19
Mar

OPIEKA NAPRZEMIENNA – JASKÓŁKA

Opieka naprzemienna to temat zawsze gorący. Jak uzyskać orzeczenie o opiece naprzemiennej? Na pewno kluczem do sukcesu jest zgoda rodziców, ale i tak czasem można w sądzie uderzyć głową w ścianę…

Jakiś czas temu w dyskusji na fan page-u kancelarii odbyła się dyskusja w wyniku której otrzymałam w wiadomości skan orzeczenia rozwodowego Sądu Okręgowego. Oto ono:

Autor wiadomości bardzo trafnie zaznaczył najważniejsze i najoryginalniejsze elementy tego wyroku. Przyznam, że sprawdziłam w sądzie, czy rzeczywiście takie orzeczenie zapadło. To prawda.

Dlaczego dzwoniłam do sądu?

Pierwszy raz widziałam takie orzeczenie i prawdę mówiąc nie byłam pewna, czy to prawdziwy wyrok. Pani z Biura Obsługi Klienta rozwiała moje wątpliwości. Jestem przekonana, że nie jestem jedynym adwokatem o takich odczuciach na widok tego orzeczenia.

Sąd w dalszej części wyroku (niewidocznej dla czytelników) dotyczącej kontaktów precyzuje zasady tej opieki naprzemiennej (tj. jak długo trwa okres pobytu u każdego z rodziców), terminów wakacji, ferii i świąt. Nowość to nazwanie uregulowania kontaktów w taki sposób wprost opieką naprzemienną.

Druga „nowinka” to kwestia alimentów. Sąd ewidentnie wyszedł poza schematy. Moim zdaniem w sposób dopuszczalny. Od dawna uważam, że pewne obowiązkowe elementy wyroku stosowane przez sądy schematycznie utrudniają ludziom życie, zamiast im pomagać. Pamiętam, kiedyś wnosiłam (za zgodą obu stron), żeby alimenty przez dwa miesiące w roku były niższe – nie dało się… Nie można czynić sądowi zarzutów – orzekł o alimentach i kropka. Można się kłócić, czy kodeks dopuszcza taką formę. Ja się cieszę, że ktoś miał tyle odwagi, żeby zrobić inaczej niż „zwykle”.

Bardzo dziękuję Panu, który udostępnił mi to orzeczenie. Publikuję je przede wszystkim, żeby pokazać i zainteresowanym rodzicom i sędziom, że można (dla rozwiania wątpliwości orzeczenie jest prawomocne).

Dla rozwiania wątpliwości – nie udostępniam bliższych danych dotyczących wyroku. Nie mam takiego upoważnienia.

26
Lut

DOBRO DZIECKA

W każdej sprawie rodzinnej, a więc i w sprawie rozwodowej i o separację sąd ma obowiązek kierować się dobrem dziecka. I tu „zaczynają się schody”.

Czym jest dobro dziecka?

Problem w tym, że to pojęcie nieostre i każdy uczestnik postępowania ma prawdopodobnie nieco inną wizję dobra tego konkretnego dziecka, o które chodzi w procesie. Każdy rodzic postrzega najczęściej dobro dziecka przez pryzmat swojego życia, swoich doświadczeń i swoich planów. Sędzia kieruje się swoimi zapatrywaniami, często podbudowanymi opinią psychologów. Dość powiedzieć, że wizja sędziego może znacznie odbiegać od wizji każdego z rodziców. Może i często odbiega.

Adwokat może mieć jeszcze inną wizję, ale…

Jak to z nami adwokatami jest?

Adwokat jest zobowiązany do reprezentowania interesów swojego Klienta. To sędzia ma być osobą bezstronną, adwokat z zasady (na szczęście dla Klienta) jest stronniczy. Co w takim razie się dzieje, jeżeli mam inną wizję dobra dziecka niż mój Klient? Niejednokrotnie zdarza mi się przedstawiać to moje „zdanie odrębne” Klientowi w czasie rozmowy w kancelarii, w nadziei, że zastanowi się nad tą moją opinią. Ale … nie mam monopolu na mądrość, nie mam doświadczeń mojego Klienta, nie znam dziecka stron itd., itp. Te wszystkie okoliczności mają znaczenie dla podjęcia decyzji. Dlatego właśnie decyzję ostateczną podejmuje Klient, a ja wspieram Klienta w postępowaniu sądowym i pomagam osiągnąć założone cele.

Co mogę jeszcze?

Jestem zwolenniczką mediacji w sprawach rodzinnych. Mediacja daje zwaśnionym rodzicom szansę na znalezienie kompromisu w sprawach dziecka i jestem zdania, że nic lepszego rodzice nie mogą ofiarować swojemu dziecku w obliczu rozpadu rodziny. Porozumienie jest często lepsze niż decyzja sędziego. Po pierwsze jednak obie strony muszą się zgodzić na mediację. Po drugie – znaleźć kompromis. To zwykle bardzo trudne, ale nie niemożliwe.

Co jeżeli rodzice się nie porozumieją w sprawach dziecka?

Wracamy do sądu i każdy rodzic broni swojego stanowiska i swojej koncepcji dobra dziecka. A ja i każdy inny adwokat towarzyszymy naszym Klientom i reprezentujemy ich stanowisko przed sądem. Czy to się komuś podoba, czy nie? Na przeciwniku procesowym zaczynając, a na sądzie kończąc.

12
Lut

PIERWSZY RAZ U ADWOKATA

Większość ludzi, albo nigdy nie była u adwokata, albo wybiera się do kancelarii pierwszy raz.

Czy jest się czym stresować?

Z mojego punktu widzenia nie, ale ja siedzę po drugiej stronie biurka. Oczywiście wiem, że nikt do mnie nie przychodzi z miłymi sprawami. I zgodzę się, że sam temat wizyty nie powoduje, że wizyta staje się łatwiejsza. Mam jedynie na myśli, że nie ma powodu do denerwowania się samą wizytą. Adwokat też człowiek.

Nie musisz się zastanawiać: od czego zacząć? Jeżeli chcesz się dowiedzieć ode mnie ogólnych informacji na temat rozwodu, jakie są możliwości, jakie są konsekwencji, jak to wszystko wygląda w sądzie itp. nie musisz w ogóle opowiadać mi o swojej sytuacji. Jednym słowem to ja „mogę zacząć”, a Ty przez ten czas oswoisz się z kancelarią, nową sytuacją i będziesz mieć czas na zebranie myśli. Wielu moich Klientów przychodzi do mnie z wypisanymi na kartce pytaniami. Wydaje mi się, że to jest dobry pomysł, choć często zdarza się, że po moim „wykładzie” duża część pytań znalazła już swoje odpowiedzi :-). Mimo wszystko lista pytań daje pewność uzyskania odpowiedzi na wszystkie nurtujące Cię pytania. Nie ma głupich pytań. Zależy mi bardzo na tym, żeby po wyjściu ode mnie mój Klient uzyskał wszystkie ważne informacje i rozwiał swoje wątpliwości.

Nie znaczy to, że po zakończeniu spotkania odpowiedź  na pytanie „co dalej” jest już gotowa. Najczęściej nowe informacje wymagają gruntownego przemyślenia przed podjęciem dalszych decyzji. Wizyta w kancelarii – porada prawna – to możliwość dopasowania swojej sytuacji do możliwości prawnych. To także możliwość rozwiania szeregu swoich lęków (najczęściej boimy się tego, czego nie znamy).

Jeżeli byłaś/byłeś chociaż raz u lekarza, to wizyta u adwokata różni się jedynie tym, że posiedzisz u mnie dłużej i nie uzyskasz recepty :-). Cała reszta jest podobna i da się to przeżyć, choć potrafię sobie wyobrazić przyjemniejsze okoliczności i miejsca.

8
Lut

LEPCA II

Nie chcę powtarzać wpisów na obu blogach. Kto chce się dowiedzieć, dlaczego nie było mnie na blogu ponad miesiąc może zerknąć na wpis tu.

11
Sty

STYCZEŃ

Sumienie mnie gryzie, bo trochę „porzuciłam” moje blogi w tym miesiącu. To nie tak, że nie chce mi się pisać. Prawda jest taka, że styczeń 2017 jest tak intensywnym miesiącem w pracy, że aż się boję, czy dam radę ze wszystkim (wiem, że dam radę, ale pewne napięcie jest :-)). Zajmuję się teraz tak trudnymi, interesującymi, ale  i czasochłonnymi sprawami, że jestem zmuszona ogłosić krótką (do ferii) przerwę na blogu. Obiecuję, że już po wszystkim napiszę, co się ze mną działo.

A dzieje się dużo!

Do zobaczenia na blogu po przerwie.

30
Gru

OPŁATA SĄDOWA

Dzisiaj krótko, bo Nowy Rok za pasem, a pracy w kancelarii nie brakuje (na szczęście). Temat zresztą nie wymaga długich wywodów. Każdy, kto chce się rozwieść, lub uzyskać separację musi – oprócz złożenia pozwu – uiścić opłatę sądową. Ja, jako adwokat reprezentujący Klienta przed sądem, mam obowiązek uiścić opłatę sądową w wysokości 600 zł przed złożeniem pozwu, a dowód uiszczenia opłaty załączyć do pozwu. Osoby, które nie mają pełnomocnika takiego obowiązku nie mają, tzn. nie musza opłacać pozwu od razu. Ale to tylko odroczenie i to do tego, w pewnym sensie, kosztowne. Płaci się za to czasem. Sąd nie zrobi nic w sprawie, jeżeli pozew nie jest opłacony. Mój pozew – od razu opłacony – trafi od razu do sędziego (co nie znaczy, że błyskawicznie) i w zwyczajne tryby procesu. Pozew nieopłacony musi zostać najpierw opłacony, czyli w pierwszej kolejności powód otrzyma wezwanie do zapłaty (i za to właśnie płaci się czasem). Dopiero po zaksięgowaniu wpłaty do konkretnej sprawy sąd zaczyna pracę nad sprawą. Na okrągło licząc, pewnie ok. miesiąca później niż nad sprawą z góry opłaconą.

Wspomniałam już, ale powtórzę – opłata sądowa w sprawie rozwodowej i o separację to 600 zł. Jest to opłata stała, tzn., że do końca postępowania nie ulegnie zmianie (czym innym są koszty dodatkowe np. za wywiad środowiskowy kuratora, czy koszt opinii OZSS).

Rozwód może jednak być tańszy. Jeżeli strony rozwiodą się zgodnie, to sąd zasądzi zwrot połowy opłaty tj. 300 zł.

Kiedy sąd może jeszcze zwrócić opłatę sądową? W razie cofnięcia pozwu. Jeżeli pozew zostanie cofnięty przed wysłaniem pisma stronie przeciwnej lub w razie odrzucenia pozwu z przyczyn formalnych (na początku postępowania) sąd zwraca całą opłatę tj. 600 zł. Jeżeli powód cofnie pozew już po skierowaniu sprawy na rozprawę, ale przed tą rozprawą – sąd zwraca połowę opłaty.

Co się stanie z opłatą, jeżeli sąd rozpozna sprawę, a na końcu nie udzieli rozwodu (tj. oddali powództwo). Po prostu przepada.

A korzystając z nadarzającej się okazji – życzę szczęśliwego Nowego Roku!

23
Gru

NAJWYŻSZY CZAS NA ŻYCZENIA

Na blogu bezprawaanirusz.pl przyznałam się już dzisiaj do mojego braku orientacji w czasie świątecznym. Nie będę tutaj się tutaj powtarzać zwłaszcza, że nie mam się czym chwalić. Skończyłam pisać ważne pismo i zaraz idę sprzątać. Zanim jednak wezmę się do innej pracy, życzę wszystkim zdrowych i spokojnych świąt!

 

15
Gru

NOWA STRONA WWW.SWS-ADWOKACI.PL

Z przyjemnością zapraszam do odwiedzenia nowej strony kancelarii:

www.sws-adwokaci.pl

Ci, którzy mnie dłużej znają zauważą zmiany, jakie się dokonały w moim życiu zawodowym :-).

 

Bardzo dziękuję autorce projektu Kamili Isakiewicz ze studia na szpilkach i Leszkowi Ogrodnikowi – fotografowi.

13
Gru

PRZEMOC W MAŁŻEŃSTWIE

Ostatnie dni mijają mi pod znakiem sprawy z przemocą psychiczną i fizyczną w tle (a właściwie na pierwszym planie). Jeżeli ktoś myśli, że adwokat jest z hartowanej stali i nie ma uczuć, to się grubo myli. To cudze cierpienie, tym gorsze (choć nie wiem, czy można to tak wartościować), że wieloletnie, ciche i samotne nie przechodzi bez echa. Współ-czuję, tzn. współodczuwam (a nie współczuję). Jeżeli ktoś zadaje sobie pytanie, jak to możliwe, że można trwać w takim małżeństwie latami, powinien zrozumieć, że przemoc może dotknąć naprawdę każdego? To nie pierwsza taka historia, którą czytam i przekształcam na język pisma procesowego, dlatego wiem (choć trudno to przyjąć do wiadomości), dlaczego się tak dzieje:

– dla dzieci muszę to wytrzymać;

– kocham go/ją – na pewno się zmieni;

– co ludzie powiedzą, przecież wyglądamy na idealne małżeństwo – będą uważali, że to moja wina

To chyba podstawowe argumenty. Będę wdzięczna za dopisanie w komentarzu innych – znanych z własnego życia, lub z prowadzonych spraw. Może ktoś czytając to poczuje, że nie tylko on/ona tak mają? Że nie tylko on/ona dali się tak „wkręcić” w spiralę codzienności i dominacji tego drugiego małżonka, że gdzieś po drodze zapomnieli o sobie „sprzed”.

Te złe emocje to na szczęście nie wszystko. Zaraz potem pojawia się potrzeba pomocy, objęcia opieką prawną skrzywdzoną osobę i dodatkowa motywacja, by walczyć o interes reprezentowanej strony w procesie. Mogę szukać najlepszych rozwiązań prawnych dla mojego Klienta. Najgorsze (tak mi się wydaje) jest w takich sytuacjach poczucie bezsilności. Ja na szczęście mogę działać.

11
Gru

O DETEKTYWACH SŁÓW KILKA

Detektyw w sprawach rozwodowych to już nie nowość. Zdarzyło mi się kilka spraw, w których dowody zebrane przez detektywa były bardzo pomocne. Niestety w większości przypadków, jakie sobie przypominam dowody uzyskane przez detektywa były bezużyteczne.

Pierwszy powód?

Nie każdy, kto nazywa się detektywem potrafi wykonywać tę pracę dobrze. Wśród detektywów jest zapewne tak, jak i w innych profesjach. Są wirtuozi, rzemieślnicy i partacze. Dwie pierwsze grupy są jak najbardziej godne polecenia. Rzetelne usługi, jak zawsze, mają swoją cenę, nie zamierzam się jednak zajmować w tym wpisie cenami. Na partaczy szkoda wydawać nawet jedną złotówkę.

              Jak w przypadku każdego dowodu – trzeba wiedzieć, jak go wykorzystać. Tu musimy wrócić do podstawowych wiadomości o rozwodzie. Decydującym dla nas momentem będzie rozkład pożycia małżeńskiego i utrwalenie tego stanu. Od razu się zgodzę, że często nie jest łatwo sprecyzować, od kiedy możemy mówić o zupełnym rozkładzie pożycia małżeńskiego, ale w którymś momencie możemy z całą pewnością powiedzieć, że już nastąpił. Dlaczego to jest takie ważne?

              Wpływ na winę w rozkładzie pożycia może mieć to, co działo się przed rozkładem pożycia, lub w nieodległym czasie po rozkładzie pożycia (do momentu utrwalenia się rozpadu pożycia małżeńskiego). Zainteresowanych odsyłam do orzeczenia Sądu Najwyższego z dnia 28. września 2000 r. (sygn. akt: IV CKN 112/00). Jeżeli ktoś wynajmie detektywa, żeby śledził małżonka np. rok po wygaśnięciu więzi małżeńskich, to niekoniecznie uzyska dowody na zdradę skutkujące orzeczeniem wyłącznej winy małżonka śledzonego przez detektywa. Nie mogę powiedzieć z całą pewnością, co się może przydać w procesie, a co nie, ale zachęcam do rozwagi przy zbieraniu dowodów. Sam fakt, że wynajęło się detektywa nie przesądza o powodzeniu w sprawie.