20
lip

STRONA ZA GRANICĄ, PEŁNOMOCNIK W POLSCE

Jedna z czytelniczek bloga zadała mi bardzo interesujące pytanie. Odpowiadam wpisem, bo może to zainteresować szersze grono.

Witam, mieszkam z obecnym mężem w Anglii. Chciałabym się spytać, czy jak złożę pozew o rozwód, to czy na rozprawę sądowa mogę wyznaczyć pełnomocnika oraz czy on tez może. Z tego, co słyszałam to chyba osoba, która składa pozew musi się stawić na rozprawie?

Pełnomocnik zastępuje swojego mocodawcę. Nie może jednego – zeznawać za stronę (piszę o tym, bo spotkałam się z takim pytaniem). Faktycznie, co do zasady (nie będę tu wchodzić w szczegóły prawne), powód powinien się stawić na pierwszej rozprawie. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, żeby powoda zastąpił pełnomocnik. Nic nie stoi też na przeszkodzie, aby obie strony skorzystały z pomocy adwokata, czy radcy prawnego.

W przypadku stałego pobytu za granicą problemem może też być osobiste stawiennictwo na rozprawie. Wprawdzie w każdej sprawie rozwodowej sąd zarządza przesłuchanie obu stron, ale w wyjątkowych przypadkach może ograniczyć postępowanie do przesłuchania jednej strony. Kiedy jest to możliwe? Zgodnie z kodeksem postępowania cywilnego wtedy, gdy „z przyczyn natury faktycznej lub prawnej przesłuchać można, co do okoliczności spornych jedną tylko stronę”. Decyzja oczywiście należy do sądu. Nie ma co ukrywać, że pełnomocnikowi łatwiej przedstawić argumentację klienta i przede wszystkim ocenić sytuację, czy w ogóle istnieje szansa na zastosowanie podanego wyżej wyjątku.

Jeżeli nie ma możliwości pominięcia przesłuchania jednej ze stron, zawsze zostaje możliwość przesłuchanie w konsulacie (obywatela polskiego) lub w sądzie (cudzoziemca). To nieco spowalnia sam proces, ale czasem i tak jest to korzystniejsze niż pokonywanie setek kilometrów do sądu. Kalkulacja kosztów (ekonomicznych i czasowych) należy już do samego zainteresowanego.

22
cze

PIENIĄDZE ZASĄDZONE W WYROKU

W jednym z komentarzy otrzymałam pytanie o charakterze czysto technicznym, ale pewnie więcej osób będzie zainteresowanych odpowiedzią:

„(…) mam dostać zwrot kosztów sądowych, czyli 300 zł plus 150 zł od męża. Mam więc pytanie czy sąd przyśle mi te pieniądze i jaki ma na to czas i czy dostanę pismo odnośnie alimentów oraz jak wyegzekwować należne mi od męża 150 zł???”

Sąd oczywiście przysyła kiedyś zasądzone wyrokiem należne pieniądze z „nadpłaconej” opłaty sądowej. Kiedy? Nie potrafię na to pytanie precyzyjnie odpowiedzieć. Zwykle trwa to do kilku miesięcy. To, co mogę poradzić, to wystosowanie pisma do sądu z podaniem numeru rachunku, na jaki sąd powinien zwrócić pieniądze. To może przyspieszyć zwrot. Bez informacji o numerze rachunku sąd prześle pieniądze przekazem pocztowym na adres strony podany w trakcie postępowania sądowego (najczęściej w pozwie). Jeżeli już po zakończeniu sprawy ktoś się wyprowadzi z dotychczasowego adresu i nie poinformuje o tym sądu – jego strata. Pamiętam, jak jeden z moich klientów po dłuższym czasie poprosił mnie o informację, co stało się z pieniędzmi z sądu ze zwrotu opłaty sądowej. Okazało się, że pieniądze zostały już wcześniej wysłane na jego adres, ale zostały „przechwycone” przez byłą już żonę. Można takich nieprzyjemności w prosty sposób (wskazany wyżej) uniknąć.

Już kiedyś pisałam o tym, że sąd sam z siebie, bez wniosku strony, nie przysyła odpisu wyroku do domu. Wyjątek stanowi orzeczenie o alimentach. Taki wyrok zaopatrzony w klauzulę wykonalności (uprawniającej do egzekucji) w zakresie alimentów jest wysyłany do strony uprawnionej bez wniosku.

Co do wyegzekwowania zasądzonych pieniędzy od strony przeciwnej, sugeruję najpierw listownie wezwać do zapłaty, a jeżeli skutków nie będzie – wystąpić do sądu o nadanie klauzuli wykonalności wyrokowi w zakresie tej zasądzonej kwoty. Potem pozostaje już „tradycyjna” droga egzekucji komorniczej.

3
cze

CHWILA PRZERWY NA BLOGU

Prawda jest taka, że zbliżają się zapowiadane przeze mnie wyjazdy. Nie wiem, czy uda mi się w tym czasie cokolwiek napisać, uprzedzam więc z góry, że w najbliższym czasie mogę umieszczać wpisy mniej regularnie, albo – wcale. Obiecuję jednak, że będę się starała, bo co tu ukrywać – lubię pisać na blogu.

27
maj

KONIEC CZY POCZĄTEK?

Czy rozwód to koniec, czy początek? Moim zdaniem i to, i to. Częściej jednak skupiamy się na samym rozwodzie, niż na początku nowego/innego życia. Jasne, że należy myśleć o zakończeniu małżeństwa w sposób najbardziej odpowiadający naszym interesom, ale… Sprawa rozwodowa prędzej, czy później się zakończy, a potem zacznie się zwykłe życie. Jeżeli w rodzinie są dzieci, to rodzice nadal będą musieli się ze sobą kontaktować. Nie uniknie się „punktów stycznych”. Warto o tym myśleć już w trakcie rozwodu. Jeżeli mi ktoś zarzuci, że nadmiernie nakłaniam rozwodzące się strony do porozumienia, to podam przykład odwrotny. Jeżeli podejmujemy w trakcie rozwodu istotne decyzje np. odnośnie do władzy rodzicielskiej, alimentów, kontaktów, że o winie w rozkładzie pożycia małżeńskiego nie wspomnę, nie warto kierować się doraźnym interesem. Warto spojrzeć na problem szerzej, perspektywicznie. Co z tego, że sprawa zakończy się w 5 minut (gruba przenośnia – nawet w Prawie Agaty rozprawy trwają dłużej), jeżeli zaraz potem to, na co zgodziliśmy się w pośpiechu, nie funkcjonuje (bo nie miało szans funkcjonować), albo co gorsza generuje dodatkowe problemy. Można do 18-tki dzieci nie wychodzić z sądu, ale mimo, iż sąd to mój chleb powszedni, uważam, że są lepsze sposoby na spędzanie czasu.

Piszę głównie o rozwodzących się rodzicach, bo w tych sprawach trudno całkowicie odseparować się po rozwodzie od byłego małżonka (dotyczy to, choć w mniejszym stopniu, także rodziców dorosłych dzieci). Bezdzietnym małżonkom łatwiej po rozwodzie odwrócić się na pięcie i nigdy więcej nie oglądać się na oczy.

O co mi w ogóle chodzi? A o to, żeby podkreślić, że po rozwodzie życie trwa nadal i warto zadać sobie trochę trudu i pomyśleć, jak się chce to życie przeżyć? Tej wizji warto podporządkować decyzje w sprawie rozwodowej. Jeżeli z przyszłymi planami koresponduje „pranie brudów” to o.k. (może niektórych zdziwię, ale uważam, że czasem znajduje to uzasadnienie – z różnych powodów), jeżeli pewna wstrzemięźliwość w wypowiedzi sprzyja lepszemu życiu po rozwodzie, to może warto schować dumę do kieszeni i zapracować na lepszą przyszłość. Namawiam do chłodnej kalkulacji zysków i strat – tak ekonomicznych, jak i nie mniej ważnych – emocjonalnych. Ta chłodna kalkulacja to apel zwłaszcza do kobiet, bo my częściej kierujemy się emocjami w podejmowaniu decyzji. Nie uważam tego – co do zasady – za wadę (ten sposób podejmowania decyzji jest mi dosyć bliski), ale nie zawsze ten sposób jest rozsądny.

20
maj

GDZIE BYŁAM OSTATNIO

Tych, którzy chcą się dowiedzieć, gzie ostatnio byłam, zapraszam na mój drugi blog. Tematyka mojego wyjazdu jest związana bardziej z blogiem „bezprawaanirusz”. Nie chcę dublować wpisów, stąd takie nietypowe odesłanie :-).

Zanim przejdę do tematu dzisiejszego wpisu sygnalizuje, że w najbliższym czasie będę zamieszczała wpisy trochę mniej regularnie. Przede mną seria wyjazdów służbowych i prywatnych. O tych służbowych pewnie zresztą będę pisać (już po fakcie). Bardzo proszę o wyrozumiałość J. N to wracamy do tematu.

Czy dziecko może być świadkiem w sprawie rozwodowej lub o separację? Może, ale pod pewnymi warunkami. Dzieci „obce” nie mogą być przesłuchiwane, jeżeli nie ukończyły 13 lat. „Własne”, czyli dzieci rozwodzących się rodziców (albo wnuki – i tak się zdarza) muszą mieć ukończone 17 lat. Dzieci obce w ogóle pominę w dalszych rozważaniach, bo jak żyję, nie pamiętam, by ktoś chciał przesłuchiwać cudze dzieci we własnej sprawie małżeńskiej. Co do „własnych” …

Jak każdemu świadkowi spokrewnionemu ze stroną postępowania, dziecku służy prawo odmowy składania zeznań bez żadnych negatywnych konsekwencji. Po prostu dziecko wchodzi na salę, po pouczeniu przez sędziego mówi, że nie chce zeznawać i wychodzi. Pytanie tylko, po co takiego świadka zgłaszać w sprawie?

Przyznam, że – na szczęście – nieczęsto zdarzają się sprawy, w których przesłuchiwane są dzieci stron. Osobiście nie jestem fanką przesłuchiwania dzieci, nawet dorosłych. Dlaczego? Zawsze obawiam się, że – nawet, jeżeli w danym momencie dziecko jest złe na jednego z rodziców – może kiedyś w przyszłości przyjść na nie moment refleksji i żalu, że zeznawało przeciwko ojcu, czy matce. Czasu nie da się cofnąć, nie da się zmienić wypowiedzianych słów. Nie ukrywam, że wymagam od swoich klientów głębokiego przemyślenia decyzji o zgłoszeniu dzieci w charakterze świadków. Uważam, że – jeżeli tylko jest taka możliwość – dzieci należy chronić i sprawy między dorosłymi załatwiać bez angażowania w to potomków.

Od razu dodam, że nie wykluczam, że zdarzają się sytuacje skrajne, w których przesłuchanie dzieci jest uzasadnione i nie stwarza rozterek natury „moralnej”.

Zdecydowanie zachęcam jednak do rozwagi i empatii – nie stawiajmy dzieci w sytuacji trudnej do zniesienia (teraz, lub – po refleksji – w przyszłości).

23
kwi

HELSIŃSKA FUNDACJA PRAW CZŁOWIEKA – BADANIE

Pierwszy raz czynię wyłom w moich zasadach i na prośbę Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka publikuję ogłoszenie HFPC. Dlaczego? Bo uważam, że warto:

Helsińska Fundacja Praw Człowieka (HFPC) we współpracy z Agencją Praw Podstawowych Unii Europejskiej (FRA) prowadzi obecnie badanie z udziałem dzieci dotyczące ich doświadczeń związanych z uczestnictwem w postępowaniu cywilnym lub karnym. W ubiegłym roku przeprowadziliśmy fazę pilotażową tego badania. W jej ramach przeprowadziliśmy 10 indywidualnych wywiadów z dziećmi, które były przesłuchiwane w postępowaniu karnym.

W ramach obecnego badania prowadzimy wywiady indywidualne z dziećmi, które brały udział w postępowaniu karnym lub cywilnym (w tym badanie w RODK lub przez biegłego psychologa). Celem wywiadu jest ustalenie w jaki sposób dzieci postrzegają wymiar sprawiedliwości oraz jak oceniają podejście poszczególnych jego przedstawicieli (sędziów, prokuratorów, biegłych psychologów) do problemów dzieci.

Wywiady trwają ok. 30 minut, są poufne (na żadnym etapie nie zbieramy danych osobowych dzieci ani ich przedstawicieli ustawowych) oraz odbywają się w miejscu i czasie dogodnym dla dziecka. Wywiady są nagrywane jedynie po uzyskaniu uprzedniej zgody dziecka i jego przedstawiciela ustawowego. W trakcie wywiadu nie pytamy o sprawy, w związku z którymi dzieci trafiły do sądów. HFPC dokłada wszelkich starań w procesie uzyskiwania świadomej zgody zarówno przedstawiciela ustawowego, jak i dziecka. Wywiady są przeprowadzane przez wykwalifikowanych badaczy HFPC, którzy mają doświadczenie w pracy z dziećmi.

W pierwszej części wywiadu badacz zadaje dziecku pytania na temat przebiegu samego przesłuchania:

- w oparciu o rysunki na kartach, które pokazuje badacz, dziecko jest proszone o opowiedzenie o swoich doświadczeniach związanych z przesłuchaniem m.in. z kim dziecko rozmawiało w trakcie przesłuchania (np. z sędzią, policjantem, prokuratorem lub psychologiem), co dziecko czuło w trakcie przesłuchania (np. czy było zestresowane, spokojne, niepewne), czy ktoś dziecku towarzyszył w trakcie przesłuchania (np. członkowie rodziny, psycholog etc.),

- czy dziecko czuło się poważnie potraktowane, czyli czy uważa, że ludzie, którzy uczestniczyli w przesłuchaniu słuchali dziecka uważnie i jakie było ich nastawienie względem dziecka.

W drugiej części wywiadu badacz zadaje dziecku pytania dotyczące informacji, które dziecko otrzymało w trakcie postępowania. W tej części wywiadu chodzi o ustalenie:

- kto i kiedy powiedział dziecku, że będzie przesłuchiwane,

- czy dziecko otrzymało jakieś materiały wyjaśniające, jak powinna wyglądać wizyta w sądzie,

- czy ktoś przygotował dziecko do przesłuchania.

Zachęcam do wzięcia udziału w badaniu. Chyba wszystkim, i tym którzy mają doświadczenia sądowe swoich dzieci za sobą, ale też i tym, którzy – być może – mają je przed sobą (a to potencjalnie każdy), zależy na poprawie jakości kontaktów dzieci z szeroko pojętym wymiarem sprawiedliwości. Bez rzetelnych badań trudno postawić diagnozę oraz wytyczyć kierunek zmian. 

Więcej szczegółów można znaleźć na stronie poświęconej badaniom: tu

 

 

19
kwi

WESOŁYCH ŚWIĄT

Życzę wszystkim czytelnikom bloga radosnych i spokojnych Świąt!

Na „karteczce” są pisanki zrobione własnoręcznie przez moją Klientkę (zdolną, jak widać :-))

WP_20140412_001

16
kwi

MEDIACJA W ROZWODZIE LUB SEPARACJI

Zachęcam serdecznie do mediacji. To alternatywny sposób rozwiązywania sporów, niejednokrotnie skuteczny. W mediacji można wiele zyskać i niewiele (o ile w ogóle) – stracić. Zatem – same plusy.

1
kwi

SIŁA ROZPĘDU

Ostatnio spotkałam się kilka razy pod rząd z sytuacją, że klienci chcieli się rozwieść, ale (przynajmniej do wizyty u mnie) żyli z drugą „połówką” tak, jakby nic się nie działo. Żona gotowała, prasowała mężowi koszule, mąż naprawiał żonie samochód (tak, „jadę” po stereotypach), małżonkowie nadal spali w jednym łóżku („ale do niczego nie dochodziło”) itd., itp.

Ja mogę klientowi uwierzyć, że pożycie fizyczne wymarło, a obiadek, to zwykła uprzejmość „niemałżeńska”. Tyle, że moja wiara nie ma najmniejszego znaczenia. Czy sąd uwierzy? Nie mam pojęcia. Raczej istnieje duże ryzyko, że nie uwierzy, no bo co to za tłumaczenie dorosłego człowieka, że śpimy razem, bo nie mamy drugiego łóżka? Można kupić łóżko, albo materac, karimatę, a w ostateczności można spać na podłodze.

To o czym piszę, to tzw. więź gospodarcza. Najmniej istotna – moim zdaniem – w codziennym życiu małżonków, ale najbardziej widoczna na zewnątrz. Wspólny Sylwester na miesiąc przed rozwodem? Po co poszli razem? Wspólny kredyt na mieszkanie? To jednak przed chwilą planowali wspólną przyszłość. Wspólny wyjazd na weekend? To jednak nadal chcą razem spędzać czas.

Wszyscy moi klienci wysłuchują u mnie opowieści o moim wieloletnim rozwodzie. Mój przeciwnik miał wygraną w kieszeni (moja klientka nie godziła się na rozwód), ale wszystko przekreślił w jednej minucie na ostatniej rozprawie. Na pytanie sądu, kiedy ostatni raz powód zaprosił żonę do kawiarni (tak, tak, zdarzają się i takie pytania), mój przeciwnik uniósł się męską dumą i poinformował sąd, że co tam do kawiarni. Do restauracji zaprosił, tydzień temu. Jakkolwiek to szokująco brzmi, był to koniec marzeń o rozwodzie.

Jeżeli naprawdę nasze małżeństwo się rozpadło, to nie ma co żyć „siłą rozpędu”. Skoro planujemy drastyczne zmiany w życiu (rozwód to nic innego, jak zmiany), to zmiany te – odzwierciedlające stan uczuć – trzeba wprowadzić już dziś. Że to demonstracja? O.k., ale, przecież skutkiem rozwodu ma być właśnie odrębne życie. Jeżeli chcemy kogoś przekonać, że koniec małżeństwa to nie blef, musimy swoim życiem zaświadczyć, że to prawda.