ale wtedy doraźne gesty nie dają gwarancji poprawy sytuacji. Nieprzemyślane decyzje niosą za sobą natomiast bardzo często kłopoty. Niejednokrotnie nie da się już zaradzić konsekwencjom decyzji prawnych podjętych w celu ratowania małżeństwa.

Po co w ogóle o tym piszę?

Po to, żeby każdy, kto ma kłopoty w małżeństwie poważnie się zastanowił zanim zacznie działać. Ideałem byłoby, gdyby przedtem udał się do adwokata i zasięgnął informacji, co może się zdarzyć w przyszłości, gdyby jednak do uratowania związku nie doszło. Okropne? Nie – pragmatyczne. Może lepiej być mało romantycznym, ale nie żałować przez resztę życia, że oddało się mężowi/żonie połowę osobistego majątku i oczekiwanych efektów nie było? Jeżeli – tu chwycę się drugiego wspomnianego sposobu – urodziło się kolejne dziecko to oczywiście nie postrzegam tego, jako nieszczęścia. To już zależy od osobistych przeżyć. Ale pewnie lepiej, żeby dziecko nie było sposobem na cokolwiek, ale po prostu było „chciane”. Do głowy przychodzą mi kolejne przykłady – decyzja o adopcji, o in vitro. To wszystko jest dla ludzi i może dać dużo szczęścia, jeżeli decyzja jest wspólna i podjęta z rzeczywistego pragnienia.

Moim osobistym zdaniem lepiej szukać innych dróg rozwiązywania problemów: np. terapii małżeńskiej, mediacji, niż podejmować doraźne i nieprzemyślane decyzje o daleko idących skutkach (często nieodwracalnych) z nadzieją, że cudownie odmienią rzeczywistość.

18
Cze

KARNE ALIMENTY – NOWY ART. 209 k.k.

Karne alimenty to oczywiście przenośnia.  Od 31 maja 2017 r. obowiązuje znowelizowany przepis kodeksu karnego dotyczący niealimentacji (to żargon prokuratorski, ale bardzo trafnie oddaje istotę rzeczy), czyli art. 209 k.k. Jako prawnik zajmujący się na co dzień prawem rodzinnym opuszczę dzisiaj moją strefę komfortu 🙂 i przez chwilę zajmę się prawem karnym.

Na czym polega zmiana art. 209 k.k.?

Brak alimentowania nie musi być już uporczywy. To jest zmiana na korzyść wierzycieli. Pamiętam, gdy przed wieloma laty, jeszcze na aplikacji, sędzia prowadząca sprawę niealimenciarza pouczyła mnie (protokoły nie były nagrywane), żebym powiedziała klientowi, że wystarczy, żeby nawet 10 zł miesięcznie płacił i nie będzie uporczywości. Aktualnie jest też sprecyzowane, że po 3 niezapłaconych świadczeniach (moim zdaniem nie muszą być to 3 miesiące po kolei) dłużnik popełnia przestępstwo i może być ukarany grzywną, ograniczeniem wolności lub karą pozbawienia wolności do 1 roku. Obecnie brak wpłat alimentów nie musi narażać uprawnionego na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych. To też uważam za zmianę na plus dla uprawnionego. Sytuacja, w której uprawniony jest narażony na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych jest zakwalifikowana osobno z wyższą karą pozbawienia wolności – do 2 lat.

Odkupienie

Co może zrobić dłużnik (niealimenciarz), przeciwko któremu wszczęto postępowanie karne? Ma 30 dni od daty pierwszego przesłuchania w charakterze podejrzanego na zapłatę całej zaległości alimentacyjnej. Jeżeli zapłacinie podlega karze, chyba, że brakiem wpłat alimentów naraził uprawnionego na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych. W takim przypadku sąd może odstąpić od wymierzenia kary. Sąd nie ma jednak takiego obowiązku i ostatecznie na decyzję sądu będzie miała wpływ ocena winy i społecznej szkodliwości czynu.

Dobrze, czy źle?

Idea zasadniczo jest słuszna. Przy czym ideę rozumiem w ten sposób, że chciano przymusić niealimenciarzy do płacenia alimentów. Jeżeli chodzi o wykonanie, to pewnie można było ująć przepis zgrabniej. Jakie z tego pojawią się problemy, dopiero się okaże „w praniu”. O negatywnych konsekwencjach nowelizacji art. 209 k.k. można poczytać na – świetnym z resztą blogu sub iudice – tu i tu. Nie pozostaje mi nic innego, jak zgodzić się z autorem cytowanego bloga, choć nie jestem pewna, czy w więzieniach jest duża grupa osób skazanych z art. 209 k.k. Raczej wątpię.

Motywacja do płacenia

Czy przepis będzie motywacją do płacenia alimentów? Nie mam pojęcia. Do tej pory sądy pewnie częściej orzekały karę ograniczenia wolności. Zasadniczo słusznie, bo niby dlaczego utrzymywać pobyt w więzieniu, jeżeli może odpracować karę pracą na cele społeczne. Czas pokaże, czy rodzice zobowiązani do płacenia alimentów przejmą się Zmianą w prawie karnym i zaczną płacić na utrzymanie swoich dzieci. Mam nadzieję, że tak, ale mój racjonalizm sprowadza mnie brutalnie na ziemię i wtedy sobie myślę, że niekoniecznie.