13
cze

CZY MOŻNA ZASKARŻYĆ PRAWOMOCNY WYROK ROZWODOWY?

Czasem jest tak, że pytanie zadane w komentarzu trafi „w punkt” i nowy wpis jest prawie, jak na zawołanie. Tak się stało w przypadku tego komentarza:

Witam, czy po uprawomocnieniu się wyroku bez orzekania o winie jest jakiś okres czasu w ciągu którego można zwrócić się jeszcze do sądu o zmianę wyroku na orzeczenie o winie? Czy jest to tylko możliwie przy wniesieniu apelacji przed upływem 21 dni uprawomocniania wyroku?

Właśnie ostatnio prowadziłam sprawę, w której można było rozważyć „zaskarżenie” prawomocnego wyroku. Tak naprawdę, technicznie rzecz ujmując, nie jest to zaskarżenie wyroku rozwodowego, ale całkiem nowa sprawa – o wznowienie postępowania – w trakcie którego sąd decyduje, czy powinien wznowić postępowanie, czyli wrócić do zakończonego postępowania rozwodowego, czy też nie.

Kiedy można złożyć skargę o wznowienie postępowania rozwodowego? Nie napiszę o wszystkich przesłankach pozwalających na wznowienie postępowania (nie jest to sprawa prosta, więc nie ma potrzeby komplikować wpisu technicznymi terminami), a jedynie o tych, które pewnie się najczęściej zdarzają. Można wznowić postępowanie między innymi wtedy, gdy wyrok został:

  • wydany na podstawie podrobionego dokumentu,
  • uzyskany za pomocą przestępstwa

Pierwszy z brzegu przykład z życia wzięty? Mąż zeznał w sądzie (po odebraniu przyrzeczenia), że nie ma dzieci, a już po uprawomocnieniu się wyroku rozwodowego żona dowiaduje się, że potomek jest już na świecie od dobrych kilku miesięcy (żył oczywiście w dacie zeznań męża). Żona nic nie wiedziała o zdradzie małżeńskiej, bo gdyby wiedziała – nigdy nie zgodziłaby się na rozwód bez orzekania o winie.

W takiej sytuacji można rozważyć złożenie skargi o wznowienie postępowania. Należy pamiętać o terminach, które ograniczają możliwość złożenia skargi – 3 miesiące od daty dowiedzenia się o podstawie skargi (czyli, dlaczego sąd powinien wrócić do zakończonej sprawy), ale zasadniczo (jak zwykle są tu wyjątki) nie później niż 5 lat od uprawomocnienia się wyroku.

Czy to już wszystko, jeżeli chodzi o podstawowe informacje o wznowieniu postępowania rozwodowego? Jest jeszcze jeden mały „haczyk” – nie można wznowić postępowania rozwodowego, jeżeli choćby jedna ze stron zawarła po jego uprawomocnieniu się nowy związek małżeński.

 

Dzisiejszy tytuł jest nieco przydługi, ale nie udało mi się wymyślić nic lepszego :-).

Tym wpisem odpowiadam na pytanie p. Danuty:

Chciałabym zapytać, co z obowiązkiem wobec byłej małżonki, jeżeli były maż zawarł nowy związek małżeński? Jak ma się do tego okres bezterminowego i terminowego obowiązku wobec byłego współmałżonka?

Pisałam już kiedyś o tym, ale powtórzę. Obowiązki małżonków wobec siebie nie kończą się wcale z rozwodem. Istnieje jeszcze obowiązek alimentacyjny między byłymi małżonkami.

W przypadku rozwodu bez orzekania o winie obowiązek alimentacyjny jest wzajemny i trwa przez lat 5 od daty uprawomocnienia się wyroku rozwodowego. Jeżeli rozwód był orzeczony z winy obu stron, to wzajemny obowiązek alimentacyjny byłych małżonków jest już dożywotni. Małżonek wyłącznie winny za rozkład pożycia małżeńskiego też jest zobowiązany wobec małżonka niewinnego dożywotnio (małżonek niewinny może odetchnąć, bo w ogóle nie jest zobowiązany alimentacyjnie wobec małżonka winnego). Tyle w telegraficznym skrócie.

O co więc chodzi z tą radością ze ślubu byłej/byłego? Ktoś mi powie, że na głowę upadłam twierdząc, że ma się cieszyć ze szczęścia drugiej byłej połowy. Tak naprawdę, to jedynie małżonek niewinny może przyjąć wiadomość o ślubie obojętnie. W pozostałych przypadkach, jeżeli obowiązek alimentacyjny nadal trwa, ślub byłego małżonka to informacja pozytywna z punktu widzenia obowiązku alimentacyjnego.

Zasada jest taka: nowy małżonek zwalnia byłego małżonka z obowiązku alimentacyjnego. Nieważne, czy do ślubu doszło w rok po rozwodzie, czy po 10 latach (przy rozwodzie z orzekaniem winy oczywiście). Ważne, żeby zrozumieć, że to zwolnienie działa tylko w jedną stronę, tzn. maż po ślubie z nową żoną nie może domagać się alimentów od Byłej, ale już Była może się nadal domagać alimentów od byłego męża (chyba, że sama wyszła za mąż).

O związku partnerskim napiszę innym razem.

17
maj

JAKIE PRAWO W SPRAWIE ROZWODOWEJ?

Wczoraj wróciłam do domu po kilkudniowej nieobecności. Nie da się ukryć, że dość dużo w tym roku podróżuję – przede wszystkim z przyczyn zawodowych. Tym razem byłam w Wilnie na szkoleniu zorganizowanym przez Europaeische Rechtsakademie, dotyczącym rozwodów i spraw alimentacyjnych o charakterze transgranicznym.  Spędziłam kilka dni na analizie przepisów europejskich i ćwiczeniu ich zastosowania w praktyce. Przy okazji nawiązałam nowe kontakty z kolegami adwokatami zajmującymi się – tak, jak ja – sprawami rodzinnymi w innych państwach.

Będę krok po kroku pisała o sprawach o charakterze międzynarodowym, a  dzisiaj zwrócić szczególną uwagę na bardzo ważny aspekt rozwodów (ale także innych spraw) z elementem transgranicznym. Należy odróżnić kwestię jurysdykcji (uprawnienia sądu do rozpoznawania sprawy) od kwestii wskazania właściwego prawa, jakie należy w sprawie stosować.

Prowadziłam kiedyś sprawę sympatycznej pani, która wygrała z mężem „wyścig o jurysdykcję”. Od początku informowałam, że ustalenie jurysdykcji w sądzie polskim to dopiero część sukcesu. Kolejnym zagadnieniem była właśnie kwestia prawa stosowanego w tej konkretnej sprawie. Klientce, z różnych względów, zależało na prawie polskim. Sąd – zgodnie z moimi przewidywaniami – uznał, że zastosowanie znajdzie jednak prawo państwa pochodzenia męża.

Jaki z tego wniosek?

Jakkolwiek dziwne się to może wydawać, może się zdarzyć sytuacja, że przed sądem w Polsce toczy się sprawa rozwodowa z elementem transgranicznym według prawa np. hindu, albo niemieckiego, albo jakiegokolwiek innego niż polskie.

W Polsce o wyborze prawa decyduje prawo prywatne międzynarodowe, ale trzeba pamiętać, że w niektórych państwach Unii Europejskiej obowiązuje rozporządzenie nr 1259/2010, czyli tzw. Rzym III, który wprowadza osobne reguły ustalania prawa właściwego. Warto więc, zanim się podejmie decyzję o rozwodzie, rozważyć wszystkie argumenty przemawiające za jurysdykcją sądu tego, czy innego państwa, żeby móc ustalić możliwości korzystniejszego wyboru prawa. To może być ważna broń w ochronie swoich interesów.

26
kwi

OFIARY INNEJ WOJNY

O uprowadzeniu rodzicielskim pisałam do tej pory na moim drugim blogu (uprowadzenie rodzicielskie na www.bezprawaanirusz.pl), ale pomyślałam, że temat jest aktualny także na blogu o rozwodzie. Pomysł, żeby zabrać dzieci i wyjechać daleko od drugiego rodzica pojawia się także przed, a czasem w trakcie sprawy rozwodowej. Moje poglądy prezentuję na drugim blogu.

Dzisiaj chcę zachęcić do obejrzenia dokumentu „Victims of another war” (niestety tylko w jęz. angielskim – może kiedyś doczeka się napisów w jęz. polskim) – wypowiedzi dzieci porwanych przez rodziców. To bardzo mocny przekaz i niezwykle smutne wnioski.

Zanim zdecydujesz odseparować dziecko od drugiego rodzica (nieważnie z jakiego powodu) – obejrzyj i zastanów się. Pomyśl o konsekwencjach długofalowych, bo Twoje dziecko kiedyś dorośnie i oceni Was oboje. Ocena może być gorzka.

 

13
kwi

WYSŁUCHANIE DZIECKA W POSTĘPOWANIU SĄDOWYM

Obiecałam, że przekażę trochę informacji ze szkolenia w Pradze. Dzisiaj o wysłuchaniu dziecka w trakcie postępowania rozwodowego (choć nie tylko, bo to samo obowiązuje w każdym postępowaniu dotyczącym dziecka) – w dużej mierze opieram się o informacje z prezentacji sędzi Sabine Brieger z Berlina, która przekazywała nam swoją wiedzę i doświadczenie.

Zacznę od tego, że prawo polskie gwarantuje dziecku prawo bycia wysłuchanym w sprawach dotyczących dziecka. Wynika to z Konwencji o Prawach Dziecka (art. 12), konstytucji RP (art. 72) i kodeksu postępowania cywilnego (art. 2161 k.p.c.). Warunkiem, aby takie wysłuchanie mogło się odbyć jest stopień dojrzałości dziecka (prawo polskie nie ustaliło granicy wieku, od której można wysłuchać dziecko i moim zdaniem jest to rozwiązanie lepsze, niż ograniczanie takiej możliwości do dzieci np. od 12 roku życia).

Przyznam, że jedynie raz zdarzyło mi się (w sprawie z konwencji haskiej – pisałam o tym tu), że sąd osobiście wysłuchał dziecko. We wszystkich sprawach rozwodowych i rodzinnych przed Sądami Rejonowymi, jakie prowadziłam, sąd kierował dzieci na badanie do Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego, a w sądach rejonowych sędziowie (piszę oczywiście o sądach w Krakowie) posiłkują się opinią psychologa. Wiem z konferencji sprzed kilku lat w Gdańsku, że są w Polsce sędziowie, którzy nie boją się wysłuchiwać dzieci, ale z rozmów z kolegami adwokatami, że są to wyjątki.

Czemu w ogóle ma służyć wysłuchanie dziecka? Przede wszystkim – dobru dziecka i ma też pozwolić sędziemu na lepszą ocenę stanu faktycznego sprawy. Mam wrażenie, że w Polsce przyzwyczailiśmy się do decydowania o losie dzieci bez dzieci. Prawo europejskie narzuca nam całkiem inne standardy. Dla zainteresowanych – polecam wytyczne Komitetu Ministrów Rady Europy dotyczące wymiaru sprawiedliwości przyjaznego dzieciom.

Wymagania, jakie powinny być spełnione dla prawidłowego wysłuchania dziecka:

  • osoba wysłuchująca dziecko musi odbyć odpowiedni trening/szkolenie – o ile wiem (ale może mnie ktoś poprawi) sędziowie w Polsce nie odbywają szkoleń na ten temat, w efekcie czego boją się wysłuchiwania dzieci;
  • odpowiednio dobrany czas wysłuchania – dziecko nie może czekać pod salą/pokojem (albo będzie „umierało” z nerwów, albo zwyczajnie się znudzi), czy też tracić zajęcia szkolne (oznacza to, że wysłuchanie dziecka szkolnego powinno odbyć się z uwzględnieniem zajęć dziecka);
  • przygotowanie odpowiedniego i przyjaznego otoczenia – wcale nie musi to być osobny pokój z zabawkami. Sędzia Brieger prowadzi wysłuchanie dzieci u siebie w gabinecie;
  • należyte przygotowanie sędziego (pytań do dziecka) – wysłuchanie dziecka to kwestia 15 min do godziny.

Jak powinno wyglądać wysłuchanie dziecka – dobre praktyki wg sędzi Brieger:

– oswojenie dziecka z pytającym – pytania o wiek, przyjaciół, szkołę, przedszkole, hobby;

– pytanie, czy dziecko wie, dlaczego sędzia chce z nim rozmawiać;

– wyjaśnienie procedur sądowych;

– wyjaśnienie, że na dziecku nie spoczywa odpowiedzialność za podjęcie decyzji. Sędzia powinien podkreślić, że decyzję podejmą rodzice, a jeżeli nie dojdą do porozumienia – jest to zadanie sędziego;

– pytania otwarte na temat aktualnej sytuacji dziecka;

– podsumowanie rozmowy, uzyskanie akceptacji dziecka na ujawnienie wypowiedzi dziecka rodzicom (brak zgody musi być uszanowany);

– czas na pytania dziecka do sędziego

To, co mnie zaskoczyło, to informacja, że sędzia Brieger wysłuchuje dzieci na jeden/dwa dni przed spotkaniem w sądzie z rodzicami. W takiej sytuacji sędzia może poinformować na rozprawie rodziców o informacjach uzyskanych wcześniej od dziecka, co może wpłynąć na rodziców i skłonić ich do szukania kompromisu. We wszystkich sprawach rodzinnych, które prowadziłam dziecko było kierowane – o ile w ogóle było – do psychologów dopiero pod sam koniec postępowania.

Czy powinniśmy się dziwić, że sędziowie nie wysłuchują osobiście dzieci? Po ludzku – nie. Sędziowie są przepracowani i nie mają czasu (smutne to, ale prawdziwe, choć nie może tłumaczyć wymiaru sprawiedliwości, jako takiego). Nie mają też przygotowania (nie słyszałam, aby sędziowie byli szkoleni z metod wysłuchiwania dzieci, ale może ktoś uzupełni moją wiedzę), co znów niczego nie tłumaczy, ale powoduje, że sędziowie zwyczajnie boją się spotkania z dzieckiem stron. Ale przyznam się, że im jestem starsza, tym mniej mam zrozumienia – jako prawnik – dla niedociągnięć wymiaru sprawiedliwości (żeby była jasność, w Polsce nie jest najgorzej, ale z całą pewnością mogłoby być lepiej). Marzy mi się więc, że sędziowie odbędą odpowiednie szkolenia i będą stosować nabyte umiejętności dla jak największej korzyści dzieci, ale też skonfliktowanych rodziców.

20
mar

WSPÓLNY POZEW

Czasem zdarza się, że po poradę prawną do adwokata przychodzą oboje małżonkowie. O takiej sytuacji pisałam już na blogu (wpis jest dostępny tu). W komentarzu pod wpisem pojawiła się informacja o reprezentacji obu stron postępowania rozwodowego przez jednego prawnika. Trudno mi sobie w ogóle wyobrazić taką sytuację, ale – jak zwykle – życie jest bogatsze niż wyobraźnia.

Przy okazji wspólnych wizyt małżonków w kancelarii spotykam się czasem także z pytaniem, czy jest możliwe złożenie wspólnego pozwu rozwodowego? Oczywiście nie przez fachowego pełnomocnika, bo nie mam wątpliwości, że to nie wchodzi w grę, ale przez same strony. Bo może będzie szybciej, bo np. małżonkowie nie mogą się zdecydować, kto ma złożyć pozew.

Jaka jest prawidłowa odpowiedź? Szczerze mówiąc pozew może być podpisany przez oboje małżonków (jeżeli taki pozew zostanie złożony, to taki będzie), ale nie ma to specjalnego sensu i znaczenia. Sąd i tak sklasyfikuje jednego z małżonków – jako powoda, a drugiego – jako pozwanego. I tak będzie wymagał dodatkowego odpisu pozwu, żeby móc wysłać dokument od pozwanego. I tak zakreśli pozwanemu termin do złożenia odpowiedzi na pozew, choć przecież podpis tego małżonka figuruje na pozwie. Bez sensu? Być może dobrze by było, żeby taki pozew przyspieszał sprawę rozwodową. Póki co taka jest procedura – musi być i powód i pozwany, a sąd musi drugiej stronie doręczyć pozew.

Przyznam, że to, co się dzieje w sądzie, nie zawsze jest zbieżne z moim poczuciem o tym, co powinno się dziać :-). Właśnie z tego powodu dobrze jest sprawdzić teorię w praktyce. Niedawno moja koleżanka z lat szkolnych wniosła pozew podpisany również przez jej męża. Efekt? Dokładnie taki, jak mi się wydawało, że powinien być. Sąd wysłał do męża odpis pozwu i cała procedura odbyła się w sposób – można powiedzieć – tradycyjny.

Jeżeli koniecznie chcecie złożyć wspólny pozew rozwodowy, to oczywiście pozew będzie przyjęty, ale nie spodziewajcie się, że cokolwiek to zmieni na korzyść w waszej sprawie. Może lepiej od razu wybrać, kto będzie powodem, a kto pozwanym? I tak, w zgodnej sprawie w końcowym rozrachunku nie ma to najmniejszego znaczenia.

 

 

7
mar

ZARZUTY DO OPINII RODK

Długo nie pisałam, ale najpierw odpoczywałam, a potem intensywnie nadrabiałam w pracy tygodniową nieobecność. Wracam jednak do zwykłego rytmu i postaram się znów pisać regularnie. Zaczynamy…

Zostaliście skierowani do Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego, odbyliście wszystkie testy i rozmowy, aż nadszedł czas, gdy odpis opinii trafił do Twoich rąk. Co dalej? Nie będę pisać, że należy opinię dokładnie przeczytać, bo to oczywiste. Podkreślę jednak, że najważniejsza część opinii znajduje się na końcu dokumentu i jest zatytułowana: „wnioski”. To właśnie jest podsumowanie całej opinii i wskazówka dla sądu orzekającego w sprawie. Nie ma więc co się cieszyć z pozytywnych ocen w treści opinii, jeżeli wnioski końcowe są niekorzystne, np. z opisu w treści opinii, że rodzic X ma lepsze kompetencje wychowawcze od rodzica Y, ale wnioskach opinii to rodzic Y wskazany jest, jako ten, któremu należy – zdaniem biegłych – powierzyć wykonywanie władzy rodzicielskiej. Zwykle razem z opinią sąd wysyła wezwanie do zgłoszenia zarzutów do opinii w terminie 14 dni (proszę czytać uważnie, w konkretnym przypadku termin może być inny – o liczeniu terminu pisałam tu). O co chodzi z tymi zarzutami? Nie wystarczy napisać, że się z czymś nie zgadzamy – to jedynie prezentacja własnych poglądów, z czego nic nie wynika dla sprawy. Trzeba napisać, co biegli ocenili źle, jakie wyciągnęli błędne wnioski i konieczne napisać – dlaczego?

Oczywiście, zgłoszenie zarzutów do opinii to nie obowiązek, a jedynie możliwość. Jeżeli się zgadzamy z opinią, to po prostu czekamy na dalszy rozwój wypadków. Jeżeli nikt nie zgłosi zarzutów, o sprawa będzie się toczyć dalej swoim trybem. Jeżeli zarzuty są jednak zgłoszone, to najczęściej sąd wysyła pismo z zarzutami do biegłych z prośbą o ustosunkowanie się do zastrzeżeń strony, czy stron. Po jakimś czasie do sądu wpłynie więc opinia uzupełniająca. Jeżeli nadal opinia nie zadawala strony, to znów należy wyjaśnić, dlaczego biegli się mylą. Można zgłosić też nowe zarzuty. Po kolejnym piśmie z zarzutami sąd może wezwać biegłych na rozprawę i oczekiwać ich wyjaśnień i odpowiedzi na pytania stron. Sąd może też (ale to zależy od jakości opinii i wniosków stron) powołać nowych biegłych i zarządzić sporządzenie nowej opinii. Bywa i tak (choć nie tak znowu często).

Ważne, żeby pamiętać, że polemizować z opinią można jedynie w warstwie merytorycznej. Nie jest to łatwe, bo biegli są specjalistami z dziedziny, na której zwykle w ogóle się nie znamy, albo nasza wiedza jest dalece uboższa. Podejmowanie dyskusji z biegłymi (nie tylko z RODK) jest z tego powodu trudne, ale nie niemożliwe. Warto więc czasem pomyśleć o prywatnej konsultacji opinii RODK ze specjalistą. Nie gwarantuje to sukcesu, ale zwiększa szanse na wyrównaną dyskusję.

11
lut

O OPIECE NAPRZEMIENNEJ W RADIU KRAKÓW

Dzisiaj byłam gościem w programie Przed hejnałem w Radiu Kraków. Rozmowy można posłuchać tu.

8
lut

Wszystko w odpowiednim czasie

Przyznaję ze wstydem, że porzuciłam blog na chwilę. Nie z wlasnej winy – ilość pracy w kancelarii skutecznie odciągnęła mnie na chwilę od bloga. Postaram się pisać znów regularnie.

Dzisiaj wpis oparty na wiadomości od czytelnika;

Witam. Ja dla odmiany opiszę swój przypadek ku przestrodze innych. Moja była żona zostawiła mi dzieci i wyjechała za granicę. Przez 5 lat nawet do nich nie zadzwoniła (mój błąd, że wtedy nie próbowałem ograniczyć jej praw rodzicielskich). Kiedy zacząłem układać swoje życie na nowo – poznałem kobietę, która pokochała moje dzieci – moja ex wróciła po dzieci. Powiedziała, że w Niemczech mając dzieci będzie mogła żyć z socjalu i nie będzie musiała pracować. Oczywiście sprawa rozegrała się w Sądzie, jednak przegrałem :( wyjechała w grudniu 2011 roku. W lutym 2012 była już mężatką. Obecnie podała mnie o podwyższenie alimentów – żąda 700 zł na dziecko ( ja zarabiam 2200 zł/m-c). Twierdzi, że miesięczny koszt utrzymania dwojga dzieci to kwota 900 euro. Ona rzekomo zarabia 500 euro a w utrzymaniu dzieci pomaga jej mąż. W pozwie nie wspomniała słowem o zasiłku, który dostaje. Za to sugerowała, że ja dokładam się do dzieci, które wychowuje moja partnerka. Moja kobieta ma obecnie dzieci w rodzinie zastępczej i od państwa dostaje 1000 zł – potrafi z tych pieniędzy dzieci ubrać, wyżywić, zapewnić zajęcia dodatkowe, jeździć do specjalistów w oddalonym mieście i troszkę (choć niewiele) odłożyć im na przyszłość. Aż się boję myśleć co będzie jeśli Sąd przystanie na 700 zł… A wystarczyło w odpowiednim czasie poinformować Sąd kto faktycznie sprawuje opiekę nad dziećmi….

Historia smutna i do tego nieodosobniona. Spotykam się niejednokrotnie z podobnymi historiami – rodziców, którzy w odpowiednim czasie nie zadbali o uregulowanie władzy rodzicielskiej.

Wprawdzie w wyroku rozwodowym sąd zawsze orzeka o władzy rodzicielskiej (albo pozostawia obojgu rodzicom, albo powierza wykonywanie władzy rodzicielskiej jednemu z rodziców), ale wcale nie znaczy to, że tak to ma  wyglądać aż do 18-tki dziecka. Ten element wyroku (jak zresztą każdy dotyczący dziecka) może ulec zmianie w razie potrzeby tj. zmiany sytuacji dziecka, lub rodziców. Muszę jeszcze podkreślić, że o ile w sprawie alimentów, czy kontaktów rodzice mogą się porozumieć i realizować swoje porozumienie, to w przypadku władzy rodzicielskiej potrzebne jest orzeczenie sądu rodzinnego. Warto o tym pamiętać i pilnować spraw swoich i dziecka na bieżąco.

Wiem, że to kłopotliwe: trzeba wnieść sprawę do sądu, czasem odwiedzić adwokata, czy też zlecić adwokatowi prowadzenie sprawy, ale – jak widać na załączonym obrazku, brak inicjatywy w tym zakresie może skutkować negatywnymi konsekwencjami.

Oczywiście nie wypowiadam się na temat postępowania dowodowego w sprawie opisanej przez czytelnika, bo nic  o tym nie wiem. Z całą pewnością jednak wcześniejsze orzeczenie o powierzeniu władzy rodzicielskiej byłoby pomocne.

Chociaż jestem kobietą (ale adwokatem – a adwokat „nie ma płci” :-)), z przykrością muszę stwierdzić, że matki mają „z marszu” lepszą pozycję przed sądami, niż ojcowie. Nie jestem oczywiście za tym, aby to ojcowie mieli lepszą sytuację. Marzy mi się po prostu równość stron. 

2
sty

ZDROWY EGOIZM

Między świętami a nowym rokiem zwyczajnie pracowałam i właśnie międzyświąteczne spotkanie z klientką jest inspiracją do dzisiejszego wpisu.

Nie będzie niczym odkrywczym, jeśli stwierdzę, że część rozwodzących się osób robi to dlatego, że chce, ale jakaś część – dlatego, że musi. Nie jest łatwo porzucać znaną przestrzeń, przyzwyczajeń i zaczynać całkiem nowe życie. To jak skok na główkę, a przecież przyzwyczajenie, to druga natura człowieka. Pani, z którą rozmawiałam podjęła decyzję o zakończeniu wspólnego życia z alkoholikiem. Możemy sobie jedynie wyobrażać, jak mogło wyglądać jej życie z dziećmi. Mimo to strach przed nowym, nieznanym jest całkiem naturalny.

To, o czym chcę napisać, to poczucie odpowiedzialności tej kobiety za człowieka, który krzywdził ją i dzieci. I tu dochodzimy do zdrowego egoizmu (to żaden naukowy termin – to ja to tak nazywam). Trzeba nauczyć się myślenia o sobie, o swoich potrzebach i marzeniach. Nie namawiam nikogo do myślenia wyłącznie o sobie. Ludzie, którzy nas otaczają też są ważni, ważne są dzieci. Ale lata wyrzeczeń, dbania wyłącznie o bliskich dają o sobie znać i – z moich obserwacji – osoby z ciężkimi doświadczeniami życiowymi mają trudności z myśleniem o swoich potrzebach. Właśnie dlatego zwykle zalecam kontakt z psychologiem. Taka drastyczna zmiana życiowa, to jak uczenie się chodzenia od nowa – warto mieć osobę, która pomoże i pokaże, że można żyć inaczej: bez strachu o każdy dzień, z uśmiechem na twarzy i drobnymi radościami.

W tym pierwszym wpisie w nowym roku życzę serdecznie, abyście myśleli o innych, ale nie zapominali o sobie!